Opowieść o heroicznej walce o zdrowie dzieci w cieniu propagandy PRL
● Sprawa określana mianem "polskiego Czarnobyla" ● Historia napisana przez rodowitego Ślązaka, jednego z byłych pacjentów dr Wadowskiej-Król ● W rolach głównych wybitny duet aktorski: Agata Kulesza i Arkadiusz Jakubik
Głowa powraca w swoje rodzinne strony, na Górny Śląsk. Pogrzeb kolegi przywraca wspomnienia, a on musi zmierzyć się z tajemnicą sprzed lat, kiedy to znikali jego rówieśnicy. Już w latach 70-tych Głowa próbował rozwiązać tę zagadkę jako osiedlowy detektyw, a nad jego śledztwem unosił się wtedy złowrogi cień huty: Matki Żywicielki i Matki Trucicielki. Nocami spowitymi sinym dymem szukał rozwiązania i walczył ze strachem przychodzącym z dorosłego świata. Tropy wiodły do rejonowej przychodni dla dzieci, do Doktórki Jolanty Wadowskiej - Król. Czy po latach można opowiedzieć do końca historię ołowianych dzieci?
To niesamowite, że dzisiaj możemy słuchać o epidemii, która nie istniała. Minęło prawie 50 lat, teoretycznie zmienił się ustrój naszego umiłowanego kraju, a władza działa jakby podobnie. Za oknem mamy 400% normy pyłów zawieszonych, rocznie umiera przedwcześnie ponad 40tyś. osób, a władza na to: "no tak, przecież pomożemy, przecież jest program, przecież wymieniamy piece..." - no tak, zajmie nam to jakieś 40 lat, ale przecież wiecie, rozumiecie, plany są!
Nie chce się nawet szukać analogii w epiedemii Covid-19, bo tutaj pewnie jest jeszcze gorzej i po ujawnieniu pełnego obrazu tej epidemii w Polsce może się okazać, że ci źli komuniści byli mniej opresyjni, niż "kaczo-demokraci" - obym się mylił...
Ocena książki na pewno wyższa, niż na nią zasługuje ze względu na to, że znam dobrze okolice i słuchałem jej będąc oczami na wymienionych ulicach.
Historia o epidemii ołowicy na Śląsku nie jest mi obca, choć poznałam ją przypadkiem i bez szczegółów. Teoretycznie książka autora powinna mi więc odpowiadać. Tak się jednak nie stało. Może to kwestia zastosowanego środka literackiego? "Przemilczana epidemia" jest fabularyzowanym dokumentem.
Audiobook: Nie mam dwójce aktorów nic do zarzucenia. Słuchało się ich przyjemnie i nie czytali drętwo, wręcz przeciwnie.
Nie podobało mi się, bo rozwleczone jak flaki z olejem. Nie dla mnie są takie fabuluryzowane opowieści na bazie prawdziwych wydarzeń. Mało faktów i mięsa a dużo wypychaczy. Meh.
Historia ciekawa, ale rzetelnelnego jej tu przedstawienia to by było na max 30min, reszta to opowiastki.
Sluchowisko swietnie wyprodukowane, topka. Tylko to pomogło mi dotrwać do końca.