Nikita dał słowo, że Weronika nie straci swojej rodziny, lecz okrutny los postanowił inaczej. Na oczach Nikity dziewczyna traci własne dziecko, całe dotychczasowe życie, pamięć i świadomość. To ON przyłożył rękę do nieszczęścia Weroniki i teraz będzie musiał z tym żyć. Nikita szybko zapomni, bo ich ścieżki się rozejdą, a jego serce już dawno zmieniło się w kamień, lecz to nie koniec tej historii. Czasami największa miłość to ta, która nie ma prawa się wydarzyć...
Dalsze losy bohaterów znanych z powieści Zapomnij, że istniałem. Wciągający romans obyczajowy z dodatkiem wątków sensacyjno-kryminalnych oraz szczyptą erotyki.
Bywa, że o pewnych wydarzeniach czy ludziach z przeszłości wolimy nie pamiętać. Czasem jednak życie podejmuje taką decyzję za nas. Bohaterka "Pamiętaj, że byłam" Beaty Majewskiej cierpi na amnezję. Nie wie, jak ma na imię, kim jest, czy ma jakąś rodzinę. Ale być może tak jest dla niej lepiej. Bo czy byłaby w stanie dalej żyć, pamiętając to wszystko, co jej się przytrafiło?
Nikita Donecki dostaje od swojego ojca - mafijnego bossa - zadanie do wykonania. Ma porwać Weronikę i jej synka, by nakłonić Rafała do współpracy. Daje słowo, że nic im się nie stanie, lecz nieoczekiwanie wydarzenia przyjmują tragiczny obrót. Kobieta traci dziecko, a wskutek otrzymanych leków również pamięć. Oficjalnie uznana za zmarłą, trafia do specjalistycznej kliniki. Czy amnezja ustąpi? Jaką rolę odegra w jej życiu Nikita, gdy znów się spotkają?
Nie podeszła mi ta książka. Owszem, wątki mafijne zapewniały sporo emocji i dodawały powieści kolorytu, ale część zdarzeń i zachowań bohaterów była wręcz absurdalna. Nikity nie polubiłam wcale. Od początku czułam do tej postaci tylko niechęć, a czytając o jego postępkach, nie mogłam mu życzyć niczego dobrego. Przemiana z brutalnego, okrutnego i pozbawionego empatii typa w mężczyznę zdolnego do normalnych uczuć zwyczajnie mnie nie przekonała. Weronika również nie przypadła mi do gustu, o wiele bardziej podobała mi się postać Katii - twardej, odważnej, nie bojącej się wyrazić głośno swojego sprzeciwu wobec złych decyzji ojca.
Ogromnie ucieszyło mnie natomiast ponowne spotkanie z rodzicami Luizy. Autorka odwaliła kawał dobrej roboty, kreując te postaci. Z jednej strony to tacy zwyczajni, prości ludzie, ale emanuje od nich takie ciepło i dobroć, że nie sposób ich nie lubić. Tam, gdzie się pojawiają, powieść zyskuje zupełnie inny charakter. Wnoszą do niej światło, radość i nadzieję na szczęśliwe zakończenie tej historii. Właśnie w tych fragmentach najwyraźniej przejawia się moim zdaniem talent autorki do tworzenia bohaterów wyjątkowych, a jednocześnie tak bliskich naszym sercom. Żałuję tylko, że nie było ich w tym tomie więcej.
Wątek romantyczny tym razem niestety mnie rozczarował. Bad boy'a, który zmienia się, bo dopadło go prawdziwe uczucie, mogę jeszcze dźwignąć, ale to już przerosło moje siły. Syndrom sztokholmski przeradzający się w szczerą miłość? Ot tak? Bo się dogadali, że on nie będzie jej już do niczego zmuszać i nagle koszmar zmienia się w sielankę?! Przykro mi, ale to już nie dla mnie. Może gdyby dodać tu jakiejś głębi, rozciągnąć to trochę w czasie... Ale ukazanie tego w ten sposób zupełnie do mnie nie przemawia.
Po lekturze książki "Zapomnij, że istniałem" miałam mieszane odczucia. Zabierając się za kontynuację, liczyłam na więcej, o wiele więcej. Zwłaszcza że prolog napisany był wprost genialnie, a zakończenie mocno mnie zaintrygowało. Ale "Pamiętaj, że byłam" wypada - w moim odczuciu - słabiej niż tom pierwszy. Owszem, może stanowić lekką i nawet całkiem przyjemną lekturę, tyle że mnie ta historia po prostu nie przekonała. Jeśli poprzednia część przypadła Wam do gustu, ta również powinna się spodobać. Ja na ostatni tom już się nie zdecyduję.
"To była najgorsza cisza, której może doświadczyć człowiek: ostateczna, mrożąca krew w żyłach, pachnąca śmiercią." Nie spodziewałam się, że ta część będzie tak różna od poprzedniej i nie mówię tu o nowej parze głównych bohaterów, mam tu na myśli samą fabułę, która jest zdecydowanie bardziej dynamiczna, dramatyczna, a przede wszystkim sensacyjna. Nie będę streszczać fabuły, ponieważ byłby to ogromny spojler dla tych, którzy jeszcze nie czytali "Zapomnij, że istniałem". Historia zaczyna się przed wydarzeniami z pierwszej części, na większość pytań dostajemy satysfakcjonujące odpowiedzi, spotykamy też ponownie Rafała, Luizę oraz jej rodziców, ale tylko na chwilę, i tylko wtedy możemy spodziewać się odrobiny humoru. Poza tym dostajemy sensacyjną, pełną niespodziewanych zwrotów akcji historię, która zdecydowanie wciąga. To co mi się nie podobało to niestety główni bohaterowie. On, niby niebezpieczny mafiozo, ale sam nie wie czego chce i daję sobą manipulować. I ona podobnie, kobieta po bolesnych przejściach, próbującą odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ale jak dla mnie pozbawiona kompletnie charakteru. I jeszczo jedna relacja miedzy nimi może budzić kontrowersje i nie każdemu przypadnie do gustu, ale to akurat mi nie przeszkadzało, bo wedlug mnie pasowało do konwencji. I muszę wspomnieć jeszcze o zakończeniu, które ponownie mnie zaintrygowało, a to znaczy, że będzie kolejna część, którą będę chciała przeczytać.
Pomysł trochę karkołomny, ale Beata Majewska najwidoczniej tak ma. Poprzedni tom serii zaczynał się od śmierci w wypadku Weroniki, żony byłego polskiego gangstera Rafała Snarskiego, i ich synka. Potem powieść koncentruje się na romansie Rafała z fertyczną panią sołtys Luizą. Ale okazuje się, że Weronika jednak żyje, została uprowadzona przez rosyjskich bandytów i cierpi na amnezję. I w tym tomie śledzimy głównie właśnie jej losy. Jest, jakżeby inaczej, nowy romans oraz są skomplikowane transgraniczne rozgrywki gangsterskie
Miałam opory przed zanurzaniem się w scenerię „Pamiętaj, że byłam”, jaka w różnych odmianach jest ostatnio modna w polskich gangsterskich romansach. Tym bardziej, że po opisie rosyjskiej mafii raczej niczego odkrywczego spodziewać się nie można, a ponadto już od pierwszych stron postać Weroniki wypada dość blado w porównaniu choćby z Luizą i jej rodziną. Jednak w końcu się wciągnęłam, chyba mam jakąś słabość do prozy Majewskiej. Mimo że w tym tomie brak takich fajerwerków jak na przykład złośliwe tyrady rozwścieczonej kochanki Rafała.
Tymczasem w finale „Pamietaj...” znowu następuje powtórka z rozrywki, czyli zawieszenie głównego wątku i epilogowy opis spotkania miedzy bohaterami dalszego planu, którzy prawdopodobnie w trzeciej części serii awansują do roli protagonistów. Ma się nazywać „Przepraszam, że skłamałem” i ukazać za kilka miesięcy.*
Zakończenie pierwszego tomu było mocne i wręcz zmuszało do sięgnięcia po kolejną część. I jak Autorka mocno zaskoczyła mnie w tamtej końcówce, tak moje zdziwienie było jeszcze większe, bo na kontynuację musiałam poczekać 200stron. Wydarzenia "na pograniczu" tomów nie są spójne, a Pani Beata cofa nas w czasie do porwania Weroniki Snarskiej - żony głównego bohatera pierwszego tomu.
Mam wrażenie, że ta część jest dojrzalsza, bardziej mroczna i gangsterska. Nie mamy sielskości wsi rodem z Rancza, a ciężką atmosferę Rosji i tamtejszej mafii. Mężczyźni to niebezpieczni, ale przystojni bandyci, krew leje się gęsto, a i nie braknie syndromu sztokholmskiego. Według mnie, ta część jest bardziej emocjonalna, bardziej smutna i spokojna. Co prawda niektóre wydarzenia są wręcz nieprawdopodobne, ale mafijne erotyki rządzą się swoimi prawami.
Nie jest to książka idealna, ale podobała mi się bardziej niż poprzednia. Takim największym, powiedzmy zgrzytem, jaki odczułam, to nierówność stylu. Wydaje mi się, że była pisana na raty, ale to może tylko moje odczucie? Całość oceniam dobrze i na pewno sięgnę do finałowy tom.
Uwielbiam wydawnictwo Jaguar. Ich plan wydawniczy jest obłędny i jak tylko dostaje książkę do recenzji to nie mogę się wprost doczekać, aż zacznę czytać. Tak też było z drugim tomem serii pani Beaty Majewskiej "Pamiętaj, że byłam". Pierwszy tom skończył się w takim momencie, że lekko mnie przytkało. Musiałam wiedzieć co zdarzy się dalej.
Po niespodziewanym pojawieniu się Weroniki, żony Rafała, tym razem poznajemy właśnie jej losy. Jak to się stało, że jednak nie zginęła? Czy Kacperek również przeżył? Dowiadujemy się całej historii w jakich okolicznościach podobno ona oraz jej syn "zginęli". Niestety Weronika doznaje amnezji i nie jest w stanie przypomnieć sobie życia sprzed wypadku. Zostaje wywieziona do Rosji gdzie w ośrodku Eden próbuje poskładać swoje życie oraz nie zakochać się w synu bossa, Nikim. Gdzie to wszystko ją doprowadzi?
Nie będę owijać w bawełnę. Byłam rozczarowana gdy ten tom skupił się na Weronice. Tak bardzo chciałam wiedzieć co dalej u Luizy i Rafała. I jeszcze jak autorka wyjechała mi tu z mafią to lekko się załamałam, bo jestem mocno uczulona na ten motyw 😅 Ale po rozmowie z moją książkową siostrą, musiałam przyznać jej rację, gdyż ta mafia to jednak była prawdziwa mafia. Tu nie było cukierkowych sytuacji. Żadnych dram, marudzenia, niezdecydowania. Było konkretnie i chwilami nawet strasznie, gdy Niki brał co chciał. I jeszcze wmawiał, że to nie gwałt. Druga część książki wciągnęła mnie bardziej, bo już pojawili się moi ulubieni bohaterzy z części pierwszej. Czy powieść mi się podobała? Tak, jak najbardziej. Chociaż liczyłam na historię "z sąsiedztwa", jak to było w pierwszym tomie. Jednak to logiczne, że autorka musiała wyjaśnić skąd wzięła się Weronika. Pierwszy tom pochłonęłam i byłam zachwycona tutaj było okej, ale nie mniej czekam na finał tej historii. Cieszę się, że trzeci tom już 2021. Ciekawe jaki przystojny pan pojawi się na okładce, bo ten nie przypadł mi do gustu 😅
Autorka ewidentnie chce upleść siatkę w której się zgubimy, tyle, że chyba zgubiła się sama. Potencjał zamknięcia tej historii w tym tomie umarł kiedy pojawiają się dwie równoległe historie. To co dzieje się u Weroniki nie jest zasadniczo najbardziej istotne dla życia Rafała, bo to prowadzi dalej do Bruna, pytanie tylko czy tam uda się to rozwiązać? Nie wiem czy ruszę dalej z tą historią, bo niby momentami ciekawa, ale ogólnie nie ciekawa. 2.75/5 może 2.5/5 sama nie wiem...