Oto Sandra: piękna początkująca instagramowa influencerka, redaktorka czasopisma lifestylowego i dziewczyna Mirka, uroczego nieudacznika. Sandra marzy o łatwym i przyjemnym życiu w świetle instagramowych reflektorów. Tylko jak je osiągnąć? Kiedy pewnego dnia poznaje słynnego kompozytora, w jej głowie rodzi się pomysł na szybki sukces. Instastory to powieść dla fanów czarnego humoru, parodii i śmiechu. Świetna książka zarówno na lato, jak i na mroźną zimową noc!
Instastory to jedna z tych książek, które zachęcają ciekawą okładką, natomiast treścią już nie do końca. Owszem, w opisie od wydawcy jest zaznaczone, że jest to „powieść dla fanów czarnego humoru, parodii i śmiechu”, w związku z tym wiedziałam mniej więcej, czego mogę się spodziewać. Mimo wszystko poziom absurdu był nieco wyższy, niż przewidywałam. Ale wiecie co? I tak całkiem dobrze bawiłam się przy tej książce!
Mam ogromny problem z tym, jak ją ocenić. Chociaż dostarczyła mi rozrywki, to nie wiem, czy jestem w stanie wam ją polecić. Warsztatowo nie jest wybitna, a autorka zawarła w niej tyle stereotypów, że aż głowa boli. I nawet jeśli – zgodnie z hasłem od wydawcy - to miało mieć charakter prześmiewczy, trudno było to wyczuć. Pomysł też miał potencjał – dziewczyna, która chce zaistnieć na Instagramie, szuka sposobu na zdobycie sławy. Tylko że… o tej instagramowej sławie jest wspomniane więcej w opisie niż w samej książce. Późniejsze motywy, które kierowały Sandrą, nie miały nic wspólnego z popularnością w mediach.
Czy „Instastory” to książka prześmiewcza, przekoloryzowana, nierzeczywista i czasami zupełnie bezsensowna? Tak! Czy bawiłam się przy niej dobrze? Tak! Prawdopodobnie już do niej nie wrócę, ale nie mam też zamiaru się jej pozbywać, bo mimo tego, że wcale mnie nie zachwyciła, wspominać ją będę całkiem nieźle. A że ze względu na jej bezsens czy swego rodzaju głupotę? Kto by się tym przejmował!
Nie mam pojęcia po co ta książka powstała, kto wydał taki badziew. Nie ma tu żadnej konkretnej fabuły tylko jakieś urywki nie wiadomo skąd. Ta książka jest tak bardzo bezsensowna, nieskładna, że szkoda tracić na nią czas i pieniądze. Ruchy i teksty bohaterów są nieprzemyślane, głupie i generalnie cała ta historia to jakiś żart. Można się zgubić czytając te 300 stron, historia mimo że wymyślona nie jest w żaden sposób realna. Główna bohaterka myśli tylko o Instagramie, followersach, pieniądzach i ma tak głupie przemyślenia że ciężko się to czyta- udaje oczytaną i mądra, a zadaje się z facetem, który nie potrafi sklecić poprawnie zdania, zadbać o higienę i uważa że jest to urocze i męskie. "Przyjaciółki" przez dwie strony obrzucają się wyzwiskami i jest to po prostu żałosne, jakby autorka chciała na siłę pokazać jakie to one nie są na siebie obrażone, żeby za chwilę piły razem winko i herbatkę. SPOILER: Nagle okazuje się że ktoś kto stał nad 10 metrowa przepaścią i w nią spadł- cudem żyje i nie dość że żyje, to pierwsza rzeczą jaką zrobił stając na ziemi to oderwanie sobie ręki i zadzwonienie nie do żony, a do chirurga plastycznego. Jak już zrobił operację to nie zapłacił żeby nie zostawić po sobie żadnych śladów a jego przyjaciel trafił do szpitala, ponieważ miał schizofrenię, więc kolejny cudowny dla bohatera zbieg okoliczności. Dodatkowo kompletnie z niczego mamy zaginionego brata bliźniaka niewnoszącego kompletnie nic do historii, "napada" parę bohaterów żeby od nich wyłudzić pieniądze których i tak nie dostaje, bo później mają spotkanie z jego matką i temat ucicha. Kiedy troje bohaterów toczy rozmowę na "wysokim poziomie" wkracza matka "zabitego" męża Sandry. Ma w ręce nóż, bo jak się okazuje chciała zabić parę Mirka i Sandrę w odwecie za syna. Podczas spotkania zaginionego syna, matki, Sandry, Mirka, kochanki Mirka i "martwego" Johannesa najważniejszym przerywnikiem jest to że Zorce burczy w brzuchu więc wciąga herbatniki ze stołu... Wszystko sprowadza się do tego że każdy chciał się tam pomordować i wszyscy krótko mówiąc mają problemy psychiczne... Zakończenie to jest jakiś nieśmieszny żart. Każdy dla siebie był wrogiem całą książkę ale na kończy krąg ludzi łączy siły i zabija niewinnego człowieka .
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jeśli masz ochotę na książkę, przy której głowa odpoczywa, a kąciki ust mimowolnie kierują się ku górze, to łap za „Instastory” :)
Sandra jest ładna, młoda, ambitna i chce żyć jak gwiazdy Instagrama. Niestety mężczyzna jej życia mistrzem biznesu nie jest i o bogactwie mogą zapomnieć. Sama Sandra zdobywa tylko kilkanaście lajków pod zdjęciami, więc o sukcesie nie ma mowy. Pewnego dnia wpadają jednak na pomysł jak to zmienić i od razu przechodzą do jego realizacji. I tu się zaczyna dziać ;)
A dzieje się w tej książce wszystko, absolutnie wszystko. Rozmach godny podziwu, bo nawet znane twarze Hollywoodu migną tam tu i ówdzie. To jedna z tych mocno przerysowanych komedii, gdzie ziarenko prawdy o nas jednak uwiera. Trzeba przyznać autorce, że obserwować świat dookoła potrafi świetnie, a potem równie dobrze te obserwacje ubrane w lekką formę przelewa na papier.
Zakończenie wbija w fotel. Tam to się wydarzyło wszystko razy pięć. I wiesz co? To wybitnie pasuje do tej książki. Byłby z tego dobry film ;)
Chyba totalnie nie zrozumiałam, co autor chciał przekazać. Za zasłoną satyry i naprawdę mało inteligentnych głównych bohaterów, historia jest dosłownie o niczym - nic z niej nie wynika, żarty bardziej żenują niż bawią, a bohaterów nie da się polubić. Sama fabuła trochę bez sensu, wszystkie wydarzenia to wspaniałe zrzadzenie losu, które jest tak nierealistyczne, że aż boli w oczy.
No czarna komedia faktycznie. Nie była by taka zła gdyby nie to zakończenie. Mogłby być bardziej błyskotliwe, a nie tak absurdalne. Miało swoje dobre momenty.
Jeżeli lubisz sobie popłakać, szukasz dojrzałych, patetycznych postaci i przepisu na idealną zbrodnię, to odłóż tę książkę natychmiast ! Bo tutaj znajdziesz tylko prawdziwą karuzelę śmiechu, korowód zdarzeń nie do przewidzenia i galimatias nie do ogarnięcia.