Przed wybuchem pandemii ich praca nie budziła powszechnego zainteresowania. SARS-COV-2 wszystko zmienił. Cały świat z zapartym tchem czeka na lek i szczepionkę przeciwko COVID-19. Bez wysiłku wirusologów ani szczepionki, ani leku nie będzie. Ale właściwie na czym polega ich praca? Co oglądają pod mikroskopami? Gdzie przechowywane są najgroźniejsze patogeny? Dlaczego jeden wirus staje się niebezpieczny, a inny żyje z nami w przyjaźni? Które epidemie zmieniły historię świata? Czy w koronawirusie, który teraz szaleje, jest coś szczególnego? W jaki sposób powstaje szczepionka i dlaczego to tak długo trwa? Na te i setki innych pytań odpowiadają wybitni polscy wirusolodzy. — Wirus zakrada się do komórki i szepce jej: „Uspokój się, mnie tu w ogóle nie ma”. On jest bardzo dobry w wyciszaniu systemów obronnych. W pewien sposób hipnotyzuje komórkę, a kiedy wprowadzi ją w trans, wydaje jej polecenie: „Słuchaj, teraz potrzebuję zbudować tutaj fabrykę, w której będą produkowane nowe wirusy”.
Krótka, ale bardzo interesująca książka składająca się z wywiadów z wirusologami, biologami, lekarzami, historykami medycyny, krótko interesująco i na temat polecam! :)
Jednak właśnie te cechy – że bardzo łatwo się roznosi pomiędzy nami i ma śmiertelność na takim średnim poziomie – tworzą zabójczą kombinację. Ci, którzy przechodzą chorobę nim powodowaną łagodnie bądź bezobjawowo, mogą nie zorientować się nawet, że właśnie przechodzą COVID-19. Ale przynajmniej w części przypadków mogą przenieść chorobę dalej, również na osoby z grup ryzyka. I w pewnym momencie choroba kładzie do łóżka bardzo dużo osób, którym musi być udzielona pomoc, bo bez niej umrą. A że choroba jest długa, bo potrafi trwać około trzech tygodni, to pacjenci masowo blokują łóżka szpitalne i nie ma gdzie kłaść następnych chorych, których przybywa. To z tego powodu wszystkie państwa tak spanikowały, zamrażały gospodarki, zapędzały ludzi do domów.
Od czego to zależy – ano od tego, jaki jest mechanizm zakażenia. Przy SARS-CoV-2 mamy zapalenie płuc, przy wirusie Zika zakażenie układu nerwowego. Jeżeli uszkodzimy układ nerwowy na wczesnym etapie, to mamy niedorozwoje, efekty typu porażenia, paraliż, małogłowie. A jeżeli rozwinie się zapalenie płuc, pierwsze skrzypce gra nasz układ immunologiczny: przemienia się on w rozpędzoną maszynę, która chcąc zniszczyć wirusa, atakuje komórki, w których się zagnieździł. Czyli nas. W ten sposób zakażenie danym wirusem będzie miało bardzo różny obraz w zależności od samego wirusa, ale też od stanu i wieku gospodarza.
Szaleństwo niczym we wszechświecie po Wielkim Wybuchu... One tam zmieniają się jak wściekłe, każde kolejne pokolenie jest troszkę inne, więc pojawiają się warianty, które mogą przeskakiwać na inne ssaki – mogą to być łaskuny, mogą jenoty jak w przypadku SARS-CoV, albo wielbłądy, jak w przypadku MERS. A w przypadku SARS-2 do końca nie wiadomo, na razie wydaje się, że łuskowce są na czele listy. Zobaczymy, czy to się potwierdzi. Ale generalnie taki wirus, który wygrał wyścig w trudnym świecie nietoperzy, wyrusza na podbój innych światów, żeby je kolonizować.
Po SARS było kilka lat spokoju, ale już w 2009 roku pojawiła się grypa pandemiczna, zwana, zresztą nieprawidłowo, świńską grypą. Ona także dała nam się we znaki i spowodowała klasyczną pandemię, ale przebieg choroby był łagodniejszy. Ten wirus został z nami. Cały czas chorujemy na tę świńską czy też pandemiczną grypę. Trzy lata później przyszedł MERS. On również nas specjalnie nie dotknął, ale wciąż na świecie ludzie umierają z jego powodu. Następnie w 2013 roku wybuchła epidemia wirusa Ebola w Afryce Zachodniej, trwała do 2016 roku.
To nie wszystko, bo nie wspomniałem o tym, że mamy cały czas ptasią grypę czy różne odmiany grypy odzwierzęcej, także bardzo niebezpieczne. One stanowią podobne, czyhające na nas zagrożenie, jak wszystkie koronawirusy. A to zagrożenie wraz ze zmianami klimatycznymi, wraz z zagęszczaniem się populacji, będzie rosło. Poza tym globalizacja sprzyja rozprzestrzenianiu się wszystkiego, również chorób.
Wszyscy więc zginiemy od wirusa? Nie ma co dramatyzować, ale warto pamiętać, że te wirusy oraz pandemie czy epidemie przez nie wywoływane zawsze były. Jak choćby grypa. Zabiła miliony ludzi w Europie, jedni szacują, że dwadzieścia, inni, że nawet sto milionów. I takie rzeczy będą się wydarzać. Dlatego musimy jak najlepiej się na nie przygotowywać, rozumieć to zagrożenie. I następnym razem zachować trochę więcej zimnej krwi niż przy obecnej pandemii. Na całym świecie zapanował chaos, poszczególne państwa wykonywały różne nerwowe ruchy, często bez sensu, ładu i składu, nikt nie miał planu.
Obawiam się, że szybko zapomnimy lekcję, którą w tak dramatycznych okolicznościach odebraliśmy. To prawda, lubimy zapominać. Już słyszę, że tego wirusa to właściwie nie ma, że nas, Polaków, oszukali, że wprowadzono niepotrzebne restrykcje. Dziś, kiedy rozmawiamy, epidemia wciąż trwa. A ludziom sarkającym, że po co było to wszystko, odpowiadam: ano było po to, żeby nie doszło do tego, co się wydarzyło w Lombardii, we Francji, w Wielkiej Brytanii, Rosji, Brazylii czy Stanach Zjednoczonych. Żeby nie umarło tylu ludzi, żeby nie zapchać szpitali, nie musieć wybierać, kogo położyć pod respiratorem. I to się udało. Natomiast mam wrażenie, że duża część społeczeństwa jest potwornie zawiedziona tym właśnie, że się udało. Mówią: „Słuchajcie, przecież mało osób umarło, więc po co była ta cała awantura?”. To trochę tak, jakbym poszedł na operację serca, ta by się udała, nie dostałbym zawału, a potem miałbym wielkie pretensje do kardiochirurga – po cholerę operował.
Dlaczego różyczka powoduje małogłowie i inne uszkodzenia u płodu? To trochę tak jak Zika, prawda? Tak. W ogóle jest kilka wirusów, które uszkadzają komórki płodu, dzieje się tak zwłaszcza w pierwszych miesiącach ciąży. Bo jeśli jakieś komórki zostaną zabite przez wirusa, to pojawia się pustka. A z „niczego” „coś” powstać nie może. Więc nie wykształca się jakiś organ. Albo jeśli się wykształci, to z potężnymi defektami. Na szczęście nie wszystkie wirusy potrafią przejść przez łożysko, inaczej nas, ludzi, by nie było.
Kiedy wprowadzono szczepienia ochronne przeciwko odrze, a w Polsce nastąpiło to w 1975 roku, szybko dało się zauważyć zjawisko przesuwania się wieku chorujących na zapalenie mózgu spowodowane jej wirusem. W pewnym momencie chorowały nastolatki, potem dwudziestoparolatki. Ostatnie zachorowanie, które odnotowaliśmy w naszym kraju, nastąpiło w 1998 rok
Bo właśnie temperatura jest jednym z mechanizmów obrony organizmu przed wirusem. Dlatego szukamy takich odmian wirusa, które są temperaturowrażliwe – w trzydziestu sześciu stopniach Celsjusza namnażają się słabo albo wcale, wolą chłodniejsze środowisko. I taki wrażliwy na ciepło wirus był w przeszłości najlepszy do tego, żeby sporządzić z niego szczepionkę, bo wiadomo było, że organizm sobie z nim poradzi, jego namnażanie się zostanie zahamowane. Tyle że wirusy mają jedną parszywą cechę: zmienność. Od czasu do czasu, któryś się wymknie spod kontroli i powstanie mutant, który traci wrażliwość na wyższe temperatury. Dlatego obecnie wycofano się ze szczepionek zawierających żywe wirusy polio.
Ebola stała się dla nas zmorą dlatego, że straciliśmy fragment tak zwanego genu EWY, który kiedyś był wbudowany w nasz organizm i pełnił pewne funkcje kontrolne – był odpowiedzią na fragment jednego z białek wirusa Ebola. Hamował go, więc nie byliśmy się w stanie zakazić ani chorować na tę gorączkę krwotoczną. Ale jako że przez bardzo długi czas ludzie nie mieli kontaktu z wirusem Ebola, to te zabezpieczenia się zdegradowały, zanikły.
Co ciekawe, Indianie weszli do Ameryki trochę wcześniej, zanim jeszcze powstała odra. Dlatego, kiedy blade twarze kolonizujące Amerykę Północną zawlekły jej wirusa, okazało się, że zabija on do dziewięćdziesięciu procent populacji, podczas gdy na przykład w Europie odra była chorobą małych dzieci z niewielkim odsetkiem zgonów. Pomijając oczywiście te komplikacje, o których mówiliśmy na początku.
Tak nawiasem mówiąc, wie pani, skąd się wzięła nazwa „kwarantanna”? Od czterdziestu dni? Tak jest. Ktoś ustalił w średniowieczu czas odosobnienia osób podejrzanych o zakażenie na czterdzieści dni. Zresztą słusznie, bo to mniej więcej podwojony okres pomiędzy zakażeniem a końcem (czy to zakończonym wyzdrowieniem, czy zgonem) choroby.
Populacja europejska jest jedyną, gdzie istnieje subpopulacja osób niewrażliwych na HIV. To osoby, które mają receptor dla HIV tak zmodyfikowany, że ten wirus nie jest w stanie pokonać bariery międzygatunkowej i ich nie zakaża. Ta subpopulacja liczy około czternastu procent, wbrew pozorom niemało.
I dzięki takiemu przechorowaniu na chorobę X może powstać subpopulacja, która będzie odporna na całkiem inną chorobę, dajmy na to Y? Mniej więcej. Dobrze to pani wydedukowała. Ale wracając do naszej dżumy nie dżumy, mamy pewne polskie zasługi w powstrzymywaniu tej zarazy. Nasz król Kazimierz Wielki zarządził kwarantannę na granicach i uchronił Polskę od czarnej śmierci.
Być może tak też by się stało z SARS-CoV-2 – schowałby się, gdyby wyłowić go od razu. Ale w jego przypadku zostało popełnionych wiele błędów. Po pierwsze, nie zamknięto od razu granic, tutaj mam na myśli głównie Włochy. A po drugie, zlekceważono fakt, że infekcja może przebiegać bezobjawowo.
żeby móc zwalczyć... Do zwalczenia wystarczą nam metody stosowane już w średniowieczu: zidentyfikowanie chorego, objęcie jego i osób z otoczenia kwarantanną. Potrzebna jest jeszcze jego uczciwość, żeby podał swoje kontakty. I to wystarczy. Ale że nie żyjemy w średniowieczu, mamy bardziej zaawansowane metody diagnostyczne niż nos i oko lekarza. Ile pani zdaniem trzeba wykonać badań?
Dzieci chowane przez zbyt troskliwe matki w sterylnych warunkach są bardziej podatne na choroby zakaźne? Tak. Kiedy człowiek żyje w wyjałowionym otoczeniu, to układ odpornościowy staje się leniwy, niewydolny. A jeśli ma się stopniowo kontakt z różnymi patogenami, układ immunologiczny jest stymulowany, uczy się sobie z nimi radzić. Jest takie pojęcie odporność krzyżowa – kiedy pojawia się nowy wirus, nieznany jeszcze organizmowi, a wcześniej organizm zetknął się z wirusem podobnym do niego molekularnie, to niekiedy organizm może być chroniony przed tym zakażeniem.
Jakie jeszcze rośliny mają silne właściwości wirusobójcze i zwalczają nowotwory? O anyżu gwiaździstym wspominałam, on jest skuteczny na wirusa grypy i większość leków na tę chorobę się pozyskuje z niego. Na świecie trwają prace nad tarczycą bajkalską, inaczej bajkaliną. To także roślina od wieków stosowana przez medycynę ludową w leczeniu różnych chorób. Ja w te związki roślinne bardzo wierzę. Cała medycyna chińska opiera się przecież na wyciągach roślinnych.
Większość leków jest wzorowana i oparta na związkach naturalnych, tyle że są one modyfikowane w taki sposób, żeby uzyskać jak najlepszy efekt leczniczy, wzmocnić trwałość i właściwości leku, na których nam zależy. Przecież na przykład winkrystyna, lek przeciwnowotworowy, to preparat pozyskany także z rośliny, z barwinka różowego czy także używany w terapii niektórych raków (m.in. sutka i płuc) taxol izolowany z cisu kanadyjskiego. Chińczycy są mistrzami, jeśli chodzi o opracowywanie leków na bazie roślin, metody badawcze także poszły bardzo do przodu. Irytuje mnie tylko, że my mamy wiedzę, mamy pomysły, co należałoby przebadać z dużym prawdopodobieństwem sukcesu, ale mamy na to niewiele funduszy.
Naukowcy są przekonani, że lodowce mogą być rezerwuarem wielu innych nieznanych nam patogenów, z którymi nasz układ odpornościowy może sobie nie poradzić. Jeśli nie powstrzymamy globalnego ocieplenia i to wszystko się roztopi, to będziemy mieć katastrofę. Nie tylko dlatego, że będzie powódź, pozalewa nam miasta, znikną niektóre wyspy, ale i z tego powodu, iż te wszystkie wirusy i bakterie wyjdą na światło dzienne. A my będziemy wobec nich zupełnie bezbronni.
Wcześniej Polskę nawiedzała ospa prawdziwa. Co robiono? Władze administracyjne miasta wyznaczały burmistrza powietrznego, który miał wręcz dyktatorskie uprawnienia, mógł wprowadzać surowe prawa mające na celu powstrzymanie choroby. Zapowietrzone miasto było otaczane kordonem sanitarnym, wobec zakażonych stosowano kwarantannę, czasem zabijano drzwi do mieszkania, w którym mieszkała cała rodzina chorego, co może było działaniem drastycznym, ale skutecznym. Jeśli ktoś uciekał, mógł skończyć na szubienicy.
Podobieństwo jest również takie, że tak kiedyś, jak i dziś restrykcje szkodziły gospodarce, aczkolwiek przyczyniały się do zatrzymania rozprzestrzeniania się choroby. Natomiast główna różnica polega na tym, że dziś łamiącym epidemiczne przepisy grożą co najwyżej grzywny. Wtedy zazwyczaj takie osoby kończyły swoje życie na szubienicy lub na stosie.
Trwała I wojna światowa, a Hiszpania, w zasadzie jako jedyny liczący się kraj, nie brała w niej udziału. Dlatego jako jedno z nielicznych państw podawała prawdziwe statystyki dotyczące zachorowalności i śmiertelnych przypadków. Inne kraje tego nie robiły albo podawały spreparowane dane, wyszło więc na to, że najwięcej zachorowań jest właśnie w Hiszpanii. W ten sposób to schorzenie do niej przylgnęło.
Tak czy owak już w roku 1918 grypa rozlała się po całym świecie. Przychodziła w trzech falach, ta druga na wielu kontynentach była najostrzejsza, zebrała najwięcej ofiar. Ale co ciekawe, nie dotarła do Australii, bo tam wprowadzono odpowiednie środki zapobiegawcze w postaci blokady transportu morskiego. Dopiero trzecia fala, w 1919 roku, dosięgnęła jej brzegów, ale wirus już stracił na zjadliwości.
Można pod różnymi kątami patrzeć na historię, faktycznie były to także czasy rozpusty, cielesności, władcy urządzali igrzyska i rozdawali chleb, aby zadowolić lud. Ale pamiętajmy też, że wśród władców Rzymu było wielu mądrych ludzi, pisarzy, filozofów, którzy mieli normalny i rzeczowy stosunek do otaczającej ich rzeczywistości. Jednym z nich był Marek Aureliusz, stoik, który w czasach swojego panowania doświadczał wielu przeciwieństw losu – szalały wojny, wylewał Tybr, na ulicach panowały rozruchy, miała miejsce plaga szarańczy, a do tego wszystkiego dołączyła epidemia. Zresztą cesarz sam padł jej ofiarą, umierając na tę prawdopodobnie ospę w 180 roku. Jednak wcześniej sprawnie i rozsądnie zarządzał walką z jej rozprzestrzenianiem się: wprowadził bardzo sensowne regulacje pochówków zmarłych, uprzątania zwłok z ulic na zurbanizowanych terenach, zabronił ekshumacji, wprowadził kordony sanitarne oraz pewne rodzaje kwarantanny. Z tych rozwiązań, udoskonalając je, korzystali w kolejnych wiekach inni władcy w różnych krajach.
Również nie podejmuję się wyciągać dziś wniosków. Kiedy Napoleon wracał spod Moskwy w 1812 roku, ciągnąc za sobą kilkutysięczne niedobitki z liczącej wcześniej ponad sześćset tysięcy żołnierzy armii, pewnie analizował, dlaczego różne bitwy mu nie wyszły, gdzie popełnił błędy jako strateg. Nie miał specjalistycznej wiedzy, żeby zrozumieć, dlaczego i ta garstka żołnierzy mu topnieje. A oni umierali na tyfus plamisty.
Szczepienie u tego dziecka okazało się skuteczne, więc zaczęto stosować je u innych dzieci. Jednak współcześni Jennerowi zamiast obawiać się choroby, którą przecież doskonale znali i jej tragiczne skutki widzieli na co dzień, zaczęli obawiać się tej nowej procedury medycznej. I zaczęli rozpowszechniać teorię, że po szczepieniu ludziom wyrastają rogi.
Doszedł więc do wniosku, że zachorowanie na krowiankę w jakiś sposób je chroni przed tą straszną chorobą, jaką była ospa prawdziwa. Dlatego zdecydował się na przeprowadzenie – jak dziś byśmy powiedzieli – eksperymentu medycznego. Polegał on na tym, że pobrał materiał biologiczny, czyli wydzielinę ze zmian skórnych na dłoniach dojarek, i dwuczłonową igłą poprzez proces skaryfikacji, czyli kilkukrotnego nakłucia skóry, podał temu kilkuletniemu chłopcu. Odczekał kilka tygodni i, żeby udowodnić słuszność swojego założenia, podał chłopcu w ten sam sposób materiał biologiczny, który pochodził od osoby zmarłej z powodu ospy prawdziwej. Chłopiec nie zachorował, uodpornił się.
Przypomnę, że grypa sezonowa, podobnie jak COVID-19, szerzy się bardzo łatwo, co opisuje tak zwana podstawowa liczba odtwarzania wskazująca, ile jeden chory człowiek jest w stanie zakazić osób ze swojego otoczenia. Dla grypy ten wskaźnik wynosi około dwóch, a dla COVID trzech. Ale śmiertelność w przebiegu grypy sezonowej wynosi 0,2–0,3 procent. Wyższą śmiertelność, jak w przebiegu COVID-19, na poziomie trzech procent, obserwowano w czasie pandemii grypy hiszpanki w 1918 roku.
Natomiast chcę wyraźnie powtórzyć: w przypadku SARS-CoV-2 nie ma absolutnie żadnych dowodów naukowych, aby domniemywać, że został stworzony sztucznie, w laboratorium, w celu użycia go jako broni biologicznej.
A konkretnie rzecz biorąc jednej, tak zwanej MMR, przeciwko odrze, śwince, różyczce. To jest ta szczepionka skojarzona, która budzi najwięcej kontrowersji. I którą to właśnie Andrew Wakefield, brytyjski były lekarz, wciąż żyjący, w latach dziewięćdziesiątych oskarżył o związek przyczynowo-skutkowy z występowaniem autyzmu u dzieci. Ale jego artykuł, który stał się biblią antyszczepionkowców, opublikował „Lancet”, bodaj najbardziej poważane czasopismo medyczne. To był błąd, za który środowisko medyczne i wydawnicze bije się do dzisiaj w piersi. Okazało się, że proces recenzyjny, który dopuścił tę pracę do druku, był, mówiąc eufemistycznie, co najmniej niedoskonały. Potem, kiedy inni naukowcy oceniali tę pracę, znaleźli wiele błędów metodologicznych, których dopuścił się jej autor. W rezultacie udowodniono Wakefieldowi nie tylko pisanie nieprawdy, ale i manipulację. Za co, słusznie zresztą, poniósł najgorszą karę dla lekarza: został pozbawiony prawa do wykonywania zawodu. I ten artykuł, koniec końców, został usunięty z czasopisma.
Tylko że publikacja Wakefielda miała miejsce w 1998 roku, ale udowodnienie mu oszustwa zajęło trochę czasu – raport z badań, które w perzynę obracały jego twierdzenia, ukazał się w 2014 roku. Wakefielda były oskarżane o to, że powodują autyzm.
Szczepionki są jednymi z najlepiej przebadanych pod względem bezpieczeństwa preparatów. Oczywiście, może się tak zdarzyć, że występują niepożądane odczyny, jednak występują one rzadko. Co zresztą jest opisywane w charakterystykach produktu
Oczywiście, możliwe jest wystąpienie ciężkich, niepożądanych odczynów poszczepiennych, to na przykład reakcja anafilaktyczna, czyli uczulenie na któryś ze składników szczepionki, nikt tego nie jest w stanie przewidzieć. To rzeczywiście może stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia. Wówczas konieczne jest podanie pacjentowi adrenaliny. Ale takie reakcje zdarzają się bardzo rzadko. Powiedziałabym – ekstremalnie rzadko.
A dlaczego u dzieci i nastolatków, a nie u dorosłych? Jak się to podaje, w postaci kropli? W postaci aerozolu, zawiera żywe atenuowane, czyli osłabione, wirusy grypy, a w Polsce jest zarejestrowany do podawania u dzieci w wieku od drugiego do osiemnastego roku życia. Właśnie w stosunku do tej grupy wiekowej wykazuje bardzo dobrą skuteczność, nieco gorszą u osób dorosłych. One odniosą większą korzyść, przyjmując szczepionki inaktywowane, czyli z „zabitym” wirusem, podane domięśniowo.
Powiem krótko: szczepienie przeciwko grypie chroni przed zachorowaniem na grypę. Kropka. I to bardzo dobrze, że chroni, bo grypa charakteryzuje się wysokim ryzykiem powikłań, najczęściej ze strony układu oddechowego, krążenia, ale właściwie trudno znaleźć układ, który przy powikłaniach nie byłby dotknięty. Powikłania często prowadzą do śmierci, zwłaszcza w grupach ryzyka. No, ale pamiętajmy o tym, że mamy około dwustu wirusów oddechowych, a teraz nawet dwieście jeden, bo doszedł nam SARS-CoV-2. I szczepionka na grypę nas przed nim nie uchroni,
Poważni ludzie – naukowe autorytety – o poważnych sprawach, z których aktualnie tak wielu ludzi w naszym kraju robi sobie jaja.
O SARS-CoV-2 nie ma wcale dużo, choć większość rozmów krąży wokół problemu, z którym obecnie zmaga się świat. Szeroko opowiedziano za to o innych wirusach, pracy wirusologów, procesie mutowania wirusów i konsekwencjach tego zjawiska. Książka pozwala zrozumieć, o co chodzi z COVID-em, dlaczego naukowcy bili na alarm przy okazji Eboli, jak wirusy typowo zwierzęce przenoszą się na ludzi, co z pandemią mają wspólnego zmiany klimatyczne i dlaczego człowiek, wciskający się tam, gdzie natura go nie zapraszała, sam robi sobie kuku.
"Wirusolodzy" to zbiór naprawdę ciekawych, dobrze poprowadzonych wywiadów, czyta się przyjemnie, mimo że momentami jest to wiedza specjalistyczna. Polecam w celu zwiększenia świadomości nieświadomych i zaspokojenia ciekawości zainteresowanych.