Wzruszająca opowieść Reginy Brett o miłości do swojej mamy, która nie potrafiła kochać własnej córki. Przejmujące wspomnienia pisarki z dzieciństwa, ale i z dorosłości, kiedy podjęła próbę prawdziwego poznania i pokochania chorej na alzheimera matki.
W mocnych, a zarazem uzdrawiających słowach Regina Brett portretuje trudną relację rodzic–dziecko. Sięga zarówno do pięknych, jak i trudnych chwil, kreśląc niezapomnianą historię bólu, przebaczenia, a wreszcie – wszechogarniającej miłości.
Swoją książkę dedykuje wszystkim czytelnikom, zwracając się do nich z przesłaniem, aby zawsze starali się kochać tkwiące w nich dziecko.
To ja mam być dla siebie dobrą mamą. To ja mam kochać siebie bezwarunkowo, zarówno zranioną, jak i szczęśliwą czy poszukującą swojej drogi. Nie muszę niczego w sobie zmieniać. Wystarczy, że pokocham siebie taką, jaką jestem. Mocniej, niż kochała mnie mama. - Regina Brett
Regina Brett has been a newspaper columnist for fourteen years, eight of them for Cleveland's Plain Dealer, where she was a finalist in 2008 and 2009 for the Pulitzer Prize in Commentary. She also hosts a call-in talk show once a week on WCPN, the Cleveland NPR affiliate, and speaks regularly to companies and not-for-profit organizations
Najcięższa lektura w tym roku, która łamie serce coraz bardziej z każdą stroną. Próbuję ubrać w słowa to, co czuję, ale jest to bardzo trudne. Każdy powinien po nią sięgnąć to na pewno. Ukazuje ona moc wybaczenie oraz to, że każdy jest wart miłości, nawet tej trudnej.
Gdy byłam mała, uwielbiałam zasypiać na ramieniu mamy. Wsłuchiwałam się w jej oddech i dostosowywałam własny do jego tempa. Wdech. Wydech. Zastanawiałam się, czy inni też tak robią. Uwielbiałam chwile, w których oddychałyśmy jednocześnie. Wyobrażałam sobie, że nasze serca są wtedy idealnie zsynchronizowane. - Ostatnio przyłapałam się na tym, że leżąc przy moim mężu zdarza mi się robić dokładnie tak samo. Wraca uczucie sprzed wielu lat. To już wtedy, w dzieciństwie, nauczyłam się odczuwać miłość poprzez... spokój. - I myślę teraz o dzieciństwie, o którym długo się milczy, chociaż chciałoby się krzyczeć. Myślę o dzieciństwie Reginy Brett. I o wszystkich dzieciństwach do niego podobnych. Mama, która nie potrafi kochać. Córka, której nikt nie nauczył miłości. Tata, który krzywdzi. Mama, która nie reaguje. Dziecko. Przerażone dziecko. - „Trudna miłość. Mama i ja” - Regina Brett - Przeczytałam ją w ciągu jednego dnia. To jedna z najbardziej przejmujących historii, które miałam okazję poznać w tym roku. I jedna z tych, które skłaniają do refleksji. O łapczywym pragnieniu miłości. O jej braku. O cierpieniu. O wybaczaniu. Jest smutna, ale nie jest po prostu smutna. Przeraża, ale nie na przerażeniu się opiera. Daje nadzieję. Jest nasączona nadzieją i wiarą, ale taką nienachalną. Taką, którą chłonie się całym sobą. - Chciałabym, żeby nie miała swoich adresatów, ale wiem, że ich ma. Skrzywdzonych. Niekochanych. Jednak stojąc po tej drugiej stronie - tych, których miłość otulała od samego początku miękkim kocem, mówię - to też dla nas. Żeby się zatrzymać. Żeby pomyśleć. I dodaję, że porusza także inne istotne kwestie. Mówi o bardzo ważnej roli terapii. O chorobie Alzheimera. Uniwersalnie o radzeniu sobie z traumami. - O życiu. Trudnym, które zawsze ma szanse stać się lepsze.
2.5 Pierwsza część była ciekawa - opowiadała o wielodzietnej dysfunkcyjnej rodzinie. Natomiast w drugiej autorka zaczęła przemycać dużo poradnikowych mądrości o aurze, energii i Bogu, a ja tego nie lubię.
Zadam Wam proste pytanie. Z czym Wam się kojarzy miłość matki do dziecka? Według mnie ten rodzaj miłości powinno cechować niesamowicie silne i bezgraniczne uczucie, pełne dobra, troski, wsparcia, zrozumienia i oddania. Bo podobno nie ma większej miłości na świecie od miłości matki do dziecka i ja jako mama i córka całkowicie się z tym zgadzam. Ale co z dziećmi, które przez całe swoje życie nie zaznały podobnej relacji z żadnym ze swoich rodziców? Co z dziećmi, które przez długie lata czuły się zaniedbane emocjonalnie, niechciane, niepotrzebne? Jak odnaleźć w sobie chęć do życia i poczucie własnej wartości, jak poradzić sobie z takim bagażem w dorosłym życiu, na jakich fundamentach zbudować własną rodzinę i na koniec, jak wybaczyć? Regina Brett przez całe swoje dzieciństwo była właśnie takim odtrąconym i niekochanym dzieckiem. Dziewczynką pozbawioną bezpieczeństwa we własnym domu, znoszącą krzywdy na tle psychicznym i fizycznym, wykorzystywaną, za którą własna matka nigdy się nie wstawiła, nigdy nie pocieszyła i nie otarła łez. Czytając historię Reginy miałam ochotę krzyczeć. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie ile zła może spotkać niewinną osobę w ciągu jednego życia. Jej opowieść mną wstrząsnęła, ale również pokazała mi, że wybaczenie niesie ze sobą ukojenie. Podziwiam ją, że była w stanie przebaczyć kobiecie, która nie potrafiła jej pokochać, ani o nią zadbać i została z nią do samego końca. Po tej lekturze spojrzałam na Reginę Brett zupełnie innym okiem, już nie jak na typowo motywacyjną pisarkę, tylko jak na ogromnie silną i odważną kobietę. Na swoim własnym przykładzie uważam, że potrzebujemy takich książek jak "Trudna miłość", aby za ich pomocą na nowo docenić to co mamy.
Jak dla mnie przesyt aspektami religijnymi, momentami ciężko było przebrnąć do następnej strony. Zdarzało się, że miałam potrzebę zostawienia książki na kilka dni. Zapowiadała się bardzo dobrze, były momenty, gdzie łezka napływała do oczu, ale końcówka do tzw. zmęczenia.
Trudna miłość. Mama i ja to najnowsza książka Reginy Brett, autorki bestsellerowych poradników: Bóg nigdy nie mruga, Jesteś cudem, Kochaj etc. Tym razem nie mamy do czynienia ze zbiorem felietonów i porad, lecz ze wspomnieniami dotyczącymi relacji autorki z matką — od dzieciństwa do śmierci.
Regina Brett w intymny i bezkompromisowy sposób opisuje, jak wyglądało jej dzieciństwo. Nie jest to obraz sielski i optymistyczny. Autorka nie oszczędza szczegółów aktów przemocy, do jakich dochodziło w jej domu. Zwraca także uwagę na wycofanie emocjonalne matki, która nie potrafiła okazać uczuć żadnemu z jedenaściorga dzieci. Za pomocą znanych jej informacji o przodkach, stara się przybliżyć pochodzenie i doświadczenie życiowe swoich rodziców i szuka w nich powodów ich zachowań.
Następnie autorka opisuje jak traumy z dzieciństwa, wpływały na jej dorosłe życie. Drogę do osiągnięcia wewnętrznego spokoju zapewniły jej terapie grupowe i indywidualne. Jedną z wartości lektury jest normalizacja korzystania z terapii oraz ujawnienie jak wygląda i co można wypracować, korzystając z pomocy specjalistów. Biorąc pod uwagę popularność, jaką osiągają w Polsce książki Reginy Brett, dzięki takim treściom można się spodziewać wzrostu świadomości społecznej na temat zdrowia psychicznego i psychoterapii.
Kluczowym momentem dla autorki w budowaniu relacji z matką jest moment, gdy u jej mamy zostaje stwierdzona choroba Alzheimera. Wówczas seniorka przekazuje jej pełnomocnictwa oraz finalizuje z nią sprawy dotyczące jej własnego pogrzebu. W tym momencie dojmująca okazuje się dojrzałość obu kobiet. Młodsza z nich stara się uporać z przeszłością, a starsza przygotować na swoje odejście. Dostajemy opisy poszukiwań domu opieki, przeprowadzki do niego, a także sprzedaży domu rodzinnego. Temu ostatniemu wydarzeniu Autorka poświęca wiele miejsca. Dom na Sycamore Street 420 jest punktem odniesienia dla historii jej rodziny i relacji w niej panujących.
Szczególną uwagę i emocje budzi wątek budowania więzi matka-córka, która nie była w stanie wytworzyć się w zwyczajny sposób — w domu rodzinnym i w dzieciństwie. Na pierwszy plan wysuwa się pod koniec książki, kiedy matka przebywa w domu opieki. Córka próbuje wykrzesać z siebie miłość do matki, która ją zawiodła w swojej roli. Kluczową rolę odgrywa tu przede wszystkim empatia. Rozwój tej relacji nie jest jednak przedstawiony w sposób oczywisty i przesłodzony. Jest wskazane, że mimo prób i pracy pewne aspekty są nie do nadrobienia. Znajduje się jednak miejsce na cierpliwość, zrozumienie i opiekuńczość. Miłość tu przedstawiona nie przypomina tej, którą znamy ze świątecznych filmów o rodzinie. Właśnie dlatego jest tak przejmująco prawdziwa.
Osoby, które sięgnęły po poprzednie książki autorki, z pewnością odnajdą tu fragmenty historii, które przytaczała w swoich zbiorach felietonów. Sugerowałabym, by się nie zrażać tymi powtórzeniami, gdyż tutaj znajdują one inny kontekst oraz są opowiedziane bardziej szczegółowo, a przede wszystkim chronologicznie. Język i styl przypomina poprzednie publikacje, co ułatwia lekturę. Wartością dodaną są opisy związane z psychoterapią oraz chorobą Alzheimera — obalają powszechne stereotypy i dostarczają wiedzy.
Trudna miłość. Mama i ja to zdecydowanie najbardziej osobista książka Reginy Brett. Dostarcza wachlarza skrajnych emocji — od radości, kojącego spokoju, aż po ból. Intymność i szczerość bije tu z każdej kolejnej strony. Ukazuje, że każda relacja i więź wymaga pracy i siły woli. A miłość jest w stanie pokonać nawet największe koszmary.
Wartością dodaną lektury są opisy związane z psychoterapią oraz chorobą Alzheimera — obalają powszechne stereotypy i dostarczają wiedzy.
Naprawdę dobra pozycja, opowiada o niezwykle ciężkiej próbie życia i jej skutkach na narratorce. Malująca odrażający obraz rodziny i relacji międzyludzkich, jest przejmującą i wartą przeczytania pozycją - 3,75/5
"Twoim pierwszym domem jest matka. Jeśli masz szczęście, pozostanie twoim domem na zawsze." ~~~ Regina Brett zasłynęła dzięki swoim felietonom. Praktycznie każdą jej wcześniejszą książkę już czytałam i dobrze je wspominam. Nikt tak jak ta kobieta nie potrafi znaleźć pozytywów nawet w najgorszych chwilach swojego życia, wynieść z nich lekcji i przekazać to, czego się nauczyła innym. Jako wierny czytelnik jej felietonów, byłam także mniej więcej zapoznana z jej historią. Widząc, że pojawiła się nowa książka, opisująca dokładnie relacje między kobietą oraz jej matką, nie mogłam się powstrzymać i jej nie przeczytać. Nie chcąc zdradzać zbyt wiele osobom zainteresowanym, streszczę króciutko najważniejsze aspekty w całej historii, które nie wpłyną na wasze odczucia podczas czytania i nie zaspoilerują zbyt wiele. Regina jest jednym z jedenaściorga dzieci państwa Brett. Od dziecka jednak czuła się w domu zupełnie inaczej niż jej rówieśnicy. Relacja między jej matką, a dziećmi była bardzo burzliwa. Sama przecież wyrażała na głos to, że wcale dzieci nie chciała. Jakim więc cudem udało jej się żyć pod jednym dachem z jedenastką? Regina sama nie potrafiła tego pojąć, a także tego jakie było podejście kobiety do własnych dzieci. Matka się tak nie zachowuje i autorka dobrze to wie. "Trudna miłość. Mama i ja" to bardzo poruszająca książka. Nie jest to żaden poradnik. Pani Brett opowiada nam swoją historię, spojrzenie na całą sytuację i trudności jakie spotkały ją na drodze do pokochania swojej rodzicielki. Książka porusza bardzo ważne, ciężkie tematy, które na mnie wpływały tak emocjonalnie, jak jeszcze żadna książka tej autorki nie miała okazji. Śmiało mogę powiedzieć, że jest ona najlepszą. Najbardziej do mnie trafiła. Nie przez to, że mogę postawić się w takiej sytuacji. Wręcz przeciwnie. Mi się poszczęściło i mimo, że się nie utożsamiam to i ja znalazłam tam bardzo ważne lekcje. Książka nauczyła mnie jednej bardzo ważnej rzeczy. Tego, że warto zakończyć wszystkie rozdziały w życiu w należyty sposób. Zakończyć różne relacje w zgodzie, tak aby wszyscy czuli się wolni. Tego, aby dążyć do tej równowagi, bo tylko ona pozwoli nam ostatecznie uznać życie za spełnione i bezkonfliktowo pożegnać się ze światem. Uważam, że to bardzo poruszająca i wartościowa książka, w której każdy może znaleźć coś co do niego trafi.
Ten rok to rok pod znakiem relacji matka-córka. W połowie roku czytałam książkę "Miłość. Reaktywacja" i teraz po czasie mam wrażenie, że obie książki były bardzo podobne do siebie. A przecież jeszcze na liście przeczytanych książek w 2023 roku mam i pozycję "Jestem głód", która także poruszała temat trudnych relacji z matką i skutków braku miłości i zainteresowania ze strony rodzicielki. Autorkę "Trudna miłość. Mama i ja" znam z jej kilku poprzednich książek, które czytałam w przeszłości. Ta pozycja to zupełnie inna książka, to próba rozliczenia się z trudną przeszłością- trudne dzieciństwo matki a później i jej dzieci (w tym autorki) miało bardzo duży wpływ na późniejsze życie Reginy. Rozliczenie się i pogodzenie z brakiem miłości, molestowaniem przez ojca, które wpłynęły m.in.: na relacje autorki w okresie nastoletnim z chłopakami. Z biegiem czasu okazuje się że matka potrzebuje opieki swoich jedenaściorga dzieci, gdy zapada na chorobę Alzheimera, stąd pozycja porusza także temat trudności opieki nad starszą, schorowaną osobą. Książkę pomimo poruszanych tematów czyta się szybko. Polecam
Moja relacja z jej książkami jest specyficzna. Czytam wszystko co wyda. Czasami zachwycam się tym co publikuje, a czasami nuży i denerwuje. Po "Trudną miłość" sięgnęłam bez dłuższego zastanowienia. Czułam, że to będzie lektura niełatwa lecz konieczna. Tak też było. Przez niemal 300 stron.
"Trudna miłość" to bardzo poruszająca, osobista i emocjonalna podróż autorki do swojego dzieciństwa w którą zabiera czytelników. Jestem pod wrażeniem odwagi z jaką Regina Brett opowiada o swojej relacji z matką, trudnej relacji, która wybrzmiewała również w jej dorosłym życiu. Każdy odbierze historię Reginy inaczej, dla mnie była to ważna lektura, która wiele kwestii związanych z relacją matka- córka pozwoliła zrozumieć i spojrzeć na nie z różnych perspektyw.
"Trudna miłość" to chyba moja ulubiona książka Reginy Brett ( o ile można o tej książce powiedzieć „ulubiona”) najtrudniejsza i najbardziej osobista, w kilku kwestiach bardzo mi bliska. Zdecydowanie polecam
Nie oceniam tutaj historii - na nią autorka nie miała wpływu. Jest owszem dramatyczna, wzruszająca, jednak w ten opinii poruszę temat narracji. Początek intrygujący, zapowiada się ciekawie. Jednak kolejne części, w których autorka zmagała się z chorobą matki jak dla mnie zbyt były przesiąknięte Bogiem. I nie kwestionuję tutaj wiary. Chciałam zwrócić uwagę na to, że wiele aspektów jest tłumaczonych mocą Bożą, co w pewnym momencie zaczyna się robić przewidywalne. Poza tym, Reginie Brett nie można odjąć umiejętności wysławiania emocji i uczuć, przekazywania doświadczenia i nauk w przystępny i mądry sposób.
Wielu osobom w komentarzach przeszkadza przesyt treści religijnych, co w zupełności rozumiem - mnie również w wielu książkach to przeszkadza. Natomiast z tą lekturą było inaczej: wstawki o wierze i Bogu czy tłumaczenie różnych zjawisk siłą wyższą, odebrałam raczej jako część historii o życiu Reginy. Było dla mnie interesujące obserwować, jak toczy się wiara człowieka doświadczanego przez życie, nawet jeśli (a może szczególnie dlatego, że) sama nie jestem osobą religijną. Nie czułam tu manipulacji ze strony autorki ani „wciskania” mi jej poglądów na siłę. Dobrze napisana, tematycznie ciężka, a przy tym wartościowa.
Niesamowicie potrzebna. Brutalnie prawdziwa. Bez względu na osobiste relacje rodzinne i zawirowane życiowe ścieżki, uważam, że każdy powinien przeczytać tę pozycję. Zapewniam, że zmieni ona sposób postrzegania świata i relacji międzyludzkich nawet najbardziej zatwardziałej jednostce. Regina Brett, mierząc się z mroczną przeszłością, ukazuje skomplikowaną i trudną drogę do miłości. A przecież to miłość do własnej matki, która powinna być instynktowna, cierpliwa i naturalna...
this was my first experience with a rage read. i find myself in a difficult spot for the past couple months when it comes to my relationship with religion/spirituality. i found it difficult to understand the writer, regina brett and emphasize with her. i mean i was able to emphasize with her experiences but not with how she dealt with them/experienced them/interpreted them etc. i guess some things take time. it was okay written.
między 3.5 a 4; ciężka lektura, szczególnie gdy rzeczywiście posiada się skomplikowaną relację z rodzicami; podejście autorki do wszystkich wydarzeń w jej życiu jest bardzo interesujące i… pokrzepiające 😅 polecam
Książka która pokazujesz sedno wszystkiego bądź dla siebie znajoma, koleżanką ,przyjaciółkę i matkę bo bez tych ról twoje życie ucieka przez palce i najważniejsza aby żyć należy zaakceptować przegraną na każdym kroku.
3,25/5⭐ 19.08.2025r. Bardzo trudno oceniać jest czyjeś życie, przemyślenia, sposoby radzenia sobie z problemami. Jeszcze trudniej jest to robić, kiedy książka została napisana właśnie przez osobę, która z tymi trudnościami i własną przeszłością się zmaga.
pozostawiam bez oceny, gdyz byla dla mnie zbyt osobista. kolejna ksiazka ktorej glowny temat, czyli relacja z matka mnie okropnie uderzyl, ale ogromna ilosc nawiazania do religii i kosciola mnie po prostu przytloczyla. nie wiem co o niej myslec.