Samobójstwo jest permanentnym rozwiązaniem tymczasowych problemów
Kolejna część zaskakujących przygód agenta Slade’a i nadkomisarza Laurentowicza!
Panna Maria, Teksas. Najstarsza w Stanach Zjednoczonych polska osada, założona przez emigrantów z Górnego Śląska. Ciche, niewielkie miasteczko w południowej części stanu, którego spokój mąci tajemnicza seria samobójstw dzieci.
Mieszkańcy są przerażeni. Błądząc po omacku, szukają odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytanie – dlaczego? Hermetyczne dotychczas środowisko jeszcze bardziej zamyka się na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz, szamocząc się pomiędzy nieufnością do świata poza osadą a potrzebą wyjaśnienia śmierci dzieci. W Pannie Marii pojawia się zastępca konsula, a FBI deleguje tam agenta Slade’a, któremu nieoficjalnie, zza oceanu, pomaga nadkomisarz Laurentowicz.
Jak tym razem zakończy się międzynarodowa współpraca zaprzyjaźnionych stróżów prawa? Co zaskoczy ich najbardziej? W Pannie Marii każdy dzień przynosi nowe fakty, a kolejni mieszkańcy i ich nie zawsze czyste interesy wywołują jeszcze więcej pytań niż odpowiedzi.
Powieść Virga jest kontynuacją przygód agenta FBI, o polskich korzeniach, Johna Slade’a. Współpracujący z nim nadkomisarz Laurentowicz po raz kolejny próbuje pomóc w rozwikłaniu tajemniczych zbrodni.
Amerykańskie bezdroża, mała polska osada i mroczna tajemnica, jaka kryje się pod teksańskim słońcem.
Virga to specyficzne zjawisko meteorologiczne – to opad, który zanim zamieni się w deszcz lub śnieg przemienia się w parę wodną. Nie może się rozwinąć, rozwiewa się i znika… Tak jak te dzieci z Panny Marii, które odeszły przedwcześnie, zanim miały szansę dorosnąć.
Klaudiusz Szymańczak nie szczędzi swoim czytelnikom gorzkiej prawdy o naturze ludzkiej, która utknęła w pułapkach współczesności, w obietnicy pozornego szczęścia. Bohaterowie „Virgi” uciekali od problemów, unikali odpowiedzialności, szukali łatwych, przyjemnych rozwiązań, ale smutna rzeczywistość dogoniła ich właśnie na tym teksaskim odludziu. Szymańczak nie kreuje tu seryjnych morderców, nie tworzy psychopatów, ale bierze pod lupę zwykłego człowieka wplątanego w niezwykłe okoliczności. Przygląda się wadom, przywarom, wytyka niedoskonałości – ukazuje obojętny świat, pełen dobrych chęci, z których nic nie wynika. Może tylko śmierć.
„Virga” to kryminał z amerykańską nutą, inny, wyjątkowy, o piekielnej samotności i bezradności. Ale także (a może przede wszystkim?) odpowiedzialności. Brutalna we wnioskach, diabelnie satysfakcjonująca lektura, która wykracza poza schematy gatunkowe i zaskoczy czytelników na wielu literackich poziomach.
Polska osada, Panna Maria w Teksasie, ma swoją tajemnicę. W niewyjaśnionych okolicznościach dochodzi do serii samobójstw dzieci. Z uwagi na bardzo młody wiek ofiar, FBI deleguje do osady agenta Slade’a, a towarzyszy mu zastępca konsula. To nie koniec, bo dodatkowe wsparcie, daje agentowi, znany już nadkomisarz z Polski - Laurentowicz. Jednak każdy nowy dzień rzuca nowe światło na sprawę, a mieszkańcy osady coraz bardziej zamykają się na pomoc i coraz mniej współpracują ze służbami. Czy to były tylko samobójstwa czy celowe działanie?
W ostatnim czasie to moja druga książka tego autora i "Virga" podoba mi się tak samo jak "Mroczny świt".
"Virga" dotyka bardzo trudnego aczkolwiek ważnego zagadnienia. Samobójstwo dzieci często jest tematem tabu, a depresja młodych ludzi bagatelizowana. Rodzice często nie zauważają zmian w swojej latorośli, stawiają swoje potrzeby ponad ich zdanie albo nie są w stanie im pomóc. Nowe technologie oraz media społecznościowe niby przybliżają ludzi do wielkiego świata, a finalnie większość z tych użytkowników jest samotna. Oglądając w sieci okrucieństwo, ludzie stają się coraz bardziej obojętni na krzywdę. W tych wszystkich rozważaniach zagłębia się agent Slade, który chce dociec prawdy, co wydarzyło się w Pannie Marii.
Tak jak w poprzedniej książce bardzo dużym plusem są bohaterowie - Slade i Laurentowicz to postacie tak wzbudzające sympatię, że kibicuje się im w każdym przedsięwzięciu. Akcja jest poprowadzona w bardzo wartki sposób i nie ma niepotrzebnych dłużyzn.
Zostawiam taką samą ocenę jak przy książce "Mroczny świt".
W „Virdze” akcja toczy się wokół śledztwa agenta FBA Johna Slade’a, który przyjeżdża do prowincjonalnej teksańskiej mieściny Panna Maria, najstarszej polskiej osady w USA. Kilka dni wcześniej w trakcie uroczystego otwarcia Centrum Polonijnego, dwoje dzieci popełnia samobójstwo. Mija chwila i zabija się kolejny nastolatek. Rodziny dzieci dopiero przyjechały do Panny Marii, niewiele o nich wiadomo.
Klaudiusz Szymańczak napisał kryminał z przesłaniem, w którym odpowiedzialność ma kluczowe znaczenie. Dorośli są odpowiedzialni za dzieci, ludzie zdrowi za chorych, duchowni za tych, którzy im ufają, a osoby pełniące funkcje społeczne za sprawy, który reprezentują. Wrażliwość na drugiego człowieka może zapobiec tragediom. Gdyby ludzie nie byli tylko ludźmi agent Slade nie miałby pracy. Dlatego intensywnie toczące się śledztwo zaprowadzi Slade’a w miejsca, w których ludzkie słabości, chore ambicje i chęć władzy są tak samo groźna jak seryjni mordercy.
Podoba mi się pomysł autora, który zamiast wymyślać psychopatycznego mordercę i ekscentrycznego śledczego, przygląda się ludziom i ich zachowaniom. Szuka przyczyny i motywu, a dopiero później sprawcy. Taki wymiar zła jak zaniedbanie, pycha, nieczułość są groźniejsze, ponieważ czynią z każdego z nas potencjalnego przestępcę.
„Virga” to kryminał w zapleczem społecznym i kulturowym. Samobójstwa dzieci są punktem wyjścia do namysłu nad pułapkami nowych technologii, obojętnością, szukaniem prostych rozwiązań i unikaniem odpowiedzialności.
W recenzji „Mrocznego świtu” napisałam, że sięgnę po „Virgę”, ponieważ oczekuję zapełnienia niedosytu, który mi pozostał i właśnie to dostałam.
Polski kryminał w amerykańskim stylu. Jest to dokładnie to, co okładka zapowiada. Znany z poprzedniej części John Slade prowadzi śledztwo w sprawie enigmatycznych samobójstw młodych nastolatków, których rodzice z niewiadomych powodów przywieźli na wypiździejewo w Teksasie. Dziwne miejsce, dziwni ludzie, dziwna historia, dziwna religia. Genialna kombinacja. I tym razem Slade działa w porozumieniu z komisarzem Robertem Laurentowiczem, który na własna rękę prowadzi prywatne śledztwo w Polsce. Sprawa jest tajemnicza, delikatnie rozwijająca się i utrzymująca zaciekawienie czytelnika.
Co dostajemy od autora? Przede wszystkim bardzo mądrą książkę. Jest to jedna z naprawdę nielicznych powieści, która wplata filozoficzne i jednocześnie tak prawdziwe rozważania dotyczące wiary i religii. Autor zdecydowanie wygrał dialogami prowadzonymi pomiędzy Sladem - ateistą i księdzem Ruczajem, myślę podobnie jak Slade, dlatego sobie to upodobałam. Zostałam również ujęta innymi przemyśleniami o kierunku społecznym, dlatego oprócz dobrej fabuły wprowadzającej mnie w niezłą rozrywkę wynoszę coś jeszcze.