Marek Niedźwiecki: ☑️ dla jednych: najsłynniejszy głos Polskiego Radia, ☑️ dla drugich: wychowawca kolejnych pokoleń słuchaczy, autor audycji będących wentylem bezpieczeństwa w trudnych czasach, ☑️ dla innych: skromny i normalny człowiek. ☑️ I jeszcze: zapalony biegacz. Fan Gór Izerskich. Podróżnik po najdalszych zakątkach ziemi. Miłośnik wędkarstwa. Nałogowy zbieracz.
DyrdyMarki to wspaniała uczta. I piękna podróż. Momentami wzruszająca, pełna anegdot, niecodziennych historii i pięknych wspomnień, których przez dziesiątki lat byliśmy świadkami i słuchaczami. I która, mimo starań złych ludzi, trwa nadal...
Radio, głównie Trójka, i między innymi Marek Niedźwiecki, to duża część mojej wczesnej młodości. Głównie więc że względu na sentyment sięgnęłam po poprzednią książkę Niedźwieckiego i była taka.. okej. Bez szału. Dowiedziałam sie sporo o osobie autora, bo jego życia prywatnego nie znałam wcale, dostałam parę anegdotek z życia muzyczno-radiowego i spoko. Ta jednak książka jest niestety absolutnie niepotrzebna. Nie wnosi nic świeżego, wiele rzeczy się opisanych dogłębnie w poprzedniej pozycji tu zostaje potraktowane po łebkach (nie widzę powodu dla których w ogóle warto było o nich wspominać), a nowych rzeczy jest malutka garstka. Pewnie gdybym miała czytać DyrdyMarki to bardzo bym się męczyła. Audiobooka wysłuchałam z przyjemnoscia głównie ze względu na wspaniały, budzący wiele wspomnień głos radioty.
3-3,5 gwiazdek Pana Marka lubimy całą rodziną i walczyliśmy sobie audiobooka w tle do robienia pierniczków- normalnie sluchalibysmy trójki no ale wiadomo... Miło było go posłuchać, chociaż historie, które przytaczal często były albo nam już znane (z poprzednich książek czy wypowiedzi), albo e żaden sposób nie łączyły się między sobą, i to właśnie przez to opada mi trochę ocena. Nie miałam jeszcze okazji przejrzeć książki fizycznej, ale podobno jest piękna szata graficzna, więc pewnie niedługo się za to zabiorę. A tak, to mogę to tylko polecić dla fanów Pana Marka czy radiowej Trójki, ponad dwie godziny z DyrdyMarkami w tle mijają naprawdę szybko
Nie będę się wypierał jak żaba błota: słuchałem listy, głosowałem, wysyłałem listy, ba! nawet byłem w studio i na antenie! Dawne to czasy i dawne gusta. Ta książka trafiła do mnie przypadkowo i na początku podchodziłem do niej trochę sceptycznie, bo była i o mydle i o powidle, ale potem jakoś ta kolekcja lapidariów przypomniała historie młodości. No i dobry boziu, kto teraz z nowej szkoły dziennikarstwa powie „z Davidem Bowie’m”???
Jak lepiej zapoznać się z książką słynnego polskiego radiowca, jeśli nie poprzez audiobooka, którego czyta sam autor? Miło było usłyszeć spokojny i przyjemny w odbiorze głos Marka Niedźwiedzkiego, szczególnie kiedy opowiadał o kulisach swojej pracy. Dla osób, które zasłuchiwały się w dawnej Trójce, każda pozycja o popularnych prowadzących audycje w niej to prawdziwa gratka.
Samej treści w książce nie jest dużo. To zbiór krótkich i żartobliwych anegdot wszelkiego rodzaju. Niestety momentami miałam wrażenie, że autor opowiada o ulubionym gatunku jabłek albo w jaki sposób segreguje śmieci, bo brakuje mu już tematu do rozmów. Jakby na siłę starał się zapełnić miejsce. Na szczęście są też ciekawsze rzeczy, jak spotkania z muzykami czy wspomnienia z podróży.
"DyrdyMarki" potraktowałabym raczej jako suplement do jego poprzednich książek. Tak naprawdę niewiele o samej osobie Niedźwieckiego się dowiemy, jeżeli wcześniej nie wiedzieliśmy nic. Z drugiej strony, ten kolorowy wolumin nie zaskoczy niczym kogoś, kto karierę radiowca śledzi już od dawna. Ot, takie ciekawostki zebrane w jednym miejscu, tytuł adekwatny do treści.
Polecam zapoznać się i z wersją audio, i papierową (tej nie mogło zabraknąć w naszej domowej "Trójkowej" kolekcji). Tak jak pisałam, audiobook ma tę zaletę, że jest czytany bezpośrednio przez autora, więc to taka bonusowa audycja. Wydanie papierowe zaś cieszy oczy swoim niesamowitym designem, jest jak artystyczny album, w którym tekst i obraz zgrywają się ze sobą. Książka jest kolorowa, ma mnóstwo zdjęć i ciekawych grafik. Według stopki redakcyjnej za ilustracje i projekt graficzny odpowiadają Andrzej Wąsik i Agnieszka Szczepańska - naprawdę świetna robota. Bawią się nie tylko podobiznami Marka Niedźwieckiego modyfikując stare zdjęcia albo przerysowując jego rysy na nowo, ale również ilustrują w nietuzinkowy sposób treść rozdziałów i sprawiają, że litery w niektórych miejscach "ożywają" (różne czcionki, kolaże itp.). Można trochę powspominać razem z autorem, zrelaksować się na jedno popołudnie.
"Nigdy nie byłem przebojowy, choć prowadziłem listę przebojów." Tak pisze o sobie jeden z najbardziej znanych dziennikarzy muzycznych w historii Polskiego Radia, Marek Niedźwiecki. Niestety, już w historii.
Jak sugeruje tytuł, „Dyrdymarki” to zbiór napisanych żartobliwie i lekko anegdot i wspomnień z życia autora. A że sam mówi, że jego życie to praca, to wokół niej, a raczej muzyki krążą najczęściej jego opowieści. Pan Marek wraca do tego co zapadło mu w pamięć, wywiadów z gwiazdami, wpadek i nieudanych spotkań, czy tremy przed wystąpieniami publicznymi. Pisze o tym co lubi jeść, gotować, słuchać, jakie miejsca chętnie odwiedza. Zdradza też sekrety swoich najlepszych przepisów kulinarnych, w tym słynnych mielonych.
Nie znajdziecie tu głębokich przemyśleń i podsumowań, ale to właśnie dzięki lekkiej formie, cudownej oprawie graficznej i zapewne sentymentowi odebrałam ją tak pozytywnie.
Brakuje Wam Jego charakterystycznego głosu? To sięgnijcie po audiobooka dostępnego zarówno na empikgo, legimi czy booktime. Nikogo chyba nie muszę przekonywać, że słucha się z prawdziwą przyjemnością.
Ta książka dla mnie jest jak chwila odprężenia na kanapie z kubkiem ulubionej herbaty z miodem. „Dyrdymarki” Marka Niedźwieckiego to świetna propozycja dla każdego, kto szuka czegoś lekkiego, pełnego ciekawych anegdot i humoru… i odrobiny nostalgii (szczególnie dla wychowanych w czasach PRLu).
Pan Marek dzieli się tu mnóstwem fascynujących ciekawostek ze świata muzyki, radia, telewizji podczas jego kariery i nie tylko. Jego dystans do siebie i otwartość w opowiadaniu własnych historii nadają książce lekkości i sprawiają, że czyta się ją jednym tchem. Czyta lub słucha, ponieważ audiobook, czytany przez samego autora, dodaje jej wyjątkowego charakteru – głos Niedźwieckiego to jak spotkanie z dobrym znajomym przy kawie (albo herbacie), który opowiada ci historię z uśmiechem na twarzy. Warto przy tym zajrzeć do wersji papierowej (lub cyfrowej) gdzie oprócz tekstu znajduje się trochę zdjęć i fajnych grafik (ale nie ma niestety ich zbyt wiele).
Jedyne, co mi się nie podobało, to fakt, że książka jest naprawdę bardzo krótka. Wielka szkoda ale mimo to, całość jest przyjemna w odbiorze.
Nie należę do grona zagorzałych fanów Niedźwieckiego. Ot, po prostu wiem, kim jest i co robił przez większość swojego życia. Lubię jego głos :) Dlatego wybrałam przesłuchanie audiobooka. Co okazało się niewątpliwie najlepszym elementem książki. Książki o jakże adekwatnym do treści tytule! Całość to takie bajanie o wszystkich i niczym, które można słuchać w tle, jak radia. Ale dowiedziałam się jednej ciekawostki o ulubionej piosence mojej mamy. Nie zdradzę tytułu, bo to zakrawałoby o spojler. Utwór przeszedł cenzurę jak to bywało w czasach PRL. Jesli macie możliwość - nie czytajcie, a posłuchajcie audiobooka (jest dostępny na Legimi).
Taki zbiór anegdot luźno powiązanych wątkiem pracy w radiu. Trochę o spotkaniach z gwiazdami, ulubionych płytach, ulubionym jedzeniu, reakcjach słuchaczy. Bez większych szczegółów, które byłyby w sumie najciekawsze. Słuchałam jako audiobooka czytanego przez autora, więc świetnie się odbierało i rzeczywiście dowiedziałam się wielu rzeczy, których nie wiedziałam, ale żałowałam, że wszystko jest opowiedziane tak zdawkowo.
Książka? Zbiór felietonów o postaciach ze świata muzycznego, o płytach, miejscach, wreszcie o radio. A wiadomo, że radio dla Niedźwiedzia to życie, obecnie bez życiodajnego bodźca, ale jest nadzieja, że to się zmieni. Czyta się bardzo ciekawie, szczególnie wyobrażając sobie głos Pana Marka (kto tego nie robi?). W książce można odnaleźć powrót do dawnych lat, wiele z opowieści są mi znane z wcześniejszego słuchania Trójki.
Króciutka. Jest tam fragment poświęcony koncertowi Whitney Houston w Sopocie, który opisywany jest jako krótki, ale treściwy, sensowny z największymi hitami artystki. Ta książka jest podobna. Bez wodolejstwa, składająca się z mini historyjek, niektóre mające formę anegdoty. Bardzo autentyczna. Idealna forma wakacyjna. Pan Marek dzieli się własnymi doświadczeniami ku uciesze czytelnika. Czysty czytelniczy relaks.
Zdecydowanie "Nie wierzę w życie pozaradiowe" i "Radiota" były lepsze, ale miło czasem znowu wrócić do tego Niedźwiedziowego spojrzenia na świat, radio, czas... Szybkie czytadło z dużą ilością grafik, trochę anegdot, trochę refleksji, wspomnień. Trafny tytuł, bo to faktycznie takie "DyrdyMarki". Pół gwiazdki dodaję z zasady, bo to w końcu Marek Niedźwiecki.
Pan Marek jest dla mnie guru dziennikarstwa muzycznego i zdania o nim nie zmienie nigdy. Szkoda ze ksiazka nie zawierała tyle ciekawostek z pracy w radiu, ile się spodziewałam.. mimo wszystko była w klimacie Pana Marka. Moze trochę chaotyczna -zwłaszcza pod koniec - ale i tak przyjemnie i szybko się ja czytało ❤️
Nostalgia za czasami bezpowrotnie monionymi. Dużo goryczy ale i wiara, że wszystko będzie dobrze. Nie książka ale zbiór refleksji popartych przykładami przez życie napisanymi. Dla starszaków i nie tylko.
Bardzo sympatyczna, ciepła i miła książka tak mogę o niej powiedzieć. Nie jest to na pewno lektura na dłuższy czas, chyba że ktoś będzie sobie dozował. Raczej na dwie, trzy godzinki czytania, ale za to jak wiele fajnych ciekawostek, ze świata muzyki czy show-biznesu, ale nie takich pudelkowych, nastawionych na sensacje a wręcz przeciwnie zabawnych, ciekawych i fajnie zapadających w pamięć.
3.5 - ale obawiam sie, ze to dlatego ze mialam przyjemnosc wysluchac audiobooka czytanego przez samego autora. Dawalo to poczucie sluchania audycji radiowej z powiastkami z zycia pana Marka. Mam poczucie, ze tradycyjne czytanie mogloby byc duzo ubozsze w tym przypadku.
The book is perfect for anyone who's looking for classy entertainment. If you love the voice of Marek Niedźwiecki you may feel while reading as if you were listening to one of his broadcasts. Highly recommended!
Sentymentalne wspomnienia pana Marka. Niestety trochę bez polotu, anegdoty średnio ciekawe, troche losowo wpleciona lista miast, które odwiedził i kilka przepisów kulinarnych. Całość raczej rozczarowuje, mimo mojej wielkiej sympatii do autora.
Ksiazka przyjemna, zupełnie niezobowiazujaca do niczego, zlepek wspomnien i komentarzy. Szybko się czyta, nie zapada w pamiec. Wole Niedźwieckiego w radiu niz na papierze, ale nie było najgorzej, tylko srednio.
Pochłonęłam w jedno popołudnie! Jaka cudownie sentymentalna jest ta książka! Musiała trochę poczekać, aż nabiorę ochoty na jej przeczytanie ale stało się. Bardzo mi się podobała. No i ładna jest. I ciekawa. O moim... hmm - idolu!
Maybe written a bit ad hoc, but still listening to this audio-book was a pure pleasure. Many funny, significant or just surprising stories from the whole life of A Legend of Polish Radio. Respect!