Pomyślałem sobie kiedyś, że chciałbym przeczytać tę książkę, bo zainteresował mnie temat. O Francji się u nas za dużo nie mówi i nie pisze, a przecież zachodzą tam ważne procesy społeczne. Przez „Wrzenie. Francja na krawędzi” przeszedłem, jak na mnie, błyskawicznie. Nie spodziewałem się, że jest to tak dobra książka. Reportaż, jednak bardzo ciekawie skomponowany, więc raczej literatura oparta o warsztat reporterski, utkana z typowych reportaży oraz z opowieści i rozmów z kimś, kogo autorka nazywa Ibrahimem, ale: „Zmyśliłam imię głównego bohatera mojej książki. Jego obydwie żony nie zgodziły się, by występował pod prawdziwym imieniem, chociaż on nie miał nic przeciwko.” Ibrahim jest dla Pamuły dobrym przykładem człowieka, który reprezentuje zjawisko opisane w książce. A chodzi tych, którzy, wychowali się na spauperyzowanych przedmieściach wielkich miast, w tych najgorszych dzielnicach odrapanych bloków, gdzie dziedziczy się biedę, wykluczenie, przemoc, sięga po narkotyki, gdzie od jakiegoś czasu skrajny, wojowniczy islam rekrutuje swoich bojowników, pokazując, że życie (i śmierć) może mieć sens, jak by to paradoksalnie nie brzmiało. Ibrahim akurat nie jest osobą łatwo ulegającą wpływom jakiejkolwiek ideologii, ale przeszedł typową drogę arabskiego chłopaka z blokowiska.
Reportaże zawarte w tej książce są oparte albo o rozmowy z ich bohaterami, albo o dokumenty, sądowe, policyjne, prasowe, a także nagrania i książki. To nie są teksty powierzchowne ani tendencyjne. Widać, ze autorka chce zrozumieć, a tak się składa, że ja, jako czytelnik, też. Dla mnie kluczowy jest reportaż, w zasadzie w dwóch częściach, poświęcony Mohamedowi, zamachowcy, który zabił w roku 2021 w Tuluzie najpierw kolejno trzech żołnierzy, a potem na dziedzińcu żydowskiej szkoły troje dzieci i ojca dwojga z nich. Pamuła relacjonuje przede wszystkim przebieg rozmów policyjnego negocjatora z zabarykadowanym w swoim mieszkaniu dwudziestokilkuletnim Mohamedem. W zasadzie cytuje dosłownie fragmenty dosłownej deskrypcji tych negocjacji, ale obudowuje je opowieściami starszego brata zabójcy, dzięki czemu więcej rozumiemy, w jaki sposób doszedł do punktu, w którym stał się bezwzględnym terrorystą. Kilkunastogodzinne pertraktacje same w sobie są frapujące, bo możemy zrozumieć, jak działa negocjator, co mówi, a czego unika, a jaką musi przyjąć strategię, by móc osiągnąć jakiś postęp. Ale jeszcze ważniejsze jest przybliżenie sposobu rozumowania Mohameda, bo za jego czynem nie stoi, jak mi się wydawało, tylko religijny fanatyzm. Jest on, oczywiście, ważny, bo przekonanie, że męczenników dżihadu czeka w niebie nagroda, pozwala do pewnego stopnia nie bać się śmierci.
Być może, jak wielu czytelników uważa, zjawiska opisywane przez Annę Pamułę, nie są reprezentatywne dla Francji, ja jednak dałem się przekonać, że są naprawdę ważne i stanowią istotne niebezpieczeństwo. To oczywiście zasługa siły pisarstwa autorki, na które składa się umiejętność opowiadania, dostrzegania szczegółów, ale też tworzenia mocnej, przemyślanej konstrukcji książki. No a to, jak się zmienia społeczna i polityczna sytuacja we Francji cztery lata po wydaniu „Wrzenia”, świadczy o przenikliwości reporterki.