Krystyna, emerytowana policjantka, jako młoda dziewczyna straciła w tajemniczych okolicznościach brata. W 1963 roku piątka studentów, dwie dziewczyny i trzech chłopaków, wyruszyła w Tatry, troje z nich zostało odnalezionych martwych, jeden – brat Krystyny – zaginął bez wieści. Wrócił tylko Jacek.
Teraz, po ponad pięćdziesięciu latach, Krystyna niespodziewanie spotyka go w osiedlowym sklepie w katowickim Nikiszowcu. Okazuje się, że Jacek od jakiegoś czasu pod zmienionym nazwiskiem mieszka w tej samej dzielnicy. Krystyna postanawia zmusić go do zdradzenia, co wydarzyło się w górach, a może nawet dokonać zemsty – w tym celu późnym wieczorem wybiera się do jego domu z nożem w plecaku. Gdy jednak wchodzi do willi, zastaje Jacka zamordowanego.
Świadoma faktu, że jeśli jej obecność na miejscu zbrodni wyjdzie na jaw, zostanie pierwszą podejrzaną, zaczyna wykorzystywać kontakty z przeszłości i prowadzić prywatne śledztwo...
Krystyna nie była dobrą matką – za bardzo pochłaniała ją praca – ale teraz ma dobre relacje z wnuczką i nie chce ich stracić. Niestety, okazuje się, że dziewczyna może mieć coś wspólnego z tajemniczą śmiercią Jacka...
Pierwszy tom trylogii jednej z najbardziej zdolnych pisarek kryminalnych i fantastycznych, uznawanej za królową budowania napięcia.
Polish writer. She graduated from the Faculty of Oriental Studies at Jagiellonian University with a specialization in Arab Studies. After graduation she came back to Katowice, where now she works in tourist office. Member of a Silesian Fantasy Club. She made her debut in April 2004 with a short story Diabeł na wieży, which was published in a Science Fiction magazine. She was writing movie and book reviews for web magazine Avatarae. Today she writes for Esensja. In July 2005, her short stories about Domenic Jordan were published in a collection entitled Diabeł na wieży by Fabryka Słów Publishing. Her full lengh book debut was a novel Miasto w zieleni i błękicie.
Anna Kańtoch z literatury gatunkowej zrobiła prawdziwą sztukę, a każdy kryminał spod jej pióra to prawdziwa uczta.
Nie wiem, jak Anna Kańtoch to robi, ale nikt tak jak ona nie potrafi budować złowieszczej atmosfery w swoich powieściach, co udowodniła w „Łasce”, w „Wierze”, udowodniła też w „Niepełni”, a teraz udowadnia w „Wiośnie zaginionych”. Zaczyna się niby niepozornie. Nadchodzi wiosna – słońce zaświeci cieplej, zakwitną kwiaty i drzewa, przyroda obudzi się do życia. A jednak to wszystko za szybko, za intensywnie – natura wybuchnie znienacka feerię barw, słońce zaświeci z impetem, wszystko przekwitnie i zgnije zanim rozbudzi się w pełni. W tych upałach wiosennych, w tej przygniatającej duchocie znikają domowe psy i nikt nie potrafi powiedzieć, co się z nimi dzieje. Podejrzenia padają na denata, ale po jego śmierci nic się przecież nie zmienia. Drży powietrze, uderzają wiosenne burze – coś jest nie tak jak powinno, ktoś zapala światła w opuszczonych domach, ludzie zachowują się jakby nie byli sobą.
„Wiosna zaginionych” serwuje czytelnikowi nie lada zagadkę, a to dopiero początek przygody z emerytowaną policjantką Krystyną, która dzięki swojemu doświadczeniu ignoruje protokoły i za nic ma sobie dawne policyjne zasady. Jak powtarza: starszej pani łatwiej jest wybaczyć, łatwiej ją zignorować. W przypadku Krystyny to oczywisty błąd, ale zanim ktokolwiek się zorientuje powrócą pozory normalności.
„Wiosną zaginionych” Anna Kańtoch udowadnia prawdę powszechnie znaną: Polska kryminałem stoi, a opowieści o zbrodniach w takich wykonaniu to sama przyjemność, nie tylko jesienną porą.
Połknęłam w wieczór i poranek. Mam lekkie zastrzeżenia do niektórych elementów rozwiązania, ale jest kilka świetnych scen przesłuchań i dedukacji, no i to jest po prostu ogromnie wciągający kryminał ze znakomitą główną bohaterką i do tego narastającym poczuciem zagrożenia. Nie mogę się doczekać kontynuacji.
-5/5 Nie wiem co to w ogóle było. Kompletna strata czasu i papieru. Może to głupie, ale okładka "zapowiadała" coś innego (czyt. fajnego) i kompletnie nie pasuje do tego co w środku. Bohaterką jest staruszka - emerytowana policjantka - i szybko się okazuje się, że babcia jest oderwana od rzeczywistości tak jak pozostali bohaterowie, a szczególnie policjanci, wokół niej oraz cała ta historyjka wyrzeźbiona i sklejona z dziwnych pomysłów autorki. Gdy jeszcze nie wiadomo czy babcia ma być brana na serio czy nie, ta odwala akcje w stylu Bonda, a za 5 minut prowadzi poważne śledztwo (wchodzi na miejsce zbrodni, ma dostęp do dowodów, staje się powiernikiem policjantów w sprawie o morderstwo). Mimo, że nadal nie dowierzałam w to co słyszę (przesłuchałam ten tytuł w audio, inaczej się nie dało) to okazało się, że to wszystko jest jak najbardziej na serio. Potem doszło do tego jeszcze więcej absurdów zbitych w jedną całość (porwania psów, zaginięcia ludzi, problemy nastolatków, romansik jednego z policjantów, adopcja psa, tajemniczy kluczyk i wiele więcej). Połowa tych mniejszych lub większych wątków była niepotrzebna, nie miała sensu i nie wnosiła kompletnie nic do tej dziwnej opowiastki. Jak nie prowadzono śledztwa to na kartki wkraczały jakieś dziwne wynurzenia egzystencjonalne babci, które chyba miały robić głębie, lub innych bohaterów, które z kolei brzmiały jak z rasowej polskiej telenoweli. Jakby tego było mało historia opowiadana jest BARDZO nierówno. Przez całą książkę mamy powolne międlenie nudnej zagadki, a w ostatnich dwóch rozdziałach mamy prędziutko opowiedziane i wytłumaczone łopatologicznie co tak naprawdę zaszło (rozwiązanie zerżnięte z jednego z polskich filmów, o czym autorka mówi wprost(!). Brakowało tylko wklejki z rozrysowaniem tego wszystkiego... Jakby się umiało pisać książki to by się dało radę opisać to wszystko od początku i nie trzeba byłoby tłumaczyć w finale, że niebo jest niebieskie. Niestety pani Kańtoch pisać książek nie umie i nie powinna tego robić. Ta książka to nieprzekonująca w żadnej mierze zbitka randomowych i nie autorskich pomysłów przedstawiona z wykorzystaniem papierowych i oderwanych od realiów bohaterów. Autorka wyraźnie nie wie co pisze, choć to w sumie byłby komplement, bo pewnie wie i puszcza takiego gniota w świat w pełni świadomie. Mamy styczeń, a już teraz szczerze wątpię, że trafie na coś gorszego w tym roku, a nawet w najbliższych latach. Jest to na tyle złe, że będę z dużym dystansem patrzeć na tych, którym się ta książka podoba. Wcześniej czytałam "Łaskę" i była bardzo średnia, ale przynajmniej poprawna. Tutaj się nic nie broni. Sytuacji nie poprawia też to, że audiobooka czyta Ewa Kasprzyk. Tak jak Kańtoch nie powinna pisać, tak Kasprzyk być lektorem. Głos i jej maniera skutecznie przeszkadzają w odbiorze treści. Wszystko jest tu totalnym nieporozumieniem.
Powieść rozgrywająca się w świecie, w którym nie istnieje dyscyplina zwana psychologią, nie ma więc ona także żadnego dorobku badawczego. Oto bowiem ginie starszy człowiek, w jego przeszłości śledczy odkrywają tajemnicze zniknięcia - a to kilkudniowe, a to wieloletnie, powiązane już z utratą tożsamości i zmianą nazwiska mężczyzny (przy czym świadkowie tych wydarzeń wspominają, że bohater "nie był sobą", zachowywał się jak obcy człowiek) i nikt, absolutnie nikt nie podejrzewa zaników pamięci ani zaburzeń psychicznych. Zamiast tego czytelnikowi serwuje się w dialogach bohaterów, choćby policjantów na konferencji prasowej, ironiczne sugestie obecności duchów, opętania przez diabła czy porwania przez UFO. Wiarygodne lub (pseudo)zabawne raz, drugi, ale gdy po dwustu stronach nadal nie ma choć cienia podejrzeń o uzasadnieniu medycznym, ten wielki ostatecznie słoń w pokoju zaczyna przeszkadzać. I kiedy wreszcie okazuje się, że zaginięcia podszyte były - szok i niedowierzanie - zaburzeniem nerwicowym (konkretnie fugą dysocjacyjną), rozwiązanie zagadki wydaje się już wysilone i nie przynosi satysfakcji.
Przez pierwszych kilkadziesiąt stron książka podobała mi się bardzo i angażowała uwagę, za ciekawą (i zdecydowanie zasługującą na kontynuację) uważam też postać bohaterki, ponad 70-letniej byłej policjantki i milicjantki; doceniam także nieoczywisty rys młodego aspiranta (jego rodzinną przeszłość i specyficzne wybory życiowe). Żałuję tylko, że cała intryga nie została bardziej dopracowana. Jestem jednak ciekawa kolejnych kryminałów Kańtoch i z pewnością do nich zajrzę.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Podobnie jak przy "Łasce" tej samej Autorki napiszę, że to świetnie napisana książka. Intryga dobra, bohaterowie autentycznie interesujący. Cała historia dobrze skonstruowana. Szkoda, że to część cyklu, taki niepokojący trend mamy na rynku, że coraz mniej samoistnych książek. Tak czy inaczej, Anna Kańtoch do polecenia jako Autorka, "Wiosna zaginionych" do polecenia jako dobry, wciągający kryminał.
Kańtoch ma niesamowitą zdolność do oddawania klimatu powieści poprzez zorientowanie na szczegóły. Jest gęsto, jest plastycznie, jest niebanalnie. Relacje między bohaterami są skomplikowane, intryga kryminalna zaskakująca, a sama powieść wciąga niczym magnes. Nic mnie bardziej nie cieszy w tym momencie niż świadomość, że to tylko pierwsza część trylogii!
Też tak macie, że musicie przeczytać każdy napoczęty kryminał do końca, nawet jeśli po drodze już się trochę męczycie? Mam nadzieję na wspólnotę losów z Państwem, bo ja tak mam. Po prostu nie umiem inaczej, dlatego przeważnie nie sięgam po ten gatunek literacki - na jednej z półek stoi u mnie cały rząd kryminałów Agaty Christie przypominając mi o pewnym szalonym styczniu, w którym to przeczytałem 30 jej książek. Jedną dziennie.
Anna Kańtoch, autorka znana raczej z pisania fantastyki od jakiegoś czasu wprawia się w kryminał i po lekturze jej najnowszej książki można powiedzieć dwie rzeczy - autorka boi się gatunku, czuje się w nim niepewnie przez co nie potrafi zrobić kroku poza klasyczną konstrukcję, a druga - niestety Kańtoch nie ma nic do powiedzenia o świecie. Bo kryminału nie czyta się tylko po to, żeby rozwiązywać zagadkę, ale żeby przeczytać powieść obyczajową, w której podjęty zostanie jakiś ważki społecznie temat, czy przedstawiona choćby jakaś teoria, a Kańtoch niczego nie problematyzuje, chyba że wystarczą nam dość proste refleksje o tym, że z młodzieżą można się porozumieć, a przeszłość zawsze nas dopadnie.
Kańtoch kontynuuje model kryminału znany chociażby dzięki Agacie Christie. Główna bohaterka? Emerytowana policjantka. Trup? Starszy profesor historii, z którym łączy bohaterkę wspólna przeszłość i podejrzenie o to, że zamordował jej brata. Dochodzenie? Policjanci chętnie dzielący się z emerytką informacjami i wysyłający ją na misje. Nawet podejrzani będą tutaj klasyczni - grupa młodzieży, z której każdy miałby motyw, a wszyscy się chronią. Tło? Jedna z dzielnic Katowic, ale pozbawiona właściwości, poza tym, że jest w niej las, po którym chodzą bohaterowie. Element grozy - ginące psy. Dodatkowy wabik - a może zabiła ekoterrorystka? Duży plus - bohaterka podróżująca pociągami i lubiąca czytać.
Muszę za to przyznać, że najbardziej rozbawiły mnie blurby do tej książki. Też je czasem piszę i mi za to płacą ale tu jest cała paleta znanych i lubianych przeze mnie osób, które próbują mi wcisnąć coś, co się nie wydarzyło w tej powieści. Np. Anna Król pisze, że Kańtoch “konstruuje kryminalną fabułę, naginając schematy literatury gatunkowej”, a Jakub Ćwiek, że “jak Christie kryje się w cieniu zwyczajności”. No to byście się zdecydowali. Nie wiem skąd Anna Dziewit-Meller wzięła, ze “starej policjantki” nijak nie “można zaklasyfikować wedle stereotypów”, Leszek Koźmiński uważa, że to “nieoczywiste śledztwo”, a Adam Szaja pisze, że autorka “wyprowadza czytelnika w pole”. Tak więc nie wiem, może coś ze mną nie tak, ale nie czułem się ani razu wyprowadzony w pole, fakt, że główny bohater zmienia tożsamość był przecież oczywisty od początku i cała powieść jest wokół tego skonstruowana, a że zmian okazuje się więcej? No naprawdę… Brak stereotypów? Nic bardziej stereotypowego w kryminale jak starsza pani, która ma nadmiar energii, ale potrafi też udawać zniedołężniałą starowinkę. Ćwiek jest najbliżej prawdy, że dużo tu szarej rzeczywistości, tak szarej że aż cała ta magia Śląska, o której blurbujący piszą nie wybrzmiewa, a “Wiosna zaginionych” mogłaby równie dobrze dziać się w mazurskiej popiegieerowskiej wsi.
Kańtoch ani nie otwiera nowego rozdziału w polskim kryminale (a jeśli, to jest z nim drastycznie źle i trzeba przestać czytać), jej powieść nie “brzmi jak wyzwanie”, a jest taką szybką lekturą na kilka godzin jazdy pociągiem, po której niewiele nam w głowie zostanie. A to, że ciężko się oderwać? Ja zawsze chce wiedzieć kto zabił, nie czytałem jeszcze takiego kryminału, którego bym nie skończył. Ale niekoniecznie polecam ten ciąg.
Anna Kańtoch jest autorką, na której książki czekam, kupuję zaraz po premierze i natychmiast połykam. Tak było i tym razem, tak będzie i następnym, bo znów się nie zawiodłam!
Mi riconfermo grandissima fan di Anna Kańtoch. Un altro romanzo che nonostante la struttura complessa e sperimentale è scorrevolissimo, elegante, incalzante ed estremamente godibile. Kańtoch torna a giocare come solo lei sa fare con il tema delle identità sfuggenti, del doppio, dell'impossibilità di tracciare un confine netto tra ciò che è reale e ciò che percepiamo.
Ten kryminał był moim pierwszym spotkaniem z prozą Anny Kańtoch, na które z resztą od dawna miałam ochotę, o tej pisarce słyszałam i czytałam bowiem wiele dobrego. Ponownie skorzystałam z akcji czytaj.pl i wysłuchałam tego kryminału w kilka dni.
Główną bohaterką jest emerytowana policjantka, która rozwikłuje tajemnicę towarzyszącą jej od lat. Otóż, gdy była młodą dziewczyną, jej brat wybrał się z grupą przyjaciół na wycieczkę w Tatry i nigdy z wprawy nie wrócił. Krystyna do dziś nie dowiedziała się, co się stało z ukochanym bratem. Gdy jednak przypadkowo odkrywa, że w jej okolicy mieszka kolega z młodości, uczestnik pamiętnej wycieczki, wtedy podejrzany o zabójstwo kolegów, wspomnienia odżywają.
Krystyna zaczyna podpatrywać działania Jacka, którego okoliczni mieszkańcy oskarżają o kradzież psów. W okolicy podejrzanie często znikają bowiem na spacerach w pobliskim lesie czworonogi. Była policjantka decyduje się na wymuszenie na Jacku prawdy, nie tylko o psach, ale i o pamiętnej wycieczce w Tatry, więc pewnego wieczoru wybiera się do niego z nożem w plecaku. Nóż na wszelki wypadek, ale do końca nie wiadomo, co planuje starsza kobieta. Z jej planów jednak będą nici, bo w willi znajduje już tylko trupa znajomego. Sytuacja się komplikuje, gdy o pomoc prosi ją były kolega z policji, a ona przecież musi ukrywać swoje powiązania z ofiarą, a przede wszystkim tę ostatnią wizytę u niego.
Najnowsza powieść Anny Kańtoch jest taka, jak jej okładka. Minimalistyczna i z pozoru niepozorna. Jednak, gdy przyjrzy jej się dłużej to wzbudza niejasne poczucie grozy.
Podobały mi się wszystkie kryminały, jakie do tej pory napisała autorka. Byłem niezwykle ciekaw jej najnowszej powieści. Bardzo imponuje mi, że autorka cały czas się rozwija i odświeża formułę pisanych powieści. Dwie największe różnice w stosunku do poprzednich powieści kryminalnych to akcja dziejąca się współcześnie, a nie jak to bywało w PRL-u. Po drugie autorka stosuje w Wiośnie zaginionych dwie narracje – pierwszoosobową zarezerwowaną dla głównej bohaterki oraz trzecioosobową dla pozostałych postaci.
Ogromny szacunek należy się autorce za uczynienie głównej postaci osoby starszej – policjantki będącej od dawna na emeryturze. Wreszcie czytelnik może poczytać o bohaterze kryminału, który jest po drugiej stronie rzeki. Zazwyczaj postacie kryminałów są albo na początku swej zawodowej kariery albo „wiecznie” przed emeryturą. Bodaj Mankell w swojej serii o Kurcie Wallanderze odważnie przedstawił starzenie się głównego bohatera. Jednak tylko ostatni tom serii przedstawiał śledztwo Wallandera, który był już na emeryturze. Dla mnie było to ciekawym doświadczeniem. Z ciekawością podchodziłem do lektury Wiosny zaginionych, żeby przekonać się, jak taka postać będzie w stanie prowadzić śledztwo.
Oczywiście w powieści nie mogło zabraknąć tego, co kocham w powieściach autorki – mrocznego, wręcz gęstego klimatu oraz bardzo skomplikowanej intrygi kryminalnej. Nigdy nie udało mi się przewidzieć rozwiązania sprawy. Zawsze udawało się autorce mnie zaskoczyć. A każde, nawet wydawałoby się zjawisko z pogranicza tego co nadprzyrodzone, udawało się wyjaśnić w logiczny i prawdopodobny sposób. Nie zabrakło także zagadki z przeszłości, która będzie spoiwem całej trylogii. Sam jestem ciekaw, jak odniesie się do niej autorka w kolejnym tomie.
Z początku byłem nieco sceptyczny. Nie polubiłem się specjalnie z główną bohaterką. Za to kupiły mnie postacie poboczne, ten charakterystyczny dla Anny Kańtoch klimat oraz oczywiście cała sprawa morderstwa. Autorka tak prowadziła mnie przez fabułę, że nie wiedząc nawet kiedy, nie mogłem już oderwać się od książki. Nie zawiodłem się w żadnym stopniu i jestem zadowolony z całej lektury.
Polecam twórczość autorki osobom, które wolą niespieszną akcję i stopniowe budowanie napięcia. Mroczny klimat grozy oraz zagadki kryminalne wymagające skupienia i uwagi. Wiosna zaginionych to kolejna mocna pozycja w dorobku autorki i niezmiernie czekam na kolejny tom trylogii.
Bardzo okej kryminał, choć nie dla czytelników, którzy potrzebują rozwiązania absolutnie każdej niewiadomej. :) Ktoś nazwałby to dziurawą fabułą, ja widzę to bardziej jako nieuproszczoną wizję wykreowanego świata.
Ech, no nie wiem? Ciekawa główna bohaterka i ładnie napisane. Końcówka jednak jakaś taka trochę przekombinowana, moim zdaniem. Do tego brak rozwiązania wszystkich wątków! Tego nie lubię. Jakoś więcej się spodziewałam po tym tytule, czytając te wszystkie entuzjastyczne opinie. 🫤
I po raz kolejny Anna Kańtoch rewelacyjnie wpisała się w moje gusta czytelnicze. To była znakomita lektura👍. Autorka fantastycznie wykreowała swoją bohaterkę. Wow, wielkie brawa 👏. Krystyna Lesińska to 73 letnia emerytowana pani policjantka. Kobieta z temperamentem i charakterem. Taka bohaterka to dla mnie zaskoczenie i jestem jej ogromnie ciekawa w kolejnych odsłonach. "Wiosna zaginionych" to niebanalna, intrygująca i wielowątkowa fabuła, świetnie zbudowane napięcie, zaskakujące zwroty akcji i nieprzewidywalne zakończenie. I nawet cieszy mnie, że wątek z zaginionym bratem pani Krystyny nie zostaje rozwiązany, bo będzie więcej do odkrywania w kolejnych tomach😉. Ja osobiście bardzo polecam kryminalne historie pani Anny Kańtoch👍.
Przeglądając dostępne audiobooki w moim EmpikGo zdałam sobie sprawę, iż moje ostatnie czytanie Anny Kańtoch odbyło się ponad trzy lata temu. Dlatego postanowiłam zassać ostatnią kryminalną serię spod pióra autorki, którą otwiera Wiosna zaginionych czytana przez rewelacyjną Ewę Kasprzyk.
Przeszłość… "Krystyna, emerytowana policjantka, jako młoda dziewczyna straciła w tajemniczych okolicznościach brata. W 1963 roku piątka studentów, dwie dziewczyny i trzech chłopaków, wyruszyła w Tatry, troje z nich zostało odnalezionych martwych, jeden – brat Krystyny – zaginął bez wieści. Wrócił tylko Jacek. Teraz, po ponad pięćdziesięciu latach, Krystyna niespodziewanie spotyka go w osiedlowym sklepie w katowickim Nikiszowcu. Okazuje się, że Jacek od jakiegoś czasu pod zmienionym nazwiskiem mieszka w tej samej dzielnicy. Krystyna postanawia zmusić go do zdradzenia, co wydarzyło się w górach, a może nawet dokonać zemsty – w tym celu późnym wieczorem wybiera się do jego domu z nożem w plecaku. Gdy jednak wchodzi do willi, zastaje Jacka zamordowanego.
Świadoma faktu, że jeśli jej obecność na miejscu zbrodni wyjdzie na jaw, zostanie pierwszą podejrzaną, zaczyna wykorzystywać kontakty z przeszłości i prowadzić prywatne śledztwo…
Krystyna nie była dobrą matką – za bardzo pochłaniała ją praca – ale teraz ma dobre relacje z wnuczką i nie chce ich stracić. Niestety, okazuje się, że dziewczyna może mieć coś wspólnego z tajemniczą śmiercią Jacka…"
Policjantka na emeryturze. Początek serii z emerytowaną policjantką Krystyną Lesińską oceniam na poprawny. ;)
Prędkość akcji może nie powala na kolana, ale fabuła jest na tyle intrygująca i zawiła, że nie pozwala nawet na chwilę nudy. Szczególnie iż autorka umiejętnie żongluje prawdziwymi i tymi naciągniętymi wiadomościami, przez co do ostatniej minuty audiobooka nie możemy być pewni, co jest prawdą, a co nie.
Największą wartością dodaną książki w moich oczach jednak nie jest sama fabuła czy akcja, a postać Krystyny. Ta kobieta z kategorii siedemdziesiąt+ może już formą fizyczną nie błyszczy i zdaje sobie z tego całkowicie sprawę, ale nadal ma nosa do spraw wszelakich. Dzięki czemu również na emeryturze cieszy się szacunkiem młodszych kolegów, którzy nie omieszkają wykorzystać jej doświadczenia i umiejętności przy rozwiązaniu zagmatwanej sprawy.
Dlatego jeżeli macie ochotę na powieść z niezłą kryminalną zagadką, w której śledczy (coś nowego ;)) nie jest jakimś zwyrolem uzależnionym od alkoholu (Kryśka jako policjantka miała również problemy, ale jakie musicie dowiedzieć się sami), to sięgnijcie po pierwszą odsłonę trylogii Anny Kańtoch pod tytułem Wiosna zaginionych. Myślę, że intryga Was wciągnie, a dodatkowe pochylenie się nad prawami zwierząt Was zaskoczy.
Kolejna zupełnie niepotrzebnie przeczytana (przesłuchana) książka w ramach czytaj.pl. Mimo że autorka naprawdę się stara zainteresować czytelnika dochodzeniem do tego, kto zabił, bo rzecz jest mocno skomplikowana. Lepsze s�� tu dialogi, niż monologi, a najlepsze chyba te po śląsku (akcja toczy się w Nikiszowcu). W nich też jest najwięcej humoru. Choć babcia-poduszkowiec (czyli wyglądająca przez okno) to też niezły greps, wcale nie śląski i w monologu. W dodatku lektorka udatnie to czyta - chyba zna śląską godkę. Szkoda, że tych regionalnych akcentów było tak mało: gwarą mówi tylko Kmiecikowa - "kobieta z czarnobiałym psem" (całkowicie poboczna postać), a oprócz niej za cały śląski sztafaż robi już tylko kawiarnia: Byfyj. PS. Po śląsku mówi się kilka obierków, zamiast obierek? Więc jeden obierek, a nie jedna obierka...
Przekombinowana, naciągana i grubymi nićmi szyta intryga, która nie znajduje rozwiązania ( za ci autorka przeprasza(!) w kuriozalnym posłowiu)). Dosyć papierowe postacie, akcja nie rozwija się, tylko pełznie z prędkością zmęczonego ślimaka przez zbyt wiele stron.
Moje czwarte spotkanie z Anną Kańtoch i niestety pierwsze rozczarowanie. Nie powiem, było to dla mnie absolutne zaskoczenie, bo po świetnych czterech powieściach miałam Kańtoch za autorkę-pewniaczkę. Żeby było jasne - to nie jest tak, że “Wiosna zaginionych” jest książką słabą, a autorka nagle pozazdrościła warsztatu naszym rodzimym pisarskim tuzom kryminalnym i sama postanowiła wdrożyć w życie rady z podręczników pisania ich autorstwa. Kańtoch nadal włada polszczyzną lepiej niż ¾ bestsellerowych pisarzy. Potrafi napisać naturalnie brzmiące, błyskotliwe dialogi jak i autentycznie przedstawić opisywane rzeczywiste miejsca. Nad czym ogromnie ubolewam - to, że klimatu - tak niepokojącego, mrocznego i realistycznego - jaki czytelnicy dostali w “Wierze” czy “Łasce” - w “Wiośnie” Kańtoch nie udało się odtworzyć. Sama zagadka kryminalna przemyślana, ale niestety nie w najwyższym stopniu, bo rozwiązanie już przekombinowane, zbyt prędkie i niewiarygodne. Bohaterowie to kolejny zawód - po prostu są, ani ziębią ni grzeją - z kimkolwiek się zżyć czy odczuwać jakieś intensywniejsze uczucia - nie potrafiłam. Główna bohaterka - Krystyna - spośród innych – przewijających się na kilkuset stronach powieści – bezbarwnych postaci wyróżniała się jedynie wiekiem. Wiem, że dużo osób chwali Kańtoch, że zdecydowała się na tak “odważny” i “ryzykowny” ruch i ustanowiła główną bohaterką swojej książki nie piękną, młodą i wysportowaną dwudziestokilkulatkę zaraz po szkole policyjnej, a weterankę organów śledczych - 73-letnią emertowaną policjantkę. Jeśli to rzeczywiście jest taki ewenement w literaturze kryminalnej to nie mogę nie dołączyć się do braw dla Kańtoch - natomiast jeśli ktoś jak ja pochłania twórczość Christie czy Simenona to dla niego to żadne sensacyjne i unikatowe zjawisko. Dla osób po raz pierwszy mających styczność z prozą Kańtoch i/lub gatunek kryminału znających dotychczas jedynie z lektury książek bestsellerowych polskich autorów “Wiosna Zaginionych” zapewne okaże się zaiste świetną pozycją. W porównaniu z taśmowo produkowanymi w ostatnich latach polskimi i zagranicznymi kryminałami pozycja Kańtoch wypada naprawdę nawet i ponadprzeciętnie dobrze- bo i logika na swoim miejscu i absurdy co stronę nie wyskakuja i czytelnika nie straszą, a i inteligencji odbiorców autorka nie obraża. I niby wszytsko w porządku, ale jednak od pisarek takich jak Anna Kańtoch można wymagać czegoś więcej niż tylko niezłej ksiązki.
Nawet nie wiem, od czego zacząć pisanie opinii tej wspaniałej powieści. Jest w niej coś świeżego. Mam wrażenie, że spojrzenie na wątki kryminalne ma nieco inny charakter niż w kryminałach, po które sięgalam do tej pory. A może to po prostu kwestia stylu autorki, który ma w sobie coś charakterystycznego. Tak czy siak czytało się doskonale. Nie wiało tu grozą czy mnogością trupów czy ilością biologicznie brutalnych detali. Tutaj klimat tworzyły refleksje i zachowania bohaterki (i bohaterów w sumie też), a także subtelnie, bardzo z wyczuciem rozwijana sieć połączeń między wieloma wątkami i postaciami. Zazwyczaj zbyt duża ilość szczegółów, osób, mylnych tropów mnie przytłacza, ale nie tym razem. Tutaj wszystko rozłożone jest w fabule z wyczuciem, dlatego określiłam tym mianem powyżej rozwój zdarzeń i powiązań. Ale na szczególną uwagę zasługuje główna bohaterka. Ta powieść jest jak ona - całkiem zrównoważona, poukładana, ale z pazurem i charakterem. Co za świetna kobieta! Kiedy przeżywa się akcję razem z nią, można ją podziwiać, uśmiechać się do jej dystansu, a przede wszystkim ma się do niej pełen szacunek. Uwielbiam jej świadomość własnych słabości i to jak przekuwa je w zalety. Jej spryt. Jest naprawdę wspaniała. Akcja zaś nie zdaje się być dynamiczna, ale bardzo dobrze wyważona. Przemierzając przez kolejne strony powieści, nie odczuwam rosnącego napięcia, a raczej relaks, tło zdarzeń ma w sobie coś z obyczajówki, ale absolutnie nie nudzi, lecz ciekawi. Uwielbiam wszystkie myśli, jakie kłębią się wokół bohaterki, klimat wszystkich scenerii budowany przez autorkę i aurę tajemniczości wokół niektórych postaci. Język powieści jest świetny! Ogromnie mnie cieszy, że są jeszcze dwie części z tej serii! Nie mogę doczekać się dalszych perypetii tej ciekawej kobiety i oczywiście wyjaśnienia tajemnicy sprzed lat, bo plot twist pod koniec części pierwszej dobrze zaskoczył, ale pozostawił też spory niedosyt!
Emerytowana policjantka Krystyna Lesińska ogląda zdjęcie z 1963 roku, przedstawiające piątkę studentów. Z wycieczki wrócił tylko Jacek. Trzy osoby zginęły, a brat Krystyny zaginął. Po 55 latach kobieta spotyka w sklepie Jacka. Wraca sprawa tajemniczego zaginięcia Romana. Późnym wieczorem uzbrojona Krystyna pojawia się w domu mężczyzny i znajduje jego zwłoki. Była policjantka może zostać główną podejrzaną. Zaczyna prowadzić własne śledztwo. Okazuje się, że jej wnuczka może być zamieszana w morderstwo. Szara, zwyczajna codzienność towarzyszy bohaterom. Kobieta po siedemdziesiątce żyje samotnie, odżywia się niezdrowo, ale jest w dobrej kondycji. Emerytowana policjantka to intrygująca postać i to głównie z jej perspektywy opowiadana jest historia. Mimo wieku i emerytury jest pełna zapału do policyjnej roboty. Dzięki znajomemu jest na miejscu zbrodni, a potem nieoficjalnie pomaga śledczym, gdyż ma ku temu powody. Potrafi zaskoczyć kolegów bystrością umysłu. Trochę Przypomina mi Klementynę Kopp z cyklu „Lipowo” Katarzyny Puzyńskiej. Moją uwagę zwrócił młody śledczy Szymon Gryga. Jest dobry, ale ma szansę być jeszcze lepszy. Z miejsca polubiłam psa Sandora. Bohaterem są też Górny Śląsk i Katowice, miejsca bliskie autorce. Trudno mi było odłożyć powieść. Czytałam wszędzie i o różnych porach. To świadczy o tym, że autorka słusznie uznawana jest za królową budowania napięcia, gdyż ten rasowy kryminał wciąga i nie odpuszcza czytelnikowi. Napięcie rośnie wpierw niezauważalnie i powoli, potem coraz szybciej i mocniej oplata czytelnika. Nie bez znaczenia jest pogoda odzwierciedlająca emocje bohaterów i budująca atmosferę grozy w kluczowych momentach. Czuć dreszczyk emocji i rosnący niepokój. Niewyjaśniona tragedia z przeszłości, tajemnicze zaginięcia psów, zagadkowa postać wymykająca się schematom, wpisy z bloga nastolatka i rozdziały opisujące pracę operatora CPR – to wszystko tworzy specyficzny klimat kryminału. Autorka stworzyła przemyślaną i wielowątkową fabułę wokół pasjonującej intrygi. Wielotorowe śledztwo nie jest oczywiste, za to trudne i bolesne. Rozciąga się w czasie na przestrzeni ponad pół wieku. Zaskakują kolejne zwroty dynamicznej akcji i osoby biorące w niej udział. Pogubiłam się w domysłach i przypuszczeniach, a prawda mnie na koniec zaskoczyła. Nie wiem jeszcze wszystkiego, dlatego czekam na kolejny tom. „Wiosna zaginionych” to bardzo dobry początek nowej serii kryminalnej z elementami thrillera. Nietuzinkowa bohaterka na emeryturze, katowicka rzeczywistość, tajemnice sprzed lat i obecne i znacznie, znacznie więcej. Ktoś komuś chce ukraść życie, a ten kryminał ukradnie Wam czas.