Zdecydowanie do przeczytania.
Z wielu powodów. Między innymi:
1. bo to pasjonująca (nie wiem, czy to słowo jest stosowne) historia dziennikarskiego śledztwa, które zakończyło się sukcesem, w tym sensie, że zło zostało ukarane a pokrzywdzeni uzyskali jakąś formę zadośćuczynienia
2. bo jest współczesnym spojrzeniem na pojęcie molestowania
W tej drugiej sprawie chodzi o to, że historie wielu kobiet opisane w tej książce jeszcze nie tak wiele lat temu nie byłyby uznane za warto uwagi a sprawca uznany raczej za faceta z dużym temperamentem niż gwałciciela czy molestatora. Szczególnie warte uwagi jest podejście do zachowania kobiet, które często nie reagowały podręcznikowo. Nie szły na policję, tylko zamykały się w sobie często w poczuciu winy. I różnica polega na tym, że w tej książce to poczucie winy nie obciąża już kobiet, tylko sprawcę.
Każdy mężczyzna - nie tylko taki, który z dumą obnosi swój temperament - powinien to uważnie przeczytać.
P.S. Chciałem jeszcze dodać, że poza głównym bohaterem tej książki jest jeszcze bohaterka drugiego planu, która jest bardzo ciekawa i być może zasługuje na oddzielną książkę - czyli żona głównego bohatera, słynna szwedzka poetka i członkini Akademii Katarina Frostenson. Z książki wynika, że o wszystkim wiedziała. O wszystkim. A mimo to była ze swoim mężem do końca, nie opuściła go, nie wyparła się, nic... i jej motywacje nie są za bardzo wyjaśnione (bo nie ona była bohaterką tej historii). Czy to miłość? Czy to - nomen omen - syndrom sztokholmski? Jak wyglądała jej codzienność z tym gościem. O czym myślała, gdy rano jedli razem musli z jogurtem po jego nocy spędzonej poza domem? Czy ona też była jego ofiarą?