Chyba nie ma piękniejszego widoku dla marynarza niż ten, gdy nowy, jeszcze pachnący drewnem statek zostaje zwodowany. Pierwszy, dziewiczy rejs, poznawanie nowej jednostki – to wszystko brzmi wręcz jak spełnienie marzeń. Okazuje się jednak, że w pierwszym rejsie, gdy na pokładzie jest złoto i za mało odpowiedzialnych głów, wszystko może pójść nie tak.
Pierwsza połowa XVII wieku, Niderlandy. Republika Siedmiu Zjednoczonych Prowincji Niderlandzkich wdaje się w wojnę z Hiszpanią, znaną później jako wojna osiemdziesięcioletnia. Międzynarodowym handlem trzęsie w tym czasie Holenderska Kompania Wschodnioindyjska, stopniowo kolonizująca kolejne dzikie lądy i handlująca bezcennymi w Europie przyprawami. W tym niespokojnym czasie Jeronimus Kornelisz młody syn pastora, zostaje przez ojca wyrzucony z domu i jako aptekarz przenosi się z żoną do większego miasta. Na nieszczęście, umiera jego dziecko, a sam Kornelisz z szanowanego człowieka przeradza się stopniowo coraz bardziej w opętanego agresją potwora. By uniknąć kary za swoje uczynki po tym, gdy opuszcza go żona, ucieka na okręt Kompanii, „Batavię”, gdzie zostaje pomocnikiem chirurga okrętowego. A ponieważ zło podąża jego śladem, to i dziewiczy rejs statku okazuje się nie być taką usłaną różami wyprawą, na jaką by mógł wyglądać.
Australijskie piekło to powieść oparta na faktach. Pechowy, pierwszy rejs „Batavii” faktycznie miał miejsce w latach 1628-1629 i skończył się rozbiciem okrętu na rafach niedaleko Australii Zachodniej. Całość została bardzo dobrze udokumentowana w dziennikach przez kupca Kompanii, Franciszka Pelsaerta, z których między innymi korzystał autor, tworząc książkę. Doceniam research, który przeprowadził Radosław Lewandowski, pisząc – nie tylko opierał się na źródłach dotyczących samej „Batavii”, ale też opierał się na źródłach pisanych dotyczących tak prozaicznych kwestii, jak wyżywienie w trakcie długiej podróży morskiej czy zwykły dzień na pokładzie statku.
Postaci, które przejawiają się na kartach opowieści, to praktycznie same postaci historyczne, których istnienie zostało potwierdzone w źródłach. Poczynając od Jeronimusa Kornelisza, przez kapitana „Batavii”, Adriana Jakobsza, po pasażerów statku, a nawet jednego z żołnierzy, Wiebbego Hayesa, i część marynarzy. Żaden z bohaterów nie jest postacią idealnie krystaliczną, na wizerunku każdego pojawiają się rysy. Owszem, taki Kornelisz jest postacią właściwie od samego początku kreowaną na czarnego bohatera, w końcu jest mordercą i to seryjnym, a na dodatek odnajduje radość w krzywdzeniu innych i kończeniu ich żywotów. Nawet Wiebbe Hayes, żołnierz i weteran wojenny, z pozoru postać dobra, też potrafił podjąć kilka moralnie wątpliwych decyzji (jak chociażby zabranie po trupie najbliższego przyjaciela dwóch kul armatnich, za które dowódcy na wojnie wypłacali dodatkową gratyfikację, czy przystąpienie do buntu na pokładzie „Batavii”), ale ostatecznie wychodzi z tego obronną ręką i jednak czytelnik odczuwa wobec niego pewną nutkę sympatii. Kapitan Adrian Jakobsz to znowu postać, która początkowo wzbudza naszą antypatię – pijak, który bałamuci służącą jednej z pasażerek; na koniec przechodzi przemianę i, mając w perspektywie to, że będzie ojcem, odmienia swój charakter (cóż, inną kwestią jest to, że niewiele mu to pomaga w ostatecznym rozrachunku). Autor przedstawia nam istną paletę osobowości i charakterów, dzięki czemu każdy bohater zapada nam w pamięć i wyróżnia się na tle innych.
Życie codzienne na statku nie było bajką, a Radosław Lewandowski niczego nie upiększa. Mamy tu i surowe warunki, ograniczone racje żywnościowe, coraz gorsze warunki sanitarne w trakcie wielomiesięcznej podróży do Indii. Nie brakuje tu też brutalności wśród marynarzy, a co za tym idzie, nie jest to książka dla ludzi szczególnie wrażliwych. Zdarzają się opisy gwałtu czy brutalnego seksu, wulgaryzmy są tu na porządku dziennym, dlatego odradzałabym tę powieść młodszym czytelnikom. Szczególne natężenie brutalności pojawia się już po rozbiciu statku, gdy załoga i pasażerowi lądują na małych, kamiennych i bezludnych wyspach, zmuszeni walczyć o przetrwanie. Przy okazji, skoro już wspominałam o tym, jak jest napisana powieść, to chociaż powieść jest self-publishingiem, to widać tu redakcyjne oko i czyta się ją naprawdę dobrze, lepiej niż niektóre książki wydane przez tradycyjne wydawnictwa.
Australijskie piekło to historia o sile ludzkiego charakteru, o chęci przetrwania mimo wszystko, o tym, że wszystko zależy tak naprawdę od nas i decyzji, jakie podejmiemy. Przedstawia, ile możemy zrobić, żeby osiągnąć wyznaczony sobie cel i, jak nisko potrafimy w trakcie tej drogi upaść. To też opowieść o bohaterstwie, o tym, że nawet w najgorszej chwili nie można tracić nadziei, bo wybawienie może nadejść w każdym momencie. Mnie osobiście powieść przypadła do gustu, więc z czystym sumieniem mogę ją Wam wszystkim polecić.
Ostatnio na moim profilu można trafić głównie na romanse, nie uznaję tego za nic złego oczywiście - takie książki mi się trafiają, moje perspektywy są zdecydowanie szersze - tą właśnie książka Wam to pokażę i liczę na to, że Was zainteresuję powieściami historycznymi, a w szczególności Australijskim Piekłem, bo wierzcie mi warto i nie należy się zrażać potencjalnie dość trudnym początkiem! Historia dzieje się paręset lat temu, bo w wieku XVII, czyli wypadałoby znać tło historyczne, ale nie musicie się martwić jeśli nie kojarzycie niczego, bo zarys historyczny autor przedstawia nam wraz z przedstawieniem bohaterów. Nasza przygoda zaczyna się jeszcze przed główną fabułą, ale nie zdradzę co Pan Lewandowski tam umieścił, bo myślę, że musicie sami to odkryć, aby Was to wciągnęło. Po szczegółowym wprowadzeniu znajdujemy się przy Bratvi, która ma wypłynąć w swój pierwszy, czyli dziewiczy rejs. Pamiętajcie, że tam nie było żadnych udogodnień i ci którzy popłyną będą musieli spędzić ze sobą co najmniej kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Dodajmy do tego nieprzewidywalne morze... i co dostaniemy? Wyprawę pełną nagłych i nieoczekiwanych zwrotów! Nikt nie może być pewny jutra, ba! Kolejnej godziny! W takim oto położeniu będzie toczyć się główna akcja, która powiedzmy to szczerze sprawy lokacyjne będzie mieć jedne w tej najważniejszej części, czyli Bratvie, która jest osławiona wśród kart historii. Nie chcę wdawać się w szczegóły, bo to jest coś co myślę trzeba poznać samemu, zwłaszcza, że to wydarzyło się naprawdę, nawet jeśli to nie są rzeczy przepełnione honorem i Bogiem, ja jedynie nadmienię to co można na tych kartach znaleźć. Dojdzie tu do zbrodni, gwałtów (niestety, ale w tamtych czasach to była norma, więc musiał się ten wątek pojawić), dojdzie do zdrady, zapanuje wśród załogi i pasażerów głód... kto przeżyje te wszystkie straszne wydarzenia? Uda się to komuś? "Australijskie Piekło" pokazało mi też, co ludzie są w stanie zrobić po to aby móc przetrwać, nawet w czasach najgorszych, gdy nadziei nie ma, a o każdą kolejną chwilę trzeba walczyć ze wszystkich sił. Wydarzenia opisane na prawie 500 stronach powieści są oparte na faktach, dzieją się wokół tego co się zachodzi na statku o nazwie Bratvia. Koniec książki to przedstawienie szczegółowego tła historycznego, które przez całą książkę mnie naprawdę zaciekawiło! Autor musiał naprawdę włożyć w znalezienie informacji bardzo dużo wysiłku, a następnie spisać wszystko w bardzo dobrej i ciekawej formie! Polecam zdecydowanie fanom powieści z tłem historycznym, a dla tych, którzy nie znają tego typu pozycji myślę, że jak się wciągną to może być ciekawa odmiana.
Świetna powieść przygodowo-historyczna. Bardzo mroczna, momentami wręcz brutalna, a do tego nie jest to fikcja literacka. Z dużym realizmem odtworzone tło historyczne. Sama historia świetnie opisana z niezłymi dialogami i językiem stylizowanym na ówczesny. Dawno też nie czytałem książki, w której brak byłoby choć jednego pozytywnego bohatera. Czytało się szybko i bez nudy. Ze swojej strony polecam.
Najciekawsze w powieści jest tło historyczne (chętnie poczytałbym więcej o podróżach morskich z tamtych czasów). Co do fabuły to ciężko oceniać gdyż historia przedstawiona wydarzyła się naprawdę, a zmiany są bardziej kosmetyczne niż fabularne. Sprawnie opisana, chwilami jednak trudno się czyta przez ilość okrucieństwa, która może przytłaczać.