Uwielbiam zimą czytać literaturę górską. To dziwne, bo do wysokich gór w ogóle mnie nie ciągnie (kocham Karkonosze!), takiej adrenaliny zdecydowanie nie potrzebuję, ba!, nawet kilka lat temu sama nie byłam w stanie zrozumieć, po co ci ludzie się tam pchają. Teraz czytam/słucham o górach wysokich z wypiekami na twarzy, łączę fakty poznane z różnych książek, a potem dyskutuję o wyprawach górskich z mężem. I muszę o tym wspomnieć, że naj naj najbardziej lubię literaturę górską w audiobookach w interpretacji Filipa Kosiora. Złoto! Również 'Berbeka' jest dostępny w tej formie i gorąco Wam polecam.
To, co sprawia, że porterty himalaistów pisane przez Dariusza Kortko są tak wciągające to to, że nie trzyma się on w konstrukcji biografii chronologii. Oczywiście, ta narracja ma charakter linearny i bohaterów poznajemy przez rodziców, dzieciństwo, młodość, dorosłość, ale pierwszeństwo mają najwyraźniejsze i najznamienitsze wydarzenia. I tak "Berbeka" rozpoczyna się pamiętnym, spontanicznym uderzeniem na Broad Peak w 1988 roku, kiedy to Berbeka stanął na Rocky Summit, myśląc, że zdobył szczyt, a kończy się faktycznym zdobyciem Broad Peak w 2013, z którego Berbeka już nie wrócił. To była bardzo głośna sprawa, o której dyskutowano bez względu na poziom wiedzy dotyczącą wypraw wysokogórskich. Berbeka ukazuje się nam w tej książce jako syn, mąż, ojciec, dziadek, himalaista, przewodnik, introwertyk, do którego ludzie ciągną. Pracowity, lojalny, skupiony, słowny. Jego historia wciąga, angażuje i przenosi do innego świata.
Gdy wrócimy z mężem do domu będziemy razem oglądać zdjęcia, które znalazły się we wspaniale wydanej książce i wspominać fragmenty, o których słuchaliśmy.