Bestsellerowa autorka Nie pozwól mu odejść zachwyca nowym, przyprawiającym o dreszcze i zawał serca thrillerem!
Dwa lata temu Farrah Conway porzuciła męża i półroczną córeczkę. Teraz znowu chce wrócić do ich życia. Ale czasu nie da się cofnąć, a jej rodzina nauczyła się żyć bez niej. I nie chce mieć nic wspólnego z kobietą, która odtrąciła własne dziecko.
Dla wyrodnych matek nie ma przebaczenia.
Farrah chce jednak odzyskać córkę i nic jej nie powstrzyma. Nawet były mąż i jego nowa partnerka, którzy zrobią wszystko, by chronić małą Kaylę. Zwłaszcza że Farrah już raz ją skrzywdziła.
Ale za złe decyzje dorosłych najwyższą cenę już wkrótce zapłaci niewinna Kayla. Bo czasem nie można po prostu wrócić.
Już nie raz, nie dwa pisałam o mojej skomplikowanej relacji z Kathryn Croft - niektóre z powieści jej pióra całkiem mi się podobały, inne wypełnione były mnóstwem głupotek i niedorzeczności. Nie można im jednak było odmówić jednego - wszystkie czytały się błyskawicznie. Z niemałym zainteresowaniem sięgnęłam więc po najnowszy thriller brytyjskiej autorki - "Powrót". I od razu na samym wstępie pojawia się mały zgrzyt: powieść Croft określiłabym mianem obyczajówki, w której na pierwszy plan wysuwają się kwestie związane z depresją poporodową i naprawianiem błędów z przeszłości. Z całą pewnością nie jest to jednak mrożący krew w żyłach thriller. No dobrze, jakieś jego elementy są widoczne w ostatnich rozdziałach, ale są tak drobne, że łatwo je przegapić. Jedno trzeba przyznać autorce - mimo, że typowego thrillera tu nie znajdziecie, Croft każdą scenę stara się opisywać w sensacyjny sposób. Mam wrażenie, że nawet o wyprawie po parówki do biedry potrafiłaby napisać tak, że mnóstwo czytelników z zapartym tchem przewracałoby stronę za stroną ;) Niestety, akcja w "Powrocie", szczególnie w pierwszej części, posuwa się do przodu bardzo powoli (jakby stado owiec przez pasy przepuszczała). Na plus można zaliczyć to, że tym razem obyło się bez większych absurdów fabularnych, a w końcowej części Croft potrafiła też lekko zaskoczyć.
Podsumowując - "Powrót" jako obyczajówka traktująca o zmaganiach z depresją poporodowa - jestem na tak. Jako thriller o próbach odzyskania dziecka - nie bardzo.
Kiedy kolejna ciąża Farrah zakończyła się poronieniem, kobieta traci całą nadzieję, że będzie mogła zostać matką. Życie bywa jednak przewrotne i kobiecie udaje się utrzymać kolejną ciążę, a na świecie pojawia się jej córka, Kayla. Wszyscy wokół są przeszczęśliwi, jednak Farrah bardzo źle znosi pojawienie się w jej życiu dziecka. Po trzech miesiącach znika, porzucając męża i malutką córkę, co szokuje całe jej otoczenie. Chociaż nie tak bardzo, jak jej nagły powrót po dwóch latach. Czy jest jakakolwiek szansa, aby Farrah mogła stać się częścią życia swojej córki? A może niektóre rany nigdy się nie zagoją…
Nie było tak źle, chociaż czytając wszystkie książki autorki po kolei, wyczuwa się trochę stosowany przez nią schemat, co momentami bywa męczące. Doceniam pomysł na twist, bo skupiłam się na zupełnie innych aspektach tej historii i dałam się zaskoczyć rozwiązaniem. W sumie ciekawy temat – kobieta porzuciła swoje dziecko, ale postanawia wrócić. Jak rozwiązać tak skomplikowany problem, żeby jeszcze bardziej nie skrzywdzić dziecka? Chyba niewykonalne. 6/10
Wow, tyle plot twistow było w tej książce że po skończeniu jej nadal jestem w szoku. Może ta książka była zbyt przewidywalna, a ja nie potrafiłam dostrzec tego wszystkiego, albo została napisała bardzo dobrze. Mimo to bardzo mi się podobała. 4,5/5⭐
Farrah, główna bohaterka, po dwóch latach wraca do Londynu i chce odzyskać swoją córkę. Na jej drodze stoi jej były mąż, który ma na uwadze dobro małej Kayli. Jednak pomocną dłoń w stronę głównej bohaterki wyciąga partnerka byłego męża, która przez małą dziewczynkę jest traktowana jak mama.
Czemu Farrah zostawiła swoją rodzinę? Czy uda się jej odzyskać córeczkę? Przekonajcie się sami.
Muszę stwierdzić, że mnie ta historia wcale nie wciągnęła. Opis zapewnia, że ta historia przyprawi czytelnika o zawał serca. Owszem, zawał miałam, bo nie wyobrażam sobie, jak matka może myśleć o skrzywdzeniu swego nowonarodzonego dziecka bądź jego porzuceniu, a do tego nikt z otoczenia tego nie dostrzega. Nagle po dwóch latach rozłąki, mamusia przypomina sobie o córce i chce ją odzyskać.
Historię mamy okazję poznać z dwóch perspektyw - to, co jest obecnie oraz to, co było wcześniej. W ten sposób małymi kroczkami zmierzamy ku poznaniu prawdy. Dodam, że główna bohaterka wielokrotnie powtarza, że do końca nie może jej wyjawić.
Autorka porusza trudny temat, jakim jest depresja poporodowa. Jak ważne jest to, by nie zostać samemu z problem, a także by pozwolić sobie pomóc. Farrah nawet udała się do psychologa. Jednak, co z tego, jeśli nie powiedziała całej prawdy. Tak się zastanawiam, w jakim celu tam poszła?
To, co mnie trochę zaskoczyło to końcówka. Szczerze mówiąc, takiego obrotu spraw się nie spodziewałam. Dodam, że thrillerem tej książki nie nazwałabym.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki i nie było ono udane. Zapewne za jakiś czas dam jeszcze szansę i sięgnę po inne książki Kathryn Croft.
„Powrót” Kathryn Croft to kolejny thriller, który udało mi się ostatnio przeczytać. I jak bardzo byłam ciekawa co kryje się za tą mroczną okładką, tak po lekturze zastanawiam się czy to właśnie ona nie była tu najciekawsza….
Miałam dwa podejścia do tej książki. Za pierwszym razem przeczytałam 89 stron i postanowiłam ją odłożyć – myślałam wtedy, że po prostu nie mam na nią dnia. Ale, że wylosowałyśmy ją do #wspolneczytaniezmadziaijusta no to nie było innej opcji, trzeba było ją skończyć. Ale miałam nadzieje, że może teraz jest ten czas…. I co się okazało? To nie o czas chodziło, tylko o książkę.
Farrah Conway, kobieta która z dnia na dzień porzuciła męża i swoje półroczne dziecko, nagle wraca i jak gdyby nigdy nic, chce znowu być kochającą matką. Co z tego, że jej eks mąż znalazł sobie już kobietę i z nią tworzy nową rodzinę – ona chce być obecna w życiu dziewczynki, bo w końcu jest matką… i tutaj już miałam ochotę tą kobietę zamordować! Nie wyobrażam sobie takiego czegoś, więc sama ta sytuacja mocno mnie zirytowała. Wiecie, taka mamusia od siedmiu boleści! Wszystko wszystkim, ale porzucenie własnego dziecka? Autorka porusza w książce sporo tematów związanych z rodzicielstwem, porodem i życiem z nowo narodzonym dzieckiem. Historię poznajemy z dwóch perspektyw – przeszłości i teraźniejszości. Powolutku na jaw wychodzą rzeczy, które niejednego czytelnika mogą zachwycić, a nawet i zaskoczyć!
Ja nie odnalazłam w tej książce thrillera. Aż nawet sprawdziłam sobie na Internecie co to jest thriller, bo po ostatnich książkach jakie czytam, pomyślałam, że może definicja się zmieniła. Ale nie, thriller – dreszczowiec, ma wywołać w czytelniku uczucie niepewności i dreszcz emocji! Ja osobiście, miałam wrażenie, że czytam jakiś dramat obyczajowy, ewentualnie dramat psychologiczny – jeśli w ogóle taki rodzaj istnieje. Nic mnie w tej książce nie zachwyciło, a dreszcz emocji niestety, ale się nie pojawił. Nawet zakończenie nie uratowało sytuacji, bo już byłam tak zniechęcona całością, że jedyne o czym myślałam, to żeby ta książka się już skończyła. Nie znam poprzednich książek autorki. Ta niestety nie przypadła mi do gustu, ale po inne jeszcze sięgnę, może akurat inne mnie zachwycą. Bo powiem szczerze, że styl autorki jest bardzo fajny i jej książkę bardzo szybko przeczytałam. No ale… dam jej jeszcze szanse :)
Znajoma poleciła mi tę książkę zaznaczając przy tym, że może to nie jest wybitne arcydzieło, ale że fajnie się to czyta. I ja się zgadzam z tym stwierdzeniem :)
„Powrót” to jedna z tych książek, które są lekko przewidywalne, trochę może przekoloryzowane, a tak wciągają, że ciężko się oderwać. Ja przesłuchałam audiobooka i dobra realizacja podkręciła dodatkowo klimat. Podobała mi się akcja prowadzona dwutorowo. Z jednej strony widzimy co dzieje się teraz, a z drugiej poznajemy historię bohaterki i jej bliskich od samego początku. Nie każdy autor potrafi to zrobić dobrze, a Croft wyszło to naprawdę świetnie. Do tego dorzućmy budowanie napięcia, umiejetność zakończenia rozdziałów tak, że w głowie pojawia się myśl „ no dobra, jeszcze tylko rozdział” oraz dobre tłumaczenie i wychodzi z tego całkiem przyzwoita lektura. Ja z czystym sumieniem polecam :)
Nie wiem czy gdziekolwiek indziej Kathryn Croft ma tylu czytelnikow co w PL 🇵🇱 Lubie styl pisania autorki, tak jak przy wielu poprzednich jest lekko a jednoczesnie mrocznie i tajemniczo. Lektura dla mało wybrednych, sytuacje czasem lekko przekoloryzowane, a jednak fabuła wciąga. Rozdziały strona po stronie mijają bardzo szybko a ciekawosc "jak" "skąd" "kto", pożera w całosci!