Anastazja i Kazimierz, rozdzieleni przez wojnę i ludzką niegodziwość, usiłują na nowo ułożyć sobie życie.
Jest rok 1920. Krwawa łuna rewolucji nad dawnym imperium rosyjskim ustępuje miejsca szarej bolszewickiej codzienności.
Po wyjściu z więzienia Anastazja przyjeżdża do Petersburga, próbuje zapomnieć o Kazimierzu i zatraca się w pracy w szpitalu. Walcząc z uprzedzeniami, zdobywa lekarskie doświadczenie. Gdy kończy się wojna polsko-rosyjska, Kazimierz wraca na Wołyń. Opiekuje się nim nieodłączny Borys Bogdanow, który zataił przed przyjacielem, co stało się z Anastazją.
Dawni kochankowie spotykają się ponownie w świecie, w którym nic już nie jest takie jak kiedyś. Czy ich namiętne uczucie zwycięży przeciwności losu?
Polska pisarka, felietonistka, varsavianistka, prawniczka i orientalistka. Ukończyła autorską klasę humanistyczną z rozwiniętym programem wychowania estetycznego w VII LO im. Juliusza Słowackiego w Warszawie, a następnie prawo na Uczelni Łazarskiego oraz iranistykę na Wydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. By nauczyć się języka tureckiego, dwa lata studiowała turkologię. Przez kilka lat pracowała jako prawnik oraz przewodnik miejski po Warszawie. Znana z serii wakacyjnych spacerów po Warszawie, które współtworzyła dla Wirtualnej Polski, programu telewizyjnego Poszlafirujemy po Pragie oraz felietonów. Choć urodziła się na Dolnym Śląsku, mówi o sobie, że jest adopcyjnym dzieckiem Warszawy. Zadebiutowała w 2015 roku powieścią "Warszawski niebotyk", która znalazła się w finale I. edycji konkursu Promotorzy Debiutów organizowanego przez Instytut Książki i Fundację Tygodnika Powszechnego. Powieść Owoc granatu. Dziewczęta wygnane została nominowana w plebiscycie portalu lubimy czytać do miana Książki Roku 2018 w kategorii Powieść. Autorka specjalizuje się w powieści historycznej. Wnikliwe przygotowuje się do pisania każdej kolejnej książki, docierając do trudno dostępnych materiałów źródłowych. Maria Paszyńska skupia się nie tylko na rzetelności w kwestii realiów historycznych, lecz także na wnikaniu w psychikę bohaterów, ukazywaniu ich emocji, dobra tkwiącego w człowieku, zawsze i pomimo wszystko. Szczególnie ważne są dla niej tematy społeczne, przede wszystkim te dotyczące tolerancji, wielokulturowości i dialogu międzyreligijnego. W swoich książkach przedstawiała m.in. przedwojenną Warszawę, Imperium Osmańskie, wojenne losy stołecznego ogrodu zoologicznego prowadzonego przez Jana i Antoninę Żabińskich oraz tułaczkę Polaków zesłanych na Syberię w czasie II wojny światowej.
Wielka historia, wielka miłość, wielkie poświęcenie. Maria Paszyńska potrafi wplatać ludzkie dramaty w historyczny kontekst w taki sposób, że czytelnik przenosi się w czasie, nieświadomy tego, jaki ogrom wiedzy ma szansę przyswoić przy okazji. Historia Anastazji i Kazimierza to jedna z tych opowieści starych jak świat – miłości niemożliwej, rozpaczliwej, namiętnej do granic możliwości. Wystawionej też na wszelkie możliwe próby.
W tej serii czas płynie szybko, a ludzie zmieniają się, tak jak rzeczywistość wokół nich. Para kochanków pozbawiona złudzeń co do własnej przyszłości musi stawić czoła swoim wspomnieniom, traumom i temu, co dopiero nadchodzi. Te wszystkie wydarzenia zostawiają piętno, naznaczają bohaterów, którzy płyną z prądem historii, próbując odnaleźć szczęście.
„Wiatr ze Wschodu” czyta się jednym tchem, pośród westchnień i wzruszeń. Takie opowieści pozwalają zapomnieć, oderwać się, przenieść do innego świata. A Maria Paszyńska ma talent do tego, by porywać swoich czytelników daleko, w siną, historyczną dal.
Trochę nie wiem, co napisać. Do połowy nieźle, od połowy nudno. Główna bohaterka zaczęła działać mi na nerwy. Nie wiem, czy będę sięgać po kolejny tom.
Moim zdaniem lepsza niż 1 cześć. Nie spodziewałam się tego co się wydarzy, wzruszyłam się. Bardzo bym chciała żeby wreszcie wszystko się ułożyło, ale przykro mi ze względu na jedną osobę, bo to co się stało jest naprawdę... Egh. Gorąco zachęcam do czytania!
XX wiek przyniósł upadek starego porządku, który pociągnął za sobą miliony ofiar. To czas rewolucji i wojen, czas niespotykanego wcześniej ludobójstwa i okrucieństwa. Maria Paszyńska w serii Wiatr ze Wschodu przenosi czytelnika w czasie, do pierwszych trzydziestu lat ubiegłego stulecia i snuje przejmującą opowieść o miłości i poplątanych ludzkich losach.
Karol Stawicki samotnie wychowuje syna Kazimierza. Chłopiec dorasta w domu pełnym opieki i troski. Kiedy w raz z ojcem udaje się w podróż do Petersburga, do majątku Bogdanowów spotyka tam pasierbicę pani domu, Anastazję Nikołajewicz Szewczenko. Dziewczynkę o wyjątkowym talencie snucia niezwykłych baśni i wyjątkowej wyobraźni. Dzieci szybko znajdują wspólny język, a wspólnie spędzony dzień na zawsze zapisze się w ich pamięci. Mijają lata. Anastazja i Kazimierz dorastają i nadchodzi czas ponownego skrzyżowania ich dróg. Na tle ideologicznej burzy wstrząsającej Rosją będą musieli odnaleźć siebie i zmierzyć z rozdzielającym ich wiatrem historii.
Maria Paszyńska ukazuje historię jednego spotkania, które na zawsze połączy dwie samotne dusze. Później już tylko czekamy, kiedy los na nowo połączy Polaka i Ukrainkę, zwłaszcza, że ten rzuca kochanków w wir wielkiej polityki. Pierwsza wojna światowa, rewolucja bolszewicka, wojna 1920 roku i nastanie nowych rządów w Rosji. Za każdym razem wychodzą oni poranieni, naznaczeni piętnem bólu i cierpienia, ale jednego tylko nigdy nie potrafią zrobić, zapomnieć o sobie i swojej miłości. Jednak na ich życie wpływają również osobiste dramaty i walka z piętrzącymi się przeciwnościami. A te z pewnością nie będą im oszczędzone. Na ich rękach będą odchodzić ważni dla nich ludzie, do tego intrygi wrogiego dziewczynie jej przyrodniego brata Borysa sprawią, że wystawieni zostaną na trudne próby. Autorka z charakterystyczną dla siebie umiejętnością oprowadza czytelnika po uliczkach miasta białych nocy, po ukraińskich rubieżach i Polsce dwudziestolecia międzywojennego. Prezentuje nie tylko fikcyjne postaci, ale również historyczne. Opowiada o walce o władzę w budowanym na naszych oczach Związku Radzieckim, politycznych spiskach i nastawaniu terroru budzącego grozę i wywołującego paniczny lęk. Oprowadza po polskich więzieniach, a wreszcie - to, co najbardziej wywołuje przerażenie w czytelniku Hołodomor czyli wielki głód na Ukrainie pochłaniający wiele istnień ludzkich. Ludobójstwo na niespotykaną skalę, o którym przez dziesięciolecia milczano i któremu trudno było dać wiarę. Przez trzydzieści lat spotykamy ludzi, którzy nie pozostawiają nas obojętnymi na ich losy. Kibicujemy im, no może z jednym wyjątkiem, a rozstania z nimi za każdym razem są bolesne. Autorka nieustannie wywołuje cały wachlarz emocji, który towarzyszy nam przez wszystkie cztery tomy. Konsekwentnie buduje nie tylko dzieje wielkiej miłości ale też przywołuje wydarzenia, których nie wolno zapomnieć. Takie, które wymagają utrwalenia i należy chronić, jak również wyciągnąć z nich lekcje. Takie, które rozbrzmiewają niczym wielkie ostrzeżenie dla przyszłych pokoleń.
Maria Paszyńska kolejny raz udowodniła, że jest niepodważalną mistrzynią powieści historycznej. Od samego początku tworzy niepowtarzalny klimat, wykazuje olbrzymi szacunek dla ludzi opisywanych przez nią czasów i próbuje zrozumieć to, co na lata ich naznaczyło. Łączy ze sobą ludzi różniących się pochodzeniem, światopoglądem ale zawsze szuka w swych bohaterach, cechy wspólnej dla nich. Raz jest to moc miłości, innym razem miłość do medycyny czy patriotyzm. Porywa namiętnościami będącymi udziałem bohaterów, tragicznym uczuciem, urzeka stylem i językiem. Sprawia, że serię tę czyta się jednym tchem, pochłania się z pazernością kolejne części i z drżącym sercem czekamy na finał, który nie pozostawi czytelnika obojętnym.
Niewiele mam do dodania do tego, co napisałam po lekturze pierwszego tomu, może poza tym, że tamte wrażenia jeszcze się wzmocniły. Jest smutno, nastrojowo, refleksyjnie, dwa tomy ładnej prozy o przemijaniu.
Pierwszoplanową postacią w tym tomie jest Anastazja. To jej oczyma oglądamy stalowe niebo nad zubożałym Piotrogrodem, jeszcze za życia Lenina ale już z pierwszymi przejawami bolszewickiego terroru, partyjnych agitek, donosów i znikających ludzi. W szpitalu, gdzie pracuje, spotyka Kazimierza z żoną, ale wie, że choć nadal go kocha, nie ma dla nich wspólnej przyszłości. Ważną rolę w jej życiu ponownie odgrywają dwaj znajomi z pierwszego tomu, stary dobry doktor Kirsanow, którego emocji, zajęta własnym zmarnowanym życiem, nie potrafi odczytać, oraz jej złowieszczy duch, przyrodni brat Borys Bogdanow. Pojawia się też nowy przyjaciel, sympatyczny ukraiński nacjonalista Serhij, z którym razem uciekają z Piotrogrodu poprzez Moskwę do ogarniętej Wielkim Głodem Ukrainy.
Rozumiem zachwyt niektórych czytelników dylogii Marii Paszkowskiej, ale go nie podzielam. Fatum ciążące nad miłością Kazy i Nuti, bo tak do siebie pieszczotliwie mówili, jest od początku zaprogramowane przez skrytość Anastazji, spuszczenie przez nią zasłony milczenia nad przeszłością i nieujawnienie roli rządzącego jej życiem przyrodniego brata. Tajemnice spowodowane traumą przeszłości są motywem wielu romansów, choć w większości tych współczesnych prawda wychodzi na jaw i zakochani żyją długo i szczęśliwie. Z kolei sceneria polityczna, przede wszystkim oszustwo komunistycznej utopii, jej zwyrodnienie w wydaniu bolszewików to częsty temat w literaturze światowej i obrodził paroma arcydziełami. Te najlepsze obok perspektywy szarego człowieka-ofiary systemu, na czym koncentruje się Paszyńska, sugestywnie pokazują też mechanizmy terroru. Dość dużo się o tym naczytałam i zdaję sobie sprawę, że na przykład po „Wszystko płynie” Wailija Grossmana niełatwo mnie zadowolić. Owszem, dzięki biegłości warsztatowej autorki trudno było chwilami nie poddać się atmosferze powieści, nie podziwiać i jednocześnie nie irytować przemyśleniami Anastazji, jednak na powiew Wiatru ze Wschodu jako ucieczki w jakiś metafizyczny determinizm okazałam się pewnie niegotowa.
Jest rok 1920. Kazimierz po rozstaniu z Anastazją popada w rozpacz. Przywrócić mu chęci do życia próbuje Borys, jego najlepszy przyjaciel. Jednak mężczyzna nie może zapomnieć o swojej ukochanej. Anastazja natomiast wychodzi z więzienia i przeprowadza się do Petersburga. Chcąc zapomnieć o mężczyźnie, skupia się na pracy w szpitalu. Jednak los w końcu splata byłych kochanków. Tylko że sytuacja w ich życiu jest całkiem inna.
Po pierwszym tomie z cyklu „Wiatr ze wschodu” nie mogłam doczekać się drugiej części. Zauroczyłam się historią Kazimierza i Anastazji, a także bardzo przeżywałam, kiedy w ich życiu szło źle. Więc kiedy sięgnęłam po „Stalowe niebo”, dosłownie nie mogłam się od niego oderwać. I na samym początku muszę powiedzieć, że pod względem fabularnym dzieje się jeszcze więcej niż w poprzedniej części. Spowodowane jest to między innymi wydarzeniami związanymi z nowym ustrojem w Rosji, jednak cierpienie niespełnionej miłości również ma swój udział. A wszystko to napisane jest w dość klimatyczny sposób, w którym na każdym kroku odczuwa się emocje bohaterów.
Więcej historii jest przedstawione z perspektywy Anastazji, co bardzo mnie cieszy. Dziewczyna stara się żyć dalej, mimo tego co ją spotkało, a przy tym skupia się na nauce i swoich pasjach. Jej siła i determinacja powodowała, że przez cały czas jej kibicowałam, chociaż cały czas sobie zdaje sprawy, ile winy jest w jej rozstaniu z Kazimierzem. Mężczyzna natomiast jeszcze bardziej mnie denerwował niż w pierwszym tomie. Przez swoją rozpacz popełniał złe decyzje, które wiązały go z coraz większą liczbą osób. A przy tym był sterowany jak marionetka. Nie mówiąc o tym, że na końcu książki zachowywał się egoistycznie.
„Stalowe niebo” według mnie jest jeszcze lepsze niż poprzedni tom tej serii. Więcej się dzieje w życiu bohaterów, a także w samej Rosji. Nie mogę się doczekać kolejnej części. Po zakończeniu jestem przekonana, że na Anastazję i Kazimierza czekają kolejne wyzwania i wydarzenia, od których dojdzie do kolejnego przewrotu w ich życiu. Moja ocena to 7.5/10 i zachęcam was do zapoznania się z tą serią, bo naprawdę warto!
Czy właśnie przeczytałam najgorszą książkę w tym roku, choć jest dopiero 8 stycznia? Możliwe xD
Gwoli wyjaśnienia, do mniej więcej trzysetnej strony było naprawdę pięknie. Fabuła mnie oczarowała, rozdziały więzienne okazały się dość interesujące, a to, co działo się po powrocie Anastazji do Petersburga stanowiło idealną pożywkę dla moich wenomistrzarskich zapędów. Relacja pomiędzy Anastazją i Kirsanowem (tak niespodziewana, jak i euforycznie przeze mnie przyjęta), towarzysząca im melancholia, ale też wszystko, co Kirsanow robił dla swojej uczennicy sprawiły, że byłam skłonna wystawić tej książce naprawdę wysoką ocenę.
I teraz...
Nie znajduję słów, by opisać jak bardzo frustrujące okazało się czytanie tego, co nastąpiło potem. Od momentu przypadkowego spotkania z Kazimierzem główna bohaterka stała się bardziej irytująca niż Bella ze Zmierzchu. Mam wrażenie, że Autorka odrzuciła wszystkie cechy, na których zasadzała kreację Anastazji - zdecydowanie, niezależność, odwagę i wytrwałość. Anastazja zaczyna się miotać w swoich działaniach, podejmuje się nie wiadomo skąd wziętych inicjatyw, spotyka z przypadkowymi ludźmi, nagle dostrzega, że ma jakichś znajomych na uniwersytecie, ale po chwili jednak już o nich zapomina, bo na horyzoncie pojawia się fascynujący chłop-rewolucjonista i "hej, chodźmy nad rzekę, będziemy rozmawiać o Ukrainie". Anastazja z jednej strony chce spokoju, jest wszystkim zmęczona, lecz zaraz ma jednak dosyć nauki, porzuca Kirsanowa i wszystko, co tworzy jej spokojne życie, by iść na jakiś durny wiec polityczny. Anastazja wreszcie postanawia, że nie zabije Borysa, bo to zasmuciłoby jej macochę (przepraszam? w poprzednim tomie jej nienawidziła, lecz kto by się przejmował...), ale nie dostrzega już, że przez swoje "genialne" pomysły zabiła dwójkę ludzi, a kilku innym zrujnowała życia. Anastazja jest zakłamana, egoistyczna, niestabilna emocjonalnie, niekonsekwentna w swoich działaniach. Takiej bohaterki nie da się lubić ani choćby tolerować. Życzy się jej jak najgorzej. Jeśli taki był zamysł Autorki - gratuluję, wyszło perfekcyjnie.
Po krótce wspomnę jeszcze o wątku Tatiany, który po narodzinach Karola został całkowicie urwany, choć podobno kobieta wciąż walczy o życie. O samym Kirsanowie też już niewiele się wspominało od momentu pojawienia się Kazimierza - naliczyłam jedną lub dwie krótkie i wyprane z emocji rozmowy pomiędzy nim a Anastazją. A przecież ledwie kilkadziesiąt stron wcześniej Kirsanow deklarował, że chce zawalczyć o Anastazję. Gdzie niby była ta walka? Wciąż się zastanawiam... Kazimierz jest irytujący, ale jego wątek stosunkowo chyba najlepiej skonstruowano.
Najlepszym podsumowaniem niech będzie, że po TAKIM zakończeniu życzę głównej bohaterce jak najgorzej i kibicuję Borysowi, żeby udało mu się osiągnąć wszystko, co tam sobie w swojej pijacko-narkomańskiej głowie zaplanował. Nie wiem, czy sięgnę po trzeci tom. Na tę chwilę nie mam na niego najmniejszej ochoty, ponieważ nie chciałabym czytać ewentualnego szczęśliwego zakończenia całej historii.
This entire review has been hidden because of spoilers.