"Różnica między kynikiem a cynikiem jest różnicą praktyczną. Taką się wybiera filozofię, jakim się jest człowiekiem (Fichte)".
No i Sloterdijk z pewnością jest kynikiem. A może i cynikiem? Sam w końcu przyznał, że jedno wcale nie leży daleko od drugiego. Trzeba zacząć od tego czym są obie te postawy. Ponoć obie wynikają z zarzucenia idealizmu. Z tym, że o ile kynik drwi z tego na czym innym zależy dla samej potrzeby obnażenia swojej bezsilności i małości, tak cynik uczestniczy w świecie lawirując między tym, co naprawdę myśli, a tym co prezentuje innym. Sloterdijk rozróżnia jeszcze cynizm idei od cynizmu środków. Przy czym cynizmu środków nic nie usprawiedliwia (nawet jeśli sięgasz po dyskusyjne moralnie narzędzia w sprawie, w którą wierzysz). Jest to zatem trochę intuicyjne, a trochę nieintuicyjne myślenie o cynizmie. Gdy Sloterdijk mierzy cynizm miarą społeczną (manipulacji), to Jung wskazuje na dużo bardziej indywidualne źródła cynizmu (przy czym też wskazuje na to, że jest to bardzo powszechna postawa): "Świat jest pełen ludzi, którzy cierpią z powodu skutków własnego, nieprzeżytego życia. Stają się zgorzkniali, krytyczni albo sztywni nie dlatego, że są z natury źli, ale dlatego, że w ich wnętrzu drzemie potężna, niewykorzystana siła życiowa, która nie znalazła ujścia". Co stałoby się, gdyby Hitler jednak został przyjęty na akademię sztuk pięknych? Ano właśnie. Nos Kleopatry: gdyby był krótszy, inaczej potoczyłyby się losy świata...
Sloterdijk połączył temat psychoanalizy (ale też i marksizmu) z tym z ducha foucaultowskim założeniem: wiedza = władza. Kto posiada wiedzę, ten ma władzę. Wrócił do hipnotycznych i mesmerycznych podwalin psychoanalizy, jeszcze sprzed Freuda, i wskazał na to, że oświecenie z początku było zachwycone sztuką wydobywania informacji z podświadomości. Niosło to nadzieję na to, że każdy człowiek sam dla siebie jest rezerwuarem wiedzy, którą magnetyczne fluidy lub hipnoza są w stanie odkryć. Początkowy zachwyt nad mesmerycznymi transami ustąpił po odkryciu zjawiska pamięciowej fugi. Cóż jest warta wiedza, którą się o sobie zdobyło, jeśli traci się ją tuż po przebudzeniu z hipnotycznego stanu lub tuż po wypuszczeniu z rąk naenergetyzowanego magicznym fluidem przedmiotu? No niewiele taka wiedza jest warta. Opuszcza ona człowieka szybko i nie można już dłużej twierdzić, że magnetyzm Mesmera czy hipnoza Charcota stanowią przyczynek do oświeceniowej wiedzy-władzy lądującej w rękach i umysłach mas pojedynczych jednostek. Sloterdijk tak właśnie tłumaczy odwrót od tych koncepcji i zwrot w kierunku Freuda, że psychoanaliza jawi mu się jako ta prawdziwa propozycja oświecenia ludzi pod względem tego, co kryje ich nieświadome. Sloterdijk wyraża się o psychoanalizie w dość pochlebnych słowach, wskazując na to, że jej zaletą jest nieustający dostęp do wszystkich treści wygenerowanych w trakcie terapii mówieniem. Jest przekonany o tym, że wyższość psychoanalizy nad mesmeryzmem i hipnozą polega na tym, że nie zachodzi w trakcie analizy żaden trans, a więc nie zachodzi fuga pamięci (zapominanie tego, co o sobie odkryliśmy). Wnioskuje zatem, że analizant prawdziwie zdobywa wiedzę o swojej nieświadomości, a zakres tej wiedzy jest dokładnie taki sam u analityka, jak i u analizanta. Sloterdijk może nie przyznaje tego wprost, ale lekko wskazuje na to, że psychoanaliza jest już bliżej realizacji oświeceniowej obietnicy wiedza [o sobie] = władza [nad sobą] niż mesmeryzm i hipnoza.
Otóż nie zgadzam się. Psychoanaliza cierpi na dokładnie te same bolączki, co hipnoza i mesmeryzm. Sesje analityczne bardzo często łączą się z doświadczeniem fugi pamięciowej. Freud wskazywał na to, że im silniejszy wgląd następuje u analizanta, tym równie silnie może nastąpić ponowne wyparcie wszystkiego, co przed chwilą było dla nas rewolucyjnym odkryciem. Uderza w nas to, a za kilka dni zastanawiamy się o co nam właściwie chodziło i jak to leciało. Co do tego założenia, że analizant i analityk mają tę samą wiedzę o odkrywanych treściach nieświadomości, bo prowadzą tę samą rozmowę i oboje pozostają w pełni władz umysłowych, to również mylne założenie. Analityk głównie słucha i tworzy interpretacje we własnej głowie. Jego zadaniem jest NIE DZIELIĆ się większością interpretacji z pacjentem, bo psychoanaliza wychodzi z założenia, że interpretacji można dokonać tylko wtedy, jeśli analityk jest pewien, że pacjent jest gotów ją przyjąć. A na ogół nie jest gotów, bo procesy analityczne trwały latami. Pozycja analityka jest zatem odmienna od pozycji analizanta. Analizant głównie obcuje ze swoim mówionym strumieniem świadomości, a analityk pozostaje milczący, mając jednocześnie dostęp zarówno do tego strumienia od analizanta, jak i do szeregu własnych skojarzeń, technik, myśli, lektur, interpretacji, etc. Analityk nie dzieli się wiedzą o pacjencie z pacjentem. A zatem jeśli ktoś ma tu wiedzę-władzę, to zdecydowanie jest to wyłącznie psychoanalityk.
Sloterdijk miał poczucie, że czasy epoki Weimarskiej stały się kolebką współcześnie rozumianego cynizmu. Według niego - w zasadzie wszyscy jesteśmy cynikami. Współczesna kultura wychowała nas w mechanizmie oświeconej fałszywej świadomości. Cynizm polega na tym, że wiemy o byciu "hodowanymi", "formatowanymi" i tresowanymi przez system, ale akceptujemy to, dopóki "Kryształowy Pałac" zapewnia nam komfort, bezpieczeństwo i rozrywkę. Wiedza o tym, że jesteśmy poddawani antropotechnikom, staje się częścią samej ideologii, działając jako "refleksyjny bufor", który pozwala nam uczestniczyć w systemie bez poczucia naiwności. Ten refleksyjny bufor to właśnie istota cynizmu. Wiemy, że system jest zły, ale gramy w jego grę, bo tak jest wygodniej i przede wszystkim mamy wtedy poczucie, że nie jesteśmy przecież naiwni, bo wiemy jak jest. Duma i gniew ludzi (thymos) są kapitalizowane przez system. Współczesna tresura zastępuje tymotykę erotyką i konsumpcjonizmem.
Jaka jest pointa dociekań Sloterdijka? Chodzi mu głównie o dowartościowanie greckiej postawy kynicznej. Prawda nie powinna być jedynie poprawnym logicznie zdaniem, lecz stanem organizmu i czynem. Sloterdijk postuluje powrót do „radosnej wiedzy”, która integruje intelekt z cielesnym i moralnym doświadczeniem, przełamując paraliż cynicznego rozumu.