„Pole girl” to książka, która dość długo zalegała u mnie na półce. Z jednej strony chciałam ją przeczytać, ale wiecznie nie było czasu. Tym bardziej, że bardzo lubię twórczość Kingi. „Nie mój dług”, „Nowy układ” czy „Bad teacher” bardzo mi się podobały. Jednakże w przypadku tej pozycji… no cóż.. nie było już tak kolorowo.
Nicole Read pracuje w korporacji. Jej szef to tyran, którego nie umie znieść, ale musi go tolerować , bowiem nie może pozwolić sobie na utratę pracy. Poza godzinami pracy uwielbia tańczyć, uwielbia pole dance, który jest dla niej oderwaniem się od rzeczywistości. I właśnie podczas jednego wieczoru, jej ponętne ruchy wpadają w oko Damonowi Blackowi, człowiekowi o dwóch twarzach, który od tego momentu niczego bardziej nie pragnie, niż prywatnego pokazu :P
I od czego by tu zacząć? Sam pomysł z bohaterką, która uprawia pole dance, bardzo mi się podobał! Spodziewałam się, że ta książka, aż będzie nim ociekać, a faceci będą biegać z wywieszonymi językami na widok Nicole. I tutaj już się rozczarowałam, bo tego tańca było jak na lekarstwo, a do tego jak już był, to nie wywoływał we mnie żadnych większych emocji, wręcz wiedziałam co za chwilę się wydarzy! Jeśli chodzi o kreacje głównych bohaterów…. Nicole była totalnie beznadziejna, niezdecydowana, pokuszę się o stwierdzenie, że była tępa i totalnie bez wyrazu – czytając jej rozdziały, miałam wrażenie, że to taka typowa blondyna ze sztucznym biustem, która ma mniej rozumu, niż brudu za paznokciami. Naprawdę. Ona po prostu nic nie rozumiała, nic nie wiedziała, a potem znowu nic nie rozumiała, aż w końcu się zakochała i nie wiedziała, czy to dobrze czy źle, bo nie rozumiała, jak mogła się zakochać w kimś,o kim nic nie wie. Rozkmin miała co nie miara.
Jeśli chodzi o Damona… jego postać może była trochę lepsza, ale jego myślenie – „jestem panem a Ty jesteś moją własnością”, momentami doprowadzało mnie do nerwicy. A ta jego tajemniczość i ciągłe powtarzanie, że jest zły, niedobry i groźny – skutecznie mąciły w głowie Nicki robiąc z niej idiotkę – no pasowali do siebie jak dwa puzzle! Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego główna bohaterka, tak bardzo się bała Damona…. Jeszcze bym zrozumiała, jakby coś o nim wiedziała albo słyszała, ale przecież ona nie wiedziała o nim kompletnie nic! No po prostu zero w niej było charakteru, własnego zdania – kompletnie bezbarwna postać… (widzicie, brak zrozumienia chyba przeszedł z niej na mnie).
Niestety, tym razem książka kompletnie nie przypadła mi do gustu. Pomimo lekkiego stylu pisania autorki i tego, że książkę bardzo szybko się czyta, mnie ona po prostu zmęczyła. Miałam spore oczekiwania co do niej, no ale tym razem się rozczarowałam. Ale to nie znaczy, że ja Wam tą książkę odradzam, o nie! To tylko moje odczucia. Każdy powinien wyrobić sobie własne zdanie ;)