Promieniowanie tła Pawła Próchniaka to erudycyjna książka o sile i głębi poezji. Zbiór esejów wybitnego literaturoznawcy ukazujący, jak czytać wiersze i jak czerpać z nich radość, zrozumienie, mądrość.
"Lektura jest pracą wyobraźni – tej samej, która funduje literaturę. To imaginacyjny żywioł z milczenia świata wyprowadza dreszcz mowy, sieć słów zmienia w unerwienie istnienia, konstelacje fikcyjnych obrazów i zdarzeń spokrewnia z mrowieniem realnej rzeczywistości. Ten dreszcz niekiedy wybudza świat z martwoty, stwarza go na nowo, nasyca sensem. Ale bywa i tak, że w dreszczu mowy – w dreszczu metafory, w wierszu, w opowieści – odnajduje się zimny spazm katastrofy, która nurtuje w głębi istnienia, trawi je ciemnością, spopiela, wywraca na nice i nigdy nie ustaje. Spojrzenie w te okryte nocą, wypalone obszary wymaga odwagi. Niełatwo im sprostać. Warto jednak przyglądać się im uważnie, warto wychodzić im naprzeciw, bo to właśnie one stwarzają możliwość pomyślenia rzeczy nie do pomyślenia, pozwalają wyruszyć w nieznane – poza widnokrąg, który jest krawędzią przepaści."
Imponujący popis czytania wierszy, interpretacja poezji w wykonaniu Próchniaka jest poezją. Autor z wprawą rozgwieżdża teksty, bada je wrażliwie, zaraża fascynacją, częstuje narzędziami analizy. Aż przypomniałam sobie, jak kiedyś kochałam wiersze, aż zachciało mi się do tego wrócić. Szkoda tylko że poezja w ujęciu Próchniaka jest tak bardzo rodzaju męskiego.
Zacznę trochę z lasu, ale niech będzie. Czasem gotuje się zupę gulaszową albo fasolkę po bretońsku, albo nawet żur i chce się, żeby to była najlepsza zupa/fasolka/żur na świece, więc daje się "samo gęste". Problem polega na tym, że takie danie przestaje być samym sobą, traci platońską ideę żuru XD.
Próchniak popełnia ten sam bład, nie dodaje w ogóle wody, nie daje chwili oddechu nawet wizualnie, bo co trzecie słowo jest w cudzysłowie lub bloku.