"Bratobójczy ogień. Jak Izrael stał się swoim własnym wrogiem i czy jest nadzieja na przyszłość" to ciekawy, choć niełatwy tytuł.
Ami Ayalon to były żołnierz elitarnego oddziału komandosów morskich 13. Flotylli, następnie służył jako dowódca izraelskiej marynarki wojennej, a potem kierował służbą bezpieczeństwa wewnętrznego, znaną jako Szin Betem.
Kiedy przeszedł na "emeryturę" zrozumiał, że polityka Izraela ma charakter destrukcyjny i choć jest patriotą to rozumie również Palestyńczyków i ich potrzebę do własnego państwa, które właściwie zostało zagarnięte przez Żydów. Założył ruch z filozofem palestyńskim, który dąży do stworzenia i funkcjonowania dwóch równych państw, do zrealizowania potrzeb obydwóch narodów.
Książka opowiada o krzywdach obydwóch stron, wojna między nimi toczy się już wiele lat i trudno nawiązać dialog bez rozpamiętywania przeszłości. Ayalon uważa, że Izrael powinien się obudzić i reagować zanim będzie za późno.
Autor rozmawia tutaj z różnymi ludźmi, przedstawiają tutaj swoje opinie - czasami pozytywne, czasami negatywne. Ale można powiedzieć, że nawiązują pewien dialog.
Cóż, dla mnie jest to trochę absurdalne. Pojawia się nagle nacja, po tysiącleciach i próbuje wyrzucić inny naród z zajmowanego przez niego przez długi czas terenu. Rozpoczyna to ciąg przemocy i nienawiści. Mówią o swoim państwie, gdzie jednocześnie wielu z tych ludzi i ich krewnych wyzbyło się innej kultury, korzeni i państwowości. Zmieniają imiona, nazwiska przodków, wyzbywając się swojego jestestwa i pochodzenia, jednocześnie roszcząc sobie prawo do ziemi, którą utracili tysiące lat temu. Czy to uprawia ich do krzywdzenia innych? Mimo wszystko nigdy tego nie zrozumiem...
Książka jest interesująca, próbuje wyjaśnić co właściwie ma miejsce na tamtych terenach, a jednocześnie jest to próba osiągnięcia pokoju. Polecam wszystkim, którzy lepiej chcą zrozumieć ten długoletni konflikt.