Mówią, że z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu... Nie z tą!
Zresztą spróbujcie ustawić klan Koźlaków do fotografii. Powodzenia!
Koźlaczki – wiedźmy, kobiety magiczne i sarkastyczne, nie poprzestają na półśrodkach i kiedy trzeba, idą na całość. Są nieobliczalne, ale mieszkańcy Zielonego Jaru wiedzą, że zawsze mogą na nie liczyć. A każda z nich może liczyć na resztę rodziny. Na dobre, złe i to szalone pomiędzy.
Do kogo zadzwonisz, gdy twój krewny na łożu śmierci wyzna, że przegrał duszę w szulerni demonów? Jak zmienić chłopaka w kozę i z powrotem? Jakim cudem ogar piekielny reaguje na "kici, kici"? Czy w tej rodzinie "i żyli długo i szczęśliwie" jest w ogóle możliwe bez małej katastrofy?
Długo wyczekiwana książka o nietuzinkowym klanie Koźlaków, znanych z opowiadań w antologiach Dynia i jemioła, Harda Horda i Idiota skończony. W Zielonym Jarze nie zdołacie się nudzić. Narcyza Koźlak nigdy na to nie pozwoli.
Aneta Jadowska przyszła na świat w Radomsku, w 1981 roku. Pierwsze opowiadanie opublikowała w wieku dziewiętnastu lat, w lokalnej gazecie. Jej debiut powieściowy nastąpił w 2012, gdy ukazał się Złodziej Dusz, pierwszy tom planowanej heksalogii.
Bardziej 4.25 To było tak dobre! Polecam bardzo, również na początek przygody z panią Jadowską. Świetnie napisane, z humorem i błyskotliwością. No czad 🌞
Idealna lektura na gorszy humor czy zastój czytelniczy (ale nie tylko!). Rzadko sięgam po krótką formę (opowiadania), ale dla mnie te historie były strzałem w dziesiątkę! Znakomite. Bawiłam się fenomenalnie, z każdą stroną coraz dogłębniej poznając szalone drzewo genealogiczne rodziny Koźlaczek. Jestem zachwycona girlpowerowym przekazem jakim przepełniona jest ta książka... No i ten humor! Dawno tak nie parskałam śmiechem przy książce.
Bawiłam się bardzo dobrze, nie przeczę, bo styl Jadowskiej jest lekki, zabawny i po prostu przyjemnie się to czyta. Ale czy pod względem literackim mogłabym nazwać tę książkę "dobrą"? Tu mam lekkie zawahanie. Przede wszystkim nie jestem pewna, kto jest docelowym odbiorcą - z jednej strony opowiadania są dość infantylne, w stylu nowoczesnych baśni, w których dobro zawsze zwycięża i pod tym względem oceniłabym tę książkę jako rzecz dla młodszej młodzieży. Przeczą temu jednak użyte wulgaryzmy (mocniejsze niż "cholera") i niektóre fragmenty, traktujące o rzeczach nieprzeznaczonych raczej dla zbyt młodego czytelnika. Mam wrażenie, jakby autorka sama nie wiedziała, dla kogo pisze. Postaci rzeczywiście są przesympatyczne i bardzo kolorowe, choć na mój gust momentami aż za bardzo przerysowane. Pewnie gdybym czytała o nich na przełomie podstawówki i gimnazjum, pokochałabym je wielką miłością, ale teraz podchodzę do nich nieco bardziej sceptycznie i trochę trudniej skraść moje serce. No właśnie, to jest chyba mój podstawowy problem z tą książką - czułam się na nią za stara. Oczekiwałam czegoś dojrzalszego, a otrzymałam słodkie, cukierkowe opowieści, faktycznie umilające grudniowy wieczór, ale jednak mało spójne, jeśli chodzi o ogólny wydźwięk. Muszę jeszcze wspomnieć o cudownej oprawie graficznej i wspaniałych ilustracjach Magdaleny Babińskiej, które tworzyły razem z treścią przeuroczy klimat, w którym mogłam się zanurzyć. W porządku, ale bez szału.
To było wspaniałe. Zakochałam się w Koźlaczkach od pierwszego wejrzenia! I tak bardzo podoba mi się podejście do humoru w tej książce. Raz jest go mniej, raz więcej, ale zawsze ta dawka jest idealnie wyważona. Przyznam, że to zrobiło na mnie spore wrażenie, bo z żartami łatwo przedobrzyć.
Jeśli szukacie książki idealnej na jesienne wieczory, która będzie przepełniona humorem i magią, oto pozycja dla was. Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy tak jak ja uwielbiają wiedźmy i czary. Co więcej, bardzo pozytywnie zaskoczył mnie styl autorki. Był lekki, przyjemny i miał w sobie pewien urok. „Cud, miód, Malina” to zbiór opowiadań, które idealnie wpasowują się w mój gust czytelniczy. Mogę zagwarantować wam, że przy każdym z nich spędzacie przyjemnie czas, a przy tym z wielką ciekawością będziecie czytać dalej, pragnąc jeszcze bardziej zagłębić się w losy tej rodziny. Ogromnym plusem tej książki są bohaterki! Silne, niezależne i urzekające kobiety, których nie sposób nie polubić. O tym sabacie nie zapomnicie przez długi czas. Czytanie każdej kolejnej strony było dla mnie czystą przyjemnością. Nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić was do przeczytania tej książki! Ja z wielką ochotą sięgnę po pozostałe książki tej autorki.
2.5 Średniak i to nie jakiś wybitny. Pozwolę sobie zrobić ponumerowaną listę moich przemyśleń: 1. Autorka zahaczała o bardzo poważne tematy po czym absolutnie nic z nimi nie robiła. Miałam czasami wrażenie, że czytam o cudownej girl-power utopii, gdzie konsekwencje istnieją w bardzo małych ilościach. Może to zboczenie spowodowane studiami, ale nie cierpię, kiedy ktoś używa traumę i krzywdę do popchnięcia fabuły, absolutnie nie zwracając uwagi na to, co to za sobą ciągnie. 2. Bardzo dużo zmarnowanego potencjału. Mam wrażenie, że dużo z tego możnaby było naprawić zmianą głównej postaci. No właśnie- 3. Malina jest nudna i nijaka, niczym najtańsze lody waniliowe ze spożywczaka pod blokiem. Takiego o nazwie 'Kasia'. 4. Absolutnie kocham Narcyzę i Jodłę. Sceny z nimi były żywe, jakby autorka wreszcie włożyła trochę więcej pracy w ich postacie. 5. Masa literówek, niewidzialnych znaków interpunkcyjnych, braków spacji. 6. Wszystko jest maksymalnie przewidywalne. Do tego stopnia, że zwykle wiedziałam dokładnie czego się spodziewać po jednej stronie. Miałam czasami wrażenie, że niektóre pomysły były wyciągnięte z tumblrowych blogów z tkz. 'promptami'. Cyrograf trójstronny bardzo mi tym śmierdział. I to nie tak, że uważam używanie promptów za zło i brak wyobraźni, po prostu nie robiła z tym absolutnie nic ciekawego. 7. Za dużo deus ex machina. Zawsze się okazywało, że ktoś jEdNaK PoMyŚlAł WcZeŚnIeJ lub JeDnAk mIaŁ Tę UmIeJęTnOśĆ. I oczywiście zwykle był to ktoś inny, niż Malina. 8. Nie jestem nadal w stanie powiedzieć, jak dokładnie działa system magii i jak odnosi się do tego reszta świata. Nie oczekiwałam od tej książki poziomu Sandersona, ale przydałoby się wytłumaczyć cokolwiek konkretniej. 9. Opowiadanie z czasów młodości Aronii było zdecydowanie najlepsze (ale też nie jakieś cudowne), wolałabym o wiele bardziej czytać o tamtych czasach Koźlaków. 10. Tak, umiem czytać dla rozrywki. Po prostu nie lubię banalnej rozrywki i nie umiem wyłączyć mózgu.
No nie jestem mega zachwycona. Chociaż jeżeli cokolwiek wyjdzie o Jadzi, to może sięgnę. #JodłaProtectionSquad
Wspaniała książka! Początkowo trochę mnie rozczarowało, że to zbiór opowiadań, a nie powieść, ale okazało się, że dzięki temu wyszło nawet lepiej! Koźlaczki są wspaniałe - silne, szalone, zabawne i mimo wszystko wspierające się wzajemnie. Naprawdę mam niedosyt. Mogłabym czytać więcej i więcej o tej szalonej rodzinie i Zielonym Jarze.
Polecam również audiobook, bo lektorka ma wspaniale pasujący głos! Już chyba teraz będzie mi się on kojarzył z Maliną. Jednak książkę trzeba też przejrzeć przy słuchaniu, bo ilustracje są cudowne!
Na zmianę był u mnie audiobook i e-book, ale chyba i tak kupię książkę fizycznie, bo jest taka piękna.
---------
DNF @ 15%.
Myślałam, że będzie to powieść, a nie zbiór opowiadań. No, ale może faktycznie w taki sposób łatwiej jest przedstawić wiele członkiń tej zacnej rodziny. Problem polega na tym, że ten fakt jakby zniechęcił mnie do czytania. Odłożyłam książkę i jakoś nie mam wielkiej ochoty do niej wracać. Pewnie jest całkiem fajna i może kiedyś do niej wrócę, ale na ten moment przeczytałam tylko pierwsze opowiadanie.
1. Idiota skończony
Lekkie, zabawne opowiadanie. Ponieważ cały czas nie wiemy, co się do końca stało na początku, mamy tutaj czynnik intrygujący, który popycha nas do przodu. Opowiadanie ma też fajny morał i podoba mi się relacja Malina – Klon. Dobry start.
Gapię się na tę stronę i nie bardzo wiem, co więcej powiedzieć. Aneta Jadowska jest zabawna, utalentowana, pomysłowa. Cud, miód, Malina to książka idealna.
Opowieści o Koźlaczkach to historie totalnie odjechane, bo w końcu kto o zdrowych zmysłach zamienia swojego faceta w kozła, znajduje trupa w polu kukurydzy albo szaleje po ulicach Niemczech, Włoch i Francji z koleżankami będąc w naprawdę zaawansowanym wieku? Koźlaczki są jednak wyjątkowe (bez dwóch zdań) – są inne, są magiczne, a dzieje ich rodu wciągają tak, że czytelnik przepada jak śliwki w kompocie.
Przed czytelnikiem opowieści o przygodach, wtopach, triumfach i wpadkach absolutnie szalonych babeczek, których nie sposób nie pokochać, nie sposób nie polubić. Warto nadmienić, że każda z tych opowieści ma indywidualny charakter, a to znaczy, że „Cud, miód, malinę” można traktować jako zbiór opowiadań, a nie jako powieść. Kto za opowiadaniami nie przepada – bez obaw – wszystkie łączy jedno – czarownice z rodu Koźlaków, ich rodzinna historia i miasteczko Zielony Jar na dokładkę.
Sięgając po „Cud, miód, malinę” bądźcie gotowi na pyszną porcję magii (czasami w zielonym, czasami czarnym wydaniu), na babcie Narcyzę (chociaż na nią nie można być przygotowanym) i na porządną dawkę humoru.
Książka Anety Jadowskiej to doskonała lektura za ponury jesienny wieczór, gdy za oknem zimno i mgła, a w serduchu melancholia lub zamieszanie. Jak plasterek, jak puchaty kocyk, jak herbatka z miodem i malinami.
Stało się: mamy mocnego kandydata na tegoroczne rozczarowanie [*] Nie wiem, czy uczciwie jest mówić o rozczarowaniu, gdy z góry podejrzewałam, że książka nie będzie targetowana do mnie, ale jednak gdzieś tliła się ta iskierka nadziei, że może być fajnie. Nie było. Strasznie mierził mnie ten "luz językowy", lekkość jakby wymuszona, okraszona wulgaryzmami, bo przecież Z NIMI BĘDZIE JESZCZE ZABAWNIEJ :DD Same perypetie bohaterek też niespecjalnie mnie zaciekawiły, ale jako szum w trakcie układania puzzli sprawdzały się całkiem nieźle.
Takie mocne 3/5 Do 200 strony strasznie się nudziłam i nie mogłam wbić się w tw rodzinę haha jednak później historie zaczęły mnie bardziej interesować i polubiłam kilku bohaterów! Ogólnie mam dość mieszane uczucia do tej książki ale niczym mnie nie zachwyciła
Jeśli szukacie książki nasyconej magią, świetnym humorem, charyzmatycznymi postaciami i polskim akcentem to bardzo dobrze trafiliście. ✨
Rodzina Koźlaków to chyba najbardziej żeńska rodzina w literaturze, ponieważ składa się głównie z silnych i niezależnych kobiet. Aneta Jadowska dała nam rewelacyjnie wykreowanych bohaterów, których poznajemy na stronach tej powieści. Warto wspomnieć, że jest to zbiór opowiadań, ale spokojnie - czyta się bardzo dobrze. Klimatyczne i ciekawe wydarzenia sprawiają, że książkę trudno odłożyć i z przyjemnością wraca się do Zielonego Jaru. 🧙🏻♀️
Gdy Ci smutno, gdy Ci źle, po prostu sięgnij po Jadowską.
Po przejściu całej serii o Dorze Wilk, zdecydowałam się ponownie wrócić do pani Anety Jadowskiej, ale chciałam wziąć coś krótkiego i nie wplątującego mnie w nową serię. Padło na Koźlaczki, bo jak wiele osób to podkreśliło - to jest odrębny byt oraz nie ma tutaj żadnych spoilerów do innych napisanych przez autorkę serii.
Ogólnie ta książka to zbiór opowiadań związanych z rodziną Koźlaczek - wiedźmy, kobiety magiczne, które są pewne siebie oraz bardzo sarkastyczne. Mężczyzn jest jak na lekarstwo, ale te babki są samowystarczalne i ze wszystkim poradzą sobie same. Przygody mają różne, począwszy od zmienia chłopaka w kozę, poprzez walkę o przegraną z demonami duszę, a kończąc na uciekaniu przed ekipą telewizyjną z trupem pod pachą.
Książka zawiera 8 opowiadań, przyjemne dla oka drzewo genealogiczne (do którego zresztą często zaglądałam), a na początku każdego rozdziału oraz co jakiś czas w samym opowiadaniu są zamieszczone przepiękne ilustracje. Autorkę cechuje to, że pisze bardzo lekko, nie wymaga od czytelnika olbrzymiego skupienia, a to co chce nam zaprezentować ma nas zrelaksować, rozbawić oraz sprawić, że robi się ciepło na sercu. "Cud, miód, Malina" to typowy comfort read do którego można wracać w każdej chwili i za każdym razem będziemy czytać z uśmiechem na ustach.
3⭐️/5 Niektóre opowiadania były ciekawe , a inne nie. Polubiłam Klona i Narcyzę , Malina tez jest ciekawa. Podobały mi się opowiadania: Trup z jasnego nieba , Niepozorny talent i Idiota Skończony. Reszta była taka średnia
4.5 To było niesamowicie urocze, wciągające i zabawne. Dla mnie kompletne zaskoczenie - to w ogóle nie jest literatura w moim stylu. Jednak bawiłam się doskonale i słuchałam (bo w audiobooku) z ogromną przyjemnością. Genialna książka, lekka, idealna na wszelkie zastoje. Ja jestem zachwycona.
Pełne humoru opowiadania o rodzinie Koźlaków, które totalnie mnie urzekły i zrelaksowały, chociaż zazwyczaj nie przepadam za opowiadaniami, tak tutaj wszystko super zagrało ze sobą.
Może 3.5 nawet ale... no właśnie. Ogólnie bardzo fajnie i przyjemnie się czytało te opowiadania (chociaż ja nie jestem jakąś wielką fanką takiej formy). Jednak w pewnych momentach miałam zgrzyty, z jednej strony historie te brzmiały jakby były skierowane do młodego czytelnika ale pojawiały się momenty, które nie są raczej odpowiednie dla takiej grupy wiekowej... A może tylko się czepiam? Jest to na pewno dobra pozycja na zastój czytelniczy czy poprawę humoru! No i duży plus za ilustracje, są przepiękne!