W „Dziennik Youtubera. Głód zwycięstwa” filmiki Davy’ego nadal nie cieszą się zbyt wielką popularnością. Chłopiec wpada na pomysł, w którym to jego widzowie podawaliby mu sugestie dotyczące kolejnych odcinków i, ku zaskoczeniu wszystkich, jest to strzałem w dziesiątkę. Obserwatorów przybywa, tak samo jak kolejnych absurdalnych wyzwań rzuconych Davy’emu przez fanów. Wkrótce będzie musiał zadać sobie pytanie — ile jest w stanie zaryzykować dla wyświetleń i czy na pewno gra jest warta świeczki.
Przyjemnie było na moment oderwać się od rzeczywistości i wrócić do świata Davy’ego Spencera! W kolejnej części „Dziennika Youtubera” Marcus Emerson nie zawodzi, co więcej uważam, że ta seria idzie w coraz lepszą stronę. Czuć, że autor czerpie radość z wymyślania kolejnych przygód Davy’ego. Emerson bawi się tą historią, dodając do niej multum śmiesznych sytuacji, ale jednocześnie wplata w to wszystko coraz więcej morału. „Dziennik Youtubera” to dla mnie jedna z lepszych serii dla dzieci, zwłaszcza tych, które ciężko przekonać do czytania. Największą zaletą książki jest przede wszystkim jej przesłanie. Wiele ilustracji, przejrzysta czcionka, czy zabawne momenty to dodatkowe plusy, które sprawiają, że książkę wręcz się pochłania. Nie jestem odbiorcą docelowym, ale i tak przy lekturze bawiłam się świetnie, nieraz parsknęłam śmiechem przez kolejne wybryki Davy’ego. Tym razem autor porusza temat przyjaźni, ale również tego, jak różne od rzeczywistości może być to, co widzimy w sieci. To ważne tematy — zwłaszcza że w dzisiejszych czasach powoli zaciera się granica między tym, co prawdziwe, a wirtualne. Książka uczy, że idealne życie internetowych twórców tak naprawdę może wyglądać zgoła inaczej, a tworzenie zabawnych filmików i zdobywanie kolejnych obserwatorów to nie proste zajęcie, lecz ciężka praca.