Czyli romans z BDSM, właściwie bez BDSM.
Nie wiem, od czego zacząć ocenę tej książki. A jest co oceniać. Dostaliśmy obietnicę piekielnie ostrej historii, a dostaliśmy piekielnie nudną kopię słabych erotyków.
Zacznijmy od bohaterów.
Veronica okazała się dość nudną, niezbyt inteligentną i irytującą postacią. Właściwie nie ma w niej nic, co by pozwoliło mi się z nią utożsamiać.
Chris z kolei jest arogancki. Sposób, w jaki wypowiada się o kobietach jest zdecydowanie obleśny i chamski. Do tego sam o sobie ma niesamowicie wysokie mniemanie - co to nie ja. Jestem zajebisty i każdy musi mnie szanować, ale ja nie będę szanował kobiet - zdaje się mówić jego postawa.
Jest jeszcze mama Veronici. Kobieta, która chodzi do nauczycieli swojej pełnoletniej córki, by walczyć jak lwica o lepsze oceny. Ba, nawet dzwoni na ich prywatne numery. Nieźle. A potem, gdy afera wychodzi na jaw, wyrzeka się córki ot tak, pozwala mężowi ją uderzyć i wyzywać od najgorszych, a potem patrzy, jak córka się wyprowadza do o wiele starszego faceta. A gdzie ta lwica? Może jednak była tylko hieną?
Źle się uczysz - powiedział nauczyciel, który nauczycielem właściwie nie jest i w dodatku został zatrudniony na stanowisku nauczyciela w najlepszej szkole w NY. Czego nie rozumiesz? I ów nauczyciel daje do przeczytania regułkę, potem drugą i koniec korepetycji. W sensie tych z przedsiębiorczości, bo zaczynają się te z biologi.
Co boli mnie bardzo, głównie u autorów znad Wisły, to brak researchu. BDSM to jedno, bo liźnięte ledwo, ale skoro już autorki zdecydowały się umieścić akcję w mieście, a nawet kraju, ba - na kontynecie, o którym jedynie czytały inne erotyki albo oglądały podobne filmy, ten research bardzo by się przydał. Dowiedziałyby się na przykład, że w USA nie ma jedynek, dwójek i tym podobnych ocen. I że jeśli uczeń nie czuje się w jakimś przedmiocie, może wybrać inny.
Idąc dalej - czytamy, że laska kończy liceum, że wybiera się na studia, że wyprowadziła się z domu, ale gdy chłop podaje jej wino, kmini czy powinna, bo jest NIELETNIA. Ja tam nie wiem, co wg autorek znaczy ten termin, ale chyba coś im się mocno pokręciło.
Tematu dyrektora, który molestuje uczennice i który w czasie swej kadencji zmienił mundurek na mega seksowny i mocno prowokujący, nawet nie skomentuję. Ani tego, czemu rodzice dziewczyn nie zwrócili na to uwagi. A zresztą czytając, jakie to stroje Veronica miała w szafie, to mam wrażenie, że mamuśka tylko chciała, by laska miała dobre oceny, a resztę miała gdzieś. Więc w sumie powinna być zadowolona, że córka zaliczyła przedmiot. Nieważne, że przez łóżko.
Przykre jest też to, że autorki wyśmiały książkę Pięćdziesiąt Twarzy Greya, na której tak mocno się wzorowały, a napisały coś o wiele gorszego, niż E. L. James.
Smutny wniosek z tej książki jest taki, że każdy - ale to dosłownie KAŻDY facet, niezależnie od wieku, traktuje kobiety (i dziewczyny) przedmiotowo, jak obiekt do seksu. Czy nauczyciel, czy dyrektor, czy kolega ze szkoły. Nawet ojciec nie szanuje własnej córki, mieszając ją z błotem.
Korekta znikoma, sporo błędów i niepoprawne słownictwo (np. wchodzę do samochodu, uśmiecham się mentalnie). Szkoda słów, że komuś było szkoda czasu, by nieco chociaż poprawić odbiór tak słabej literatury.
Oczywiście następuje wielkie love w dwa tygodnie, chociaż facet wyraźnie miał problem z bliskością. A powtarzanie scen z różnych perspektyw to mega słaby zabieg, który ma na celu zwiększenie objętości i tak krótkiej książki. Nie rozumiem, nie popieram, nie cierpię.
Innymi słowy - nie polecam i nie będę czytać kontynuacji. I zdecydowanie mam dość wysokich ocen gniotów, bo ktoś dostał egzemplarz za darmo. To kpina z czytelnika.