Komisarz Bruno Wilczyński popada w obsesję – nie może pogodzić się z tym, że wciąż nie udało mu się wsadzić za kratki psychopatycznego mordercy. Musi jednak wyruszyć w nowy pościg, gdy na warszawskim Ursynowie kobieta zostaje brutalnie zamordowana. Zwyrodnialec z przeszłości mimo wszystko nie daje o sobie zapomnieć.
Tymczasem reporterka Larysa Luboń wpada na trop zagadkowego mężczyzny w masce, który prześladuje mieszkańców Warszawy. Czy naprawdę jest on potworem, jak sugerują media? A może prawda jest bardziej złożona?
Czy wszystkie czyny muszą mieć swoje konsekwencje? Jakie bestie kryją się w zwyczajnych ludziach? I czy można uciec przed przeszłością?
Kontynuacja bestsellerowego Wrzasku, jednego z najgłośniejszych debiutów kryminalnych 2020 roku!
Dziennikarka prasowa i telewizyjna, przez wiele lat pracowała dla cenionych stacji i magazynów, gdzie przygotowywała reportaże, teksty psychologiczne i rozmowy. Autorka programów reportażowych i talk-show, a także recenzentka scenariuszy filmowych.
Wytrawna słuchaczka, amatorka dobrego kina i niezłomna idealistka, która niczym magnes przyciąga przygody. W swojej twórczości inspiruje się psychologią oraz historiami z życia, które zostawiły w niej emocjonalny ślad. Prywatnie nieidealna mama dwóch urwisów.
Dopiero w trakcie „Wrzasku” poczułam jak bardzo tęskniłam za polskimi kryminałami – czasem nieco sztampowymi, może przesadzonymi, ale… ta trylogia zaangażowała mnie bez reszty!
ZABAWA MIMO WOLI Wokół „Wrzasku” było sporo wrzasku, wokół „Histerii” już nie było histerii (zapewne rozdano dużo mniej gratisowych egzemplarzy), więc jako człowiek wielbiący ciszę, rozpoczęłam poznawanie nowego autora nie od debiutu, ale od książki drugiej. Pierwsza książka jest zazwyczaj dopieszczana przez autora, dopiero kolejna jest prawdziwym sprawdzianem. Zwłaszcza, jeśli ta druga ukazuje się zaledwie pięć miesięcy po debiucie. Zwłaszcza, że trzecia podobno już w drodze! I tylko dlatego, z wielkim bólem doczytałam „Histerię” do końca. Zanosi się bowiem na kolejną autorkę, która będzie nas zarzucała swoją twórczością w tempie ekspresowym. Muszę więc przed Izabelą Janiszewską ostrzec czytelników, którzy w stosunku do literatury popularnej mają trochę wyższe wymagania.
Ta książka od klasycznego vanity publishing, różni się tylko tym, że została wydana przez duże wydawnictwo. Takie książki nigdy nie powinny trafiać do normalnej sprzedaży. To autor powinien dopłacać, żeby ktoś tę powieść przeczytał, a nie żądać za to pieniędzy. Przez pierwszą połowę jeszcze coś się działo, jeszcze miałam nadzieję, że może będzie dobrze, ale im dalej w las, tym gorzej. Kompletnie mnie przestało obchodzić, jak to się skończy i dlaczego.
W tej powieści nie ma niczego, co przyniosłoby choć odrobinę przyjemności z lektury: język jest toporny, kuleje psychologia postaci, nie ma dramaturgii. Kilka wątków prowadzonych równolegle ma sprawiać wrażenie, że dużo się dzieje, ale ponieważ wydarzenia nie prowokują kolejnych, wydaje się, że akcja stoi w miejscu.
Zawsze, kiedy już w połowie kryminału dowiaduję się, jaki jest motyw zabójstwa, mam nadzieję, że to niemożliwe, żeby autor taki afront zrobił czytelnikowi. Łudzę się, że to tylko zmyła, że prawda okaże się inna. Tym razem, jeśli chodzi o motyw, nie było zmyły.
Na większość tropów para detektywów (policjant i dziennikarka) wpada przypadkiem. Ich rozmówcy mają zwyczaj podpowiadania kierunku śledztwa nieostrożnym spojrzeniem. Kobieta zerka na ramię z blizną, a policjant domyśla się od razu, że to ofiara przemocy domowej (myli się, bo on w ogóle mało bystry jest, ale to nie ma nic do rzeczy, chodzi o mechanizm). Sekretarka twierdzi, że szefowej nie ma w biurze, ale zerka na drzwi, a sprytna dziennikarka od razu wie, że szefowa jest za tymi drzwiami.
Ulubiony środek dramaturgiczny autorki – to deus ex machina. Chłopak idzie na policję, aby przyznać się do popełnienia przestępstwa i w tym samym czasie przypadkiem zjawia się tam osoba, która ukazuje bieg wydarzeń w innym świetle. Chłopak od razu zapomina, że miał się przyznać, ale to też nie ma nic do rzeczy. Ten sam chłopak za chwilę znów ma szczęście, bo przypadkiem widzi, jak lekarka jest szantażowana. Słyszy z odległości kilkunastu metrów słowa, których żaden szanujący się szantażysta nie wykrzykiwałby na ulicy. Główny bohater prowadzi śledztwo na zasadzie: a może ten?, a może ten?, a może ten? No i oczywiście, przypadkiem trafia na tego, kogo trzeba.
Odrzucają mnie główni bohaterowie tej opowieści – zadufani w sobie, bezmyślni, agresywni i nijacy. Postaci zbudowane są na zasadzie: tak dziecko z przedszkola wyobraża sobie dziennikarkę i policjanta. Obojgu autorka podarowała niespotykany w kraju nad Wisłą zwyczaj - zwracają się do swoich rozmówców „per ty”. Policjant, który podobno czyta Orwella, Salingera i Hessego (!) „tyka” poważnego adwokata, jakby ten był wyrostkiem handlującym marychą, a adwokat nawet nie reaguje i grzecznie mu odpowiada „proszę pana”. Adwokat, jak twierdzi autorka, jest znany z tego, że „stosuje chwyty poniżej pasa i nie ma dla nikogo taryfy ulgowej”. Czy na tym polega budowanie wiarygodnej psychologicznie postaci? Taki adwokat powinien natychmiast wbić policjanta w ziemię, a nie chować głowę w piasek. Więc albo autorka oszukała nas w opisie postaci, albo nie ma pojęcia, jak normalni ludzie zachowują się w pewnych sytuacjach. Stawiam na to drugie.
Młoda dziennikarka, która chce uzyskać ważne informacje również zwraca się „na ty” do kobiety, która mogłaby być jej matką. I dziwi się, że kobieta ją spławia. Gdyby jakaś smarkula w taki obcesowy sposób mnie przywitała, już tylko z tego powodu nie chciałabym z nią rozmawiać. Jeśli obraża się ludzi, to nie można wymagać, żeby traktowali nas życzliwie. Nie zdobędzie się wtedy żadnych informacji. Doświadczona dziennikarka tego nie wie??? Wstyd!
Kiedy już całkiem straciłam nadzieję, że znajdę w tej książce coś, co mnie zachwyci, zaczęłam wynotowywać lapsusy językowe, które przynajmniej mogą rozbawić. Nie było to trudne, zważywszy, że od początku lektury miałam wrażenie, jakby redaktor nigdy nie widział tej książki na oczy. Jakież było moje zdumienie, gdy przeczytałam w posłowiu gorące podziękowania dla Karoliny Borowiec-Pieniak, redaktor językowej. Jej „(…) profesjonalizm i niebywała klasa niezmiennie wprawiają mnie w osłupienie” – pisze Izabela Janiszewska. Wyobrażam sobie, jak to musiało wyglądać przed redakcją! Teraz ja wprawię autorkę w osłupienie, wytykając całą listę błędów, których poprawienie najwidoczniej redaktorkę przerosło. Nie dziwię się. Trzeba by napisać tę książkę od nowa.
Przymykam oko na takie drobiazgi, jak brak znajomości znaczeń absolutnie podstawowych słów: znajoma pojawia się jako synonim narzeczonej, a znajomy, to serdeczny kumpel. Nie wiem, co autorka ma na myśli pisząc podmurówka, ale o ile mi wiadomo, nie wstawia się tam licznych okien. Pomijam drażniącą manierę bohaterów, którzy zamiast zwyczajnie mówić, często syczą, charczą, warczą i odburkują, a do tego co chwila drżą, przechodzi ich dreszcz albo wstrzymują oddech. Naprawdę, na co drugiej stronie. No dobrze, co czwartej. Najbardziej rozbawiły mnie jednak metafory. Takich kwiatków stylistycznych jest mnóstwo. Wybrałam tylko crème de la crème. Jak będziecie mieć dość, nie musicie doczytywać do końca. Oddaję głos autorce:
„(…) bezczelny policjant i tak raz na jakiś czas przechadzał się po jej myślach”. [ja bym wolała, żeby przechadzał się po trotuarze] „(…) uznawała to miejsce za soczewkę, w której skupia się portret współczesnej Warszawy”.[mimo bujnej wyobraźni, nie potrafię sobie wyobrazić portretu, który się skupia w soczewce] „(…) rzuciła mu mordercze, a zarazem podszyte niepokojem spojrzenie.” [albo rybki, albo akwarium] „Bruno rozejrzał się uważnie, aż w końcu jego wzrok zatrzymał się na lesie, który jakby na żądanie zamruczał ponuro pozbawionymi liści kikutami drzew. (…) Wydawało mu się, że las również na niego patrzy.” [las mruczy kikutami, czyż to nie piękne?] „Ich oczy spotkały się niespodziewanie, wywołując u niego przykre ukłucie pod żebrami.” [oczy, które kłują, ciekawe] „Sunął po złotym asfalcie, który lśnił od odbijającego się w kroplach wody słońca i tonął w nostalgicznej melodii wygrywanej na trąbce.” [jak „Wyszków tonie”, to asfalt też może] „Gdy odstawiła naczynie [kubek z herbatą] na ceramice pojawiły się brązowe okręgi po wypitym napoju, a Larysę przeszedł dreszcz [no, horror po prostu] na samą myśl o tym, że podobne ślady tworzyły się również na zębach kobiety [nie lepiej o własne zęby się zatroszczyć?]. „Szukała w pracownicach stowarzyszenia jej oczu, ale twarze, na które patrzyła, wydawały jej się obce.” [???] „(…) jej strój odbiegał od tego, jak ją zapamiętał, ale kiedy na niego spojrzała i zastygła w bezruchu, a w jej oczach pojawił się błysk, zobaczył wyraźnie, że to jego siostra.” [ona też po błysku go poznała?] „Ciałem Larysy targały nieprzyjemne torsje” [a są torsje przyjemne?] „(…) słowa Brunona były jak czubek szpilki trafiający w napompowany do granic możliwości balon(…)” „Jej zapięte pod szyję kołnierzyki, mało kobiece swetry i buty z okrągłymi czubkami ukrywały wszystko, czego eksponowanie można by uznać za objaw pychy.” [jakie objawy pychy ukrywają buty z okrągłymi czubkami, i dlaczego buty z wąskimi czubkami już nie?] „(…) dolał alkoholu do kryształowego naczynia, po czym zbliżył je do ust (…) [dodam, że chodzi o szklankę, nie wazę] „Zanim zabrał ją do sypialni, zatrzymał się na chwilę i raz jeszcze spojrzał jej w oczy, jakby milcząco prosił o pozwolenie.” [facet, jak już ją masz, to ją bierz, no przecież taki twardy glina jesteś, a zachowujesz się jak ministrant]. „Kiedy go całowała, namiętnie i głęboko jęknął z rozkoszy.” [yes! yes! yes!, barytonem] „Na górze pańska żona i córki czekają z gorącą pizzą. Nie wydaje mi się, że będą chciały ją zjeść w towarzystwie gościa, który je okłamuje.” [no jasne, pizza wymaga towarzystwa prawdomównych] „Odwróciła się z oczami pełnymi łez i nożem, który ściskała za rękojeść.” [odwróciła się z oczami i nożem… piękne, chyba też wypróbuje tę metodę] „Byłbym wściekły, ale uratowaliście mi życie.” Byłabym wciekła, że przeczytałam tę książkę, ale przynajmniej pisząc tę recenzję miałam trochę zabawy. Świat bywa piękny, czasami [nie dla autorki, tym razem]. https://www.czytacz.pl/2020/11/izabel...
Po fenomenalnym „Wrzasku” Izabela Janiszewska powraca z „Histerią” – kontynuacją swojej kryminalnej opowieści w duchu mglistych, mrocznych thrillerów skandynawskich.
Powieści kryminalne to często tak charakterystyczny i lubiany schemat: morderstwo, trup i śledztwo. Jednak dla Izy Janiszewskiej ten schemat to zaledwie kanwa, podstawa do snucia przygnębiających opowieści społeczno-obyczajowych. Autorka nie boi się poruszać tematów brutalnych, bolesnych. Nie unika wnikania w psychologiczne struktury rodzinnych związków, by rozłożyć je na części pierwsze. Przed bohaterami i czytelnikiem znów rozgrywa się opowieść o przemocy. Z jednej strony przemocy widowiskowej, krwawej, reakcyjnej, która, z drugiej strony, jest wynikową przemocy cichej, przyczajonej, ukrytej w cieniu smutnych uśmiechów i niespełnionych obietnic. Przemocy rodziców wobec dzieci, obojętności na ich krzywdę, na przyszłość, jaką im szykują. Przemocy, która osadza się i zostaje na zawsze, naznaczając niewidzialnym piętnem. Mali bohaterowie, których znajdziemy w „Histerii” naznaczeni są smutkiem i strachem, którego nie powinno zaznać żadne dziecko. Przechodzą piekło, na jakie nawet dorośli nie byliby gotowi.
To wszystko sprawia, że powieści Izabeli Janiszewskiej nabierają dodatkowego znaczenia, działają zarówno na wyobraźnię czytelnika, jak i trafiają głęboko w jego emocje.
„Wrzask” był zaledwie preludium, zaledwie wstępem do szaleństwa, które rozpętało się w „Histerii”, a które zakończy się wraz z zamykającym trylogię tomem trzecim.
Podoba mi się zamysł na całą serię, okładki, tytuły. Bohaterowie też są całkiem do rzeczy, chociaż tutaj lepiej prezentują się postaci drugoplanowe aniżeli nasi protagoniści Bruno i Larysa (chyba największy problem mam właśnie z tą postacią, za dużo tu kopiowania Lisbeth Salander - oby w kolejnej części nie przybrało to formy jakiegoś kuriozum). Niestety, w "Histerii" zagadka kryminalna wydaje się wymyślona na poczekaniu, służy jedynie jako pretekst do zapowiedzi kolejnego tomu. Jestem trochę zawiedziona, ale i tak czekam.
Histerią autorka udowadnia swoją literacką klasę i solidny warsztat. Aż ciężko uwierzyć, że to druga książka w jej dorobku. Kryminał czytałem niecałe dwa dni, bo nie mogłem się oderwać od tej historii. Książkę polecam fanom Małgorzaty Rogali, która podobnie jak Izabela Janiszewska w Histerii, idealnie potrafi połączyć kryminał z ważnym i często przemilczanym problemem społecznym. W Histerii jest nią przemoc psychiczna rodziców wobec dzieci. Przemoc, która nie nosi widocznych śladów, a która odciska silniejsze piętno na młodym człowieku i często prowadzi do traumy na całe życie. Niezmiernie podoba mi się, kiedy kryminał oprócz dobrej historii, poszerza horyzonty i zmusza do myślenia na niewygodne tematy. Wręcz otwiera oczy na pewne trudne i bolesne sprawy.
Sam wątek kryminalny ponownie jest bardzo ciekawy. Autorka podrzucała rozmaite tropy i zmyłki. Dwukrotnie myślałem, że wpadłem na trop mordercy i tyle razy się pomyliłem. Oczywiście wszystko ma swoje sensowne uzasadnienie i mordercą nie jest ktoś wyciągnięty z kapelusza. Tylko i aż trzeba uważnie śledzić tropy. Co przecież w dobrym kryminale jest najtrudniejsze.
Larysa i Bruno to w mojej opinii nadal najmocniejsze punkty powieści. Bardzo ciekawi i pełnokrwiści bohaterowie. Skomplikowani i nieszablonowi. Kiedy spotykają się na kartach powieści (według mnie zawsze za rzadko i za krótko), zawsze iskrzy a temperatura sięga zenitu.
Histeria przedstawia nową historię i zagadkę kryminalną. Jednak w tle przewija się sprawa oraz morderca, którego doskonale znają czytelnicy Wrzasku. Finał II tomu zapowiada ogromne emocje w tym wątku.
Podsumowując Histeria to bardzo udana kontynuacja Wrzasku. Bardzo dobry kryminał ze świetnymi postaciami, skomplikowaną zagadką kryminalną oraz ważnym społecznym problemem. Niezmiernie czekam na kolejną książkę autorki, bo ma prawdziwy talent.
(edit: no jak jestem tak głupia ze zaczęłam czytać 2 część z serii, to nie dziwie sie, ze wszystko wzięło sie dla mnie z dupy XD a poza tym, teraz bardziej lubie kryminały i może by do mnie trafiła)
nie lubię oceniać nisko, ale naprawdę 2.5
Całą książkę dosłownie czułam się jakbym czytała audioskrypt każdego polskiego filmu kryminalnego. Patryk Vega aka Wojciech Smarzowski sceny z komisariatu 1:1
Historia o wszystkim a w zasadzie o niczym. Na początku jeszcze miałam nadzieje, ale i tak po wstępie nie byłam w stanie sobie wyobrazić co musi się stać, żeby było ciekawie i ekscytująco, a ciągły widok Woronowicza, Grabowskiego i Adamczyka przed oczami nie pomagał (tym bardziej, ze autorka używała takich nazwisk i imion, ze nie szło się skupić. Michał Prokop??? no weź się tu skup jak masz dwumetrowego faceta przed oczami)
Wydaje mi się, ze prowadzenie kilku wątków równolegle (odrębnych historii) miało: - nadać jakiejś dynamiki, dodać zainteresowania - przysłonić główny „cel” historii, który był tak błachy i nudny, że gdyby nie zasłonić to książka nie zostałaby wydana Oba powody w niczym nie pomogły a wręcz do końca lektury wprawiały mnie w zakłopotanie bo nie wiedziałam kiedy kończy się jedna historia a zaczyna druga. Jakiś znak graficzny, podrozdział byłby pomocny, ale to się tu nie pojawiło
Sytuacje? Nierealne, wybiły mnie z rytmu. Można thriller/kryminał napisać w taki sposób, ze te wydarzenia naprawdę mogłyby mieć miejsce i potoczyć się w owy sposób. Tego tu również nie było, a moment który naprawdę mnie oderwał od czytania to taki, w którym rzekomy zabojca przychodzi na komisariat w celu przyznania się do winy i akurat wbiega druga osoba która przedstawia zabójstwo w totalnie innym świetle i zabójca jednak zmienia zdanie (nie przyznaje się) Takich przypadków było dużo, za dużo
podsumowując - nie czytało mi się tego płynnie, cały czas miałam ochotę przestać
„Histeria” autorstwa Izabeli Janiszewskiej jest kontynuacją rewelacyjnie przyjętego „Wrzasku”. Ponownie wybrałam się w podróż po kartach powieści i towarzyszyłam moim ulubionym bohaterom – Larysie Luboń i Bruno Wilczyńskiemu – w prowadzonych śledztwach.
Bruno Wilczyński wciąż nie może pogodzić się z tym, że nie udało mu się wsadzić za kratki psychopatycznego mordercy. Ta sprawa jednak musi zejść na dalszy plan, gdyż na Ursynowie zaczyna grasować kolejny zbrodniarz, którego ofiarami są młode kobiety. Tymczasem Larysa Luboń trafia na trop zagadkowego mężczyzny w masce, który sieje postrach na ulicach stolicy.
Będąc świeżo po lekturze i mając w pamięci ostatnie wydarzenia z „Wrzasku” nie potrafiłam się oprzeć i dłużej zwlekać z lekturą „Histerii”. Pełna ciekawości sięgnęłam po kontynuację, by móc poznać dalsze losy bohaterów. „Histeria” wciągnęła mnie od pierwszych stron i ogromnym zaangażowaniem śledziłam kolejne wydarzenia z kart powieści. Napięcie nie odstępowało mnie nawet na moment, a do ostatnich stron buzowały we mnie duże emocje. Izabela Janiszewska stworzyła bardzo wciągający i pełen emocji kryminał, w którym poruszyła trudne i bolesne tematy — traumy z dzieciństwa, problemy rodzicielskie, przemoc wobec dzieci, nie tylko ta fizyczna, ale i emocjonalna, która pozostawia ślad w psychice na całe życie. Autorka zwraca uwagę czytelnikowi, że nie powinno przechodzić się obojętnie wobec krzywdy drugich osób, tym bardziej gdy ofiarami są bezbronne dzieci. „Histeria” to rasowy kryminał, w którym intrygująca fabuła i niezwykle dynamiczna akcja sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem i trudno jest oderwać się od lektury. Druga część serii naładowana jest wieloma emocjami, czytelnik, podążając strona za stroną i zagłębiając się w lekturę, w pewnym momencie może odnieść wrażenie, że jest w samym centrum wydarzeń opisanych w książce. Izabela Janiszewska jest jedną z najlepszych polskich autorek, potrafi stworzyć ciekawą, ale też bardzo realistyczną fabułę, tym samym mamy wrażenie, że historia wykreowana przez autorkę mogła wydarzyć się naprawdę. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji poznać Larysą i Bruno, to z całego serca zachęcam Was do sięgnięcia po tę serię. To jedna z najlepszych serii kryminalnych ostatnich lat!
Główni bohaterowie bardzo płascy i irytujący, a na dodatek tak typowi dla pierwszoplanowych postaci kryminału, jak to mogło być tylko możliwe. :/ Pomysł na motyw zbrodni uważam za ciekawy, jednak wykonanie mocno kuleje i niestety, ale samo śledztwo było chyba najnudniejszą częścią całej książki... Podniosłam ocenę o jedną gwiazdkę wyżej za zwrot akcji na samym końcu, bo muszę przyznać, że mnie zaskoczył.
Histeria to drugi tom serii o Larysie i Brunie. W pierwszym tomie autorka zostawiła nam kilka nie do końca wyjaśnionych kwestii i byłam ciekawa jak to wszystko zostanie rozwiązane. Miałam całą serię na stanie więc od razu sięgnęłam po kontynuację. I zostałam pochłonięta w wir wydarzeń. Mamy tu dwa równoległe wątki. Jeden, to ten który zaczął się w pierwszym tomie i zakończy w trzecim. Drugi wątek jest równie ważny, ale dla każdego tomu jest inny. I mając te dwie sprawy na głowie w książce robi się niezły kocioł. Bo te dwa z pozoru inne wątki koniec końców łączą się w całość. To naprawdę gruba rozkmina i potężny labirynt. Dużo się dzieje jak na taką cienką książkę. Jak wiecie moja relacja z twórczością Izabeli Janiszewskiej jest hmm… dziwna. Lubię jej styl pisania, lubię to w jaki sposób udaje jej się zaciekawić i wprowadzić niepewność, ale mam wrażenie, że większość kwestii i to takich ważnych kwestii podaje czytelnikowi na tacy. Jedyni, którzy są niczego nieświadomi to nasi bohaterowie, czyli Larysa i Bruno. Oni się starają, walczą o każdy trop, ryzykują swoje życie przy tym ratując je innym. Oczywiście to nie jest tak, że autorka od razu daje nam wszystko! Potrafiła mnie zaskoczyć wprowadzając liczne zwroty akcji. Czułam dreszczyk emocji, gęstą atmosferę i nutę tajemniczości, jednak od początku wiadomo kto jest kim. Nie czepiam się tego. Znam inne książki w których autor od początku dosadnie naprowadza nas na rozwiązanie zagadki, ale póki co to tylko w twórczości tej autorki mi to nie przeszkadza. Tu po prostu stoję z boku, na trybunach trzymając kurczowo kciuki za szybkie rozwiązanie sprawy przez Luboń i Wilczyńskiego.
Świetna książka. Tematyka przemocy wobec najmłodszych, którą zajęła się autorka, jest ważna i niewystarczająco często poruszana. Sama historia została ułożona naprawdę zgrabnie i trzymała w napięciu. Bohaterowie byli wiarygodni i nie mogę się doczekać poznania ich dalszych losów (i wcześniejszych, ponieważ nieopatrznie zaczęłam od drugiego tomu haha). Warto też dodać, że dodatkowym walorem tej pozycji było miejsce akcji, czyli Warszawski Ursynów! Pierwszy raz czytałam książkę osadzoną na znajomych terenach i muszę przyznać, że jest to podwójnie przyjemne 😉
Niestety, choć Histeria zapowiadała się całkiem dobrze (mnie samą początek przeraził), to im dalej w las, tym gorzej. Dużo gorzej. I naprawdę potrafię zrozumieć, dlaczego ludzi tak ta seria zachwyca. Bo szybko się czyta, niemal mknie przez te 400 stron, niby ważny problem poruszany, "wyraziści" bohaterowie, ale...
W moim odczuciu autorka zbyt wiele wątków chciała poruszyć, kosztem czego żadnego tak naprawdę nie opisała rzetelnie. Główny motyw zbrodni dawał szerokie pole do popisu, można się było trochę nim pobawić, zagłębić w psychologizm, poszukać przyczyn. A mam wrażenie, że został sprowadzony tylko i wyłącznie do samego morderstwa. Nie wiem, może pani Janiszewska myślała, że będzie odkrywcza, stwierdzając, że niewidzialna przemoc też potrafi ranić. To raczej wszyscy wiedzą. Dobrze byłoby zgłębić psychikę takiego rodzica. Czytając zresztą tę książkę, człowiek ma wrażenie, że nikt z bohaterów nie dorastał w "normalnej" rodzinie, każdy ma jakiś problem z oziębłą matką czy ojcem.
Irytowały mnie strasznie nawiązania do Lewickiego z poprzedniego tomu, takie w sumie nic niewnoszące. Wątek z panem redaktorem też jakiś taki mało realny mi się wydał. Wilczyński dalej "w formie", choć trochę przystopował z żartami (może dlatego że mniej go było w tej części). Teraz to już dr House pełną parą, tyle że dwa razy gorszy. O Larysie Luboń już nawet nie wspomnę, bo to kopia Elisabeth Salander totalna.
Mam niedoparte wrażenie, że ta książka jest zrobiona/pisana po łebkach. Żeby tylko przejść do trzeciego tomu. Tożsamości mordercy bardzo łatwo się domyślić (podobnie jak w poprzedniej części), ale nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że ten wątek nie ma prawa racji bytu. Nawet jeśli akcja toczy w się w Polsce, kraju absurdów. Zresztą to też mój główny problem z tą serią - nie potrafię jej sobie umiejscowić w Polsce, nieważne jak bardzo autorka starałaby się opisać każdą ulicę Warszawy i co ważniejsze miejsca.
4,2 Trochę mniej mi się podobała niż pierwsza część. Głównie z tego powodu, że była powolniejsza mimo, że miała więcej wątków. Liczę jednak, iż każdy wątek istnieje z jakąś intencją. Chwilami irytowała mnie postać Larysy i powtórzenia, a tekstu „spokojna twoja rozczochrana” mam dość już po pierwszej części. Wątek brata Larysy też wydaje się bez celu. Zostałam jednak wciągnięta tak bardzo w świat tych bohaterów, że nie mogę się doczekać co dalej.