Krew, zdrada i tajemnica. Pierwsze wspólne śledztwo radcy Abella i wachmistrza Kukulki.
Grudzień 1929, czas Wielkiego Kryzysu. W Wolnym Mieście Gdańsku bez śladu znikają młode, atrakcyjne kobiety. Wszystkie są biedne i pochodzą z nizin społecznych. Śledztwo prowadzi młody radca Abell. Kierownictwo Kripo do pomocy przydziela mu doświadczonego policyjnego wygę - wachmistrza Kukulkę. Obaj policjanci są tak różni od siebie jak woda i ogień. Początki współpracy nie są więc łatwe. Zwłaszcza, że w tym śledztwie nic nie jest oczywiste, a pytań jest więcej niż odpowiedzi. Chodzi o obsesyjny seks, seryjne morderstwa, handel żywym towarem - a może o coś więcej?
Gdzie szukać klucza do rozwiązania zagadki? Członkowie tajnej sekty, oszalali naukowcy eksperymentujący z ludzkim ciałem, zakonnice, które minęły się z powołaniem, szmuglerzy trzęsący gdańskim portem... Kto skrywa prawdę? A może jest ona bardziej okrutna niż podejrzewa Abell? I czy może w pełni zaufać Kukulce?
Na drugim planie sugestywny obraz miasta walczącego o przeżycie oraz pieczołowicie oddany klimat tamtych niezwykłych lat.
Wow! To było po prostu bardzo dobre czytanie. Książkę polecam przede wszystkim miłośnikom dobrego kryminału👍. Już od pierwszych stron autor wciągnął mnie w swój klimat. 1929, Wolne Miasto Gdańsk. To nie są dobre czasy, to nie jest dobre miejsce. Nad miastem unosi się aura wielkiego kryzysu gospodarczego, wzrost cen żywności umacnia biedę, a to doprowadza, że łatwo jest wejść na drogę występku. Kwitnie złodziejstwo, paserstwo i szmuglerstwo. Miejscowa policja daremnie próbuje położyć temu kres. Mrok i brud spowija to miasto, choć są tacy, którym żyje się tu całkiem nieźle. W tym całym chaosie zaczynają znikać urodziwe blondynki z nizin społecznych, którymi nikt się nie interesuje. A zmasakrowane zwłoki jednej z nich sugerują, że sprawa może być poważna. Śledztwo zostaje przydzielone radcy kryminalnemu Christianowi Abellowi, a jego wsparciem ma być wachmistrz Gustaw Kukulka. Każdy z nich jest inny i preferuje zupełnie odmienne metody śleczce. Abell to opanowany, prawy zwolennik dedukcji. Kukulka to raptus, awanturnik i narwaniec.Ta współpraca nie wróży niczego dobrego, ale może być jedyną drogą do rozwiązania tej sprawy. Czy to oby na pewno w półświatku tkwi źródło tych zaginięć? Ślady zaczynają prowadzić w całkiem innym kierunku i do całkiem innej warstwy społecznej.
Świetna fabuła, dynamiczna akcja i zaskakująco dobry finał.
"Wachmistrz" jest znakomitym prequelem serii o Chrystianie Abellu i Gustawie Kukulce i nawet cieszę się, że to dopiero poczatek mojej przygody z tym cyklem. Oczywiście, że polecam👍.
Jakiś czas temu sięgnąłem po Czarny manuskrypt, debiut powieściowy z 2017 roku pióra polskiego współczesnego pisarza, dziennikarza i publicysty, Krzysztofa Bochusa. Lektura tego kryminału, którego akcja rozgrywa się na przedwojennym niemieckim Pomorzu i którego protagonistami są radca kryminalny Christian Abell oraz wachmistrz Kukułka, okazała się bardzo przyjemnym zaskoczeniem czytelniczym. Zaskoczeniem, gdyż nie spodziewałem się tekstu, który by mi aż tak przypadł do gustu. Może idealnie nie było, ale za to bardzo klimatycznie, wciągająco i na tyle satysfakcjonująco, iż postanowiłem sięgnąć po Wachmistrza, książkę dużo późniejszą, ale pierwszą w chronologii przygód wspomnianej policyjnej pary.
Grudzień 1929, niszczone Wielkim Kryzysem Wolne Miasto Gdańsk, to teatr pierwszego wspólnego śledztwa Abella i Kukułki. Postępowanie dotyczy serii zaginięć młodych, atrakcyjnych kobiet, które znikają bez śladu. Fabuły nie będę bardziej przybliżał, gdyż choć może jest niezbyt odkrywcza w ogólnym zarysie, w zasadniczym pomyśle na kryminalną intrygę, to jednak tak twórczo wpasowana w przedwojenne realia i historyczną specyfikę miejsca oraz czasu, iż powstała nowa, oryginalna i niepowtarzalna jakość, a że czytelnik niemal do samego końca trzymany jest w niepewności co do osoby sprawcy, więc nie ma co tej niepewności psuć poprzez zdradzanie przed czasem kto, jak i dlaczego.
Do czytelniczej konsumpcji wybrałem wersję audio w interpretacji Mariusza Webera i muszę przyznać, że spisał się na na piątkę. Z minusem niestety, ale o tym później.
Wachmistrz wciąga od samego początku i od razu urzeka. Wręcz czaruje czytelnika lub słuchacza niezwykle plastycznie odmalowanym przedwojniem. Bez problemu odrywamy się od rzeczywistości i przenosimy się w wyobraźni do Wolnego Miasta, choć nie jest to miejsce zbyt ładne ani miłe. Samo nasuwa się tu porównanie do twórczości Marka Krajewskiego, a zwłaszcza cyklu jego powieści z komisarzem Eberhardem Mockiem w roli głównej. Rejonu działania Abella i Kukułki nie znam i nie siliłem się na sprawdzanie, czy Bochus wzorem Krajewskiego kopał w źródłach by świat odmalowany w powieści topograficznie odpowiadał dawnej rzeczywistości. W końcu powieść to literatura piękna i ważniejsze od oddania historycznych szczegółów zabudowy miasta jest wywołanie u odbiorcy odczucia realności, bycia tam i wtedy. A tutaj Krzysztof Bochus wypada lepiej od Pana Marka, gdyż wykreowany przez niego powieściowy świat jest równie wiarygodny, co ten prawdziwy; jest wręcz namacalny. Zdecydowana większość reportaży wydaje się mniej przekonująca…
Choć słownictwo bogate i wystylizowane na epokę, nie ustrzegł się niestety autor pewnych, sporadycznych na szczęście, niezręczności, a nawet wpadek (choć część błędów jest być może dziełem lektora). Można przejść do porządku dziennego nad incydentalnymi potknięciami typu emancją zamiast emanacją. Gorzej już z wątpliwym realizmem niektórych scen, jak na przykład przestrzeliwania z pistoletu zamka lub kłódki, w dodatku w zamkniętym pomieszczeniu. Taki eksperyment jest bardzo ryzykowny z powodu możliwych rykoszetów. Jeszcze bardziej rażą niedoskonałości w stylizacji języka, jak w przypadku prostego oprycha używającego słów takich jak niesubordynacja. Wisienka na torcie językowych poślizgów to miała indiańską urodę - kto w przedwojennym Gdańsku widział jak wyglądała indiańska kobieca uroda? Szkoda też, że Bochus pokazał w powieści rodzaj przestępczości zorganizowanej, której nazwy nie wymienię, żeby nie spojlerować, ale przypisał ją do Gdańska i narodowości polskiej, gdy tymczasem w tamtym momencie dziejów globalny monopol mieli zdaje się na to warszawscy Żydzi.
Ogólnie, coraz częściej mam krytyczne refleksje na temat jakości współczesnych audiobooków. Wydawałoby się, że dziś, w epoce cyfrowej, w której tak łatwo wszystko edytować po wielokroć, powinno być w nich mniej przejęzyczeń i innych błędów. W rzeczywistości, od czasu przesłuchania kilku książek czytanych z epoki analogowej, widzę, iż lepsza technologia nie jest w stanie zrównoważyć coraz powszechniejszej bylejakości, zwłaszcza w zakresie pracy z tekstem.
Wachmistrz miłośników powieści psychologicznej raczej nie zainteresuje. Choć postacie zaludniające karty powieści, zwłaszcza osoby protagonistów, są wyraziste, realistyczne i nie pozostawiają czytelnika/słuchacza obojętnym, to ich wewnętrzne przeżycia nie zajmują zbyt wiele miejsca, zgodnie chyba z klasycznym przekonaniem, że o człowieku świadczą czyny, a nie to, co o sobie mówi lub mniema, ani co mówią o nim inni. Siła tej książki tkwi jednak w plastyczności kreowanych słowem obrazów, w oddaniu ducha czasu i miejsca, zresztą bardzo specyficznego czasu i miejsca, w stworzeniu i utrzymaniu niepowtarzalnego klimatu nieco pokrewnego kanonowi noir zza oceanu, ale jednak oryginalnego i całkowicie gdańskiego. Być może tak się wtedy czuło tamten Gdańsk. A jeśli nie, to i tak świetnie się tego słucha, w czym zasługa i Mariusza Webera, który mimo wspomnianych potknięć wykonał świetną pracę. Szczerze polecam i mam zamiar sięgnąć po kolejną (zgodnie z chronologią wydarzeń powieściowych) odsłonę cyklu pod niezbyt oryginalnym niestety tytułem - Wachmistrz. Dogrywka.
Kryminały retro pokochałam jakiś czas temu, dzięki ich klimatowi pełnemu mroku i nostalgii. W dużej mierze przyczyniły się również do tego powieści Krzysztofa Bochusa. Po lekturze „Miasta duchów” kończącej cykl z radcą Abellem, żywiłam nadzieję, że przyjdzie mi się jeszcze z nim spotkać i autor mile zaskoczył mnie powrotem do początków współpracy Abella i wachmistrza Kukulki.
Prócz znakomitego rysu historycznego, dzięki któremu czujemy jakbyśmy kroczyli uliczkami pogrążonego w kryzysie Wolnego Miasta Gdańska śledzimy, niczym widzowie na ringu, starcie dwóch osobowości. Powściągliwości inteligenta i miłośnika sztuki Abella, autor przeciwstawia wachmistrza Kukulkę, dla którego najbardziej liczy się argument siły. Mimo, że w swych działaniach dostosowuje się do poziomu ulicy i przestępców, których ściga, to jednak działa po właściwej stronie i co ważne, skutecznie.
Czy tych dwóch tak różnych mężczyzn będzie w stanie współpracować ze sobą? Szczególnie, że sprawa zaginięcia młodych kobiet o aryjskiej urodzie okazuje się bardzo delikatna i sięga swymi mackami najwyższych organów władzy. Podczas gdy Gdańsk toczy rak, bieda i kryzys niektórzy bawią się w bogów. Co daje im prawo do decydowania o czyimś losie? O życiu i śmierci? To władza, która potrafi uderzyć do głowy, a chciwość i poczucie bezkarności popycha ludzi do naprawdę bestialskich czynów. Czy taka pycha nie okaże się jednak zgubna?
„Piekła nie trzeba szukać. Ono jest w nas.”
Fascynująca jest sama historia poznania obu mężczyzn, ścieranie się ich charakterów i racji. Równie intrygującą i wzbudzającą jednocześnie naturalny sprzeciw okazuje się sprawa zaginionych kobiet. Objawiający się w jej trakcie skrajny nacjonalizm oburza i rani do żywego, tym bardziej, że to bardzo aktualny problem ostatnich dni. Wizja tzw. tradycyjnej roli kobiety sprowadzająca się do kuchni, dzieci i kościoła marzy się wielu i dziś.
To, z jakim kunsztem, a zarazem niezwykle naturalnie, autor łączy tło historyczne, poruszające losy bohaterów i mroczną intrygę kryminalną zadziwia mnie za każdym razem. Nie znajdziecie tu pustych i niepotrzebnych słów, a kwintesencję doskonałej literatury.
Nawet jeśli to już naprawdę ostatnie słowo autora w cyklu z Abellem, to nie żałuję, bo stanowi znakomite jego uwiecznienie i dopełnienie. Przyznaję z przyjemnością, że to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w październiku.
„Wachmistrz” to moje siódme spotkanie twórczością Krzysztofa Bochusa, oczywiście bardzo udane. Lektura trzyma w napięciu, wywołuje mnóstwo emocji i przemyśleń. To świetna rozrywka, na wysokim poziomie. To wielowarstwowy kryminał, od którego trudno jest się oderwać i który bynajmniej nie zaspokoił mojego apetytu na duet Abel – Kukułka. Odpowiedział na wiele pytań, sporo wyjaśnił, ale i tak chcę więcej, znacznie więcej... https://korcimnieczytanie.blogspot.co...
Mroczny kryminał, skomplikowana fabuła, a to wszystko osadzone w realiach Wolnego Miasta Gdańska. Ale czy na pewno…? No niestety nie. Klimat historii rzeczywiście jest ciemny, zimny i nieprzyjemny, fabuła - skomplikowana, choć niestety mało przekonująca. Najbardziej jednak rozczarował mnie kontekst historyczny - który historyczny jest tylko z nazwy. Ani zachowanie postaci, ani język, jakim się porozumiewają, nijak mają się do okresu międzywojennego. A szkoda. Na minus działa także styl pisarski autora - z grubsza poprawny, ale nic poza tym.
Świetna książka, o której dowiedziałem się czytając "Śmierć Frajerom". Wciągnęła mnie niesamowicie. Historia Wachmistrza, którą odkrywa Abell jest warta poznania. Nie mogę doczekać się aż zacznę kolejną część.
Da się czytać, ale wrażenie, że to jedno z licznych w polskiej literaturze kryminalnej dzieci Marka Krajewskiego, pozostaje silne. Co bohater, to deja vu.
wartka akcja, ale bardzo chaotyczna, bohaterowie bezosobowi, a finał nie wzbudził żadnego zaskoczenia. są lepsze kryminały, tego zdecydowanie nie będę polecać. szkoda tracić czas.
Kiedy kończyłam poprzedną powieść z serii o Christianie Abellu – Miasto duchów – bardzo żałowałam, że to ostatni tom tej serii. Na szczęście autor się zlitował nad czytelnikami i zafundował nam kolejny tom historii. Tym razem jednak głównym bohaterem staje się wachmistrz Gustaw Kukulka. Dzięki temu, mamy szansę poznać trochę lepiej partnera radcy Abella. Historia przenosi nas w czasy Wielkiego Kryzysu w końcówce lat 20-tych XX- wieku. W Gdańsku znikają młode, biedne kobiety. Śledztwo otrzymuje młody, nieznany jeszcze radca Abell. Przełożeni przydzielają mu doświadczonego wachmistrza Kukulkę. To ich pierwsze spotkanie, jeszcze nie stanowią tego zgranego zespołu znanego nam z pozostałych powieści. Dopiero się poznają i docierają. Chociaż wiedziałam że w końcu znajdą wspólny język to były momenty kiedy wątpiłam czy zaufają sobie i rozwiążą to zagadkowe śledztwo. Byli jak dwa samotne koty, chodzące własnymi ścieżkami, które nagle mają zaufać komuś nowemu. Sama zagadka pozostaje jakby tłem dla tworzącej się relacji naszych bohaterów.
Tym co szczególnie cenię w powieściach Krzysztofa Bochusa są właśnie wątki historyczne. W tym przypadku pokazanie Wolnego Miasta Gdańska poprzez pryzmat Wielkiego Kryzysu roku 1929, który zachwiał gospodarką międzynarodową, a w szczególności powoli odradzającą się gospodarką niemiecką czy polską. Siłą rzeczy Wolne Miasto Gdańsk odczuło ten kryzys sąsiadując z tymi państwami. Przyznam się Wam, że mam ostatnio słabość do powieści toczących się w okresie przed II Wojną Światową. Czytając powieści i literaturę historyczną opowiadające o początkach XX wieku ma się wrażenie jakbyśmy przenieśli się w zupełnie inny świat. Świat pewnej elegancji, dystyngowania, honoru i po prostu klasy, która później gdzieś się zatraciła. Powieść Bochusa idealnie oddaje ten mroczny klimat lat 20-stych, tak nowoczesnych, a jednocześnie już dotkniętych kryzysem.
Dla mnie to idealne połączenie klimatu retro, kryminału i tego czegoś co zgrabnie łączy je w całość tworząc kolejny majstersztyk w twórczości Krzysztofa Bochusa. Gorąco polecam!
"Wachmistrz" to ciężki kompan, który nie pozwala na łatwe oceny ani też na prosty podział, co jest dobre, a co złe? Unikanie idealizowania postaci, w tym głównego bohatera, to nawet nie prezent dla czytelnika, a raczej kredyt zaufania, za którym podąża wiara w kreację charakterów możliwie najbliższych rzeczywistości. I tutaj nie ma zawodu. Doceniam surowość stylu, który licuje z ładunkiem tej powieści. To był dobrze spędzony czas.