Pełne emocji, wzruszeń i gorącego seksu zakończenie serii Rozchwiani.
Czy Łucja i Dymitr będą w końcu razem? Czy córeczka połączy ich drogi, czy może Łucja ułoży sobie życie na nowo i znajdzie szczęście u boku innego mężczyzny?
Wybuchowa opowieść o wielkiej namiętności i miłości, która jest na końcu historii, a nie jak większość historii miłosnych się nią zaczyna.
"Bez tchu", którą napisała K.A. Figaro był tomem, na który czekałam z niecierpliwością! Bardzo chciałam się dowiedzieć z kim tak na prawdę będzie Łucja. Czy wybierze Alexa, czy wróci do Dymitra... a może pojawi się ktoś całkiem nowy? Rozważałam też nieszczęśliwy wypadek każdej z tych osób, przeprowadzkę do miejsca, gdzie nikt nie znalazłby Łucji, zaś najbardziej chciałam aby książka zakończyła się związkiem Łucji z Alexem i Dymitra z nowo poznaną, przekochaną i troskliwą kobietą...
Jak było na prawdę? Jeśli już napisałam jakie były moje domysły, to nie mogę ich ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. Z całą jednak pewnością mogę zapewnić Was, że atrakcji nie zabraknie!
W książce "Bez tchu", którą napisała K.A. Figaro działo się niebywale wiele! W normalnym świecie było by to wręcz nie do pojęcia! Pozycję tę można określić jako erotyk, romans, obyczaj, momentami przygodówkę czy też kryminał! Ciągle coś się dzieje i nie ma tutaj absolutnie mowy o jakiejkolwiek nudzie! "- Jak mam się uspokoić, Alex?! Gabinet wygląda jak po przejściu tornada. On zniszczył nawet nasze zdjęcie!"
Ciężko jest opowiedzieć o tej pozycji w taki sposób, by nie zdradzić niczego, co u mnie wywołało szok. Łucja jest z Alexem. To jest już przesądzone. Wraz z nim i ze swoją córką tworzą piękną, kochającą się rodzinę, do której od czasu do czasu wkrada się Dymitr. W końcu jest biologicznym ojcem Ani.
Niestety mężczyzna chciałby czegoś więcej i Łucja doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Nie dopuszcza jednak do siebie myśli, by między nią, a jej dawnym, że tak go określę oprawcą, mogło być coś więcej niż przyjaźń. Jak zatem potoczą się losy tej dwójki?
Przyznać muszę, że psychicznie przygotowałam się na dosłownie wszelkie wersje zakończeń, jakie mogłyby się wydarzyć. Prawdopodobnie nawet pojawienie się kosmitów nie byłoby dla mnie wielkim szokiem. Łucja musiała zadecydować kogo kocha i już. Koniec, kropka!
Okazało się, że autorka mile mnie zaskoczyła, ale to co piękne nie może wiecznie trwać. Czym dalej zagłębiałam się w książkę, tym więcej przeciwności losu stało na drodze do szczęścia głównej bohaterki. "Szłam z uśmiechem na twarzy, ale w głowie miałam zamęt. Jeszcze rano byłam oazą spokoju, a teraz (...) ciągle kłębiły się we mnie emocje, których wolałam nie rozumieć."
Miałam wrażenie, że jest ich aż za dużo jak na jedną postać. Normalny człowiek popadłby w depresje już po jednym ciosie, a nasza główna bohaterka przetrwała całe tornado na szczerym polu!
"Bez tchu", którą napisała K.A. Figaro czytało się niesamowicie przyjemnie i szybko. Chłonęłam treść niczym gąbka wodę, mimo że ciągle nie pasowało mi coś w dialogach. W moim odczuciu były one... banalne? Nie chciałabym tu użyć słowa "głupie", ale czułam, że te wszystkie wymiany zdań między bohaterami były płytkie, czasem bez żadnego sensu...
W ostatnim tomie pentalogii parę odsłon sensacyjno-kryminalnych przeplata się z sentymentalnym romansem, i to takim do łzy ostatniej. Finał wątku miłosnego nie był trudny do przewidzenia, może poza Epilogiem, ale aby mógł przybrać swój kształt sporo musiało się zdarzyć.
Opisom rozgrywek ze złymi ludźmi, w zamyśle mającym zapewne mrozić krew w żyłach, daleko do finezji najlepszych literackich dokonań tego rodzaju. Znana jest od początku tożsamość ich inspiratora i głównego wykonawcy, który z odsłony na odsłonę ujawnia coraz bardziej diaboliczne cechy swojej osobowości. Można odnieść wrażenie, że gdyby ów zły demiurg nie istniał, autorka nie miałaby o czym pisać.
Z kolei przesłaniu o mocy miłości, jaka potrafi zmieniać ludzi i kształtować ich losy, warto może poświęcić kilka słów więcej. Z jednej strony jest to mit typowy dla powieściowych romansów, przecież w końcu po to je czytamy. Co więcej, w tych współczesnych opisy erotycznej fascynacji i doznań seksualnych oraz ich roli w budzeniu i pogłębianiu uczucia są na ogół, moim zdaniem słusznie, eksponowane. Ale z drugiej strony rozciągnięcie przez autorkę historii Łucji i Dymitra aż na pięć części doprowadziło do tego, że szczególnie początkowe tomy sprawiają wrażenie erotyki dla samej erotyki, i to w dość kiepskim stylu. Motyw ‚od nienawiści do miłości’, również często spotykany we współczesnych romansach, w przypadku Dymitra występuje wersji hard i wiąże się, jak to zwykle bywa, z traumami z przeszłości. Ich nagromadzenia, ekstremalnych konsekwencji i późniejszej transformacji Dymitra nie warto chyba rozpatrywać w kategoriach prawdopodobieństwa. Są po prostu literackimi środkami uczynienia z niego najbardziej wyrazistej postaci serii. Sympatycznym obiektem miłości, jaka czyni dobro i uszlachetnia jest mała Ania, zarówno ze strony uwielbiającego ją dziadka, jak i rodziców. Natomiast wiara w rolę zaświatów jako miłosnego przewodnika to stanowczo nie jest moja bajka.
Jak wynika z powyższego, moje odczucia po lekturze Rozchwianych są mocno mieszane. Może gdyby autorka ujęła opowieść w trzech tomach, zrezygnowała z niektórych motywów i dopracowała parę scen, byłyby lepsze
Ostatni tom serii "Rozchwiani" to z całą pewnością ten tom, przez który wylałam morze łez! Śmiało mogę też powiedzieć, że "Bez tchu" całkowicie różni się od poprzednich tomów serii - zarówno jeśli chodzi o dojrzałość emocjonalną postaci, jak i charakter historii.
Główni bohaterowie - Dymitr i Łucja (a w szczególności Dymitr) przechodzą tutaj bardzo dużą zmianę, która mocno wpływa na klimat książki. Mam z resztą wrażenie, że w tej części najmocniej widać, jak bardzo dojrzali nasi bohaterowie - a to bardzo mi się spodobało. W poprzednich częściach trochę denerwowało mnie podejście Dymitra i Łucji do niektórych aspektów życia - Łucja wydawała mi się być bardzo niezdecydowana i taka rozkapryszona jak małe dziecko. Już na przestrzeni kolejnych części widziałam, że przechodzi ona w sobie jakąś zmianę, ale to właśnie w "Bez tchu" widać to najmocniej.
Nie chce zdradzać za dużo z fabuły (wspomnę tylko, że na prawdę sporo się tam dzieje!), ale powiem jedynie, że książka ta złamała mi serce wiele razy i sprawiła, że chusteczka higieniczna stała się moim nieodłącznym towarzyszem. Bardzo dużo bowiem się tam dzieje, mamy liczne zwroty akcji, ale co najważniejsze - w końcu wszystko nam się wyjaśnia. Wszelkie wątpliwości i pytania, jakie miałam podczas przygody z tą serią zostały rozwiązane. Super, że autorka tak postąpiła, bo gdy skończyła całą serię "Rozchwiani" w końcu poczułam takie czytelnicze spełnienie.
Owszem w "Bez tchu" było kilka wątków, które były dla mnie przesadzone. Kilka razy zdarzało się, że przewracałam oczami i zastanawiałam się "co ta pani Figaro tu jeszcze wymyśli", ale jestem w stanie przymknąć na to oko. Zgadza się, ten jeden raz (bo w przypadku poprzednich tomów mi się to raczej nie zdarzało) nie chcę zwracać uwagi na te kilka rzeczy, które sama na pewno bym zmieniła. A to wszystko przez całokształt, który zasłużył na jeden wielki plus!
Podsumowując - czytanie tej serii było jedną wielką przygodą. Czasem było tak, że uwielbiałam głównych bohaterów, a czasem też miałam ochotę ich zwyczajnie pozabijać. Jednak koniec końców bardzo się cieszę, że mogła poznać historię Dymitra i Łucji. Nawet teraz jest mi trochę smutno, że mam już serię "Rozchwiani" za sobą, bo bardzo przyzwyczaiłam się do świata wykreowanego przez autorkę. "Bez tchu" jest idealnym uzupełnieniem całości a to mówi samo za siebie.
Zarówno ten tom, jak i całą serię, jak najbardziej wam polecam - okej, nie oczekujcie od niej Bóg wie czego. Jednak jest to świetna, odprężająca seria, która świetnie nada się na lekturę po ciężkim dniu w pracy!
Na finał tej serii czekałam dużą niecierpliwością. I zasadniczo gdyby oceniać tę książkę jako finał serii to wypada przyzwoicie, niestety jeśli oceniać samą książkę jako tom finałowy to jest nieco gorzej.
Ale od początku, zasadniczo akcja książki ma dwa etapy. W pierwszej połowie jasne staje się, że to Igor stoi za prześladowaniami Łucji i w tym momencie akcja mocno się rozkręca. Za mocno. Na przestrzeni kilkunastu stron: - znika Igor - zatrudniona zostaje Tatiana - ma miejsce wypadek - Dymitr dowiaduje się o swojej matce i rozgrywa się akcja w hotelu - Łucja dowiaduje się o chorobie Alexa - ciąża Łucji - i dosłownie na następnej stronie śmierć Alexa. Doskonale widać, że autorka chciała poruszyć nowe wątki, na nawo skomplikować życie boheterki- niestety chciała zrobić to zbyt szybko.
W drugiej połowie akcja wraca do tempa które znamy. Łucja rozpacza po śmierci ukochanego, Dymitr walczy o nią, ale jednocześnie szanuje je przestrzeń. Następuję finał akcji z Igorem i pojednanie się Dymitra i Łucji.
Tyle mogę powiedzieć o samej książce. Jeśli chodzi zaś o to, ze jest to finał całej serii to na pewno zabrakło tutaj Igora. Postaci szalenie ciekawej i intrygującej. Zabrakło jego perspektyw chociażby z obserwacji Łucji. Mimo to nie można autorce odmówić konsekwencji. Łucja w dalszym ciągu jest bohaterką szalenie normalną. Jej wahanie dotyczące Dymitra, żałoba po ukochanym są odzwierciedleniem normalności. Duży plus.
Sam zaś pomysł na zakończenie uznaję za całkowicie genialny. Uśmiercenie Alexa mimo iż smutne jest tym na co czekam w zakończeniach książek. Nie jest zbyt słodko i różowo. Czy połączenie Dymitra i Łucji jest satysfakcjonujące? Nie, nie czuję, aby Łucja kochała Dymitra jak Alexa, ale mimo to mi się podoba.
Reasumując, czegoś mi zabrakło, coś działo się za szybko, ale jak na finał przyzwoicie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Najlepsza z wszystkich 5 części. Zasługuje na 2+ ale nadal dużo brakuje jej do ideału. Przesłodzone przewidywalne romansidło, które dobrze czytać latem gdy upał wygotowuje rozum, zdrowy rozsądek i resztki godności. Z punktu widzenia całej serii to jeśli ktoś nie jest przerażony okropnymi erotykami ze słabo nakreślonymi bohaterami, które później przeradzają się w romans to można się za to zabierać. W przeciwnym wypadku uciekajcie i nawet się nie oglądajcie.