Winston Graham, znany w Polsce głównie za sprawą jego wielotomowej sagi o rodzie Poldarków, jest jednym z moich ulubionych pisarzy, zarówno tych brytyjskich jak i ogólnie, więc kiedy dowiedziałam się, że na naszym rodzimym rynku wydawniczym pojawi się jego nowa książka, nie mogłam po nią nie sięgnąć.
Cordelia Blake pochodzi z wielodzietnej, ale kochającej się robotniczej rodziny. Mimo jej stanu dostaje propozycję małżeństwa od anemicznego młodego wdowca, Brooka Fergusona, którego rodzina posiada dobrze prosperującą fabrykę. Dziewczyna wie, że druga taka okazja nigdy się jej nie powtórzy i wychodzi za mąż za Brooka, choć nie jest w stanie go pokochać. Monotonne życie w rezydencji Fergusonów, powtarzalne dni oraz nadzór teścia, Fredericka Fergusona, odmieniają się, gdy Cordelia poznaje Stephena Crossley'a właściciela jednego z manchesterskich teatrów, który szybko staje się jej nieobojętny...
Bardzo się cieszę, że ta książka została u nas wydana, bo stęskniłam się za charakterystyczną prozą Grahama. "Cordelia" jest napisana tak samo dobrze jak saga o Poldarkach, nie brak w niej angielskiego humoru, typowego dla autora, a także pełnych charakteru i wyrazistości postaci. Jedną z nich jest oczywiście Cordelia, silna i przy tym bardzo kobieca bohaterka. Mimo młodego wieku i braku doświadczenia w niektórych sprawach, jest bardzo przedsiębiorcza i dojrzała, a kiedy podejmuje nawet te złe decyzje, jest w stanie się do tego przyznać tak przed innymi jak i przed samą sobą.
Kolejnym charakterystycznym bohaterem jest oczywiście Frederick Ferguson, ojciec Brooka i teść Cordelii. To bardzo ciekawa, chyba nawet najciekawsza z postaci, gdyż jest bardzo nie jednowymiarowa, bo choć z pozoru stanowcza i niezachwiana, to jednak posiadające pewne, niewidoczne na pierwszy rzut oka, skrupuły. Mimo wszystko jednak moim ulubionym bohaterem w tej powieści jest stryj Pridey, ekscentryczny staruszek, którego zamiłowaniem są myszy i inne gryzonie. Wszystkie wątki z nim w roli głównej są zabawne i odprężające, ale nie odstające od reszty powieści.
Nie polubiłam natomiast dwóch najważniejszych mężczyzn w życiu bohaterki - Brook w swoim pantoflarstwie i braku odwagi jest bardzo irytujący i niedojrzały, zupełnie odstaje od swojej żony i prawie całej rodziny. Stephen zaś jest na samym początku sympatyczny i bardzo ciekawie wypada w kontraście z Brookiem, ale i on okazuje się nieszczery.
W "Cordelii" widać też, że wątki biznesów rodzinnych czy też ogólnie wątki pracy są bardzo ważne dla autora - tutaj mamy farbiarnię, w "Dziedzictwie rodu Poldarków" były kopalnie, jednak tam ten aspekt był bardziej zarysowany i przede wszystkim ważniejszy, w "Cordelii" nie jest on aż tak istotny, ale mimo wszystko się pojawia. Trochę żałuję, że tak mało mogłam poczytać o rodzinnej fabryce Fergusonów, ale rozumiem, że nie to było głównym wątkiem powieści.
Nie jest to typowa historia miłosna, bo przede wszystkim jest, przynajmniej według mnie, dość nieszablonowa i mało stereotypowa. Fabuła nie skupia się na płomiennych romansach czy jakimś niewyobrażalnym uczuciu, a w dużej mierze na rozmyślaniach i rozterkach Cordelii, na jej niepewności i jej wyborach, a także ich konsekwencjach. Jestem nawet skłonna powiedzieć, że jest to bardziej powieść obyczajowa w klimatach wiktoriańskich niż romans, co jak dla mnie jest ogromnym plusem, bo typowych romansów nie czytam prawie wcale. Poprowadzenie fabuły i samo zakończenie powieści pokazało też, że sam Winston Graham nie lubi prostych i oczywistych rozwiązań.
Myślę, że "Cordelia" zaspokoi zwłaszcza tych czytelników, którzy dobrze wspominają sagę o rodzie Poldarków, bo choć uważam, że histroia Rossa, Demelzy i innych była o wiele bardziej wciągająca, to jednak i losy Cordeli były angażujące. Chciałabym, żeby w przyszłości w Polsce zostało wydanych więcej książek Winstona Grahama, bo jest to jeden z tych pisarzy, którzy zasługują na rozgłos i czytelników.