„To prawda, że ból i niepokój zdają się wydłużać dnie i noce, ale lata płyną zawsze z tą samą szybkością. Istnieje poza tym w najniższym kręgu nieszczęścia przyjemność, której większość ludzi nie potrafi zrozumieć: przyjemność życia i oddychania”
Krótkie opowiadanie o wykluczeniu, samotności i rozpaczy, a także postawach wobec śmierci.
Plany czasowe splatają się. Narrator przebywa w domku we Włoszech i odkrywa spisaną niegdyś historię o człowieku dotkniętym trądem. Na koniec dowiaduje się także o losach poprzedniego mieszkańca chaty, nauczyciela z Turynu. Każdy z nich w inny sposób przyjmuje i znosi swoje cierpienie.
„Nie zawsze – powiedział – znajduje się samotność w sercu lasów lub wśród skał. Nieszczęśliwy jest samotny wszędzie”
Lebrosso, jak go nazywano – (wł. ‘trędowaty’) – to niesamowita postać. Po kolei traci wszystko, co mu bliskie – siostrę (również chorą na trąd), później psa, ostatnią istotę, która niosła mu otuchę. Pozostaje zupełnie sam ze swoim cierpieniem i codziennymi zmaganiami, odgrodzony od wszystkiego, żyjący niejako poza resztą świata, w tytułowej wieży.
List siostry pomaga mu odnaleźć pocieszenie w Bogu. Lebrosso znosi swój los pokornie, stara się być jak biblijny Hiob i pokłada ufność w wierze. Pier Bernardo Guasco, bo tak naprawdę miał na imię, to „wspaniały przykład dany naszej płaczliwej epoce i bliski każdemu, kto za najgodniejszy wyraz nieszczęścia uważa nie skargi i żale, lecz milczenie. Milczenie, co czerpiąc soki żywotne z siły ducha, otwiera ramiona samotności i jedynie od Boga oczekuje zapłaty”. W jego postawie faktycznie jest coś, co daje nadzieję, nawet najmniejszą. To takie ludzkie, że w chwilach tak wielkiej beznadziei mimo wszystko szukamy czegoś, co nas zatrzyma. „Wieża” pokazuje, że są takie rzeczy, które mogą nas ocalić – i może wcale nie trzeba ich szukać, bo w końcu to one znajdą nas.
Ja się wzruszyłam. Lebrosso imponuje. Uczy pokory. Radości z prostego faktu bycia żywym. I wdzięczności – ogromnej…
„Podniósł dziękczynny wzrok ku niebu: firmament był czysty i pogodny, na wprost okna migotała samotna gwiazda. Czyż nie tkwiła w tym pewna otucha choćby w tym, że jeden z jej promieni przeznaczony był dla celi Trędowatego?”