Niż Macieja Topolskiego to zbiór próz poetyckich zawierających elementy eseju i reportażu, a poświęconych pracy kelnerskiej. Książka została podzielona na pięć części, w których autor porusza kolejne aspekty pracy w gastronomii. Od rekrutacji przez kontakt z klientem po problematyczne relacje z kucharzami czy właścicielami restauracji.
Celem książki jest ukazanie za pomocą stylu łączącego odległe rejestry polszczyzny, operującego licznymi odniesieniami (między innymi do Zaklętych rewirów Henryka Worcella czy Kelnera Iwana Szmielowa), melodyjnego, a zarazem korzystającego z fachowych pojęć cielesnych wymiarów pracy kelnerskiej.
Z jednej strony Topolski opisuje zasady, jakie obowiązują w restauracji i które dotyczą po równi pracowników i klientów, z drugiej zmęczenie i głód, z jakimi mierzą się na co dzień kelnerzy.
Niż to wielopoziomowy i krytyczny obraz pracy fizycznej, pracy wyczerpującej, skupionej na jedzeniu, opartej na głębokich nierównościach społecznych.
Nie do końca rozumiem, z jakiego poziomu ten poetyckopodobny reportaż (sic!) został napisany. Nie jest to z pewnością analiza ztypizowanej sylwetki kelnera jako zawodu-człowieka. Ale nigdzie nie zostaje także podkreślona żadna indywidualizacja, a więc nie jest to twór o kelnerze konkretnym. A nawet zakładając, że miesza jedną perspektywę z drugą - wciąż robi to w chaosie swojej bezformy. Na kilku płaszczyznach jest z tej książki całkiem interesujące stworzenie: językowej i konceptualnej (jeśli przyjmiemy, że to pewien produkt literatury eksperymentalnej). Na pozostałych - jednowymiarowe nic szczególnego.
Pamiętacie jeszcze restaurację ze śpiewającymi kelnerami? Teraz czas na restaurację z piszącymi kelnerami i kelnerkami! Przyjście do takiej knajpy byłoby jednoznaczne z tym, że cały ty, twoje gesty, spojrzenia, sposób zamawiania, oczekiwania na jedzenie, siorbania, szamania czy płacenia może zostać opisany przez obsługę sali. Następnie mógłbyś - za dodatkową opłatą - odebrać swój pisany portret. Przerażające? Czego byśmy się o sobie dowiedzieli? Pewnie tego, że w stosunku do kelnerów często stajemy się przemocowymi chamami dostającymi wyjątkową okazję do wyżycia się na rzeczywistości.
Wszystko to bardziej niż sprawnie opisał w “Niżu” Maciej Topolski, ekskelner, który zamiast napisać wstrząsające “zwierzenia byłego kelnera”, które wydałoby jakieś specjalizujące się w takich pozycjach wydawnictwo, przygotował dla nas skromną książkę na którą składa się kilkadziesiąt niezwykle sprawnie, z językowym wyczuciem i wdziękiem, obrazków z życia restauracji. Gdyby Topolski poszedł inną drogą, to pewnie mógłby jeździć po studiach telewizyjnych i odkrywać przed widzami tajemnice restauracji, demaskować pazernych właścicieli, opowiadać o tym, co tak naprawdę dzieje się za kulisami. Ale wybrał “prawdziwą” literaturę. Kolejny idealista.
“Niż” mimo umiejętności pracy w języku, wewnętrznych rytmizacji, erudycji autora i wyrazistej opowieści o kelnerskiej doli, ma jednak wady. Powoduje, że jesteście głodni po kilku stronach, po kilkudziesięciu idziecie do sklepu po cziperki, a pod koniec okazuje się, że jest już trzecia w nocy, a wy jeszcze z tej knajpy nie wyszliście.
Kolejna pozycja z kategorii “literatura prekariacka”, sprawnie łącząca naszą potrzebę zajrzenia za kulisy scenografii ze smutnym namysłem nad losem tysięcy pracowników i pracowniczek. A do tego momentami zabawna, poetycka, świetnie skomponowana lektura.
“Ciało kelnera należy do restauracji, tak jak sztućce, obrusy, butelki, należy do właściciela (...)”, pisze Topolski. W innym fragmencie zauważa, że kelner to “takie nic”, które “cierpliwe jest takie nic, łaskawe, nie szuka poklasku, nie wywyższa się, wszystko znosi, wszystko przetrzyma”. Ale potem to wszystko opisze. A to najlepsze - tu sięgnę po tej wyeksploatowany cytat z Szymborskiej - “zemsta ręki śmiertelnej”. Mści się na nas Topolski. Ale z gracją. I swadą. I ja jestem niewyspany i głodny dzisiaj.
Pisząc coś o tej książce ciężko mi być obiektywnym. Po pierwsze pracowałem w gastro, wiem co to tabaka i doskonale rozumiem narratora, który musi przepraszać po 50 razy dziennie. Myślę, że osobie, która nigdy nie pracowała w restauracji czy kawiarni ciężko będzie wczuć się w świat opowiedziany przez Topolskiego. Po drugie bardzo lubię książki konceptualne, zamknięte w skrzętnie zaplanowanej formie. Tutaj mamy do czynienia z krótkimi formami – prozatorskimi odami do talerzy, pracy, wyczucia, smaku, wyjścia, wypłaty – wszystkiego co łączy się ze światem gastronomii. Autor lawiruje na cienkiej granicy między pretensjonalnością i kiczem, a wyjątkowością i kunsztem. Im więcej czasu mija od lektury, tym bardziej mi się ta książka podoba. Złapałem się, że wracam do niej myślami.
W bardzo mocnym skrócie "Niż" to książka o pracy kelnerskiej i w mocnym skrócie jak wygląda sektor gastronomiczny.
Szczerze mówiąc to nie zachwyciła mnie ta książka. Tak zaczęłam się zastanawiać - a dlaczego akurat praca kelnera? Ciężkie warunki pracy ma również przykładowo taki kucharz: spory o napiwki, pracuje w huku od przemysłowych lodówek, pieców, kuchenek, wentylatorów (co skutkuje finalnie uszkodzeniem słuchu), non stop jest w pozycji pochylonej nad kuchenką czy przy blacie (po takich 10 godzinach kręgosłup mówi dobranoc), z reguły klima nie wyrabia i na kuchni jest sauna, ciągła presja czasu, bo klient nie rozumie, że jest w restauracji, a nie w fastfoodzie (i danie nie przyjdzie w sekundę), a jak danie będzie skopane to kucharz dostaje po plecach (bo on to przygotował).
Napisałam mały elaborat o kucharzu, ale musicie mi to wybaczyć - żyję z kucharzem, więc świat gastronomiczny nie jest mi obcy. Okej, przyjmuję, że tutaj książka skupia się na zawodzie kelnera, ale w gastronomii są również inne stanowiska i wolałabym przeczytać już książkę, w której będzie cała paleta osób pracujących w tej branży - od kelnera, poprzez pomoc kuchenną, kucharza, szefa kuchni, a kończąc na perspektywie menadżera oraz właściciela. Oczywiście, żebyśmy mieli jasność to podziwiam kelnerów i to co robią, bo są wystawieni na wszelkie nastroje klientów, krytykę oraz inne presje pojawiające się w gastronomii. Każdy zawód jest tak samo ważny, by cała machina (tutaj restauracja) funkcjonowała.
Audiobook, na przyspieszeniu, zajmuje nam około 40 minut, więc to jest pozycja akurat na raz. Książka była w porządku, została ciekawie napisana, ale nie czuję w stosunku do niej żadnych innych emocji. Myślę, że jeśli ktoś chce poznać kulisy zawodu, z którym nigdy nie miał do czynienia to jak najbardziej - tutaj jest krótko oraz na temat.
Zastanawiam się, skąd tytuł? Bo jest mocno nieoczywisty. Choćby: rzeczownik czy spójnik? Sporo możliwości interpretacji.
Analogicznie z całym zbiorem. Każda z pięciu części "Niżu" ma po 13 tytułowanych cząstek, to nie są rozdziały, a jakby skupienia uwagi na przeróżnych aspektach pracy kelnera. Nie felietony, nie opowiadania, może najbardziej by mi pasowało: refleksje? Ich objętość zwykle nie przekracza strony. Książka to nie podobna do innych, unikatowa w formie. 5×13. Faktycznie, nie jest szczęśliwe miejsce, do którego trafił narrator.
Jak nieoczywisty jest tytuł, tak i proza Topolskiego daje się wpisywać w różne konteksty, zapładnia myślenie, pączkuje w znaczenia, wychodząc poza dosłowny kontekst pracy kelnera. Ale nawet gdyby pozostać tylko na poziomie dosłownym, to i tak warto przeczytać "Niż". Podgrzewane na złość przez kucharzy talerze, by kelner się nimi poparzył; szorowanie nazajutrz kibla po obżartych gościach; kebab o trzeciej w nocy, bo w robocie się nie je; stopy kelnera płonące bólem; cisnące mu się do gardła bluzgi duszone uprzejmym "proszę bardzo"; lodzik dla kucharza na zapleczu; wyrwany, zżółkły u korzenia ząb klienta, zostawiony na talerzu - to tylko ułamek ze świata kelnera, jaki ta skromna książeczka oferuje.
Po jednej stronie "ludzie syci", żarcie, chlanie, dzikie ekscesy (paskudna scena z imprezy po wyborach prezydenta miasta) - rzadko w tej prozie równoważone spotkaniem ludzi skromnych, jak czterech śniadych mężczyzn, onieśmielonych miejscem, ale jednak dumnych, że ciężką fizyczną pracą zarobili na ten eksces luksusu. Tym czterem narrator postawił na swój koszt kolejkę.
Umowna Globalna Północ degustuje i napycha brzuchy i nie wie nic o piekle upalnych dni w kuchni, odwlekanych wypłatach, odsypianych nocach, pogardzie menadżerów, "paniach sprzątających", zmywających, czyszczących toalety - kobietach bez imion, które można nawet pobić za niedomytą łyżkę. Emblematyczna dla pogardy wobec "Południa" jest scena z czarnoskórym kelnerem, który przez pomyłkę założył do pracy koszulę białego "kolegi"...
Świat widziany przez soczewkę kelnera jest pełen zamaskowanej przemocy. Szef z uśmiechem mówi ci: wypier...j. Obrotny menago do kilku miesięcy może zatrudniać co parę dni nowe ofiary na bezpłatny okres próbny. Zwolnienie lekarskie ci nie przysługuje, o umowie o pracę zapomnij.
Może tą wrażliwością autora tłumaczyć jadowicie czerwoną okładkę? Mimo że widnieje na niej rogaty kelner serwujący - jak sądzę - głowę wyjątkowo wkurwiającego klienta, to książka wolna jest od resentymentu i politycznego gniewu. Unosi się nad nią - mam wrażenie - smutek autora, ekskelnera, co wyczytać można na skrzydełku okładki. Czemu smutek? Bo chciał być człowiekiem - dla innych ludzi. Ale system pracy kelnerskiej - przynajmniej tej opisanej przez Topolskiego - dehumanizuje. "Kim jesteś? Czasownikiem bez imienia, w trybie zapierdalania, w rodzaju żadnym, w czasie spóźnionym, w liczbie dziesięciu" (s. 53).
Godziny bez jedzenia dla siebie, choć wokół jest go pełno. Spory z kucharzami. Natrętni klienci, którzy tylko szukają pretekstu do utrudnienia pracy. Brak umowy, więc brak ubezpieczenia. Upierdliwy szef i płytkie relacje. Obolałe nogi i zmęczone serce.
Obraz gastronomi, jaki prezentuje Maciej Topolski, jest szary i wyprany z radości. Kelner porównywany jest do wyposażenia restauracji, a klient staje się kimś pokroju pana, przed którym należy się kłaniać i u którego szukać należy wybaczenia. Relacje są puste i goni je czas. Wszystkie opowieści zachęcają klientów do szacunku dla kelnerów i odradzają iście tą drogą zawodową. A przecież są ludzie, którym praca tego typu sprawia radość. Dla których jest okazją do poznania ciekawych person i którzy odnajdują w tym siebie.
W „Niżu" zdecydowanie ich nie zobaczymy i nie uświadczymy wielobarwności pracy z ludźmi. Autor skupił się na trudach i przyznam, że podobał mi się sposób w jaki ujął temat. Mogę nie zgadzać się z czarnym obrazem gastronomi, ale nie mogę odmówić Topolskiemu pomysłowości i zgrabności w poruszaniu piórem. Jego teksty są opowiadaniami napisanymi poetycką prozą i czuć w nich pewne elementy reportażu — Autor nawet przeprowadził liczne rozmowy z kelnerami i kelnerkami, by jak najlepiej oddać realia ich zawodu. Stworzył obraz krytyczny, z dodatkiem kilku kropelek kpiny.
Zdecydowanie tkwi w tym urok i lekturę uważam za przyjemną. Dostarczyła mi pięknych wrażeń estetycznych oraz pokazała inne spojrzenie na świat, który dla mnie zbudowany jest z ciepłych uśmiechów, interesujących historii, zbywania natrętnych ludzi i poznawania życia innych, co wzbogaca moje własne. Ta czarna kreacja jednak była orzeźwiająca. Na co dzień staram się w ten sposób nie myśleć o pracy w gastronomii, więc odczuwałam frustrację (chciałam wręcz krzyknąć do Autora „okej, zrozumiałam, cicho!"), ale jednocześnie wiele elementów było boleśnie prawdziwych i...
Tekstu Macieja Topolskiego nie jestem w stanie ocenić. Podobał mi się sposób ujęcia tematu i podobały mi się moje reakcje, ale zdecydowanie to nie książka dla każdego. Wydawnictwo Ha art ma tendencję do wydawania pozycji, które uwielbiam i nienawidzę jednocześnie. Jeśli lubicie literackie eksperymenty — polecam!
to książka opisująca realia pracy kelnerskiej zamknięte w migawkowej narracji. to jednak tylko pozorne ograniczenie, bowiem wykorzystując osobiste doświadczenia autor sprawnie komentuje związane z branżą społeczne nierówności, wykluczenie i lekceważenie. zaletą tej pozycji jest jej bezkompromisowość oraz surowość refleksji przy jednoczesnej głębi nieprzesadzonych metafor. to ważny głos w prozie, burzący literackie i społeczne wyobrażenia o pracy usługowej.
Brak wartości czytelniczej, wylewanie pomyj na klientów bez konstruktywnej krytyki. Można sobie śmiało darować ten tytuł i przesiąść się na książki Anthony'ego Bourdain w tej samej tematyce. Niebo z ziemia pod względem jakości.