Kolejna książka bestsellerowego autora (Italia do zjedzenia, Portugalia do zjedzenia). Tym razem coś dla miłośników Stambułu i Turcji.
Bartek Kieżun dociera na styk kontynentów, by przywieźć stamtąd opowieści o Orient Expressie, cesarzu Konstantynie i intrygujących restauracjach, o których wiedzą tylko wybrani. W jego książce Stambuł do zjedzenia tytułowe miasto to pełne smaków kulinarne królestwo. A, że już od dawna wiadomo, że najlepsze wyprawy to te bez mapy w ręce, dlatego Bartek w Stambule, czasem kierowany intuicją, czasem zapachem, a czasem poleceniami znajomych, dociera do zakamarków nieznanych turystom i historii zapomnianych nawet przez mieszkańców Stambułu. I właśnie dzięki temu powstała książka kucharska pełna opowieści o wielkiej historii, pachnąca olejkiem różanym, karmelem i miodem, wyjątkowa jak turecki dywan.
4,5 „Stambuł do zjedzenia” to nietypowa książka podróżnicza. Składają się na nią nie tylko opowieści z podróży do Turcji, ale również liczne, całkiem łatwe w przygotowaniu (przynajmniej niektóre z nich!) przepisy pobudzające nasze zmysły.
Książka jest tak przyjemnie wydana, że aż chce się mieć ją na półce. Kolorowe zdjęcia prezentują zakamarki magicznego Stambułu, miejscowych ludzi i ich zajęcia oraz potrawy takie, że aż na ich widok ślinka nam leci. Dzięki Bartkowi Kieżunowi poczujemy zapach świeżo wypiekanej pity unoszący się z lokalnej piekarenki, wsłuchamy się w dźwięki muzyki wygrywanej przez ulicznych grajków, dotkniemy faktury starej jak świat mozaiki ściennej i zobaczymy miasto takim, jakim jest naprawdę. Interesującym stykiem mieszanki kultur i kontynentów. Pięknym miastem, na którego zwiedzanie potrzebujemy zdecydowanie więcej niż jeden dzień.
Stambuł od dawna jest na mojej podróżniczej liście marzeń. Nie mogę się doczekać, aż skorzystam z poleceń autora i podążę drogą, którą wyznaczą mi moje stopy.
„Stambuł do zjedzenia” to książka kompletna. Mimo że tytuł sugeruje kierunek kulinarny, to próżno ją zaklasyfikować. Jednocześnie jest to reportaż, album ze zdjęciami, esej o mieście i książka kucharska. I w każdej z tych przegródek znakomicie zdaje egzamin! Wraz z Bartkiem Kieżunem przemierzamy Stambuł, zarówno ten znany i popularny, jak i całkowicie ukryty, bądź niechybnie odchodzący w niepamięć. Bo, jak sam autor podkreśla, Stambuł dynamicznie się zmienia.
Pięknie wydana, pięknie napisana i pięknie sprawdzająca się w praktyce!
Więcej o książce piszę w podsumowaniu najlepszych książek 2020 roku na portalu Czytaj PL:
Książki Bartka Kieżuna to kulinarne, wydawnicze perełki, które można przeglądać godzinami tylko po to by podziwiać ich wnętrze. Tym razem ten specjalista kuchni śródziemnomorskich zabiera nas do tętniącego życiem Stambułu.
„STAMBUŁ DO ZJEDZENIA” Po lekturze i dokładnym zapoznaniu się z zawartością książki zdałam sobie sprawę jak bardzo ten tytuł oddaje to co „Stambuł do zjedzenia” oferuje, obiecuje i czym nęci. Ten przewodnik kulinarny został podzielony na kilka rozdziałów, które odpowiadają kolejnym posiłkom w ciągu dnia: śniadania, obiady, desery i kolacje. Każdy rozdział, ba, każdy przepis autor okrasił czymś w stylu anegdoty, obyczajowej opowiastki z nutką historii i kultury Stambułu. To wprowadzenie sprawia, że będąc w domu można poczuć klimat miasta i nabrać jeszcze większej ochoty na gotowanie.
Jedzenie to niesamowita przyjemność, dla mnie jednak czytanie o jedzeniu ma szczególne miejsce w moim sercu i nie odmawiam sobie tej przyjemności. Bartek Kieżun swoimi opowieściami sprawia mi ogromną przyjemność.
Wydanie tej książki, jak i poprzednich publikacji Bartka Kieżuna jest absolutnie zachwycające, dopieszczone w każdym szczególe. „Stambuł do zjedzenia” jest piękny, kolorowy, różnorodny i pyszny.
Jeśli szukacie prostych, łatwych i niewymagających przepisów to „Stambuł do zjedzenia” nie jest dla Was. To przewodnik po smakach i kulturze, który pozwoli smakować i odkrywać. Zdecydowanie to książka dla lubiących eksperymentować i poznawać regionalne smaki.
PODSUMOWANIE Zachwycałam się już „Italią do zjedzenia” i „Portugalią do zjedzenia”, a ostatnio zachwycam się „Stambułem do zjedzenia”. Przewodniki kulinarne Kieżuna są dopracowane w każdym calu. Prócz sporej dawki lokalnych przepisów autor serwuje nam coś więcej. Zabiera w podróż do Stambułu, opowiada o smakach, zapachach, ludziach i miejscach. W tych opowieściach czuć zapach korzennych przypraw i słychać uliczny gwar. Aż ma się ochotę smakować, gotować i wybrać w podróż po tym pasjonującym mieście.
Jeśli macie wśród bliskich takiego jak ja amatora pięknych książek kucharskich, to książki Kieżuna idealnie nadają się na świąteczny prezent. Tak tylko podpowiadam.
Trzecia po “Italii do Zjedzenia" i "Portugalii do Zjedzenia" książka Kieżuna zabiera nas tym razem w kulinarną podróż po Stambule. Czy tylko kulinarną? Bynajmniej! Choć tytuł mocno sugeruje jedzeniowy aspekt książki, to kryje ona w sobie o wiele więcej. Autor to nie tylko kulinarny pasjonat i dziennikarz (znany jako @KrakowskiMakaroniarz), ale również antropolog z wykształcenia, z mocno humanistycznym zacięciem i świetnym piórem. Książkę czyta się trochę jak dziennik, każdy, krótki rozdział to nowe mniej, lub bardziej znane miejsce w Stambule. Są wrażenia autora, historyczne fakty i ciekawostki, obyczajowe tło, całość zaś dopełnia przepis na danie związany z opisywanym obszarem. Dodatkowo podział książki wyznaczają posiłki dnia. I tak, mamy kolejno przepisy na śniadanie, obiad, podwieczorek i kolację. To wszystko okraszone zdjęciami miasta i potrawami w wykonaniu Bartka. I wbrew pozorom, większością stambulskich smaków możemy łatwo cieszyć się w naszej kuchni, jeśli tylko kupimy jedną z podstawowych przypraw większości dań - pul biber - czyli ostrą paprykę turecką. To, co ujęło mnie najbardziej w tej książce to szczerość i uczciwość w dzieleniu się wrażeniami przez Bartka. Są tu sarkazm i ironia, jest sentymentalizm i nostalgia, wreszcie szkiełko i oko gdy Bartek skupia się na historycznych faktach i ogromna rzetelność poznawcza podanych przepisów. Nie jest to więc ani typowa książka kucharska, ani typowy przewodnik. Powiedzieć, że to dwa w jednym, też nie do końca oddaje istotę tej pozycji. Kieżun swoją serią “… do zjedzenia” stworzył nową jakość. Jak i poprzednie, tak i ta książka drażni zmysły i pobudza ciekawość poznawczą. Sugestywne pióro Bartka powoduje, że słyszę ulicznych grajków, gwar tłumów, czuję zapach produktów i przypraw na targu, a na języku smak tureckiego chleba z patelni z hummusem i jagnięciną. Czekam niecierpliwie na czasy, gdy podróżowanie znów będzie bezpieczne. I zdecydowanie obieram kierunek Stambuł.
Strasznie nie chciałam jej kończyć, dlatego dawkowalam sobie czytanie - tyko parę stron, tylko w weekendy. Przedluzalam przyjemność czytania ile się dało. Pięknie wydana. Przepisy i opisy potraw tak sugestywne, ze aż czuc zapach i zbiera się ślina. Urocze anegdoty i nietypowe ciekawostki o Stambule. Prawdziwa perełka.
Potężna dawka informacji, co zobaczyć, co zjeść, co kupić (mahlep i pul biber już są na mojej liście) i gdzie się stołować. Ta książka pachnie, jest pełna kolorów i ciekawych historii. Jeśli ktoś nigdy nie miał myśli o wycieczce do Stambułu, po tej lekturze nie uwolni się od nich.