Ktoś czai się z siekierą w ciemności. Sierżant sztabowy Radosław Trawiński boi się, że to aspirant Daniel Podgórski, który odkrył, że śmierć jego partnerki nie była samobójstwem. Czyżby przyszedł się zemścić? Tymczasem w okolicy giną jeszcze trzy osoby. Właściciel zajazdu wygląda wprawdzie, jakby spokojnie zasnął, ale jego pracownica nie ma tyle szczęścia. Jej ciało zostaje brutalnie zmasakrowane. Kilkanaście kilometrów dalej, na cichej leśnej polanie, ktoś ustawił aparat fotograficzny. Jego obiektyw skierowany jest na porąbane ciało młodego mężczyzny. Tylko twarz pozostaje nienaruszona. Zamiast dłoni i stóp sterczą za to groteskowe ptasie nóżki. Ale to nie pierwszy raz, kiedy sprawca zabiera ze sobą trofeum. Dwa lata wcześniej ginie pewna młoda dziewczyna. Ona również zostaje w ten sposób okaleczona. Kim jest i dlaczego wygląda, jakby przybyła z przeszłości? Co oznacza dziwny znak, który rysuje pewna pisarka? I czy prawdą jest, że kto usłyszy dźwięk wrzeciona kikimory, ten umrze?
1.5 Z ledwością udało mi się to skończyć, wymęczyła mnie ta książka niesamowicie. Za dużo wszystkiego. Pierwsza połowa nudna jak flaki z olejem i mogło by jej w ogóle nie być. Za dużo wątków, bohaterów, trupów, pomieszanie z poplątaniem, do końca nie ogarnęłam i nie miałam nawet na to chęci.
Nauczyłam się nowego, ładnego polskiego słowa. I jak zwykle książka mnie wciągnęła. Ale ciężko się połapać kto, kogo, z kim, kiedy, dlaczego. Od paru tomów bohaterowie Puzyńskiej mają mniej oporów przed zabijaniem niż ja przed odmówieniem znajomym przysługi, ale to by mi nie przeszkadzało, gdyby można było w zrozumieć ich motywy.
O jeżu kolczasty co tu się działo... zacznę od tego że do serii o Lipowie pałam czytelnicza sympatią . Czekałam na ten tom. Niestety sprawił mi ogromny zawód. Moja ocena i tak jest na wyrost, z sentymentu. Klasyczny przykład- dowód na to że mniej znaczy więcej. Tutaj jest za dużo wszystkiego - stron, trupów, morderców, poplatan i koneksji rodzinno obyczajowych przy których Moda na sukces to pikus, pomysłów na wątki, zwrotów akcji mających trzymać w napięciu przy każdym rozdziale absurdów wśród rozwiązań fabularnych. No wszystkiego po prostu. Strasznie mi żal. Zmeczyla mnie ta książka. Mialam ochotę niejednokrotnie ja porzucić. Dobrnelam do końca tylko w imię tego że czytałam wszystkie poprzednie tomy... Nie wiem może Puzynska nie powinna już pisać o Lipowie albo zrobić sobie od niego dluuuuuga przerwę bo jeśli tak ma to wyglądać to aż żal psuć serię. Końcówka na plus że autorka podsumowuje kto z kim co i komu. I sam ostatni rozdział ale starczyło to raptem na 2/5 gwiazdki więcej dac nie mogę mniej
1,5 Najwięcej uwag mam co do konstrukcji tej powieści. Ja rozumiem, że chodziło o przedstawienie odmiennych perspektyw, ale lepszym rozwiązaniem byłoby zrezygnowanie z narracji auktorialnej j udzielenie głosu równocześnie wszystkim (w tym przypadku całej dwójce) bohaterom. Inaczej dostajemy tę samą scenę rozbitą na cztery czy sześć rozdziałów, które różnią się jedynie myślami postaci, gdy cała reszta jest dokładnie taka sama. Bardzo irytujące. Podobnie sam fakt, że cała akcja została już opisana dwa razy na końcu poprzedniego tomu (gdzie uważam za nieudane zdradzenie, że śmierć Emilii nie była samobójstwem; jeśli czytelnik by tego nie wiedział, to tu przynajmniej pojawiłby się zwrot akcji). Uważam, że bohaterowie nie myślą. Poza wszystkimi absurdalnymi relacjami, związkami i romansami (w tym porzuconymi wątkami z końca tomu dziesiątego, które chociaż były intrygujące) nie są w stanie skojarzyć najprostszych faktów. Naprawdę nikt nie zrozumiał, co oznacza wiadomość Kaliny? Naprawdę? Przecież to było jasne jak słońce. Poza tym seria chyba niekoniecznie powinna być nazywana „Sagą o policjantach z Lipowa”, skoro aktualnie jest tu jedynie Daniel, który nawet w Lipowie nie pracuje, podobnie jak jego syn. A, i cały wątek Mari Carmen Sikory – jakie to jest głupie.
Zaczęłam czytać serię o Lipowie, bo kilka lat temu dostałam właśnie tę część w prezencie od mojego taty i zorientowałam się, że to 12 tom serii i stwierdziłam, że warto byłoby zacząć od początku. Szczerze powiedziawszy, mogłam darować sobie poprzednie 11, bo obyczajowa część i tak jest tu streszczona 🤪 Niemniej, do serii się przywiązałam i na pewno będę czytać dalej do końca. Ten tom był lepszy od poprzedniego, ale przeszkadzała mi absurdalność i pogmatwanie niektórych wątków.
Jeśli lubisz "Modę na sukces" to ta książka jest dla Ciebie. Za dużo bohaterów, za dużo wątków, za dużo powiązań, w których bez problemu pogubią się najtęższe umysły. No ale coś trzeba było robić na 800 stronach. Lektura jest męcząca. Niby cały czas coś się dzieje i ostatecznie wszystko ma sens, ale całość jest jakaś taka płytka i powierzchowna. Zdecydowanie brakuje opisu emocji zarówno u bohaterów ("o, ktoś znowu zginął, ok"). Brakuje emocji również podczas czytania. W pewnym momencie złapałam się na tym, że pragnę, aby ta książka już się skończyła; w ogóle przestało mnie interesować rozwiązanie sprawy. Wg mnie to najsłabsza część "Sagi o Lipowie".
ZA DŁUUUUGAAA, gdyby nie to, byłoby 4, bo skończyliśmy wreszcie telenowelę i jakoś znów bardziej da się lubić tych bohaterów. I gang szalonych bab mi się podobał. Ale tyle trupów, morderców, tajemnic, konszachtów, i jeszcze dwie linie czasowe, i omatko, to pierwszy raz, kiedy aż tak mnie zmęczyła zagadka. Jeszcze dwie do końca, dużo chudsze, więc może dam radę 🙈
4,5 ⭐ Oj bolało w momentach żałoby odczuwanej przez bohaterów. Bardzo się zmieniło od "Motylka".
reread: 4 gwiazdki ⭐ zabieram połowę gwiazdki. jak każdy do tomów bardzo przyjemny, przyzwyczaiłam się do tych ekscytujących akcji w każdym tomie, więc i tutaj nie było zaskoczenia. uwielbiam ekipę dziewczyn, które rozwikłują kolejne zagadki.
Wow co to była za przeprawa. Zaangażowałam się i podobało mi się, dużo trupów, akcji i podejrzanych. Ostatecznie wyszło z tego że było 3 winnych (przynajmniej długo trzymano nas w napięciu kto jest Bossem i kim są inni zabójcy)
MIALA BYC PRZERWA ALE DOBRZE ZE JEJ NIE ZROBILAM nareszcie przyhamowała trochę ta prywata i dostałam zagadkę z nowym pomysłem na mordercę a ostatnia scena - no łezki trochę poszły
2 ⭐ Najgorsza część serii o Lipowie. Trup trupa pogania. Dylematów związkowych ciąg dalszy. Nowe postaci irytujące. Jedyne co mi się podobało to działanie połączonych sił Weroniki, Klementyny, Marii i nowej bohaterki. Z tego chociaż można było się pośmiać. Wytłumaczenie wątku kryminalnego nudne, nie potrzebnie to wszystko było tak zagmatwane, tyle wątków, tyle podejrzanych. Męczyło to, bo już czytelnika nawet nie szokuje, że już podejrzanym jest nawet pies szwagra sąsiada teściowej.
Do tego tomu podchodziłam jak pies do jeża, wszak 850-stronicowe tomiszcze nie zachęca do lektury. Książka zakupiona z rok temu, w końcu doczekała się swojej kolejki. Postanowiłam częściowo wspomagać się audiobookiem dostępnym na @legimi i w tym miejscu wspomnę, iż tę serię zdecydowanie lepiej się czyta. Pomimo fantastycznej lektorki, audiobook w tym wypadku stanowi lekki feler. Nie dość, iż cała seria opiera się na licznych powtórzeniach, to w przeciągu jednego tomu niektóre sytuacje opowiadane są z perspektywy kilku osób, by finalnie i tak wysłuchać tego samego ponownie podczas podsumowania przez policyjny skład. Czytając zwykle pomijałam te powielania treści i moja irytacja była znikoma, w przypadku wersji audio, słuchałam i przewracałam oczami.
Lipowo stanowi od zawsze moje guilty pleasure. Lubię wiedzieć co tam się zadzieje, z przyjemnością śledzę losy głównych bohaterów, głównie zżyłam się z emerytowaną policjantką z pazurem - Klementyną. Cała seria miewa swoje wzloty i upadki, jednak moim zdaniem ostatnio idzie to w złym kierunku. Niestety, czytając ten tom, pleasure było znikome. Wymęczyłam "Śreżogę" z wielkim bólem.
Mnogość wątków i bohaterów zdecydowanie w tym wypadku zadziałała na niekorzyść. Natłok nazwisk i powiązania między mieszkańcami Lipowa na zasadzie "konia brata syn" doprowadzała mnie do furii. W pewnym momencie zauważyłam, że w sumie już mnie to nawet nie interesuje finał tej historii, bo sama zagadka kryminalna była dla mnie mało ciekawa. Zdecydowanie wolę jednego sprawcę, aniżeli takie pomieszanie z poplątaniem. Traci to wiarygodność, szczególnie w niektórych przypadkach.
Tutaj możliwe spoilery. Nie jestem w stanie zrozumieć tego dwutorowego prowadzenia dochodzenia - poprzez tzw. "bandę szalonych bab" i policję. Przekazywanie poufnych danych z sekcji zwłok emerytowanej policjantce również chyba nie powinno mieć miejsca, Szczególnie wiedząc, iż znajduje się ona w towarzystwie osób postronnych.
Plusem jest to, iż Pani Katarzyna przemyca cząstkę siebie na stronach swoich kryminałów. Bohaterowie niejednokrotnie przypominają mi o jej zainteresowaniach takich jak zamiłowanie do cięższej muzyki, biegania, a nawet noszenia prawie wyłącznie czarnych ubrań. Podobało mi się również wplecenie wątku Teda Bundy'ego oraz symboliki tj. wrzeciona Kikimory, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam. Aktualnie czytam kolejny tom pt. "Martwiec", który wypada jak dotąd zdecydowanie korzystniej. Jestem masochistką, a może to uzależniający wpływ Lipowa? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, bo ja nie potrafię.
Poprzedni tom Lipowa skończył się takim zwrotem akcji, który dla wielu był czymś wow, a dla mnie to było po prostu reanimowanie trupa. Bardzo zimnego trupa. “Śreżoga” bardzo przerażałą mnie swoim gabarytem, bo skoro cieńsze tomy już mnie nudziły to, co dopiero taki grubasek? Emilia nie żyje od dwóch lat. Daniel Podgórski nie może sobie poradzić z wyrzutami sumienia, że to z powodu jego decyzji ukochana kobieta popełniła samobójstwo. Podczas prowadzenia śledztwa w sprawie śmierci młodej dziewczyny Daniel dowiaduje się, że śmierć Emilii to wcale nie było samobójstwo. Jego dochodzenie w tej sprawie brnie w bardzo niebezpieczne rejony. Na dodatek oprócz trupa młodej dziewczyny pojawiają się kolejne. Czy w okolicach Lipowa pojawił się seryjny morderca? No muszę przyznać, że w tym tomie autorka popłynęła i to mocno. Trup ściele się gęsto, a morderców w finalnym rozrachunku jest więcej niż normalne zapotrzebowanie w powieści kryminalnej. Kolejny raz w serii pojawia się skorumpowany gliniarz. Nie wiem, który to z kolei, ale ja po prostu ze znudzenia przewróciłam oczami. Zbyt często pojawia się motyw nielojalnego policjanta w Lipowie. Ja rozumiem, że tacy też są, ale jak na Lipowo i okolice kolejny to przekroczenie normy. Oczywiście, że można to tłumaczyć, że w małych o to łatwiej, bo zarobki, bo coś tam. Mnie to jednak nie przekonuje. Jest to kolejny dowód na to, że autorce brakuje pomysłów na serię. Strefa prywatna bohaterów zaczyna być coraz bardziej nieprawdopodobna. Weronika nie uczy się na własnych błędach jeśli chodzi o partnerów życiowych. Naprawdę nie mogłam już o tym czytać. Na dodatek wybór imienia dla dziecka to totalna fikcja literacka, aż parsknęłam śmiechem, gdy to przeczytałam. Jedyne co doceniam przy tej postaci to poruszenie tematu depresji poporodowej, który w naszym kraju jest marginalizowany. Naprawdę cieszę się, że został mi już ostatni tom Lipowa. Nie planuję czytać nowszych. Ta seria powinna zakończyć się 3-4 tomy temu.