Tu nie ma prostych historii i prostych odpowiedzi na trudne pytania. Tu zawsze żyje się niepewnie, coś każe siedzieć na walizkach i spać z otwartymi oczami. To miejsce dobre dla przemytników, uciekinierów i starców. Chociaż tej granicy od dawna już nie ma, życie nadal toczy się przygranicznym rytmem. Granica ciągle tkwi w głowach i we wspomnieniach–zarówno tych, którzy nie dali wypędzić, jak i tych, których dawno wypędzono.
Wymazana granica Tomasza Grzywaczewskiego to reporterska wyprawa wzdłuż granic II RP – od Kaszub, przez Wielkopolskę, Śląsk, Bieszczady, po Kresy Wschodnie, Mazury i Pomorze. Autor odnajduje ostatnich pamiętających przedwojenne granice i ich znikanie – nad Bałtykiem, na Śląsku Cieszyńskim, w wioskach Bojkowszczyzny, wysiedleńców z akcji "Wisła", ocalonych z rzezi na Wołyniu, mieszkańców dawnych rubieży Polski na Huculszczyźnie, ukraińskiego Kosowa, Polesia, nad Dźwiną, krańców Litwy. Opowieść o tym, jak dziś żyje się przy nieistniejącej granicy, snują także nieliczni dobrowolni strażnicy pamięci oraz młodzi, którzy pragną żyć jak w XXI wieku przystało, ale którym brzemię pogranicza na to nie pozwala.
Czytalam te ksiazke trzy razy dluzej niz zakladalam, bo ciagle wodzilam palcem po google maps, uzupelnialam wikipedia i artykulami znalezionymi w google. Dotarlam nawet do historii slupow granicznych na stronie muzeum strazy granicznej. Absolutny must-read dla kogos zafascynowanego historia malych ojczyzn na rubiezach II RP - co istotne, nie tylko na najwyrazniej istniejacych w zbiorowej swiadomosci Kresach. To rowniez (dla mnie) gotowy plan wyprawy rowerowej. Bardzo jedynie ubolewam, ze ksiazka (a przynajmniej ebook) nie sa wzbogacone zdjeciami - czesc miejsc da sie zlokalizowac np na google street view, ale zdecydowanie za malo - zwlaszcza w czesci bialoruskiej czy ukrainskiej.
Miałem spore oczekiwania od tej książki, a ona pod każdym względem je przerosła. Zaczyna się trochę ospale, ale od Śląska Cieszyńskiego wciąga bez reszty.
Spotkania z bohaterami reportażu i ich opowieści pozwalają nie tylko przenieść się w czasie i przestrzeni, ale zastanowić się nad tym kim jesteśmy i dlaczego nimi jesteśmy. Przenikanie się tożsamości na wielu poziomach tworzy skomplikowane układanki, obecnie często trudne do zrozumienia. Wielu bohaterów bardzo swobodnie podchodzi do przynależności do konkretnego narodu, jest po trochu Polakami, Ukraińcami, Białorusinami, Kaszubami albo Ślązakami... ale przede wszystkim uważają się za tutejszych, "tu stela". Polacy-ewangelicy ze Śląska Cieszyńskiego? Polacy-rusofile z Litwy? Autorowi udało się te zagmatwane i na pierwszy rzut oka sprzeczne tożsamości pokazać dość obszernie, bez dużych uproszczeń.
Z drugiej strony spojrzenie przez granicę bywa też bolesne. To, że Czesi absolutnie nie odwzajemniają naszego uwielbienia do nich i uważają nas za biednych kuzynów na niższym poziomie cywilizacji, jest chyba dość znanym faktem, ale podobna postawa Litwinów wobec nas może już trochę dziwić. Trudno przeczytać tę książkę i nie zadumać się nad rolą Polaków w Europie w czasie, kiedy targani jesteśmy wewnętrznymi sporami, a nasze życie polityczne ulega postępującej degeneracji. Dopiero spojrzenie zza bliskiej granicy uświadamia, jak bardzo znów wróciliśmy do roli chorego człowieka Europy.
Historie mieszkańców dawnych polskich sfer przygranicznych, których decyzje podejmowane przez największych tego świata, rzuciły pomiędzy koła młynów historii, nieodwracalnie zmieniając losy wielkich i małych populacji na całe pokolenia.
Znakomita kronika wydarzeń z przejmującymi na wskroś opowieściami nielicznych z tych, którzy dotąd niosą świadectwo masowych przesiedleń, swych tragicznych doświadczeń wojennych i powojennych, tych przedstawicieli narodów i społeczności, których doświadczenia, kultura i tradycja - Mazurów, Kaszubów, mieszkańców Wołynia, Bojków, Zaolziaków, Ukraińców, Litwinów, Ślązaków - pomału spychane są w mgłę zapomnienia. Innymi słowy - w skali makro - pionków na planszach decydentów, których polityka, dumne idee i gromkie hasła, rzucają na margines wielkiej historii. Upokarzają i bezwzględnie niszczą... Których rzeczywistość ulegała przemianie z dnia na dzień, po "przesunięciu" kolejnej linii na mapie przez bezwzględnych demiurgów tego świata... O tyleż przejmująca, co wzbogacająca lektura! Polecam!
Ta książka jest dla mnie szczególnie ważna, ponieważ przedstawia historię moich przodków. To w niej odnalazłam okruchy, tego co zostało zatarte przez czas. Niewypowiedzianych słów, tęsknoty za domem, uczuć zabranych do grobu. Bardzo polecam, tak naprawdę wszystkim ❤️
Podróż granicami II RP. Wymazana granica. Śladami II Rzeczpospolitej. Ten tytuł przywodzi mi na myśl Kresy Wschodnie i właśnie tamtą utraconą przez Polskę granicę. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że książka ta traktuje nie tylko o kresach, nie tylko o obszarach na Litwie, Białorusi czy Ukrainie, ale również zaznacza granicę zachodnią II Rzeczpospolitej. Ona przebiega współcześnie przez zachodnią Polską, ale wciąż istnieje w świadomości mieszkających tam ludzi. Granica ta zaczynała się w okolicy Dębków nad morzem, biegła na południe okalając Wielkopolskę oraz zmierzała w stronę Śląska, Zagłębia i Zaolzia. Na samym początku książki jest piękna mapa II RP z naniesionymi współczesnymi granicami i zaznaczonymi wszystkimi miejscowościami, które podczas swojej wyprawy odwiedził autor.
Rzadko poruszane tematy. Wszystko zaczyna się na zachodniej granicy, na Kaszubach, gdzie autor prowadzi rozmowy z Kaszubami o ich tożsamości. Porusza też sprawę Wolnego Państwa Świętno, o którym nie wiedziałam. To są takie tematy, które nie są za często poruszane w literaturze. Na Śląsku i w Zagłębiu poznajemy historię rodzin górniczych oraz stosunek władz do nich.
Dla mnie absolutnie najciekawsze z całej książki były wątki o Huculszczyźnie, czyli krainie na obecnej Ukrainie. Huculi byli góralami, którzy zamieszkiwali Karpaty wschodnie. W tym wątku zostały przedstawione problemy podzielenia tej grupy etnicznej, rodzin i przyjaciół przez granice. Zostali rzuceni pomiędzy Polskę, Związek Radziecki, Rumunię. To również fragment polskiej historii o którym się nie mówi, albo bardzo rzadko. Teraz się zastanawiam, czy starsza pani mówiąca trochę po polsku, którą spotkałam w Górach Maramuresz w Rumuni mogła mieć z Hucułami coś wspólnego.
Kresy Wschodnie. Autor dotarł do wielu już wiekowych ludzi z Wołynia oraz z Polesia, którzy wciąż pamiętali czasy sprzed II wojny światowej. A jest to o tyle niesamowite, że dotarł do tych ludzi w 2020 roku. Całkiem ciekawe są również historie z pogranicza współczesnej Łotwy i Białorusi oraz kwestii Polaków na Litwie. To było dla mnie o tyle ciekawe, że sama mam znajomych z polskich rodzin na Litwie. Cała podróż kończy się w okolicach Gdańska.
Solidna reporterska praca. Jest to książka bardzo zaskakująca, świetnie napisana, która wciąga czytelnika. Czasami było ciężko, autentycznie przejmowałam się niektórymi historiami, bo część z tych które dotykały II Wojny Światowej były bardzo poruszające i po prostu smutne. Wiele osób spotkał straszny los, nie uniknęli łagrów, wywózek na Syberię czy przesiedleń.
Mogę ten reportaż szczerze polecić. Autor odnajduje ukrytą polskość w miejscach, w których obecnie nie spodziewałabym się takiej spotkać. Zaznacza też różnice pomiędzy opisywanymi obszarami nadgranicznymi. Niektóre miejsca były niespokojne, inne całkowicie neutralne. Podjął bardzo ciekawą wędrówkę i dotarł do wspaniałych ludzi. Ja zdecydowanie zostałam kupiona. Jest to kolejny świetny reportaż Tomasza Grzywaczewskiego.
Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w tej podróży po dawnych granicach i przeczytać tyle wyjątkowych i wspaniałych historii. Każda z nich porusza na swój sposób. Wielkie podziękowania dla autora, który potrafi trudne tematy opisać w obiektywny sposób.
bardzo ciekawy i ważny temat, zwłaszcza wyjątkowo aktualny dziś wątek polsko-ukraiński, dobrze że o tych narodowych zadrach się mówi i pisze - ta książka była niezwykle potrzebna i cieszę się że ją przeczytałam, choć mam świadomość że to tylko skrawek tematu
Świetny zbiór reportaży nie tylko po kresach. Napisana językiem lekkim prawdziwe historie ostatnich żyjących świadków tamtych czasów przeplatane faktami i wydarzeniami historycznymi. Pozycja warta rekomendacji nie tylko dla miłośników historii.
4.5 Książka trochę nierówna (np. Kaszuby i Zaolzie super, Ukraina w sumie też, ale już Mazury, Pomorze i parę innych po łebkach). Resercz nieziemski i wielkie brawa za pracę w terenie!
Świetnie napisana, wciągająca opowieść o ludziach, którym przypadło żyć na terenach przygranicznych II RP, gdzie historia niejednokrotnie zmieniała status quo i poddawała w wątpliwość przynależność narodową całych regionów na przestrzeni kilku pokoleń. Do tej pory kwestie mniejszości są, zarówno w Polsce, jak i krajach sąsiedzkich, problematyczne i trudno w nich o neutralność, biorąc pod uwagę wydarzenia przeszłości, mordy, przesiedlenia, dyskryminację. Lektura była dla mnie fascynująca nie tylko ze względu na wymiar historyczny, ale przede wszystkim personalny, gdyż całość bazowała na wspomnieniach mieszkańców oraz ich potomstwa. Szczególnie spodobał mi się rozdział dotyczący Zaolzia i polsko-czeskiego Cieszyna - bardzo lubię tamte rejony i do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo zniuansowane jest tam podejście do tożsamości narodowej.
Jestem pełna podziwia dla autora za ten research. Włożył w to niesamowicie dużo czasu, energii, pracy i to widać. Reportaż bowiem jest fantastyczny.
⭐️ mniej za to, że brakuje mi tam w środku zdjęć opisywanych miejsc. Wolałabym, żeby były w książce, bo zamiast tego spędziłam niesamowicie dużo czasu na Google grafice i Google mapach. Ale to może tylko moje czepialstwo.
Bardzo, bardzo dobra książka. Dobrze napisana i w logiczny sposób uporządkowana (tego ostatniego wielu reportażom niestety brakuje). Szalenie ciekawa (wiele się z niej nauczyłam), miejscami wstrząsająca (co akurat nie jest niczym dziwnym). Cieszę się, że zupełnym przypadkiem na nią trafiłam.
absolutnie świetny reportaż! ostrzegam, że prawdopodobnie spędzicie dużo więcej czasu na czytaniu go, bo będziecie sprawdzać co drugą miejscowość na google maps. chyba najbardziej, ze względu na moje zainteresowania, podobał mi się wątek o ignalińskiej elektrowni jądrowej. bardzo polecam!
Niesamowita i wciągająca. Historie smutne, pokazujące straconą historię i kulturę. W trakci lektury niejednokrotnie dopadałnie ogromny smutek na przemian z potrzebą pojechania w te miejsca lub spytania się przyjaciół o ich korzenie.
Ciekawa książka ale nie bez wad. Zacznę od zalet - autor porwał się na ambitny projekt objechania / sprawdzenia wybranych miejsc na dawnej granicy IIRP - nie wiemy dlaczego wybrał te a nie inne, ale ok :). Na starcie zdziwił mnie rozmach - zakładałem, że będzie to tylko granica zachodnia, ale okazało się, że pan Grzywaczewski postanowił objechać IIRP dookoła. W tamtym momencie uchyliłem czapki z głowy, bo takie zadanie jest w mojej ocenie karkołomne i zawiera w sobie przeogromny ładunek emocjonalny oraz wymaga niezwykłej wrażliwości, aby reportaż nie zamienił się w zestaw klisz. Z zalet - autor wyszedł obronną ręką z mozliwości zejścia na łatwiznę albo operowania polonocentryzmem - oddaje głos bohaterom z obu stron granicy, Ukraińcom, Białorusinom, Poleszczykom, Wołyniakom i Mazurom (chociaż ich najtrudniej znaleźć). Nie pamiętam, czy udało mu się porozmawiać z Litwinem. Zatem większość rozmow i relacji czytało się z zainteresowaniem. Struktura każdej opowieści była podobna - a mianowicie wjazd do danej miejscowości, jak wygląda obecnie, rys historyczny co się działo w czasach IIRP, wspomnienia osób z danego terenu i wnioski (upraszczam, na potrzeby recki). Zaskakująco powtarzalna jest narracja: było biednie, ale ludzie żyli obok siebie, a potem przyszli Niemcy, Sowieci, komuniści, sąsiad przeciwko sąsiadowi (wschód), decyzja o volksliście lub wstąpieniu do Wermachtu (zachód), morderstwa, gwałty, przesiedlenia (wszędzie). Po pewnym czasie zlewa się to w jedno. Autor nie do końca utrzymał moc działania, książka jest nierówna. Start na Pomorzu, potem dość szybki zjazd w kierunku Śląska (arcyciekawie o Zaolziu), potem Śląsk - gdzie i 12 tomowa encyklopedia nie wystarczy by opisać skalę skomplikowania zjawiska, więc autor był bez szans, ten fragment jest po prostu za krótki. Następnie południe i zakręcamy do północy - najmocniejsza część książki, przypomnienie o Hucułach, opis granicy z Węgrami, Rumunią, a potem jatki na Wołyniu - tu ponownie temat mógłby być osobną książką, brawo dla autora, że zrobił to z wyczuciem, klasą i za ten sam fragment chciałbym mu uścisnąć dłoń. Polesie - ulga, że skończyły się skoncentrowane masakry, jest lekko nijaka Białoruś, potem dochodzimy do Litwy i tutaj miałem wrażenie, że i ja i autor się zmęczyliśmy - bo całe Mazury i relacje z Litwą są przeciętne, na niskim poziomie mocy. Aczkolwiek dobrze opisana utrata polskości przez naszą mniejszość w Wilnie. Koniec na Pomorzu, od strony Mierzei. Ogromnym minusem (przynajmniej w wersji ebook) jest totalny brak map - az prosi się, aby na początek każdego rozdziału dać mapkę sytuacyjną, a nie to, że czytelnik zdany jest na google maps albo swoją pamięć. Obecne mapy nie pokazują układu sprzed 80 lat - przydałoby się. Tego nie ma i to utrudnia - z tego powodu jakbym miał stawiać drinka autorowi, to zamiast polać single malt to dostałby w ramach bury jedną szklankę marketowej whisky z colą. Nie ma też żadnych zdjęć - być może delikatny zakres pytań spowodował, że nie miał zgody. Marzyłoby mi się też połączenie takiej książki z interaktywnym serwisem internetowym, gdzie mógłby pokazać część wywiadów w postaci audio lub wideo. Ogólnie rzecz biorąc - pomysł genialny, wykonanie bardzo dobre, edycja książki dobra. Wzbudziła u mnie kawał emocji, jest to jedna z najduższych recenzji jakie napisałem, więc widać, że trafiła do mego serduszka. Kłaniam się autorowi w pas.
Kawał polskiej (i nie tylko) historii, który musiałam sobie dawkować, aby nie utonąć w morzu informacji. Chylę czoła dostrzegając ogrom researchu i podróży jakie trzeba było odbyć, aby ta książka powstała.
Czy wiecie, że granice Polski po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku znacznie różniły się od tych obecnych ustalonych w 1945 roku w Jałcie i Poczdamie?
Tak, te granice uległy znacznej zmianie. Do Polski zostały włączone niemieckie tereny m.in.: Pojezierze Pomorskie, Śląsk i Prusy Wschodnie. Natomiast na rzecz ZSRR utraciliśmy Wołyń i Polesie. Czesi odzyskali Zaolzie.
O tych terenach i życiu w strefie przygranicznej w reportażu “Wymazana granica. Śladami II Rzeczpospolitej” (@wydawnictwoczarne) pisze Tomasz Grzywaczewski.
W rozmowach z ludźmi pamiętającymi tamte czasy wyłania się obraz przygranicznej międzywojennej Polski. Historie tych ludzi pokazują zachodzące zmiany na drodze, którą przeszliśmy żeby być tu gdzie jesteśmy. Z tych rozmów wyłania się obraz zwykłego życia ale również krzywd, jakich doświadczyli ci ludzie. Tak ze strony polskich narodowościowych władz, jak i po wojnie z rąk ZSRR i dawnych obywateli Polski. Jest to na szczęście również opowieść o tolerancji i wzajemnej pomocy wśród zwykłych ludzi. Jak wiadomo, całe zło pochodzi od władzy, a nie zwykłych ludzi.
Zbiór tych opowieści i rozmów jest prawdopodobnie ostatnim takim zapisem tamtych czasów. Opisy czysto historyczne nigdy nie zastąpią żywych opowieści naocznych świadków. Właśnie dlatego warto przeczytać tę pozycję. Po niej może łatwiej będzie odpowiedzieć sobie na pytanie czym jest kraj, i czy warto za niego umierać.
Doskonała ksiażka, którą czyta się z google maps w ręce. Tęsknota za wspaniałą II Rzeczpospolitą i ziemiami, które niegdyś do niej należały - co jakiś odbija się nam czkawką. Czy słusznie? Zaolzianie i chyba nie taka powolna bohemizacja czy współczesna Wileńszczyzna mogą włożyć tylko kij w mrowisko, mrowisko, którym jest dumne serce Polaków i wiara we własną potegę. I jak tematy Wołynia i banderowców są nam bardziej znane, tak inne historie poruszane w książce Grzywaczewskiego otwierają oczy na rolę małych ojczyzn względem wielkich mocarstw. Dla wielu granicą ojczyzna to wielka sprawa, ale również dla wielu granica to tylko linia biegnąca na mapie, bo przecież nieważne jest, jak mówił sąsiad zza miedzy. To sąsiad.
Wychowałem się niedaleko granicy między zaborami pruskim i rosyjskim, więc (choć perspektywa czasowa trochę nie ta) mam okruszek zrozumienia. Ale tylko okruszek. Wszystko ponadto jest ogromną historią całych narodów, społeczności ale też malutkich grupek ludzi, rodzin czy nawet indywidualnych osób. Marzyłoby mi się przetłumaczyć to na angielski, żeby moja angielskojęzyczna rodzina, czy inni niemówiący po polsku znajomi czy przyjaciele mogli mieć malutkie okienko na ten (choć krótki) okres formujący fragment polskości. Bo niezaprzeczalnie istotność tych doświadczeń jest powszechna - na praktycznie każdej stronie mowa o wypędzeniach, wywózce, ucieczkach, ludobójstwie, okrucieństwach, problemach. Ale też jest mnóstwo definicji tego co to znaczy być Polakiem. Fantastyczna książka.
Za dużo „wielkiej historii” szczególnie na Wołyniu. To jest taki paradoks, że próba opisania zbyt skomplikowanego wydarzenia jednocześnie w zbyt wielu (dużo szczegółów) i niewystarczająco wielu słowach (uproszczenia, brak kontekstu) kończy się niesmakiem. Gdyby cała książka składała się z takich smaczków jak historia Świętna, białoruskich wolnych duchów czy historii obserwatorium na Popie Iwanie, byłoby 5+. A tak to momentami grzęźniemy w chaotycznych opisach czegoś, co spokojnie kwalifikowałoby się na osobną książkę. Autor pisze ciekawie, ale książka o tak obszernym temacie siłą rzeczy wymaga trudnych decyzji o czym NIE pisać.
Rozmowy śladami dawnej II RP. Autor dociera do Polaków lub osób pamiętających Polaków z terenów administrowanych obecnie przez inne Państwa. Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa, Niemcy, Czechy i Słowacja oraz Polska oczywiście. To wszystko sztuczne, umowne granice, które często dzielą te same narody, a tragedia wojen, ludobójstw i przesiedleń jeszcze bardziej w tym miesza. Okazuje się, że ciągle gdzieś tam daleko są polskie przyczółki i pamięć o II RP. Podobnie jak na Górnym Śląsku czy Warmii jest pamięć o Niemczech. Całość ciekawa, nieco nostalgiczna, otwierająca oczy na otaczające nas narodowe dylematy i problemy
Ciekawy reportaż o miejscach, które doznały ogromnych przemian w minionym stuleciu. Dużo tu wspomnień starszych ludzi, dużo pytań bez odpowiedzi, dużo smutku. Widać ogrom pracy nad tym reportażem ale, trochę ze smutkiem, daję tylko 3 bo po jego przeczytaniu poczułem sport niedosyt. Niektóre miejsca opisane krótko, pobieżnie, gdzie indziej autor zatrzymuje się na dłużej i do tego te dłuższe wątki jakby nie do konca pasują do całości, np. wątek "nuklearnego" miasteczka czy pielgrzymki do Wilna. Duży plus za te wszystkie spisane rozmowy z ludźmi już w mocno podeszłym wieku.
Dzięki tej książce dowiedziałam się wiele o historii dawnych granic Rzeczpospolitej i o ludziach, którzy nie zapomnieli o przeszłości wymazanej przez brutalne podziały i śmierć setek tysięcy niewinnych osób.
Skłania do refleksji nad tym, co faktycznie oznacza patriotyzm i jak wiele krwi zostało przelane w imię abstrakcyjnej idei narodu. Przykre, jak wiele osób zostało zamordowanych, ponieważ określały swoją przynależność jako "stąd", a język jako "tutejszy", choć oni również dbali o swoją wspólnotę i działali na jej rzecz. Ludzka podłość nie zna granic.
Pięć gwiazdek daję autorowi za ogromny wkład pracy i ilość poświęconego czasu. Zdecydowanie jednak nie była to prosta książka, choć językowo bardzo przystępna to jednak czytało się ją dość mozolnie. Było to spowodowane głównie tematyką, musiałam się bardzo skupić aby zrozumieć czytamy tekst i umiejscowić zdarzenia. Jednak było warto! Polecam, otwiera oczy. Duży plus za mapę, bez której byłoby jeszcze trudniej. Dla mnie minusem tej książki jest brak zdjęć, które dodalyby książce klimatu.