Co roku rynek wydawniczy zalewa fala świątecznych powieści i mam wrażenie, że z każdym kolejnym rokiem następuje to coraz wcześniej. Coraz trudniej też znaleźć świeżą, oryginalną historię ze świętami w tle, dlatego podchodzę do tego październikowego wysypu z dystansem i dopiero w grudniu zaczynam czytać wybrane tytuły. Dla Magdaleny Witkiewicz zrobiłam jednak wyjątek i absolutnie tego nie żałuję, bo “Listy pełne marzeń” okazały się cudowną powieścią, dobrą na każdą porę roku.
Kto oglądał “Seksmisję”, ten wie, że Kopernik była kobietą, Einstein była kobietą, i Curie-Skłodowska też! A teraz do tego grona dołączył/a Święty Mikołaj ;) Ale po kolei: autorka po raz kolejny zabiera nas do Miasteczka, znanego już z kilku jej poprzednich powieści. Tym razem jednak pani Wiesia i jej nalewka ku zdrowotności schodzą na dalszy plan, a na pierwszy wysuwa się Maryla - z pozoru niczym niewyróżniająca się staruszka, która jednak od lat wypełnia swoją misję, czyli spełnia dziecięce marzenia, wyrażane w listach do Mikołaja. A że po drodze trochę łamie prawo, to przecież nic takiego, w końcu nie wsadza się ludzi do więzienia za dobre uczynki, prawda? Prawda…?
Jak zawsze w książkach pani Magdy, największym atutem jest kreacja postaci. Jeśli komuś wydaje się, że starsza pani jako główna bohaterka będzie nudna, to najwyraźniej nie poznał jeszcze Maryli, w której, pomimo 70 lat na karku, ciągle drzemie młoda dziewczyna o kolorowej duszy i gołębim sercu. Chwilami wykazuje się też iście lisim sprytem, żeby skierować wydarzenia na odpowiednie tory, choć osoby bezpośrednio zainteresowane nawet nie zdają sobie sprawy, że toczą się po tych torach prosto do celu. Oprócz Maryli, dużą rolę w powieści odgrywa także dwóch listonoszy: Janusz i Marcin - obu ich łączy z bohaterką długa historia, choć zupełnie odmiennej natury.
Bardzo spodobało mi się to, w jaki sposób ta powieść została skonstruowana. Fabuła nie toczy się liniowo, chronologicznie, ale bardziej na zasadzie puzzli - tu dołożyć kawałek, tam element z zupełnie innej strony, aż w końcu powstaje pełny, spójny obraz. Do tego rozdziały przeplatane są listami dzieci do Świętego Mikołaja, czasem wzruszającymi, a czasem komicznymi.
“Listy pełne marzeń” to pełna ciepła i humoru, inspirująca opowieść o tym, że zawsze jest właściwy czas, żeby czynić dobro, nie tylko w Święta, oraz że warto mieć otwarte oczy na potrzeby ludzi dookoła nas, bo czasem prosty gest, zwykły akt życzliwości, może odmienić czyjeś życie na lepsze.