Jestem pod urokiem poetyckiej prozy Jakuba Ciećkiewicza. Mitologia dzieciństwa, baśniowe miniaturki o dużym ładunku emocjonalnym poświęcone Olszy i innym zakątkom Krakowa, w których to na poły surrealistycznych miniaturkach zadziwia realistyczna dbałość o detal i szczegół opisywanego świata, zapamiętanego oczami dziecka; galeria dziwaków, „proroków”, Jezusów”, Judaszy, Michałów Aniołów, panów Mechów, Banachów, Cuchaltów i innych postaci z odeszłej epoki, kolorowych ptaków, jakich się już nie spotyka, bo przecież jak zapowiada tytuł tej prozo-poezji jest to rzecz „o końcu świata na mojej ulicy”.
pomiędzy świetnymi metaforami oraz abstrakcyjnym nastrojem, bije z tej książki straszny chłód i apatia. jeśli zamierzone (a zakładam, że tak jest, biorąc pod uwagę nastawienie narratora/autora do swojej rodziny) to w sumie ciekawy pomysł z postawieniem sentymentu na bok, ale jak na książkę inspirowaną "Śmiercią pięknych saren" brakuje mi tu trochę jakichkolwiek emocji - smutku, tęsknoty, chęci pocieszania. mimo tej przezroczystości, fajnie się czytało.
Dostałem następną książkę z Polski. To za uczta! Kraków mojego dzieciństwa i młodości. W dodatku Olsza, na której mój ojciec mieszkał był z rodzeństwem i moimi dziadkami przy ulicy Idzikowskiego. A ja się tam nad Białuchą smęciłem jako młody chłopak. Jak pieknie poetycko napisane! Przez pisarza, który zadebiutował w tym samym nie młodym wieku co ja. Pan Ciećkiewicz powiódł mnie przez czarowną podroż po Krakowie niczym Garcia-Marquez po Macondo.