To nie jest zwyczajne wygrzewanie ciała w parze i ukropie, ale szamańska tortura w chacie potu, doprowadzanie samego siebie przez fizyczną udrękę do ekstazy, rytuał ognia i wody, w którym wrzaski i wycie kobiet mieszają się z gardłowym śpiewem szamanów. To przerażający, diabelski dźwięk o nieludzko niskiej częstotliwości, przy którym ciarki latają po plecach. Nazywają to chripłopienijem, czyli śpiewem rzężącym, chrypiącym, czy też charczącym, a u nas – śpiewem gardłowym. Chociaż wyobraźnia podpowiada, że to melodia, którą wyrywają komuś z brzucha, pieśń konającego na torturach.
A z chaty co chwila wybiega któraś z kobiet i zupełnie goła, zataczając się gna jak szalona z rozkudlonym łbem przez dziedziniec, pada na ziemię, wykrzykuje coś niezrozumiale, a potem cichnie, mokrą twarz, piersi i brzuch maże brudnymi od ziemi rękoma i wraca do gorącej jak piekło chaty. Kolejna magiczna noc. Pełna szaleństwa, krzyku, płaczu i zawodzenia.
Polski dziennikarz i reportażysta, od 1990 związany z "Gazetą Wyborczą". Pracował jako nauczyciel, pedagog szkolny i socjoterapeuta, a także jako ładowacz na kolei, wagowy w punkcie skupu trzody chlewnej, właściciel firmy kolportażowej i sprzedawca w sklepie spożywczym. Reportaż Hugo-Badera zamieszczony w Wysokich Obcasach stał się inspiracją dla autorów scenariusza filmu Plac Zbawiciela. Został dwukrotnie nagrodzony nagrodą Grand Press (1999, 2003).
Nowa książka Jacka Hugo-Badera przyciąga uwagę z wielu powodów, niekoniecznie literackich, ale nie żyjemy w próżni i takie wydarzenia jak założenie własnego wydawnictwa przez jednego z czołowych polskich reporterów nie przechodzi niezauważenie.
Autor “Szamańskiej choroby” w audycji powiedział mi, że powodem zmian była po prostu chęć spróbowania sił w tym zakresie i przyjmuję to za dobrą monetę, choć pojawiające się w internecie pytania o to, czy po prostu chciał uniknąć zetknięcia się z zewnętrzną redakcją, rygorami wydawniczymi itp., wciąż są aktualne.
Są one aktualne choćby dlatego, że do pracy przy “Szamańskiej…” zaangażował Hugo-Bader dobrych znajomych jak choćby redaktora Nowaka znanego z “Dużego Formatu”, co nie wpłynęło dobrze na tę książkę. Jest ona bowiem niestety przegadana - reporter spotyka dziesiątki szamanów, czarowników, postaci ciekawych, dziwnych, szemranych, irytujących i nie wiem czy za każdym razem wartych opisania. Sto twarzy rosyjskiego szamanizmu tworzy kolaż tak gęsty, że czytelnik z trudem zapamiętuje kolejne postaci, a wszystko zlewa się w jedno.
“Szamańska choroba” to mimo wad ciekawa opowieść o funkcjonowaniu szamanizmu w Rosji i potrzebie ludowej duchowości, która oscyluje między komercjalizacją, szamańskimi parkami rozrywki i współpracą z państwowymi instytucjami, a czymś nieuchwytnym, dostępnym tylko dla wtajemniczonych. Są dyskusje ze specjalistami i specjalistkami, jest branie udziału w obrzędach, a wszystko zaczyna się od drewnianej laleczki-talizmanu, która nagle przestała grzechotać. W trakcie spotkania autorskiego. Gdzieś tu jest też opowieść o kolonializmie Rosjan wobec wschodnich etni, ale w książce jest niewiele tła historyczno-etnograficznego, pewnie dlatego, że znajdujemy je w poprzednich książkach autora.
To, co szczególnie istotne i czemu warto się przyglądać w trakcie lektury to stosunek reportera do opisywanej rzeczywistości i jego prowokowanie reakcji - czasem gra sceptyka, niekiedy na kogoś krzyknie, wątpi, popiera, gra. Ciekawie się to obserwuje, podobnie jak wszystkie wtręty do “europejskiego czytelnika”, który niekoniecznie może chcieć uwierzyć we wszystko, co Hugo-Bader opisuje. Na zakończenie obrywamy cytatem: “Nie zobaczysz, dopóki nie uwierzysz”, który jest anty-reporterski, bo przecież reporter ma być naszymi oczami na świat, a raczej dzisiaj już nie jest tak, że wierzymy w każde jego słowo. Czy zapośredniczone zawierzenie jest możliwe? Mam wątpliwości. Na ile ubezpiecza się Hugo-Bader przed zarzutami o nadmierne posługiwanie się wyobraźnią, mówiąc - nie jesteście w stanie tego zrozumieć, póki nie uwierzycie, że tak może być? Albo przed weryfikacją? Skoro ktoś nie uwierzył, to przecież nie zobaczy. Przy całej sympatii do tej książki wydaje mi się, że taka postawa autora jest jednak nadużyciem. A może dzisiaj już wiemy, że wszystko jest fikcją przetwarzaną przez oczy reportera i nie ma jednej prawdy, zatem autor non-fiction może pozwolić sobie na więcej?
Zastanawia mnie też konstrukcja tej książki - Hugo-Bader zwraca się do czytelników i czytelniczek wielokrotnie, pisząc jakie miał plany wobec samej książki, czuje się w tym jakąś jednak niepewność co do przyjętego sposobu opowiadania. Niepewność maskowaną takimi sformułowaniami: “to jest reportaż o szamanach, do tego mój, więc z czasem [akcji] mogę robić, co mi się podoba”. No nie wiem.
Hugo-Bader ma w Polsce wielu krytyków i krytyczek, kilka skandali okołoreporterskich z jego udziałem się odbyło i nie ma co ściemniać, że nie odnosi się do tego w tej książce. Tylko nie wiem, czy po takich tekstach zyska przychylność czytelników, czy tylko doleje oliwy do ognia. A jak już mam dolewać oliwy do ognia to na jednej ze stron znalazłem błąd - otóż jest Sajan Zachodni, a nie Sajany Zachodnie. Niby nie duża różnica, ale jest.
To jest ciekawa i intrygująca pod wieloma względami opowieść, odkrywanie świata rosyjskich czarowników i szamanek, wędrowanie blisko tajemnic i wnikanie w nie dzięki relacji reportera wciąga, ale jest to też książka, która rodzi nowe pytania i uruchamia kolejną dyskusję o reportażu. Czy potrzebnie? Tego nie wiem.
Wspaniała, przepyszna książka. Każde słowo, każda historia jest warte uwagi. Do tego nie da się nie zauważyć kunsztu pisarskiego autora - słowa docierają dzięki temu głęboko, na swoje miejsce. Prawdziwa uczta.
Fascynująca wyprawa w to, co nieznane. Jakucja, szamani, nałogi i magia, która działa. Warto przeczytać i skonfrontować się z nieodgadnionym, a może to wszystko jest tylko hochsztaplerstwem? Któż to wie?
Z jednej strony jest to fascynująca wyprawa do świata odmiennej mentalności, systemu wierzeń i wartości. Z drugiej strony ta naprawdę bogata galeria szamańskich osobistości współczesnej i niedawnej Rosji i terenów ościennych wydała mi się miejscami nudna, przegadana.
W dodatku autor niekiedy "łamie czwartą ścianę" i zwraca się do czytelnika, innym razem zaś stosuje różnie tricki - mieszając płaszczyzny czasowe. Wszystko to wydaje mi się nie tylko ryzykowne, ale nawet odrobinę wobec czytelnika nieuczciwe. Podobnie jak zakończenie, w którym mówi się nam, żebyśmy nie widząc, uwierzyli. Nie tego oczekuje od dobrego reportażu.
Aunque un acortamiento de 50-80 páginas le hubiera venido muy bien, sin duda nos encontramos ante una joya periodística.
Creo que lo disfrutarán especialmente todos aquellos que ya posean un bagaje de lecturas relacionadas con la antropología, mitología e historia del chamanismo (i.e. Eliade, Ferigcla, Viveiros Da Castro, Levi Strauss, Descola...) dado que, si bien lo que nos cuenta Hugo-Bader resulta inédito e inaudito, el paladeo es mayor si se parte de conocimientos previos.
Independientemente de esta apreciación, el original modo en que el que el autor nos presenta la actualidad, narrativa y misterio del chamanismo ruso posibilita que un rango amplísimo de lecturas tenga material sobre el que meditar largo y tendido. Hay humor y trascendencia, hilaridad y delirio, lucha de clases y política.
Hm... Ciekawa, ale rozdział, w którym Pani z uniwersytetu sprowadza czytelnika ze świata magii na ziemię jest punktem zwrotnym, a w zasadzie czymś (przeze mnie) oczekiwanym. Sporo alkoholu, problemów psychicznych, a ponadto chyba takiej trochę walki o przetrwanie. Poza stwierdzeniem, że szamanizm to świetny biznes, a ludzie wierzą w to, w co chcą jest tu sporo ładnych opowieści z pogranicza snów i jawy. Bardzo ciekawe są wstawki ukazukace realia życia w tamtych stronach. W pewnym momencie książka robi się ciężka, przytłaczająca. Gorzała, gorzała, problemy psychiczne, życiowe... Fajna, ale Autor popełniał moim zdaniem lepsze. Przygody jednak szczerze mu zazdroszczę.
Rusia y chamanismo, un tandem que, además de estar de moda, atrae poderosamente. El periodista polaco Jacek Hugo-Bader recorre la estepa en busca de los que se consideran chamanes a día de hoy. El libro es interesante como crónica sobre las creencias y supersticiones de la gente de una zona con un clima y política muy particular y con una gran afición por el vodka. Las conclusiones que las saque cada uno.
Opowieść o głębokiej Rosji, Syberii i Jakucji. O szamanach, którzy leczą ciało i duszę. O szamańskiej chorobie, czyli o tym jak zostaję się szamanem. O starciu sowieckiej Rosji z tradycyjnymi ludami tamtych regionów. "Nie zobaczysz, dopóki nie uwierzysz". "Nie ma przypadkowych przypadków".
Jacek Hugo-Bader es un periodista muy tenaz, también muy preparado e intuitivo, va detrás de la noticia sin importar nada, es como un lobo oliendo sangre, su instinto periodístico lo lleva a realizar cosas formidables y eso lo ha dejado plasmado en este libro donde una vez más ha hecho un gran trabajo. El Mal del Chamán, el reciente libro del periodista polaco tiene muchas cosas que resaltar, con preguntas fastidiosas, inesperadas y directas el autor polaco recorre distintas regiones de Rusia entrevistándose con todos los chamanes que existen en este país. Ser Chamán te elige, es algo que te viene destinado desde que naces, es por eso que Jacek explica de la mejor manera todos los acontecimientos que vive una persona sobre en oficio de ser un Chamán. El chamanismo en Rusia es algo palpable pero también es una incógnita, son tantas las formas del entendimiento del oficio que se plasman en este libro que dejan claro el tamaño de la fe, una fe sin dogma. Rituales, recetas, exorcismos y hasta encuentros con espíritus diabólicos, Hugo-Bader no se calla nada y lo cuenta todo, esto es lo mejor del libro, su veracidad.
Hablando en líneas generales, el libro se lee bastante fácil pero no tan rápido, es un poco denso, cosa que se hace con la intención de ahondar lo más posible el texto. Dividido en capítulos, el relato es muy ameno y también muy detallado, destacar el buen trabajo de traducción que se ha hecho con este libro, da la sensación que la obra hubiese sido escrita en español. Estamos frente a un libro terriblemente atrapante, un libro que te agarra y te hace prisionero de su lectura y no te deja descanso hasta haberlo terminado, segundo libro que leo de este periodista polaco y solo me queda decir que bueno es Jacek Hugo-Bader.