Czasem o szczęściu decydują drobiazgi: pocałunek pod jemiołą skradziony na moment przed wyjściem, kubek gorącej herbaty w mroźny wieczór, dłoń troskliwie poprawiająca zawiązany w pośpiechu szalik.
Marietta zapomniała już, jak wiele znaczą drobne gesty. Znużona rutyną, która niepostrzeżenie wkradła się w jej związek, coraz chętniej ucieka do świata swoich małych dzieł sztuki. Pewnego dnia próg jej maleńkiego sklepu z rękodziełem przekracza Anioł. Chłopięcy urok i zawadiacki błysk w jego oku sprawiają, że Marietta zaczyna wątpić w swoje dotychczasowe wybory.
Berenika całe serce oddała pracy. Każdy pacjent spotykany na oddziale intensywnej terapii to nowa historia, która na dobre zapisuje się w jej pamięci. I choć nic nie daje jej takiej radości jak ratowanie ludzkiego życia, czasami trudno w pojedynkę stawiać czoła całemu światu. Niespodziewane spotkanie z intrygującym sąsiadem przypomina jej, że istnieje życie poza szpitalem.
Boże Narodzenie to czas cudów. Tych małych, codziennych, i tych, które mogą na dobre odmienić przyszłość. Poznaj historię sióstr, którym w te święta los podaruje kolejną szansę na szczęście.
Niepoprawna optymistka, marzycielka i czarodziejka kobiecych uczuć. Mama, żona, przyjaciółka, kobieta z krwi i kości. Z wykształcenia jest ekonomistką o specjalności bankowej. Z zamiłowania - bibliofilką: miłośniczką literatury w ogóle, a także niepoprawną optymistką. Za życiowe motto obrała sobie słowa Phila Bosmans Sztuką życia jest umieć cieszyć się małym szczęściem.
Bestsellerowa autorka powieści obyczajowych. Inicjatorka antologii opowiadań Każdego dnia. Zysk z jej sprzedaży został przekazany Fundacji Marka Kamińskiego, która wspiera dzieci i młodzież dotknięte ciężkimi i nieuleczalnymi chorobami. Jest indywidualistką chadzającą własnymi ścieżkami. Lubi pierogi i czarną kawę, bez i piwonie, a wschody słońca bardziej niż zachody. Pisanie historii, które wzruszają i bawią, to jest to, co kocha.
Zdecydowanie najpiękniejsza książka świąteczna, jaką czytałam (a trochę ich było)! Dawno nie sięgałam po twórczość Gabrieli Gargaś i zapomniałam, jak wspaniale potrafi w zwykłą historię wpleść ogrom wartościowych treści, przez co nieustannie można używać znaczników (nawet jeśli jest się czytelnikiem, który w zasadzie tego nie robi - jak ja).
Może jest to książka bardziej zimowa niż świąteczna, ale niesamowite jest to, ile prawd ze sobą niesie. W zasadzie po przeczytaniu książki - czy jest to e-book, czy egzemplarz biblioteczny - nie kupuję już jej, ale tutaj zrobiłam wyjątek, ponieważ chcę mieć ją na półce, aby móc powracać do niej, kiedy tylko dusza zapragnie.
Kojarzę książki pani Gabrieli Gargaś i dlatego troszkę się nastawiłam na coś przyjemnego. I tylko na to. Czemu nikt mnie nie uprzedził, że będę co wieczór płakała? Czemu nikt mi nie powiedział, że zaznaczę tyle fragmentów? Że zżyję się z bohaterami? Że będę myślała o tej książce, zamiast usiąść i ją przeczytać? Że jednocześnie będzie mi tak przeraźliwie smutno i będę pełna nadziei? "Niekiedy to, co wydaje się nam największym szczęściem, jest naszą największą zmorą. A nasze nieszczęście może doprowadzić nas do takiego szczęścia, o którym się nawet bogom nie śniło."
Każdy z nas przeżywa swój prywatny koniec świata. To nieuniknione, nie jesteśmy z kamienia, czujemy, odczuwamy, nawet jeśli boimy się to okazywać. I każdy z nas może się kiedyś pogubić. Może uciec od kogoś, kogo kochał. Może trwać przy kimś, kto go rani.
"Pięknie jest czuć, choćby potem po tych wszystkich odczuciach pozostały jakieś ubytki na sercu."
Specjalne miejsce w moim sercu zajmują książki, w których bohaterowie są tacy jak my. Nie wyniesieni na ołtarze, bo są tacy idealni. Zwyczajne osoby. Ze swoimi wadami, ze swoimi bliznami. Od takich bohaterów aż chce się czegoś nauczyć. Aż czuje się, że są realni. Że możemy z nimi porozmawiać.
"Nie można dawać komuś nadziei, jeśi wiesz, że nie spełnisz oczekiwań tej drugiej osoby."
Nie będę Wam opowiadała przez co przechodzą poszczególne osoby. Chcę żebyście sami ich poznali, bo właśnie na to zasługują. I Wy zasługujecie na książkę, która Was zrozumie. Nie ma piękniejszego momentu od tego, gdy czytając, powtarzasz "to ja, to ja, to mnie!".
Nie znajdziecie tutaj toksycznej pozytywności. Pocieszania na siłę. Brania się w garść i kochania życia. Pozwolę zacytować sobie notkę od autorki: "Czasem nie da rady wziąć się w garść i przestać płakać. Jak mnie wkurzają te wszystkie gadki o braniu się w garść, kiedy wali Ci się życie. No proszę Was, wtedy to trzeba siebie utulić. Ja Ci powiem: nie bierz się w garść, płacz ile wlezie."
Bohaterowie też się zmienili. I przeżyli mimo tego bólu. Bo on mija.
"Każdy czasem cierpi i to tak bardzo, że pęka mu serce, ale nie każdy potrafi się do tego przyznać. Przyklejamy uśmiechy na twarze, żeby nikt się nie domyślił, jakie burze i huragany przetaczają się przez nasze dusze. Wiemy tylko my sami... Każdy z nas zna to uczucie, które niekiedy rozwala go od środka".
Kocham tę książkę. Jest piękna. Nie jest może jakoś wyjątkowo świąteczna - z pewnością nie tak, że kiedy się ją otwiera, wysypują się z niej bombki - ale jest niesamowicie klimatyczna. Mam wrażenie, że to zasługa wszystkich tych emocji, które można w niej znaleźć. Emocji, które chwytają za serce z siłą nie do pokonania.
"Zostań moim aniołem" to zbiór życiowych historii różnych bohaterów, których losy w pewnych momentach się przecinają. Każdy z nich jest inny, każdy ma za sobą inne przeżycia, ale mimo tych wszystkich różnic jest coś, co ich wszystkich łączy: szukanie w życiu sposobu na to, by po prostu żyć. Mimo wielu trudności i tych wszystkich ran, które powinny się zabliźniać, a jednak czasem nie jest im to dane, bo żeby mogły to zrobić trzeba odpuścić i przestać je rozdrapywać, a nie zawsze wiadomo jak to zrobić.
Kocham w tej książce jej nostalgiczność i to, że jest tak zwyczajnie prawdziwa. To nie jest świat, w którym nie ma problemów - wręcz przeciwnie. One są, jest ich całe mnóstwo, ale gdzieś między nimi i między tymi wszystkimi emocjami, które odczuwają bohaterowie jest coś, co w moim odczuciu jest w "Zostań moim aniołem" najważniejsze.. nadzieja.
Moim głównym zarzutem do tej książki jest zbyt duża ilość bohaterów, których historię poznajemy. Wolałabym gdyby autorka bardziej skupiła się na relacji sióstr oraz tym co się bezpośrednio wiązało z nimi, trochę więcej o ich rodzicach itd. A nie że poznajemy historie przypadkowych ludzi z otoczenia, zwłaszcza tych wszystkich pacjentów OIOM-u. No i właśnie... Ja wiem, akcja w szpitalu jest atrak yjna dla czytelnika. Ale tam naprawdę panują jakieś reguły, a nie że każdy sobie wchodzi i wychodzi kiedy chce i zwierza ze swoich problemów. To wprawdzie zostało potem zaznaczone w posłowiu, ale i tak... Mało realistyczne. Mikroskopijna Warszawa, no ileż razy można przypadkowo na siebie wpadać? No ale takie książki bez zbiegów okoliczności nie istnieją, ja rozumiem. Styl prosty, czasem wpada w zbyt patetyczny. Wolałabym więcej opisów, żeby bardziej poczuć klimat danej sceny, no ale scen było tyle, że to nie takie łatwe, ja wiem. Dużo dialogów, niektóre strasznie groteskowe. Ale mimo wszystko to wciągnęłam się! I nawet trochę kibicowałam bohaterom. Więc pozycja raczej w porządku.
Dwie główne bohaterki naszej powieści to siostry Marietta i Berenica, z początku poznajemy ich historię, a z czasem dochodzą nowi bohaterowie na których również skupia się ta opowieść.
Z początku można się troszkę pogubić, gdyż mamy tu opowieść przeróżnej maści bohaterów, ich życiu i codziennych problemach. Z czasem jednak się przyzwyczaiłam i łatwiej było mi zrozumieć, o kim w danej chwili jest opowieść. Z pewnością najbardziej trafiającą postacią była Marietta, która żyła w dosyć trudnym związku z narzeczonym, i po prostu im się nie układało, przez co pewne zaloty jednego mężczyzny tak bardzo na nią działały.
Na pewno w „Zostań moim aniołem” będziecie mieli dużo ciekawych wątków i przemyśleń autorki, które po prostu trafiają w serce czytelnika. To tak bardzo urocza i prawdziwa historia, że cieszę się z tego, że nie odkładałam ją aż tak bardzo na potem.
Były tylko dwie kwestie, które trochę mi przeszkadzały. Mianowicie to brak tego klimatu świąt, bo spodziewałam się stołu, choinek, prezentów, w ogóle tej całej otoczki, ale z pewnością to jest zimowa historia. Tak samo zakończenie nie za bardzo było niestety kompletnie nie dla mnie, ale to nie oznacza, że wam też się nie spodoba. Spędzałam czas z bardzo przyjemną książką.
Książka otrzymana jako prezent gwiazdkowy od ciotki męża, czyli kogoś, kto niewiele wie o mnie, a tym bardziej o moim literackim guście. Sama nigdy bym po nią nie sięgnęła, ale bardzo szanuję, że ktoś daje w prezencie książkę zamiast świeczki czy kubka i z tego szacunku postanowiłam dać szansę powieści Gabrieli Gargaś (w końcu to książka!). Starałam się podejść z otwartą głową, bez uprzedzeń gatunkowych, sprawdziłam przed lekturą, że książki autorki są dostępne w większości znanych księgarni internetowych... ale niestety mój brak uprzedzeń niewiele dał.
Pomysł na powieść ma potencjał - historia bożonarodzeniowa z perspektywy dwóch lat, roku wstecz i teraźniejszości, kilka wątków - pomyślałam przez chwilę, że zaczyna się jak materiał na ekranizację, przyzwoitą komedię romantyczną w stylu 'Love actually' (chyba jedyna, którą lubię), ale z każdą stroną / rozdziałem mój, i tak umiarkowany, entuzjazm gasł. Pretensjonalne dialogi, które nie miałyby szansy zaistnieć w realnym świecie, historie wręcz do bólu przypominające miłosne telenowele, mnóstwo pobocznych bohaterów, którzy nagle "giną" (tj. przestają pełnić jakąkolwiek rolę w opowieści), albo pojawiają się niespodziewanie na 300. stronie, i których historie i wyznania nie mają zupełnie wpływu na fabułę, moralizatorskie opowiastki, wplecione w powieść w taki sposób, jakby autorka przygotowała je sobie wcześniej, przed przystąpieniem do pisania, z postanowieniem, że za wszelką cenę umieści je na kartach swojej książki (potwierdza to zresztą fakt, że w przypisach "od Autorki" sama przyznaje ona, że to bajki terapeutyczne lub z rozwoju osobistego, które można znaleźć w Internecie).
Dawno (a może nigdy?) nie zdarzyło mi się, abym czytając komentowała głośno sformułowania użyte w książce ze względu na ich głupotę... a ukoronowaniem jest tutaj chyba "mózg jak kiszony ogórek, który zamiast szarych komórek miał latające serduszka". Atmosfera Świąt jest wręcz przesadzona - wydaje się, że autorka postawiła sobie za cel umieszczenie w książce jak największej liczby różnorodnych dań i napojów, to wszystko oczywiście z cynamonem, wanilią, goździkami, pomarańczami, śliwkami... żeby tylko nie umknął żaden składnik ani żaden inny element kojarzony z Bożym Narodzeniem.
Co ciekawe, byłam przekonana, że przez tego typu powieść uda mi się zwyczajnie "przelecieć" w 1-2 dni, a tymczasem nie było tak łatwo. Zostawiam **, bo po pierwsze przede wszystkim przeczytałam, nie porzuciłam w połowie, a po drugie pewnie w swoim gatunku powieść jest mimo wszystko ok. Na następny taki eksperyment pozwolę sobie jednak trochę poczekać ;-)
Z książkami Gabrieli Gargaś też spotykam się po raz pierwszy. Nie wiedziałam czego się spodziewać, to była dość spora niespodzianka i nie byłam pewna, czy polubię się ze stylem i tym, jak autorka prowadzi narrację. Jednak moje obawy były bezpodstawne. Nie tylko polubiłam się z autorką, ale też niesamowicie wpłynęła na mnie ta powieść. To jest jedno z moich największych odkryć tego roku, książka niesamowicie uniwersalna! Przekazująca wartości, taka... Inna niż większość lubianych przeze mnie powieści świątecznych.
Czasem o szczęściu decydują drobiazgi: pocałunek pod jemiołą skradziony na moment przed wyjściem, kubek gorącej herbaty w mroźny wieczór, dłoń troskliwie poprawiająca zawiązany w pośpiechu szalik.
Naprawdę uderzyła we mnie ta książka, może troszkę wprost wyprowadziła mnie z bańki. Wiecie, mi święta kojarzą się z lekkim... może przepychem? Nieco kiczem, ale przede wszystkim sielanką, odsunięciem wszystkich dotychczasowych problemów i cudami. Książki raczej także wybieram takie, w których dzieje się wszystko dobrze, zawsze jest happy end, wszystko jest takie idealne. Przydało mi się takie sprowadzenie na ziemię. Ta powieść jest niesamowicie przyziemna, o realnych problemach.
Bardzo polubiłam główne bohaterki. Były takie swojskie, bardzo to niesprawiedliwe było, że zmagały się z lekką niesprawiedliwością w życiu. Bardzo im kibicowałam od samego początku i jestem bardzo usatysfakcjonowana zakończeniem (bez spoilerów!).
Poza tym, jakie losy spotykały główne bohaterki - bardzo we mnie uderzyło jak bardzo kruche jest ludzkie życie. Kiedy jest się młodym, zupełnie nie myśli o umieraniu, o tym, że można zachorować choćby zaraz. To bardzo ważne i pouczające.
Przyznam, że chyba większą uwagę będę przykładać do tego, jak dobieram lektury, nawet na święta. Będę na pewno patrzeć na to, że poza rozrywką, książka ma mi dostarczyć pewnych emocji i wartości. Nie liczy się tylko relaks, ale także to, żeby powieść była bardzo pouczająca. Właśnie taka była lektura "Zostań moim aniołem".
„Zostań moim aniołem” Gabrieli Gargaś to ksiązka, która na pewno pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Nie znam twórczości autorki, ale po tej książce, wiem, że jeszcze kiedyś sięgnę po inne :)
„Szczęście zaczyna się wtedy, gdy wiesz, czego od życia chcesz, i masz głęboko gdzieś, co myśli sobie o tobie ktoś inny…”
Pierwsze co przychodzi mi na myśl, gdy wspominam o tej książce, to to, że jest ona prawdziwa. To co przeżywają główni bohaterowie, może zdarzyć się dosłownie każdemu. Ta książka porusza sporo różnych tematów i zmusza do refleksji. Bohaterowie na pewno nie należą do idealnych osób. Każdy z nich ma swoją przeszłość, która ciągnie się za nimi jak cień. A święta to czas, gdy tym bardziej myślą oni o swoich błędach młodości.
Klimatu świąt niestety w niej nie odczułam. Na pierwszy plan wychodzą relacje między ludzkie, a święta stanowią tylko tło całej historii. Z początku też miałam problem z połapaniem się w wątkach, ale im dalej tym było coraz lepiej. Jak za obyczajówkami nie przepadam, tak ta nawet przypadła mi do gustu. Nie obyło się tez bez momentów, które mnie wzruszyły i wręcz złapały za serce. Zauważyłam, że autorka w swojej historii, wplotła sporo prawd życiowych i przydatnych, życiowych cytatów, co zdecydowanie zasługuje na plus, bowiem książka skłania czytelnika do wielu przemyśleń.
Pomimo pięknej okładki, która zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po książkę, historia którą przeczytacie nie będzie słodka. Ona zdecydowanie nie ocieka tęczą ;) trudne tematy poruszane przez autorkę, do tego błędy przeszłości, ból, strata i cierpienie, to tylko część tego o czym przeczytacie w tej książce ;) jeśli lubicie takie życiowe historię, tak „Zostań moim aniołem” na pewno przypadnie Wam do gustu!
Dokładnie dwa lata temu miałam okazję po raz pierwszy poznać twórczość Gabrieli Gargaś. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami sięgnęłam po „Dobrze, że jesteś” i… przepadłam. Historia ta wywarła na mnie ogromne wrażenie i do dziś jest jedną z moich ulubionych świątecznych powieści.
„Zostań moim aniołem” zakupiłam dość spontanicznie i choć nie skradła ona mojego serducha tak jak „Dobrze, że jesteś”, to bardzo mi się spodobała. Do tego stopnia, że przeczytałam ją w ciągu jednego dnia, a to nie zdarza się zbyt często.
Powieść ta jest wielowątkowa. Losy dwóch sióstr przeplatają się z różnymi osobami, które borykają się z wieloma problemami. Autorka w sposób nienachlany skłania czytelnika do przemyśleń. Same sceny z szpitala pokazują, jak kruche jest ludzkie życie. I w jak krótkim czasie może się ono diametralnie zmienić. Losy pacjentów OIOM-u choć opisane dość pobieżnie, chwytają za serce.
Nie do końca zrozumiałam skąd taki pomysł na okładkę tej powieści. Choć mi osobiście bardzo się podoba i uważam, że jest na swój sposób urocza, to jednak kompletnie nie ma ona związku z treścią. A może ma, tylko ja jej nie dostrzegam? Uwielbiam pióro pani Gargaś. To, w jak piękny sposób kreuje swoje historie. Tak proste i ludzkie, a przy tym wyjątkowe. Autorka trafia do niewielkiego grona polskich pisarzy, których książki mogę brać w ciemno.
To moje pierwsze spotkanie z autorką i to w dodatku w bożonarodzeniowej osłonie. Spotkanie, które miało być czymś idealnie świątecznym, bo po tych pochlebnych recenzjach nie mogło być inaczej. Jednak zderzenie moich dużych oczekiwań z tą powieścią nie wyszło mi na dobre.
Książka przyciągała piękną okładką, ale już na początku to przyciąganie oklapło. Mnogość bohaterów, wszystkie powiązania między nimi, męczyły mnie i nie mogłam się odpowiednio wgryźć. Potęgował to sposób ich przedstawienia, wypowiedzi były bardzo filozoficzne i pełne przemyśleń, jednak to dawało bardzo nierealny obraz. Cała historia miała potencjał, ale gdzieś po drodze ja się pogubiłam i nie czułam radości z czytania. Nie mogę się natomiast doczepić do stylu autorki, bo jest fajny i spójny, a treść obfituje w cytaty do zapamiętania.
Powieść nie do końca przypadła mi do gustu, jednak w planach mam przeczytanie jakiejś innej książki tej autorki. Może takiej gdzie nie będę nadarmo poszukiwać świątecznej atmosfery? Podzumowując - jest to przyzwoita obyczajówka, ale nie w moim guście, zabrakło mi tu chemii i przyciagania między nami.
Gabriela Gargaś bardzo zaskoczyła mnie tą książką. Spodziewałam się lekkiego czytadła, może nawet trochę świątecznie kiczowatego, a tu taka niespodzianka.
Bohaterów w tej powieści jest wielu, a autorka tak poprowadziła fabułę, że nie sposób się było pogubić. I choć zwykle nie lubię takiego tłoku, to tutaj miał on sens i właściwie dla mnie stanowił główne przesłanie. Bo to jest książka o nas, o drugim człowieku, o wszystkich tych, których spotkaliśmy na naszej drodze na chwilę i o tych, przy których zatrzymaliśmy się na dłużej, na zawsze. To książka o odnajdywaniu siebie...
Ja tę powieść dosłownie pochłonęłam czytałam w bardzo trudnym dla siebie czasie i muszę powiedzieć, że słowa autorki zadziałały kojąco. Bardzo! Mój egzemplarz jest dość pstrokaty, ponieważ cytatów zaznaczyłam krocie. Będę do nich wracać. A „Zostań moim aniołem” polecam absolutnie wszystkim.
Zdecydowanie 4/5 gwiazdek. Dostałam wszystko czego oczekiwalam od tego typu powieści. Ciepła jak płomień kominka, pomimo zimowego klimatu. To już kolejna książka Pani Gargaś którą przeczytałam w zimowej tematyce. Jak zwykle się nie zawiodłam. Polecam historię kilku różnych osób, których losy wzajemnie się splatają. Książka dla wszystkich fanów "listy do M" etc. Nie jest to historia najwyższych lotów. Jest to literatura która ma dać wytchnienie, otulić jak kocyk w zimowy dzień. Także kakao w dłoń i książkę Pani Gargaś czytać czas start.
Kolejna książka niby o świętach. Świąt tak naprawdę tam niewiele, są jakimś tam bardzo bladym tłem wydarzeń. Tak naprawdę akcja mogłaby się rozgrywać altem i za wiele by to nie zmieniło. Dodatkowo roi się tam od różnych bzdur, o których sama autorka wspomina, że takie rzeczy nie mają miejsca w realnym życiu, ale powieść miała być "otulająca". Na moje to nie było pomysłu jak popchnąć akcje do przodu. Bardzo słaba "świąteczna" książka.
Straciłam chyba resztkę komórek mózgowych czytając tę książkę. Sam wątek sióstr, a szczególnie ich relacji, znajomych, pracy (głównie pracy Bereniki, mimo że troche wyimaginowany, to bardzo wzruszający) miał potencjał. Ale wszystko zostało zepsute przez miałkie, do bólu przewidywalne wątki romantyczne. W pewnym momencie ta książka po prostu gnała, a my nie wiedzieliśmy gdzie. Na 2-3 przyjemne wieczory okej, ale nie zostanie mi ona długo w pamięci.
Jeśli ktoś oczekuje że to będzie książka z klimatem świątecznym to się pomyli. Okładka nie odzwierciedla tematyki ani klimatu książki. Niby pada trochę śniegu i niedługo święta w książce i na tym kończy się atmosfera świąteczna. Jest strasznie dużo wątków i postaci w książce , często się gubiłam i musiałam szukać kto kim był. Oczekiwałam czegoś innego ale książka była przyjemna.
DNF 80%. Mam wrażenie że tutaj dosłownie nic się nie dzieje. Masa smutnych historii upchniętych do jednej książki przy czym żadna z nich nie jest pogłębiona. Niekończące się opowieści o tym, jak ludziom jest źle bez partnera ale z partnerem w sumie też. Plusem jest przepiękny styl pisania, na ogół nie zwracam uwagi na takie rzeczy a tutaj bardzo mi się spodobał
Książka bardzo dobra na trudne chwile. Wiele tu empatii, zainteresowania drugim człowiekiem, poszukiwania bliskości, miłości... Tak się złożyło, że mam właśnie trudny czas w życiu i chwile spędzone z tą powieścią były jak plasterek na poranioną duszę.
Kolejna cudowna opowieść o relacjach międzyludzkich, zawierająca ogromną skarbnicę mądrych myśli i pięknych cytatów. Po prostu książki Pani Gabrysi mają w sobie to "COŚ" <3