Tegoroczna zima na Kwiatowej przyniesie wiele niespodzianek! Dowiedz się, co słychać u Twoich ulubionych bohaterów w świątecznej odsłonie serii Rok na Kwiatowej!
Norbert czuje, że nareszcie wszystko w jego życiu zaczyna się układać. Jego firma prężnie się rozwija, więc wraz ze wspólnikiem wynajmuje nowy lokal i przyjmuje coraz więcej zleceń. Gdyby tylko udało mu się naprawić relację z najlepszą przyjaciółką... Pojawia się doskonała okazja, bo zbliżają się święta, a to przecież szczególny czas, gdy możemy pokazać najbliższym, jak bardzo nam na nich zależy. Jednak Norbert nie obawia się wyłącznie tego, czy Julia mu wybaczy. Chce jej zdradzić jeszcze pewien sekret, ale nie wie, jak dziewczyna zareaguje.
Tymczasem Danuta szykuje świąteczne spotkanie dla znajomych i sąsiadów z bloku przy ulicy Kwiatowej. Nie zabraknie na nim również Norberta i Dominika – jaką rolę w ich życiu odegra prawniczka? I co zrobi Julia, gdy pozna tajemnicę Norberta?
Ostatnimi czasy coraz częściej zdarza mi się czytać książki, które są kontynuacjami jakiejś serii. A w tym przypadku to już całkowicie pojechałam – „Grudniowe kwiaty” Karoliny Wilczyńskiej to aż 8 część cyklu - Rok na Kwiatowej. I po przeczytaniu, dalej pozostaje przy stwierdzeniu, że wszystko najlepiej czytać po kolei…
Życie Norberta powoli się normuje. Jego firma prężnie się rozwija, do tego wraz ze swoim wspólnikiem wynajmuje nowy lokal, a i nowych zleceń nie brakuje – mężczyźni mają coraz mniej czasu na własne przyjemności. Do pełni szczęścia brakuje mu jeszcze pojednania z przyjaciółką. Czy okres świąteczny mu w tym pomoże?
Lekka, przyjemna i ciepła książka o wspaniałych ludziach, którzy nie dość, że potrafią zrobić dla siebie wszystko, to ich bezinteresowna pomoc jest czymś pięknym, wręcz niespotykanym w dzisiejszych czasach. Miło było choć na chwilę przenieść się do świata życzliwości, radości i właśnie takich ludzi!
Lekkie pióro autorki oraz narracja pierwszoosobowa sprawiły, że czułam się jakby bohaterowie opowiadali tę historię właśnie mnie. Bezpośrednie zwroty do czytelnika to coś z czym bardzo rzadko się spotykam, więc tym razem było to dla mnie miłe zaskoczenie i podobało mi się. No ale niestety, przez to, że nie znałam poprzednich części, bardzo ciężko było mi się wkręcić w same relacje między bohaterami. Mamy Norberta, Julie, Dominika, Kaje, Danusie i tak naprawdę po przeczytaniu tylko tej części mogę przypuszczać kim są dla siebie ;) ale pomimo to przyjemnie spędziłam z nimi czas. Może i nie poczułam tutaj magii świąt, ale na pewno dzięki tej książce mogłam poznać naprawdę fajnych bohaterów ;) Jeśli znajdę trochę czasu to z miłą chęcią sięgnę po poprzednie części tej serii :)
Czy zaczęłam tę serię od 8 części? Czy myślałam, że w każdej jest historia innego bohatera? Czy okazało się, że wszystkie książki z serii Rok na Kwiatowej się łączą? Trzy razy TAK! To jednak nie przeszkodziło mi w tym, żeby się w to wciągnąć i miło spędzić czas.
Mieszkańcy Kwiatowej przygotowują się do świąt. Życie nie jest jednak takie proste, by największym problemem okazały się poplątane lampki na choinkę - każdy z nich mierzy się z własnymi kłopotami. Wydaje się jednak, że magiczny, zimowy czas jest tym, czego potrzebują, by przezwyciężyć wszystkie przeszkody.
Pierwszą rzeczą, na którą zwraca się tu uwagę jest narracja. Z pewnością dobrze znana osobom, które swoją przygodę z tą serią kontynuują, a nie dopiero zaczynają, ale dla mnie była dużym zaskoczeniem. Serio, pierwszy raz spotkałam się z tym, że bohaterowie zwracają się bezpośrednio do czytelnika! Na samym początku czułam się z tym dziwnie, ale po czasie to okazuje się być czymś naprawdę fajnym.
Sama historia jest lekka i przyjemna. To coś, co już znam z książek Karoliny Wilczyńskiej (Jagodno na zawsze w moim sercu!) i naprawdę to uwielbiam. Są tu zwyczajne, życiowe problemy, ale z drugiej strony opisane w taki sposób, że to nie przytłacza.
To nie jest taka typowo świąteczna książka. Powiedziałabym, że ma po prostu zimowy klimat. Taki ze śniegiem i mrozem, których w ostatnich latach jednak trochę brakuje, więc fajnie o tym chociaż poczytać. Czy polecam? Tak! Zastrzeżenie jest tylko takie, że z pewnością spodoba wam się bardziej, jeśli znacie poprzednie części.
To już ósmy tom serii "Rok na Kwiatowej" i oczywiście wcześniejszych części jeszcze nie czytałam. Pewnie dla osób, które miały okazję poznać już bohaterów to nic nowego, ale ogromnym zaskoczeniem był sposób w jaki opisana jest ta historia. Nie spotkałam się jeszcze nigdy z takim bezpośrednim zwracaniem się bohatera do czytelnika. Mamy wrażenie, że rozmawiamy ze znajomym! Było to jednocześnie dziwne jak i takie świeże. Do teraz nie mogę stwierdzić czy taka forma podoba mi się czy raczej nie.
Sama historia jest typowo obyczajowa, z elementami świątecznymi, łączy się z poprzednimi częściami, jednak w taki sposób, że można czytać bez znajomości wcześniejszych losów bohaterów. Dużo tutaj wzajemnych relacji, uczuć, takich ciepłych jak i chłodniejszych, życzliwości jak i codzennych trudności.
Było to bardzo ciekawe spotkanie, bardzo oryginalne. Autorka miała pomysł, konsekwentnie trzymała się go, styl był przyjemny, a książka interesująca. Może to nie będzie mój faworyt, jeśli chodzi o świąteczne powieści, ale powieść podobała mi się.
To były szalone miesiące. Razem z ekipą z Kwiatowej doświadczyłam wielu dobrych chwil. A ile smakołyków zjadłam! Bigos Norberta wygrał w te święta. Palce lizać! ;)
Po raz kolejny zawitałam na Kwiatowej i po raz kolejny poczułam się tam jak w domu. Nikt nie zaprzeczy, że mieszkańcy tej ulicy są wybitnie gościnni. Mają też jeszcze jedną cechę, do której stosunek mam ambiwalentny, a mianowicie przy każdej mojej wizycie sprawiają, że przywiązuję się do nich jeszcze bardziej. I z jednej strony fajnie, bo dobrze mieć takich ludzi wokół siebie, a z drugiej niefajnie, bo potem mi się ckni za nimi.
Tym razem najdłużej zasiedziałam się u Norberta. Opowiedział mi w końcu historię swoją i Dominika. Całe szczęście, bo już prawie pękałam z ciekawości. No ale nic nie powiem, bo adres na Kwiatową znasz i na kawę możesz wpaść i pogadać z chłopakami również :) I z dziewczynami też warto pogadać, bo u nich rewolucje! Wszyscy zapraszają. I ja Ci gorąco polecam skorzystać z tego zaproszenia.
Ta książka to taka leniwa sobota, że w sumie nic się nie dzieje, ale fajnie się leży i scrolluje facebooka, oglądając śmieszne filmiki z kotami i tutoriale potraw, których nigdy się nie ugotuje. Niby nic, ale przyjemnie i ciężko przestać.