Tu musisz być kimś, żeby nie być nikim. W centrum świata znajduje się Instytucja - miejsce, które decyduje o karierze, czyli życiu. Żeby wejść do wielkiej gry trzeba mieć co najmniej aparycję i determinację, dobrze jest też znać parę najważniejszych osób w mieście. Najlepsi spośród aspirujących mają również potencjał, dzięki któremu długo mogą utrzymać status dobrze zapowiadających się, a nawet coś zarobić. Większość bezpowrotnie wypada z tej gry natychmiast po trzydziestce i zostaje odcięta od szansy realizacji kolejnych projektów. Każdy, z lepszym lub gorszym skutkiem, stara się po prostu przetrwać, a jeden z nich - znaleźć jeszcze w tym sens.
O czym jest "Projekt"? Mamy kilku bohaterów, głównie facetów, których życie kręci się wokół zagadkowej Instytucji i projektów tamże realizowanych. Wszyscy sądzą, że są najlepsi w swoim fachu (jaki ten fach do końca nie wiadomo), że należą im się największe projekty i największe uznania. Przy tym oczywiście nie zapominają utrudniać dojścia na wyższe szczeble instytucyjnej kariery swoim znajomym. Ta enigmatyczna wielkość Wielkiego Projektu zaczęła mnie szybko męczyć. Skonstruowany świat był proporcjonalnie za wąsko scharakteryzowany do jego tajemniczości. To przerysowanie świata korporacji, karykaturalne wręcz idealizowanie projektów, zakrawało na jakąś groteskę.
Książka bazuje głównie na wymianach zdań zakompleksionych/ zapatrzonych w siebie i swoje projekty młodych ludzi (z których chyba połowa ma fryzurę 'na Twardocha'), którzy posługują się dziwnym językiem, trochę luzackim, trochę oficjalnym ("Ludwiku?") i których rozmowy są tak monotematyczne, że w pewnym momencie nie chce się już z nimi przebywać w jednym pomieszczeniu. Ten język zdawał mi się bardzo nierzeczywisty i nienaturalny. Nie wiem, czy on też miał być elementem kreacji, ale niektóre zwroty przekraczały poziom absurdu.
Zabrakło głębi, werwy, jakiejś świeżości i czegoś, przez co miałabym nieodpartą ochotę przerzucać kolejne strony. Początek mnie zaintrygował, ale szybko to zainteresowanie straciłam, bo opowieść ta poza oczywistą satyrą nigdzie nie zmierzała. Nie trafiła do mnie ta książka bez względu na to, czy jest ona karykaturą korpoświata, czy faktycznym jej obrazem. Czy osoby pracujące w korporacjach mogą się w tej satyrze przejrzeć? Zaśmiać? Tego nie wiem. Wiem jednak, że jeśli światek korporacyjny faktycznie jest tak wyjałowiony, monotematyczny, bezbarwny to ja się tylko cieszę, że nie miałam i nie mam z nim nic do czynienia.
3.5. Można było odważniej, bardziej surrealistycznie, filozoficznie, psychologicznie. Można było spróbować zamknąć po Gombrowiczowsku. Chwilami autorka łapie zadyszkę i jakość spada do poziomu gimnazjalistki piszącej fanfik w przedostatniej ławce podczas lekcji. Niemniej jednak to świetna satyra. Znam tych wszystkich ludzi, współpracowałam z nimi w prawdziwym życiu.
Jedno z największych pozytywnych zaskoczeń tego roku. W końcu ktoś z pokolenia 30-latków opisał, jak z naszej perspektywy wygląda współczesny rynek pracy w Polsce. Serdecznie życzę autorce, żeby jej głos był usłyszany jak najszerzej!
Piąta z ośmiu książek nominowanych do nagrody Artrage. Jak dotąd jedyna, której nie dałem rady/nie chcę próbować skończyć. Opowieść o wyścigu szczurów bez szczególnego zrozumienia realiów. Miało być uniwersalne (instytucja, projekty, Wielki Projekt, żadnych nazwisk) a wyszło bez sensu. Takie byty jak opisana instytucja nie istnieją bo albo podlegają prawom rynku albo są bardzo kruche w kontekście politycznym. Nie mówiąc już o tym, że nic nie istnieje w próżni. To, że nic z fabuły nie wynika nie jest jakimś szczególnym zakończeniem, a podejrzane przeze mnie zakończenie przypomina finał pierwszego sezonu Brzyduli. I to nie jest dobre skojarzenie. Bohaterowie są sztuczni, mają sztuczne przemyślenia i mówią sztucznym językiem. Jak tak miało być, to świetnie ale książka mi się nie podoba.
Dla mnie za mało... za mało abstrakcyjne, za mało wyśmiewcze, za mało ironiczne. Temat jest świetny, czuć ciekawa krytykę światka artystycznego Warszawy, ale szkoda, że nie jest to ten poziom co u Kafki dajmy w klasycznym Procesie.
Czuć też, że ten świat artystyczny trochę już się zmienił i nie jest to już tak aktualna książka.
Dobry pomysł na opowieść, ale mocno przeciągniety. Bardziej odpowiednie byłoby tu opowiadanie, a powieść ciągnie się i ciągnie i jakby wciąż to samo, nic się nie zmienia.