O czym jest "Projekt"? Mamy kilku bohaterów, głównie facetów, których życie kręci się wokół zagadkowej Instytucji i projektów tamże realizowanych. Wszyscy sądzą, że są najlepsi w swoim fachu (jaki ten fach do końca nie wiadomo), że należą im się największe projekty i największe uznania. Przy tym oczywiście nie zapominają utrudniać dojścia na wyższe szczeble instytucyjnej kariery swoim znajomym. Ta enigmatyczna wielkość Wielkiego Projektu zaczęła mnie szybko męczyć. Skonstruowany świat był proporcjonalnie za wąsko scharakteryzowany do jego tajemniczości. To przerysowanie świata korporacji, karykaturalne wręcz idealizowanie projektów, zakrawało na jakąś groteskę.
Książka bazuje głównie na wymianach zdań zakompleksionych/ zapatrzonych w siebie i swoje projekty młodych ludzi (z których chyba połowa ma fryzurę 'na Twardocha'), którzy posługują się dziwnym językiem, trochę luzackim, trochę oficjalnym ("Ludwiku?") i których rozmowy są tak monotematyczne, że w pewnym momencie nie chce się już z nimi przebywać w jednym pomieszczeniu. Ten język zdawał mi się bardzo nierzeczywisty i nienaturalny. Nie wiem, czy on też miał być elementem kreacji, ale niektóre zwroty przekraczały poziom absurdu.
Zabrakło głębi, werwy, jakiejś świeżości i czegoś, przez co miałabym nieodpartą ochotę przerzucać kolejne strony. Początek mnie zaintrygował, ale szybko to zainteresowanie straciłam, bo opowieść ta poza oczywistą satyrą nigdzie nie zmierzała. Nie trafiła do mnie ta książka bez względu na to, czy jest ona karykaturą korpoświata, czy faktycznym jej obrazem. Czy osoby pracujące w korporacjach mogą się w tej satyrze przejrzeć? Zaśmiać? Tego nie wiem. Wiem jednak, że jeśli światek korporacyjny faktycznie jest tak wyjałowiony, monotematyczny, bezbarwny to ja się tylko cieszę, że nie miałam i nie mam z nim nic do czynienia.