To dość ciężka książka i nawet nie myślę tutaj o samej tematyce. Jest napisana takim językiem, że musiałam się naprawdę na niej skupiać i krótkie fragmenty przesłuchane po angielsku na Storytelu musiałam powtarzać na papierze, bo ja nie umiem tylko słuchać, a tutaj jest książka, której trzeba tylko słuchać. Pozostało więc powolne czytanie.
Czasami pisząc recenzje mam potrzebę odnoszenia się do tych już napisanych i tak jest w tym przypadku.
Tak, widać tu złość autorki, ale... co z tego? Chyba jesteśmy już w miejscu, gdzie wiemy, że w emocjach nie ma nic złego i traktowanie tematu na chłodno i z dystansem wcale nie oznacza profesjonalnie i po ludzku. Tutaj ciężko nie być złym. Ciężko nie czuć frustracji i żalu, bo też je czułam, acz przyznaję, że czasem gubiłam się w chaosie.
Książka jest krótka i mówi tylko o Wirginii, ale znów, co z tego, skoro pokazuje nam tendencje całego kraju? Jest to dobry wstęp albo dobre uzupełnienie tematu, zależy skąd startujemy, ale nie czułam się ani oszukana, ani rozczarowana. Przede wszystkim byłam zła i przerażona. I to nawet nie tym, co się działo, bo to w większości wiedziałam, tylko tym jaki ogrom eugenicznego myślenia istnieje w społeczeństwie, czy każdym, nie wiem, ale na pewno w polskim - te wszystkie komentarze o pięćset plusach, o patolach, o madkach, o darmozjadach, osobach z niepełnosprawnościami i dyskutowaniu, czy wolno im się rozmnażać, a przy okazji o zakazie aborcji dla wszystkich, ale jednak to, co wyżej...
Jestem też zaskoczona świadomością klasową Elizabeth Catte, bo to w amerykańskich publikacjach jednak rzadkość, co sama zresztą przyznaje, ale w przypadku eugeniki nie sposób o klasie mówić językiem rasy, jak to USA zwykle robi.
Na koniec zapisałam sobie dwa cytaty, które złapały moją uwagę.
Ład jednak ciągle się wymykał. (...). W swych obłąkanych obliczeniach DeJarnette nabrał przekonania, że kiedyś wszystko będzie dobrze.
Wszystko będzie dobrze, kiedy w Wirginii, w USA, na świecie nie będzie już ich. Będziemy tylko my. Całe traktowanie społeczeństw z poziomu my i oni ostatecznie zawsze nas zaprowadzi do segregacji i eugeniki, i trochę mnie przeraża, jak blisko tego jesteśmy.
Zaprojektował go, aby zademonstrować ważny element swoich przekonań: że potrafi być człowiekiem, który nienawidzi zarazy, ale współczuje pacjentowi.
Gdzieś to już słyszałam, chociaż w trochę innej formie, jak to było, love the sinner, hate the sin, jako usprawiedliwienie gnojenia osób lgbt+, czyż nie, hierarchowie kościołów wszelakich?