Była diablica i niedoszła anielica Wiktoria Biankowska powraca!
Minęło dziesięć lat odkąd udało jej się wydostać z Tartaru i ocalić zaświaty, a także swoją miłość przed zniszczeniem. Wszystko powinno być pięknie, ale… jej związek się rozpada, a świat zmierza jak zwykle w stronę nieuchronnego końca. Wiktorii w żadnym razie to nie dziwi. Z diabłami przecież nigdy nie można się nudzić!
Lucyfer zmaga się z depresją, jednak zamiast przyjąć pomoc od życzliwych mu osób postanawia przyspieszyć Apokalipsę. Azazel niebawem ma wyjść z anielskiego więzienia, do którego trafił podczas próby wciśnięcia guzika WIELKIEEEGO KATAKLIZMU. Beleth tuła się po świecie usiłując odnaleźć mitycznego ifrita, który zaginął przed wiekami. Z kolei Wiktoria zostaje zatrudniona przy produkcji anielskiego programu Top Angel. Do gry dołącza cherubin Uzjel, skazany na wieki odosobnienia Metatron oraz cała gama znanych i mniej znanych postaci historycznych.
Czy świat czeka zagłada? Czy Wiktoria pogodzi się z Belethem? I co się stało z kotem Behemotem? Jak ułożył sobie życie Piotr? Żeby się tego dowiedzieć, przeczytajcie koniecznie finałowy, oczekiwany przez czytelników przez niemalże dziesięć lat, tom cyklu diabelsko-anielskiego.
Lekarka, absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Debiutancką powieść Wilk napisała w wieku piętnastu lat, a wydała trzy lata później (2006). W 2009 roku ukazała się kontynuacja tej książki - Wilczyca. Autorka została za nią nominowana do nagrody Nautilus, przyznawanej przez czytelników w corocznym plebiscycie na najlepszy polski utwór literacki z gatunku fantastyki. Wilczyca zdobyła w nim piąte miejsce. W Wydawnictwie W.A.B. pisarka opublikowała trylogię, na którą składają się powieści: Ja, diablica (2010), Ja, anielica (2011) oraz Ja, potępiona (2012).
Jak dla mnie troszkę niepotrzebna część. Nie mogłam się wciągnąć w akcję, jedynie końcówka mnie zaciekawiła. Mimo to nadal darzę sympatią bohaterów jak i autorkę.
Kompletnie niepotrzebna kontynuacja, która zepsuła cały cykl. W poprzednich częściach jakoś znosiłam Wiktorię, teraz albo była mi obojętna, albo bardzo irytowała. Ta książka wiele by zyskała, gdyby usunąć z niej Wiktorię. Mocno czuć, że gdyby nie kwarantanna, ta część by nie powstała. Zresztą pojawiają wzmianki o koronawirusie. Romantyzowanie zdrady to wisienka na torcie powodów, dla których nie podobała mi się "Ja, ocalona" i uważam ją za okropne (miejmy nadzieję) zakończenie cyklu.
Stwierdzam że to było dziwne. Cieszę się że jednak Beleth wrócił do Wiki bo oni są dla siebie stworzeni. Uziel jak dla mnie jest trochę dwulicowy bo zależy mu tylko na sobie a kego podejście do życia jest odklejone. Lucyfer w porównaniu z tym który był we wcześniejszych częściach się zmnienił jak dla mnie na lepsze.
Chociaż Ja, potępiona miała otwarte otwarte zakończenie to autorka długo kazała czekać na kolejny tom. Może dlatego, że perypetie miłosne głównej bohaterki znalazły szczęśliwy finał, a Wiktoria nawywijała tyle, że ciężko byłoby wymyślić dla niej kolejne kłopoty. Jednak okazuje się, że Biankowska ma talent do pakowania się w kłopoty, a miejsce w jakim przebywa i jej towarzysze zupełnie tego nie ułatwiają.
Dziesięć lat po wydarzeniach z poprzedniej części Wiktoria i Beleth nie są już parą. Dziewczyna w głównej mierze przebywa w Edenii, gdzie coraz częściej mówi się o końcu świata. Azazel po długim pobycie opuszcza więzienie, a w piekle pojawia się Lilith. Wszyscy wieszczą koniec świata, a są nim przerażeni zarówno zwykli śmiertelnicy, jak również istoty żyjące w zaświatach. Wiktoria po raz kolejny daje się wciągnąć w kabałę i zostaje obdzielona nietuzinkową rolą.
Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie nawiązania do współczesnej sytuacji. W książce też panuje pandemia, a ludzie myślą, że koniec świata rychło nadchodzi. Jednak w fikcji literackiej ten koniec rzeczywiście nadchodzi, a Wiktoria z przyjaciółmi stara się mu zapobiec.
Do grona głównych bohaterów dołączają też inni: anioły, cheruby i diabły. Opowieść dalej jest niezwykle zabawna, Wiktoria stała się swego rodzaju celebrytką zaświatów, co chwilą pisują o niej niebiańskie szmatławce licząc na każde jej potknięcie. Co więcej, ona często z premedytacją się im podkłada. Do grona adoratorów byłej diablicy trafia również niezwykle przystojny anioł i pojawia się obecny w poprzednich częściach motyw trójkąta miłosnego.
Naszych bohaterów czeka niezwykle emocjonująca przygoda, którą czyta się z wypiekami na twarzy. Całość uzupełniana jest o informacje zawarte w biblijnym opisie apokalipsy według świętego Jana. Tak jak sama autorka potwierdziła, powieść nie jest odgrzewanym kotletem, a ona w dużej mierze skupiła się na opisie losów diabłów.
Ja, ocalona to powieść, która nie tylko mnie nie zawiodła, ale sprawiła, że dłużej mogłam cieszyć się znajomością losu Wiktorii Biankowskiej. Chętnie spotkałabym się z tą bohaterką w kolejnych tomach.
No dobra, nie było tak źle. Wiki wróciła do Beletha i nawet chca się pobrać. Szczerze, zakończenie w sumie było dość spokojne i myslalam ze bardziej mnie zirytuje, ale Beleth moze trochę nauczył się traktować Wiktorię mniej przedmiotowo. Mimio tego, nadal najbardziej podobała mi się relacja z Uzjelem.,No co ja poradzę, że kocham psychopatów (w sumie to nie odwalił niczego az tak złego więc mam usprawiedliwienie). Poza tym, to anioł, no kto by sie nie skusił
W sumie, to chyba moja ulubiona część z serii. Aczkolwiek cieszę sie że skonczylam z tymi ksiązkami, bo (szczegolnie pierwsze 3 części) zaczynały mnie denerwować.
2,5⭐️ Według mnie strasznie niepotrzebna część, którą ciężko mi było skończyć. Pomimo dużej sympatii do bohaterów, nie jestem w stanie ocenić pozytywnie tej książki. Nie podobał mi się niestety koncept na fabułę, mam wrażenie, że ta czwarta odsłona przygód Wiktorii została napisana trochę na siłę.
Now I actually have a problem with how to rate this. It'd be 3 stars, but I just love the series so freaking much. When Beleth finally appeared the whole story felt hella more interesting. I'd say it's a pretty average book, the beginning wasn't that gripping but you had me there when I'd reached half of the book. It was nice to come back to these characters (Azazel and Borys never fail 😩), sometimes it was annoying. I'm not sure if this part was a necessary continuation for the trilogy but I'm just happy I had a good time and handful of emotions while reading. xx
Całkiem przyjemna kontynuacja, która opierała się na mniej więcej tym samym schemacie co poprzednie części i z jednej strony to jest fajne, ale z drugiej strony stanowi to dla mnie duży problem. Minęło 10 lat od wydania poprzednich części i fabularnie też minęło 10 lat, ale wcale tego nie poczułam. Wiktoria nie zachowuje się inaczej mimo upływu lat i warsztat autorko też nie uległ zmianie, nie mówię, że powinna być ona ogromna, bo już poprzednie części były bardzo dobrze napisane, ale liczyłam na jakieś, chociaż małe odczucie, że faktycznie minęło te 10 lat, że ta część jest o wiele lepsza niż poprzednie. No niestety nie była, a ponadto pojawiła się kolejna baba, którą jedyną cechą było to, że jest zła. Bardzo podobała mi się postać Uzjela, który był postacią dosyć nieszablonową. Zwróciło też moją uwagę to, że konsekwencje wydarzeń z tej części przechodzą dalej, a nie jak dotąd, gdy problem w danej części został rozwiązany, to w następnych praktycznie nie było żadnych konsekwencji. Jeżeli ukarze się kolejny tom, to napewno sięgnę, bo jestem ciekawa co się stanie z niektórymi bohaterami i co z tym wszystkim wspólnego będzie miał pan z epilogu, ale raczej nie mam co do tej serii zbyt wielkich wymagań.
Niepotrzebna, źle napisana, bez pomysłu na fabułę.
Nie mogę uwierzyć, że "Ja, ocalona" powstała z innego powodu niż rzut na kasę. Seria zatrzymała się na etapie schematycznych powieści z 2010 i nigdy nie pozwoliła nam poczuć, że wybiła się z tego schematu. Seksistowskie momenty jeszcze bardziej dawały wrażenie, że nikt nie przeczytał tej książki przed wydaniem, a tym samym nikt nie był w stanie powiedzieć autorce, że cały pomysł na napisanie czwartej części to najgorszy pomysł z możliwych.
Target tej książki nadal nie jest mi znany. Jako czytelniczka mocno związana z bazową trylogią kompletnie nie odnajduję się w świecie 10 lat po wydarzeniach z trzeciej części. Bardziej doświadczony czytacz najprawdopodobniej odłoży to po kilku stronach i nie będzie miał w sobie takich masochistycznych myśli jak ja. Również młodsi nie odnajdą się w historii pełnej niesmacznych podtekstów.
Jeżeli nie lubicie motywu Mary Sue, seksistowskich żartów o głupiutkich dziewczynach malujących paznokcie, nieprzepracowaną zdradę w związku (nie chcę mówić dużo, ale relacja tej dwójki bohaterów stała się niesamowicie toksyczna, a autorka nie pokusiła się o psychologiczne analizy) oraz dram niczym z telenoweli to odradzam i przestrzegam.
Czy warto było? Nie wydaje mi się. Trzecia książka bardzo ładnie zakończyła historię i kontynuacja wcale nie była potrzebna, miło było wrócić ale już trochę inny klimat momentami. Szczególnie początek bardzo irytujący.
Bawiłam się świetnie, słuchając zakręconych i pełnych humoru, pierwszych trzech odsłon diabelskiej – anielskiej serii Katarzyny Bereniki Miszczuk. Dlatego z wielką przyjemnością sięgnęłam po finałową odsłonę przygód roztrzepanej i mocno pechowej Wiktorii oraz diabelnie przystojnego Beletha pod tytułem Ja, ocalona.
Dziesięć lat później… "Minęło dziesięć lat odkąd udało jej się wydostać z Tartaru i ocalić zaświaty, a także swoją miłość przed zniszczeniem. Wszystko powinno być pięknie, ale… jej związek się rozpada, a świat zmierza jak zwykle w stronę nieuchronnego końca. Wiktorii w żadnym razie to nie dziwi. Z diabłami przecież nigdy nie można się nudzić! Lucyfer zmaga się z depresją, jednak zamiast przyjąć pomoc od życzliwych mu osób postanawia przyspieszyć Apokalipsę. Azazel niebawem ma wyjść z anielskiego więzienia, do którego trafił podczas próby wciśnięcia guzika WIELKIEEEGO KATAKLIZMU. Beleth tuła się po świecie usiłując odnaleźć mitycznego ifrita, który zaginął przed wiekami. Z kolei Wiktoria zostaje zatrudniona przy produkcji anielskiego programu Top Angel. Do gry dołącza cherubin Uzjel, skazany na wieki odosobnienia Metatron oraz cała gama znanych i mniej znanych postaci historycznych."
Zacne zakończenie. Wiedząca, iż autorka „dokończyła” serię po dziesięciu latach, trochę się obawiałam, że straci ona na humorze i błyskotliwości.
Bardzo się myliłam. Humor ewaluował, stał się jeszcze bardziej cięty, a styl wyraźnie dopracowany. Wiktoria zaś przestała być narwaną młódką, ale wyraźnie dojrzała, choć nie można jej odmówić wyjątkowego talentu pakowania się w każde możliwe tarapaty. ;) Jakby tego było mało, to znowu ma problem z Belethem. Choć ta dwójka rozeszła się jakiś czas temu, to wiadomo, serce nie sługa, a gagi sytuacyjne, jakie wypływają z ich z ich spotkań, podczas których oczywiście próbują być wobec siebie obojętni, nie są już dziecinne, a raczej mocno wyrafinowane.
Patrząc na ewolucję tej dwójki, muszę przyznać, iż przyjemnie było znaleźć jakąś stałą, a był nią Azazel. Ten się nie zmienił i swoim kombinatorstwem oraz romantyczną duszą wprowadza klimacik rodem z poprzednich odcinków.
Na czasie. Podobał mi się też pomysł, by w akcję wpleść „dzisiejsze” nastroje i problemy. Bardzo dobrze grały one z tematem przewodnim książki, wprowadzały dodatkowy smaczek, a ja mocno ściskałam kciuki za operację powstrzymać Apokalipsę. ;)
Podsumowując. Ja, ocalona Katarzyny Bereniki Miszczuk to świetna przygoda i bardzo dobre zakończenie diabelsko-anielskiej. Jeżeli macie ochotę na fajną, humorystyczną i lekką serię, to koniecznie umówcie się na randkę z Wiktorią i Belethem. :D
Myślałam, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, aż tu nagle, nadjeżdża Katarzyna Berenika Miszczuk na białym koniu, zeskakuje i mówi "Potrzymaj mi długopis". Historię Wiktorii Biankowskiej pożegnałam już dawno. Zdążyłam zamknąć ten rozdział i ruszyć dalej, aż tu nagle BUM! Czwarty tom!
Nie ukrywam, że po cichu liczyłam na to, że losy głównej bohaterki nie zakończą się po trzeciej części. Chciałam, by ta podróż trwała dłużej. Z drugiej jednak strony nie chciałam dostać zapychacza, który w ogóle mi się nie spodoba, a tylko pogorszy moje postrzeganie całej opowieści. Jak było w rzeczywistości? Cóż... wydaje mi się, że niewiele jest rzeczy, które po dotknięciu przez Katarzynę Berenikę Miszczuk nie zamieniają się w złoto, czego dowodem jest właśnie ta książka!
Mija dziesięć lat od ostatnich wydarzeń mających miejsce w książce "Ja, potępiona". Wiktoria nie jest już z Belethem, Azazel odsiaduje wyrok w więzieniu, a główna bohaterka urwała wszystkie kontakty z osobami z Piekła i przebywa w Niebie, gdzie przeprowadza casting na anielice. W międzyczasie spotyka się z cherubinem Uzjelem i wydaje jej się, że nie wpakuje się już w żadne kłopoty. Niestety, tylko jej się wydaje.
"Wyciągnął w moją stronę dłoń. Niechętnie ją uścisnęłam. - Mamy umowę! - oświadczył z radością. No i znowu wpakowałam się w kłopoty." Lucyfer ostatnimi czasy nudzi się niebywale. Brakuje mu szalonych dni, kiedy to niejednokrotnie musiał interweniować, kiedy Azazel, Beleth oraz Wiktoria wpadali w tarapaty. Aby poczuć odrobinę adrenaliny i dreszczu emocji, postanawia doprowadzić do Apokalipsy. Wie, że wychodzący z więzienia Azazel będzie idealnym kandydatem do wykonania tej roboty. Nie spodziewa się jednak, że diabeł wpląta w tę sprawę byłą diablicę, której z pomocą przyjdzie także Uzjel oraz Beleth.
Musieliśmy czekać 10 lat na kontynuację losów Wiktorii. I teraz proszę mi powiedzieć kiedy to przeleciało? Ja do tej pory pamiętam goracą atmosferę Piekła i trochę nudniejsze Niebo. A o Tartarze nie wspominając. I bardzo się cieszę, że mogłam znowu spotkać się z moimi ulubionymi bohaterami.
Tym razem Wiktoria da się wplątać w Apokalipsę. Czyli jak wracać to tylko z grubej rury. Będą problemy, śmieszne sytuacje, przystojne Diabły, ale i zerwane pieczęcie, Jeźdźcy Apokalipsy oraz zdenerwowany Archanioł Gabriel. Czyli taki zwykły dzień w innym wymiarze. Akcja toczy się gładko, jest orginalnie i na pewno nie jest to odgrzewany kotlet. Autorka zręcznie wplata w treść bieżące wydarzenia, ale również odnośniki do Biblii. Wszystko jest spójne i logiczne. Pani Katarzyna starała się utrzymać poziom poprzednich tomów, ale czuć tutaj uplywający czas. Jest dojrzalej i widać, że autorka rozwija swój styl, bo ta część jest doroślejsza i bardziej dopracowana.
Mam nadzieję, że to nie koniec cyklu i będzie nam dane obserwować dalsze perypetie Wiktorii, bo ja chętnie pospaceruję jeszcze po Piekle (no cóż, Ja diablica to ciągle moja ulubiona część). A może uda znaleźć się tego dżina? Czas pokaże, a ta powieść jest warta Waszej uwagi.
Powrót po latach do cyklu anielsko-diabelskiego był dla mnie trochę jak sentymentalna podróż, w trakcie której mogłam zobaczyć, co słychać u starych przyjaciół. Minęło 10 lat. Wiktoria jest w tym samym wieku co ja. I muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie była mi tak bliska. Mamy doroślejszą bohaterkę, jednak kłopoty trzymają się jej tak samo, jak zawsze. Pomimo więc pojawienia się innego podejścia, powagi dorosłego życia, że się tak wyrażę, nadal książka pełna jest tego specyficznego fatalistycznego humoru, który tak mnie bawi. Są nasze diabły, a nawet pojawia się pewien anioł, który dalece różni się od sztywnych aniołów poznanych w poprzednich częściach. Dowiemy się też więcej o przeszłości niektórych nieśmiertelnych postaci, które nadal potrafią nas zaskoczyć. Bardzo mi się ta część podobała! Pochłonęłam ją w trzy dni, co przy ostatnim braku czasu jest nie lada wyczynem. Ale wprost nie mogłam się oderwać! Przez pierwszą połowę książki duży wpływ miał na to Uzjel, a potem to już musiałam wiedzieć, jak Wiktoria wykaraska się z beznadziejnej sytuacji, w którą się tak bezmyślnie wplątała.
To była nie tylko świetna podróż sentymentalna ale przede wszystkim świetna zabawa. Pamiętam jak dziś, kiedy po pierwszą część sięgnęłam przypadkowo w księgarni czekając na opóźniający się pociąg. I tak już poleciało - zamówiłam drugi tom, potem trzeci i myślałam, że na tym koniec. Wiadomość o części czwartej przywitałam z zaskoczeniem ale też z lekkim niepokojem - od trzeciego tomu minęło 10 lat, to mogło pójść bardzo dobrze ale też i bardzo, bardzo źle. Wyszło świetnie! Jak wisienka na torcie. Dla pełnego obrazu przeczytałam całą serię jeszcze raz. To jak odwiedziny u kochanych przyjaciół, świetnie było wrócić do lektury i ponownie zanurzyć się w przygodach Wiktorii, Beletha, Azazela i reszty szajki. Tym razem Wiktoria trochę mnie wkurzała w pierwszych częściach, ale też lata zrobiły swoje i (trochę) dorosłam. ;) Czwarty tom dopełnia cały cykl, w pewien sposób go zamyka ALE - trzeci też niby "zamykał" a epilog jak widzimy doprowadził nas do tomu czwartego. Tutaj może być podobnie, a w międzyczasie epilog daje pole wyobraźni do snucia dalszych losów tej popapranej szajki.
"Ja, ocalona" to dobra 4 część przygód Wiktorii. Główna bohaterka dalej jest nieustępliwa, ale również zmienna w swoich uczuciach jak chorągiewka.🤣 Depresyjny Lucyfer to coś niedopomyślenia, ale jak bardzo możliwego do spełnienia. A w tym wszystkim jeszcze pandemia 😅
10 lat to kupa czasu, ja się zmieniłam i bohaterowie również. Bardzo się cieszę, że autorka postanowiła przesunąć akcje o ten czas. Nie wiem jakbym to było, gdyby oni ciągle stali w miejscu, a ja bym czuła ten przeminięty czas. Przecież to by znaczyło, że jestem stara 😅
Kocham te relacje między bohaterami, humor oraz sam pomysł na powrót do tej serii. Jedyne co mogłabym jej zarzucić, to łatwość z jaką rozwiązał się cały problem z Apokalipsą. Było to za szybko i za łatwo. Wolałabym jednak trochę bardziej rozwiniętą akcję.
Jeśli nie czytaliście serii o Wiktorii i jej przeżyciach w niebie oraz piekle, to musicie szybko to nadrobić 😍
Daję dyszkę finałowej części diabelsko-anielskiej serii z Wiktorią Biankowską w roli głównej, ponieważ absolutnie zaspokoiła ona mój apetyt na ostateczne rozstrzygnięcia :)
Pomysł autorki na połączenie akcji z gatunku fantasy z wydarzeniami roku 2020 (pandemia, fatalizm, niepokoje społeczne) to strzał w dziesiątkę właśnie, a główny nurt fabuły, czyli powstrzymanie Apokalipsy, uznaję za majstersztyk.
Ponownie dużo się wokół Wiki dzieje, mamy i miłostki i humor i walkę sił dobra ze złem. Smaczku całej historii dodaje fakt, że Wiki nieco miota się w swoim "nieżyciu" pomiędzy złotookim diabłem Belethem (stara miłość nie rdzewieje), a niebiańskim cherubinem Uzjelem.
Zacna to była przygoda, niezwykle sympatyczna, ale i filuterna, dzięki której bawiłam się wyśmienicie.
3,5/5 Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu ten tom naprawdę przypadł mi go gustu. Owszem, znalazłam tam parę wad, powtarzają się one w zasadzie co tom: bohaterka, która przez 10 lat nie wydoroślała nawet o rok i nadal zachowywała się jak dwunastolatka, ciągłe powtarzanie przez autorkę tych samych informacji i coś, co w tym tomie naprawdę mnie ubodło, czyli przedstawienie ładnych dziewczyn jako tępych, myślących tylko o chłopakach i kosmetykach. Biorąc pod uwagę fakt, że książka została napisana przez kobietę, tym bardziej mnie boli, takie ich sportretowanie.
Jeśli jednak przymknie się oko na te mankamenty, książka jest naprawdę dobrą rozrywką, która dodatkowo wzbudziła u mnie parę razy zaskoczenie i spowodowała niekontrolowane wybuchy śmiechu.
„Ja, ocalona” to świetna książka, która spodoba się zarówno nowym, jak i starym fanom cyklu anielsko-diabelskiego. Nie przeczę, że na początku miałam obawy, czy pisanie kontynuacji po tak długiej przerwie ma sens, jednak poruszone przez Miszczuk wątki są ciekawe oraz porywające. Osobiście bawiłam się świetnie, widząc po raz kolejnych ulubionych bohaterów, którzy – wraz z autorką – dojrzali. To prawdopodobnie największy atut tej powieści! Ja przy lekturze bawiłam się piekielnie dobrze i jeżeli następny tom się pojawi, chętnie po niego sięgnę!
Ostatnia część przygód Wiktorii i jej przyjaciół. Akcja dzieje się 10 lat po wydarzeniach z poprzedniej części i to był dobry zabieg, bo inacz3j akcja mogłaby sztucznie stać w miejscu. Wiktoria próbuje się ustatkować mimo bycia duszą potępioną, pomaga szkolić anielice, zakochuje się, a kłopoty pojawiają sie od najmniej spodziewanej osoby, bo od Lucyfera. I Wiktoria z resztą, wkręcają się, by jakimś cudem uratować świat. Ta część wypada najgorzej na tle całej tetralogii, nie ma aż tyle akcji jak w innych częściach. Tutaj skupiamy się też bardziej na diable Azazelu, który dostał tyle czasu antenowego na ile zasługuje (w końcu). Ponownie, kocham wszystkich bohaterów, wszyscy super wykreowani.
„Ja, ocalona” uważam za satysfakcjonującą kontynuację serii i prawdziwą wisienkę na torcie, jeśli porównać ją z poprzednimi częściami historii. To absolutne must have dla tych, którzy mają za sobą poprzednie tomy przygód zwariowanej diablo-anielskiej ekipy 😉 Wszystkim pozostałym polecam całość jako coś lekkiego i po prostu skutecznie poprawiającego humor.
Jak ktoś po dziesięciu latach wraca to czegoś, co zdążyło się zakurzyć, to efekt może być ambiwalentny. Z jednej strony lubiani bohaterowie, zagmatwane wizje i wierzenia oraz nieprzewidywalne plany, z drugiej – nowa recepta na pomysł sprzed lat, czy raczej potrzeba bez wykrystalizowanego pomysłu? “Ja, ocalona” to eksperyment, który nie zachwyci wszystkich wiernych czytelników. Całość w stylu Miszczuk, ale bez rewelacji. Może już czas na coś zupełnie nowego…?
Ta część podobała mi się chyba najbardziej z całego cyklu. Mamy tu zdecydowanie więcej anielsko-diabelskiego towarzystwa, więcej tych nadprzyrodzonych, nieśmiertelnych pierwiastków, które istniały prawie od zawsze i mają nieskończone historie do opowiedzenia. Świat po raz kolejny wali się ludziom na głowy, bo ktoś w zaświatach wpadł na dziwny pomysł. Wszystko się może zdarzyć i to jest takie piękne w tego typu opowieściach. Poza tym widać, jak bardzo na przestrzeni tych lat rozwinął się styl autorki, przy okazji nie tracąc nic ze swojej lekkości i humoru