Ta książka ma wszystkie cechy książki, której nie chce mi się nawet otwierać. Po pierwsze absolutnie niezachwycajacą, brzydką okładkę nawiązującą do słynnej książki słynnego intelektualisty-celebryty, który z komiksami mi się kompletnie nie kojarzy, a do tego wszystkiego… znowu mam czytać o “narodzinach ludzkości”? Mimo wdzięczności, że wydawca nadesłał dzieło, odłożyłem na stertę “książki dla dzieciaków, do przeczytania po tym jak przeczytam już wszystkie smutne książki o Holokauście i kilka tych, które wydaje się, że nie są o Zagładzie, a i tak są”. TO BYŁ BŁĄD. To jest doskonałe!
Pod tą naprawdę okropną okładką czai się jeden z najlepszych komiksów “inforozrywkowych”, jakie w życiu przeczytałem. Otóż Harari z pomocą Vandermeulena i Casanave zaprasza nas na wielka przechadzkę po początkach rodzaju ludzkiego. I jest to opowieść wrażliwa na współczesność, bo wcale nie będzie tak, że wielkim przewodnikiem po wszystkim będzie izraelski celebrytointelektualista, a naukowczynie i badacze z różnych kultur, którzy mówić będą i do dziewczynek i do chłopców, a w efekcie do każdego z nas. Zatem jest to komiks równościowy, lewacki, nie bójmy się tego sformułowania, a do tego erudycyjny ikonograficznie na tyle, że nawet niedoszły absolwent historii sztuki (ja) czasem musiał znaleźć wyszukiwarce odpowiedź na pytanie “skąd ja to kojarzę”? Wielokrotnie autorzy nawiązują do dzieł sztuki z całej naszej historii i robią to przezabawnie, z reszta humoru w “Sapiens” znajdziecie wystarczająco dużo. Wystarczająco, co znaczy, że nikt tu na siłę nie będzie nas gilgotał, ale co jakiś czas wprawiał w radosny acz nienachalny rechocik.
Co najbardziej zaskakujace, Harariemu i pomocnikom udało się w “Sapiensie” rozprawić z różnymi teoriami dotyczącymi wyjątkowości człowieka, a gdy już jego rozmówcy zgadzają się, że jakimś sposobem “homo sapiens” wygrał w ewolucyjnym wyścigu, pokazują że skutki tego są fatalne. Gdy większość “przyrody” ewoluuje sobie spokojnie przez tysiące lat, tak “homo sapiens” dokonał wręcz przewrotu w swoim zachowaniu w ciągu kilkudziesięciu tysięcy lat. Skutki tego są różne - np. skłonność do bólu pleców (mamy za ciężkie mózgi), ale też wywoływanie wojen (musimy udowadniać dominację).
Człowiek w wizji Harariego jest bohaterem tragicznym - słabym i kruchym, ale przebiegłym i mądrym dzięki wspólnocie, którą tworzy dzięki mitologii i plotce. To są podstawy współczesnej antropologii, więc nic tu zaskakującego nie znajdziecie (no może poza dowodzeniem tego, że spółki z ograniczoną odpowiedzialnością to byty o podobnym statusie ontologicznym, co ciało Chrystusa pod postacią hostii). Ale to co zachwyca w “Sapiensie” to bogactwo form komiksowych - od inforozrywki, czyli takiego komiksu gdzie ktoś coś opowiada i mamy wykresy, tabelki, obrazki w zabawnej formie, przez przygodowe historie retro, po dyskretne aluzje do historii samego komiksu i superbohaterszczyzny. Każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie, a to sprawia, że będziecie go sobie w domach wyrywać z rąk. Ja kwiczałem momentami z radości i musiałem dzielić się co zabawniejszymi fragmentami ze znajomymi, co mi się rzadko zdarza, bo ja dużo czytam i nie chcę stracić tych kilku ludzi, którzy jeszcze ze mną wytrzymują.
Dodam, że rysunkowo narobili się autorzy potwornie, to jest niesamowita robota, piękne kolory, świetne i ciekawe kadry, a do tego… pamiętacie taki obrazek pokazujący rozwój ewolucji “homo”? Od małpy, przez erectusa po człowieka wyprostowanego? Postaci na takim rysunku były zawsze pokazywane z profilu i do tego raczej były to postaci męskie. A co, gdyby pokazać je całopostaciowo od przodu? I jeszcze wymieszać przedstawione płci? I do tego jeszcze przypomnieć, że to wszystko bzdura i w pewnym momencie na Ziemi większość z tych gatunków żyła obok siebie, choć niekoniecznie w zgodzie? Właśnie taki jest komiks Harariego i spółki - pokazujący, że zostaliśmy nauczeni pewnych ogólnych prawd, z których bardzo trudno nam wyjść.
Dodam, że dla mnie jako człowieka od języka i słowa bardzo ważne są fragmenty dotyczące funkcji plotki jako spajającej wspólnotę (tu kapitalne nawiązanie graficzne do twóczości Normana Rockwella) i fikcji jako jedynego sposobu pozwalającego na komunikacje i rozumienie świata w tak dużej wspólnocie, jaką tworzy homo sapiens. Czy można żyć bez fikcji? Zobaczcie, co ma na ten temat do powiedzenie Yuval Noah Harari i jego siostrzenica Zoe. Czekam na kolejny tom ich przygód, bo nigdy by mi się nie chciało przeczytać tylu książek o teoriach antropologicznych i socjoekonomicznych, których skrót tu dostałem. No i jak to jest graficznie opowiedziane, proszę Państwo. Państwo sami zobaczą gdzieś w necie plansze. A potem już tylko do księgarni i “pod choinkę”. A potem udajemy, że to dla potomka kupione, a my tak z ciekawości tylko podczytujemy. Przez cały dzień.