Roman Rja se začenja leta 2002, na dan, ko je Szymek na obisku pri babici še zadnjič zatopljen v brezskrbno igro z najboljšim prijateljem, na dan, ko zaradi prometne nesreče izgubi oba starša. Deček odslej živi pri babici, Małecki pa se izkaže za pretanjenega prisluškovalca njegovi otroški duši, njegovim tesnobam in strahu, hkrati pa ob skokih v preteklost izrisuje travmatično mladost babice, v katere otroštvo je zarezala vojna. Pred nami se tako odvijeta življenjski usodi predstavnikov dveh generacij, ki ju zaznamuje nezmožnost komunikacije. In če je bil največji izziv starejše generacije, da prebrodi vojne travme, se mlajša spopada z vprašanjem, kako se pomiriti s to dediščino.
Pisarz, autor książek: Błędy (2008), Przemytnik cudu (2008), Zaksięgowani (2009), Dżozef (2011), W odbiciu (2011), Odwrotniak (2013) i Dygot (2015).
Napisał rownież kilkanaście opowiadań ogłoszonych w prasie i w antologiach. Przełożył z języka angielskiego wiele pozycji, między innymi Brudne wojny Jeremy’ego Scahilla, Paryż wyzwolony Antony’ego Beevora, Moją prawdę Mike’a Tysona i zbiór korespondencji pod tytułem Listy niezapomniane. Publikował w „Newsweeku”, „Polityce”, Angorze”, „Znaku”, „Nowej Fantastyce” i „Tygodniku Powszechnym”.
Laureat nagrody Śląkfa w kategorii „Twórca roku”, dwukrotnie nominowany do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Za przekład książki Listy niezapomniane na język polski zdobył Nagrodę Literacką Miesięcznika KSIĄŻKI. Za powieść Dygot nominowany był do Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus i Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Mieszka w Warszawie, z żoną Martą i zwierzętami.
Jedna z najlepszych polskich powieści, jakie czytałem w ostatnich latach!
Książka ujęła mnie swoim melancholijnym klimatem już od pierwszych stron - nie ma tu miejsca na rozległe opisy, a mimo tego skompresowanego stylu, dzieję się tutaj aż za dużo. Historie bohaterów opisane na kartach powieści przywodziły mi na myśl osoby, które doskonale znam: ludzi, żyjących na wsi, zakonserwowanych niejako w swojej własnej egzystencji, bez pola do wyjścia z marności, w którą pozwolili się wprowadzić.
Cofanie sie w czasie i pokazywanie czytelnikowi historii chociażby Tośki, było czymś wyjątkowym, mimo że byłem świadomy, iż każdy rozdział z jej perspektywy przyniesie kolejny ból i odkryje przede mną fakty, z którymi będe musiał kroczyć dalej, aż do smutnego końca tej opowieści. Co do Szymka i jego skąpego życiorysu, to patrzyłem w niego, jak w lustro i bałem się. Bałem się, że moje życie mogłoby wyglądać podobnie. Książka dotkneła mnie tam, gdzie odczułem to najbardziej - w ośrodku moich wahań, bezradności i bojaźni, jednocześnie zaszczepiając ziarenko nadzieji, że za pociągnięciem magiczego sznurka, los można odmienić. Ale czy na pewno?
"Rdzę" na pewno warto przeczytać, aby zmierzyć się z obrazem rzeczywistości, którą kreuje autor i samemu ocenić, na ile jest prawdziwa i jaki obszar w naszym umyśle - a także i sercu - otworzy.
Jak pan Małecki zaczaruje słowem to nie trzeba wiele więcej do szczęścia. Zafundowałam sobie półtoraroczny detoks i z obawą, niczym pies zasadzający się na jeża, podejmowałam decyzję o powrocie. Wystarczyło kilka pierwszych minut audiobooka i jak zwykle, przepadłam. Piękna historia, zasadzająca się na więzach krwi - które stanowią jedynie podwaliny eksplorowanych relacji.
Mój faworyt do NAJLEPSZEJ POLSKIEJ POWIEŚCI tego roku!
„Rdza” to proza najwyższej próby. Wyrazista, poruszająca opowieść o szczątkach pamięci, które osadzają się w sercach i z czasem tworzą blizny, bez których nie byłoby człowieka. Powracają końce świata, powraca rodzinna saga, powraca też poszukiwanie sensu życia, czyli wszystko to, co było obecne w „Dygocie” i „Śladach”. Bohaterowie Jakuba Małeckiego mozolnie przedzierają się przez życie, poddawani są próbom, by dygotać znów i nieprzerwanie. Osobliwości, postacie barwne, chociaż lekko rozmyte, jak pociągnięte akwarelą w kolorze jesiennego dymu. Oniryczne opowieści o śmierci, o miłości, o przyjaźni, a wokół wojna, rozpacz, tragedie mniejsze i większe – taka jest „Rdza” i chociaż wydawać może się bezwzględna w ujęciu tych najbrutalniejszych cząstek ludzkiego życia, to paradoksalnie poraża swoją delikatnością, wrażliwością na ludzką krzywdę, na ten stan zawieszenia, kiedy wszystko wydaje się być stracone.
Jakub Małecki chyba instynktownie podnosi poprzeczkę, przekracza swoje własne granice, tworząc opowieści dojrzalsze, bardziej emocjonalne, intensywniejsze z książki na książkę. I robi to w niezwykły, niezapomniany sposób, idealnie kończąc tryptyk rozpoczęty przez „Dygot”.
Nie wiem, co takiego jest w książkach Małeckiego, co pozwala mi zaczytać się i żyć życiem bohaterów i to wszystko jest tak prosto napisane, ale ładnie, bez żadnych kwiecistych opisów, bez udziwnień, bez głupich wtrąceń o sensie życia i patetycznych cytatów wielkich pisarzy. Jest swojsko i boleśnie, i wzruszająco, i mądrze, i czasem ciepło, ale częściej zimno i przejmująco prawdziwie. Jest do polecenia i do przemyślenia.
Ta prostota i ludzkie dramaty pochłonęły mnie bez reszty. Coś niesamowitego! Jak bez zbędnych słów i w sposób minimalistyczny przekazać to, co ma się do przekazania? Przekonajcie się sami. A ten styl, ah, fenomenalny!
Jakoś tak wewnętrznie wiem, że kocham książki Jakuba Małeckiego, a jednocześnie boję się sięgać po każdą kolejną, bo mam wrażenie, że na jakimś poziomie są one wszystkie do siebie podobne. Nie, żeby mi to bardzo przeszkadzało, ale chyba kilku książek pod rząd tego autora bym nie przeczytała.
Co stanowi te wspólne elementy każdej książki Małeckiego, jaką czytałam? Naturalność. Autor opisuje zwyczajne życie, zwyczajnych ludzi i ich zwyczajne problemy, przez co łatwo nam odnaleźć siebie w tworzonych przez Niego historiach. W wypadku Rdzy mamy do czynienia z kameralnie małą mieścinką, w której każdy się zna, ze zwyczajnym i kompletnie nieaesthetic życiem przepełnionym pracą na roli, ale i traumatycznymi przeżyciami wojennymi – narracja skacze bowiem zarówno między kilkoma postaciami, jak i latami, prezentując nam upływ czasu, starzenie się bohaterów i zmianę ich myślenia, a także wojnę z perspektywy dorosłego, dorastającego i dziecka. Nie ma tu motywu wybrańca, superbohaterów, romantyzowania toksycznych działań jak w komedii romantycznej czy szczęśliwych zbiegów okoliczności i cliche z filmów wojennych, w których główny bohater musi przeżyć, za to ginie jego najlepszy przyjaciel. To historie całkowicie realistyczne, naturalistyczne, często bez happy endów, pokazujące losy nasze, naszych bliskich, czy to nieinstagramowe życie, które mało kto chce pokazywać.
Widziałam opinie, że język Rdzy, ale też innych powieści Małeckiego, może być odebrany jako zbyt prosty. Moim zdaniem on idealnie odwzorowuje sposób myślenia i emocje ludzi; nie oszukujmy się, mało kto myśli i mówi w tak poetycki sposób, jak często przedstawia literatura. Zupełnie inaczej też odbierzemy emocje dziecka, którego zachowanie narrator opisze jako "płakał w rozpaczy wzywając matkę", a gdy ten rozpaczliwy ton widzimy w nieprzerwanym ciągu słów "mama rodzice ja chcę do rodziców gdzie rodzice".
Jeżeli chodzi o moje już bardzo osobiste wrażenia, to pewnie Rdza do topki ulubieńców nie trafi, prawdopodobnie przez tematy wojenne, których fanką nie jestem. Do tego postaci było tu na tyle dużo, że łatwo było się pogubić w łączących ich relacjach. Jednak wciąż doceniam powieść samą w sobie i wszystko to, co zostało w niej ukryte między wierszami.
Tw: śmierć, strata rodziców, wojna i ofiary wojny, przemoc wobec ludzi i zwierząt, religia, myśli samobójcze, trauma, radzenie sobie z żałobą, molestowanie
Traktujmy to jako 4.5/5 żeby w pewien sposób wyróżnić tę pozycję spośród innych moich "czwórek"
+ konstrukcja książki, czyli naprzemienne rozdziały z przeszłości, teraźniejszości i ich połączenie + lekki i treściwy styl, przy którym nie można się nudzić + realizm (chociaż tym razem już nie magiczny)
- nastrój książki i to jak sprawy się "ostatecznie potoczyły"
Mam wrażenie, że bawiłem się lepiej przy "Dygocie", ale chętnie to sprawdzę czytając go kiedyś ponownie.
Abandoned after 100 pages. Sorry, but the experiences of 7-year-old Szymek do not seem credible and the war trauma of grandmother Toska of course is very grave, but it also seemed rather artificial to me. Current Polish literature has better to offer, I think (Tokarczuk, Mysliwski).
Meesterwerkje. Prachtig familieverhaal over verschillende generaties van een Poolse familie. Wat de personages meemaken laat je niet onverschillig. Vooral ellende en een pak minder geluk. En als dat er is, dan toch maar kortstondig. Polen is een land dat nog altijd de gevolgen draagt van de verschrikkingen van WOII. Opvallend hoe weinig mensen elkaar vastpakken, knuffelen, echt met elkaar praten. De structuur is top. Het verhaal is als een slang met een inwisselbaar begin en einde. Er ligt alleen een periode tussen van veertien jaar en 280 pagina’s. De schrijver begint het verhaal in het heden en keert dan terug om de voorgeschiedenis te vertellen. Hij laat elk hoofdstuk voorafgaan door het jaartal en dat maakt het gemakkelijker om te volgen. Uiteindelijk komen alle puzzelstukjes samen en wordt zelfs het allerkleinste detail duidelijk. En daarvan zijn er veel, zoals de reden waarom de winkeljuffrouw weigert roodharigen te bedienen. Perfect geconstrueerde roman.
Cudowna opowieść o niewykorzystanych okazjach, bierności i strachu przed prawdziwym życiem.
Tytułowa rdza pojawia się w utworze zawsze wtedy, kiedy w bohaterach lub w przestrzeni zachodzą nieodwracalne zmiany. Kiedy dawne żale odchodzą w niepamięć. Kiedy wraca siła, a niedomknięte od lat sprawy wreszcie znajdują swój finisz. Jak to się jednak dzieje, że nie rdzewieje to, co zardzewieć już dawno powinno? Bohaterom powieści Małeckiego zamykanie rozdziałów przychodzi z ogromnym trudem. Tylko nieliczni będą w stanie wziąć odpowiedzialność za swój los. Ci jednak, którym się to uda, otrzymają w nagrodę prawdziwe poczucie wolności.
Kolejna książka od Jakuba Małeckiego, która wybudziła we mnie emocje. Emocje, które czasami wstydzimy się okazywać. Piękna, poruszająca historia. A może i nawet jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych, które kiedykolwiek czytałem.
Ciężko jest mi oceniać książki takie jak ta - wyjątkowe i rzadko spotykane. Tutaj każdy bohater jest inny, jest człowiekiem z codziennymi zmartwieniami i walczącymi z demonami przeszłości. Tu nie ma postaci wyidealizowanych, są po prostu ludzie. I to mi się w tej książce najbardziej podobało.
Od początku „Rdzy” byłam oczarowana tym swojskim klimatem, prostymi słowami, ubranymi tak pięknie, że przez strony się płynęło. To moje drugie spotkanie z tym autorem - mam wrażenie, że w „Dygocie”było więcej akcji, może dlatego, że ta książka była po prostu bardziej brutalna i czytałam ją z zapartym tchem. W „Rdzy” może nie było zwrotów akcji, ale powieść jest tak przemyślana, że każde słowo i zdanie było po prostu ładne, a czytało się to z wypiekami na twarzy. Bardzo podobały mi się te przeplatane rozdziały w których krok po kroku dowiadywaliśmy się więcej to o Tośce, to o Szymku. Z czasem widać było coraz więcej podobieństw pomiędzy wnukiem, a babcią, niczym paralele. Jabłoń, stodoła, praca, dzieci, tory, mieszkańcy małej wioski. Wszystko połączone. Na pierwszy rzut oka „Rdza” wydaje się być prosta, jednak ostatnie sto stron umocniło mnie w przekonaniu, że to lektura o milionie wątków, każdym tak samo ważnym i kluczowym by dopełnić tę piękną, porażającą historię. Z czystym sercem: niesamowita.
Ik weet niet meer hoe ik op het spoor kwam van dit boek maar het is wonderschoon! Het is het verhaal van Szymek, zijn vriend Budzik, zijn oma Tośka en nog vele anderen uit het Poolse dorp Chojny. Kleurrijke personages, prachtige sfeer, een lach en een traan. Voor wie de boeken van Myśliwski kent, bv Het doppen van bonen, daar doet het aan denken. Maar toegankelijker: bondig en meeslepend. Een aanrader!
Wow ❤️ to moja pierwsza książka Małeckiego, ale już po kilkunastu stronach mogłam szczerze powiedzieć, że zakochałam się w jego twórczości 🥰 będę koniecznie nadrabiać inne książki!
Wspaniała, moja druga ulubiona książka Jakuba Małeckiego ❤️ Podobało mi się tutaj absolutnie wszystko: język, historia, wrażliwość. Wątek przyjaźni absolutnie piękny, książkę kończyłam ze łzami w oczach. Polecam 🖤 " Szymek obiecał sobie, że już nigdy przed niczym nie będzie uciekał. Bo chyba to od człowieka zależy, czy ucieka, czy nie?"
Czytając ją, czułam się dziwnie. Kiedyś też zaczęłam "Dygot", ale musiałam odłożyć, bo przytłoczył mnie ten niepokój, który z każdą kolejną stroną rósł - tu miałam podobnie, wrażenie, że podczas czytania ktoś za mną stoi i śmieje się z mojej naiwności, że jeszcze będzie dobrze, jeszcze bohaterom się uda.
Dosyć specyficzna, na pewno przyciąga klimatem. Ale żeby mnie jakoś niezwykle urzekła i została jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam - nikłe szanse.
Moją drugą myślą, tuż po skończeniu: krąg życia w prawie, że przeklętej przez los mieścinie?
I am going to be seriously outnumbered here, but I am quite disappointed in this Polish novel. It's about a boy whose parents are killed in a car crash and his eccentric grandmother, with a war trauma, who takes care of him.
It got five stars in my newspaper and lots of raving reviews so perhaps my expectations were too high.
I read the Dutch translation, and either the translation is not top or the writing is not great... probably a combination of both. There are clumsy metaphors, quite some sentimentality and lots of attempts at nostalgia. Also, I know it is tricky for a writer to enter into the mind of a child, but I repeatedly found myself thinking: this is not how a 5-year old would think, feel or act.
The book is also too long, there are many digressions without function and quite a lot of blabla.
Still, the main storyline is not bad and also the switching back and forth in time works. I wanted to continue reading despite the flaws.
Jakub Małecki ma niezwykły dar opowiadania historii wielu pokoleń. Jego opowieści, niby o niczym, o zwykłych ludziach, o trudach codziennego życia, poruszają za sprawą języka, którym autor operuje. Przeczytałam książkę jednym tchem i ogromnie żałuję, a zarazem cieszę się, że tak długo zwlekałam z poznaniem tej historii.
“Przyglądała się tej pędzącej rzeczywistości i tylko czasami, podczas bezsennej nocy albo długiej podróży pociągiem, przypominała sobie, że żadnego miesiąca ani żadnego roku nie będzie mogła powtórzyć.”
“Rdza” jest moim pierwszym spotkaniem z Małeckim i przysiąc mogę, iż nie ostatnim. Pisać książkę, co uderzy za blisko, za mocno, pozostanie na długo i sprawi, że mimowolnie zacznie się podważać wszelkie podjęte w życiu decyzje oraz zastanawiać, czy a gdyby nie to, a gdyby inaczej, a gdyby wtedy, a czy tamte słowa, tamte czyny.
Człowiek czasem usiądzie i pomyśli sobie, że w jego życiu coś się zmieni; że wkróce pojawi się ten jeden magiczny czynnik, który odmieni wszystko, zmieni kompletnie całą przyszłość. I tak czeka i nim się obejrzy, życie zbliża się ku końcowi, a jest takie, jakie było, żadnych zmiennych, tylko ciało jakoś bardziej boli i słabsze jest i pomarszczone, a wokół coś za cicho.
znowu zmieniam sobie recenzję, bo znowu dużo sobie myślę
chyba trochę za długo się żyje i chyba jest trochę za dużo książek, żebym mogła coś nazwać książką życia, ale bardzo mi się marzy, żebym znowu poczuła coś tak silnie jak rdzę