To nie jest zwykła książka o wojnie. To nie jest autobiografia taka jak wszystkie. To nie jest łatwa lektura.
Ingrid Von Oelhafen przez większą część życia sądziła, że jest biedną niemiecką sierotą, która w jeszcze w czasie wojny - po śmierci rodziców - została przygarnięta przez rodzinę zastępczą. Dali jej nazwisko, dach na głową. Nie dali uczucia; uczucia, do którego potem przez całe swoje życie Ingrid rozpaczliwie lgnęła. Wszystko zmieniło się pod koniec lat 90., gdy miała już ponad 50 lat. Jeden telefon, kilka starych dokumentów zmieniło wszystko.
Ingrid dostała w twarz informacją, kalibru której nie sposób wręcz zmieżyć. Oto bowiem okazało się, że do Niemiec trafiła jako kilkumiesięczne niemowlę siłą wyrwane z objęć matki. Czemu? Bo miała odpowiednio "aryjski" wygląd.
Książka jest opowieścią Ingrid o jej poszukiwaniach tożsamości. O poszukiwaniach odpowiedzi na podstawowe pytania, które każdy z nas zna już jako kilkuletnie dziecko - skąd jestem? Kim są moi rodzice? Kim jestem ja? Ingrid z przerażeniem zdała sobie sprawę, że jako dojrzała kobieta na krótko przed emeryturą ciągle nie jest w stanie odpowiedzieć na żadne z nich.
Obok jej historii poznajemy też jednak dobrze historię powojennych Niemiec. My - Polacy - rzadko myślimy o Niemcach w tych ostatnich jej chwilach, o tym co przyniosły naszym sąsiadom lata 40. i 50. Nie chcemy o tym myśleć, mówimy tylko "dobrze im tak, to za to co nam zrobili!". Ingrid z pełną świadomością przyjmuje na siebie - i na barki swojego kraju - odpowiedzialność za to, co spotkało ludzi z rąk hitlerowców. Otwarcie przyznaje "tak, podczas wojny żyło mi się dobrze". Mówi jednak też, że to, co przyszło wraz z końcem wojny było dla Niemców takich jak ona - dzieci, cywilów, kobiet - najstraszniejszym koszmarem. Bombardowania zrównały miasta z ziemią, wiele z nich było zniszczonych w ponad 70%. Gwałt nie był niczym nietypowym. Kobiet nie pytano, czy zostały zgwałcone, tylko ile razy do tego doszło.
Kompletnie nie wiem jak ją zakwalifikować. To autobiografia? Reportaż (historyczny?)? Wydaje mi się, że pozycja ta przeszła u nas bez echa, a to wielka szkoda, bo naprawdę pozwala spojrzeć na wojnę - na Niemcy - na ludzi z zupełnie innej perspektywy.
Nie będę Wam polecać, bo to nie łatwa lektura, którą przyjemnie poczytać do popołudniowej kawki. Jest bolesna i daje do myślenia. Jeśli tego właśnie poszukujecie, to trafiliście idealnie.