3+
Zadziwiająco niezła ta książka 😁
Mam coś szczęście w tym roku do śnieżyc w świątecznych opowieściach 😉 Ale ta, trzeba przyznać, była wyjątkowa, bo wywołana przez pewnego pana z białą brodą i ubranego na czerwono 🤶 I choć może nie wszystkie rozwiązania do końca mi się podobały, choć Roland był prawdziwym kutasińskim przez większą część książki i zostało mu zdecydowanie za szybko wybaczone, choć końcówka była może zbyt ckliwa i miejscami zbyt dosłowna (jak prezenty, które dostali) - to jednak plusy przeważyły minusy 😁 Sam pomysł naprawdę fajny i w większości nieźle wykonany. Poza tym, pewne minusy można wziąć na klatę, bo w końcu akcja dzieje się w miejscu, które jest zaczarowane - a jak wiadomo, wtedy wszystko jest możliwe 😉
To autorka zupełnie mi nieznana do tej pory, zupełnie spoza nurtu tych "na topie, znanych i uwielbianych", a jednak ta historia, pomimo niedociągnięć, była lepsza od niejednej, która jest pisana przez "gwiazdy MM" 😉 Jasne, to slow-burn, nie ma zbyt dużo dialogów, za to sporo dzieje się w głowach bohaterów - i jak ktoś tego nie lubi, to niech sobie odpuści. Ale dla mnie to miła niespodzianka i doceniam to, że dostałam więcej, niż się spodziewałam 😁