Zapraszamy Was do baśniowo - surrealistycznego świata Andzi, który powstał dzięki wyjątkowej współpracy dwóch artystów, oddalonych w czasie o 100 lat. Jednak spotkali się, czego owocem jest ten album. Zachwyca ilustracjami, w których czuć ducha współczesności, mimo, że interpretują one słowa napisane w ubiegłym stuleciu! Mocny, baśniowy charakter grafik wprowadza nas w atmosferę sennego marzenia, w którym wszystko jest możliwe, a jedynymi granicami są granice naszej wyobraźni.
No a kimże jest główna bohaterka? Według autora słów to dziewczynka niegrzeczna, którą spotykają nieszczęścia bo nie słucha dorosłych, mimo to artysta darzy ją niezwykłą sympatią. Według autora ilustracji Andzia to współczesna buntowniczka, dziewczynka ciekawa świata, mająca swoje zdanie, odważna, będąca sobą, a nie taką, jaką chcą ją widzieć dorośli.
Jaka zatem jest Andzia? Jakie są jej przygody? Przekonajcie się sami wyruszając w niesamowitą przygodę z odważną i niezbyt grzeczną Andzią.
Przemek “Trust” Truściński ilustrujący wiersze zmarłego w 1933 roku biskupa? Czego się spodziewać? Obrazoburstwa? Groteski? A może biskup też człowiek i wcale nie o świętych sprawach pisał? “Andzia” to dzieło niezwykłe, łączące zadziwiające wizje Trusta i brutalną opowieść o Andzi, żeńskim odpowiedniku Stasia Straszydła.
Pamiętacie “Złotą Różdżkę”? Kilka lat temu ilustratorka Justyna Sokołowska i grupa świetnych tłumaczy i tłumaczek przygotowała nową wersję klasycznej opowieści Heinricha Hoffmanna, w której makabryczne losy i kary przygotowane dla głównego bohatera miały odstraszyć dzieci od robienia rzeczy niemądrych, ale też dostarczyć rozrywki.
“Struwwelpeter” od początku XX wieku odnosi w Polsce sporo sukcesów, a zwłaszcza w przedwojennej Polsce był bohaterem doskonale znanym dzieciom i dorosłym. Z pewnością spotkał się z nim biskup kamieniecki, Piotr Mańkowski, który w czasie wolnym od rozmyślań narodowoteologicznych pisał wierszyki inspirowane dziełem Hoffmana, polskim tłumaczeniem Nowakowskiego, a także rymotwórstwem Stanisława Jachowicza.
Nie zawsze udane (biskup czasem wypada z rytmu i traci szyk na rzecz rymu) wiersze opowiadają losy Andzi, której ciągle przydarzają się rzeczy straszne jak utrata głowy czy podrapanie przez kota, a do tego jeszcze straszniejsze kary. Wszystko jednak przeważnie kończy się dobrze - Andzię zszyje lekarz (i przy okazji wyprodukuje jej siostrę-bliźniaczkę), a przeproszona ciotka na pociechę da jej dwie łyżki miodu, a kot cztery przyniesie cztery myszki. Mańkowski w puentach sugeruje rodzicom, że nie można dzieci za bardzo karać, a cała groteskowo-makabryczna opowieść jest oczywiście żartem, choć patrząc na niego z perspektywy współczesnej aż chce się z nim polemizować.
Trust wybrał w swoich ilustracjach inną drogę - obdarzył Andzię hardością i uczynił z niej bohaterkę, która niczego się nie lęka, kary znosi dzielnie, a na końcu i tak triumfuje. To na swój sposób feministyczna opowieść, w świecie zaludnionym przez automobile, lwy, goryle i setki innych fantastycznych postaci czy artefaktów, Andzia nie jest ani przez chwilę ofiarą. Zarówno Mańkowski jak i Trust krytykują tanie moralizatorstwo, jeden w ironicznych wierszach, drugi łącząc komiksową estetykę przesady, zachwiania perspektywy i kolażu ze szczegółową i precyzyjną kreską. Fascynuje Trusta, ale tez biskupa Mańkowskiego nowoczesność - pojawiające się technologie, wyprawy do dalekich krajów, piramidy, “egzotyka” na wyciagnięcie ręki. Świat międzywojnia był pełen gigantycznych różnic w dostępie do świata - jedni przez dwadzieścia lat nie opuścili swojej wioski, inni podbijali glob. Pęd, masa, maszyna - to wszystko znajduje swoje odzwierciedlenie u Trusta.
Co tu dużo wam opisywać - na każdy nowy album czy komiks Trusta czekam właściwie całe moje dorosłe życie. Bo Trust zawsze zapowiada, że coś robi, ale kiedy to skończy? Nigdy nie wiadomo. O “Andzi” myślał ponad dziesięć lat, a efekt jest oszałamiający graficznie, fantastycznie skomponowany i pięknie wydany. Kosztuje stówę, co chyba nie jest aż takie wymagające jak na tego rodzaju album. Zachwycająca, niezwykła książka.
"Andzia" ma przede wszystkim wartość historyczną i dla badaczy literatury dziecięcej poezja Mańkowskiego będzie fascynującym zapisem pewnej mentalności, dotyczącej wychowania dzieci na początku 20 w. Autor jest tu niejednoznaczny, jego poezja to coś między makabrycznymi bajkami Heinricha Hoffmana o obcinaniu niegrzecznym dzieciom kciuków za to, że je ssają, a wyczuwalnym dystansem i parodią przesłodzonej literatury skierowanej do najmłodszych. Rzecz ciekawa, ale i tak blednąca przy niesamowitych, abstrakcyjnych i niepokojących grafikach Truścińskiego