Jump to ratings and reviews
Rate this book

Kuracjusz. Podróż norymberska

Rate this book
Niniejsze wydanie ukazujące się w antologii dzieł Hermanna Hessego zawiera dwa utwory o charakterze autobiograficznym. Pierwszy z nich, "Kuracjusz", to utrzymana w żartobliwym, autoironicznym tonie opowieść o kuracji w Baden, którą zalecono autorowi dla poratowania zdrowia. A jednak opowieść ta, choć żartobliwa, niewolna jest od filozoficznej powagi, zwłaszcza pod koniec. Drugi utwór, "Podróż norymberska", to opowiadania traktujące o odbytej przez Hessego podróży do Norymbergii i innych miast niemieckich, dokąd mieszkając już w Szwajcarii, został w 1925 roku zaproszony na spotkania autorskie. Daje w nim wyraz problemom, które go wtedy nurtowały, a były to rosnące komplikacje w życiu rodzinnym i sytuacja polityczna w Niemczech.

250 pages, Hardcover

First published January 1, 1926

3 people are currently reading
52 people want to read

About the author

Hermann Hesse

1,817 books19.7k followers
Many works, including Siddhartha (1922) and Steppenwolf (1927), of German-born Swiss writer Hermann Hesse concern the struggle of the individual to find wholeness and meaning in life; he won the Nobel Prize for literature in 1946.

Other best-known works of this poet, novelist, and painter include The Glass Bead Game , which, also known as Magister Ludi, explore a search of an individual for spirituality outside society.

In his time, Hesse was a popular and influential author in the German-speaking world; worldwide fame only came later. Young Germans desiring a different and more "natural" way of life at the time of great economic and technological progress in the country, received enthusiastically Peter Camenzind , first great novel of Hesse.

Throughout Germany, people named many schools. In 1964, people founded the Calwer Hermann-Hesse-Preis, awarded biennially, alternately to a German-language literary journal or to the translator of work of Hesse to a foreign language. The city of Karlsruhe, Germany, also associates a Hermann Hesse prize.

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
9 (21%)
4 stars
19 (46%)
3 stars
11 (26%)
2 stars
2 (4%)
1 star
0 (0%)
Displaying 1 - 8 of 8 reviews
Profile Image for Adrianna.
76 reviews11 followers
Read
July 12, 2023
Hesse to mój największy duchowy przewodnik
Profile Image for basiaprime.
217 reviews31 followers
February 14, 2021
Tak jak Kuracjusz mnie zachwycił, tak Podróż zmęczyła. Szanuję Hessego, jest zdecydowanie jednym z moich ulubionych autorów, bo nikt nie potrafi przelać na papier moich własnych myśli tak jak on.

I cieszę się, że przeczytałam, bo mogłam lepiej poznać kogoś, kogo podziwiam, kogoś z kim nigdy nie będzie mi dane porozmawiać.
Profile Image for kam.
1,255 reviews246 followers
December 11, 2020
Dwa mocno autobiograficzne opowiadania autora, którego można kochać lub unikać szerokim łukiem. Zdecydowanie nie da się wybrać drogi pomiędzy.

Opowiadanie „Kuracjusz" zbudowane jest z kilku krótszych tekstów. Stanowią one zapis codziennych obserwacji z pobytu w Baden. Autor z ogromną szczerością i szczyptą ironi zapisuje to, co go otaczało, a dygresja przerywa dygresję. Sam Hesse teksty te traktował jako ćwiczenie oka i ręki, więc mówią one po prostu o każdej myśli (nawet tej, której później się wstydził), jaka narodziła się w jego głowie. Początkowo miałam wrażenie, że to takie pisanie dla samego pisania, z którego nie wyłania się żadna historia, ale nie do końca była to prawdą. W kolejnych zdaniach autor kreśli obraz intelektualisty, który jest zmęczony słabą muzyką, słabymi rozmowami i słabymi rozrywkami, jakie z czasem już mu zbrzydły. Który jest świetnym obserwatorem i który w pozornie błahych czynnościach jest w stanie dostrzec metaforę całej ludzkiej egzystencji. Który popada w depresję i którego ogarnia ogromne zwątpienie, by później zaczerpnąć powietrza i znaleźć w sobie jeszcze odrobinę siły.
Tekst ten jest na tyle osobisty, że czułam się jak intruz, który nigdy nie powinien poznać tak wielu myśli obecnego człowieka. Wrażenie to zostało spotęgowane, gdy dowiedziałam się, że „Kuracjusz" początkowo został wydany jedynie dla znajomych Hermanna Hessego, a dopiero nacisk wydawcy sprawił, że reszta czytelników również miała wgląd w głowę artysty. To świetne, że możemy tak bardzo poznać człowieka, którego powieści czytamy, ale jednocześnie jest mi przykro, że jego myśli zostały mu odebrane i rzucone światu.

Drugim opowiadaniem jest „Podróż Norymberska", która stanowi — a to niespodzianka — zapis z podróży autora. Opowiada o długiej wyprawie, którą zaplanował, gdy już mieszkał w Szwajcarii. Wygląda na to, że Hesse nie był fanem wszelkiej maści wystąpień, ale tym razem zgodził się na aż trzy, by wrócić w rodzinne strony. Jechał od miasta do miasta, gdzie spotykał się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi, obcował ze sztuką, pił wino i odpoczywał po trudach podróży. Jak na człowieka, który nie lubił przemieszczać się z miejsca na miejsce, zdecydował się na naprawdę długą wyprawę. Przyznaję jednak, że takie oddychanie w każdym miejscu brzmi jak PRZYGODNA, nie TORTURA.
W tekście tym znajduje się ogrom przemyśleń autora odnośnie sztuki, jego twórczości, relacji z ludźmi i jego trosk. Przenosimy się wraz z nim z miejsca na miejsce, ale najważniejsze są tutaj ponownie myśli. Tym razem jednak nie czułam się jak intruz a jak przyjaciel, który dostał zaproszenie do czyjejś głowy.

Dwa autobiograficzne utwory dostarczają nam zupełnie innych wrażeń czytelniczych. Pierwszy jest chaosem myśli, drugi jest bardziej uporządkowany i przemyślany. W pierwszym czułam się jak intruz, w drugim jak ktoś chciany i ważny. Oba teksty są jednak napisane przepięknym językiem. Zdania Hessego już kilka lat temu mnie do siebie wolały, ale pierwszy raz przeczytałam od deski do deski cały jego utwór i... Przepadłam. Nie była to lektura łatwa, czasami wręcz nużyła, a jednak całość wzbudziła moją ogromną ciekawość dla reszty twórczości, której tym razem MUSZĘ się poddać.
Pewnie chcielibyście wiedzieć, czy utwór ten polecam, ale nie potrafię Wam tego powiedzieć. Wirtuozeria języka robi wrażenie, ale to jeden z tych tekstów, których nie potrafię ocenić. Jest zbyt osobisty. Jest w tym zbyt dużo szczerości, zbyt dużo piękna i brzydoty, zbyt dużo autora. Jeśli lubicie Hessego to jest to punktem OBOWIĄZKOWYM i to jedyne, czego jestem pewna.
Profile Image for Marek Zaganczyk.
4 reviews
January 1, 2022
Jesienią 1925 roku Hermann Hesse wyruszył w podróż z Tessynu do Norymbergii. Jechał, pierwszy raz od wojny, aby pogodzić się z Niemcami. Był wzorem podróżnika niespiesznego. Wybierał powolne pociągi, robił częste i długie postoje, głównie, aby myśleć, czytać i tylko czasami pisać.

Lubił mieć czas, aby patrzeć i rozmawiać. Pretekstem do wyjazdu był najczęściej odczyt lub wieczór autorski, lektura wierszy przed mniejszym lub większym audytorium. Do Norymbergii dotarł po dwóch miesiącach. Jechał do niej, aby ożywić wspomnienia o ludziach i miejscach, choćby o Mörike czy Maulbronn, klasztornej szkole, do której uczęszczał, a którą teraz widział jakby w lustrzanym odbiciu w niewielkim Blaubeuren.

Bycie w podróży oznaczało dla niego stan niemal erotycznego pobudzenia, choć jak w miłości były w nim chwile szczęścia i bólu, sukcesy i porażki. W podróży Hesse przyglądał się też sobie. Złościło go, że marnuje czas, że nie umie, a może także nie chce, oszczędnie nim gospodarować. Pisał: „Jak małą wartość ma dla mnie czas, ile dni, tygodni, a nawet miesięcy marnuję; na błahostkach trawię życie”. „Moja praca nie zna terminów. Mam wprawdzie czas na to, żeby nic nie robić, ale nie mam czasu na podróże, życie towarzyskie, wędkowanie czy podobne miłe zajęcia”. Za chwilę jednak poprawiał się i notował, że w jego przypadku brak dyscypliny nie wynika z lenistwa, ale jest „świadomym protestem przeciwko najbardziej obłędnej i zarazem najświętszej zasadzie współczesnego świata, zasadzie mówiącej, iż czas to pieniądz”. A on przecież najlepiej wiedział, jak drogo płaci za swoje grzechy i zaniechania.

Hesse wyruszył w podróż, bo tylko tak mógł ukoić smutek zrealizowanego marzenia, smutek, który odczuwał, choć jak sam o sobie pisał był humorystą. Wiedział, że „życie ludzkie jest osobliwie smutne i – proszę wybaczyć – zasrane […], ale to nędzne życie mimo wszystko potrafi być tak piękne i urzekające”. Hesse starał się więc oddać jego barwy w swoich książkach i obrazach, w tym, co i jak pisał, a czasami także w tym, co malował.

Jest też Hesse, za sprawą swoich powieści i szkiców, dobrym towarzyszem w rozmowach toczonych bezgłośnie w trakcie lektury. Pozwala cieszyć się samotnością. Dobrze jest razem z nim porzucić gęsty od spotkań i obowiązków codzienny terminarz. Posłuchać, gdy mówi: „Kiedy zdarzy się parę dni bez poczty, wtedy dopiero widać jakie to stosy śmieci i niestrawnego balastu musi człowiek dzień w dzień przez całe życie wchłaniać”. A on chciałby móc wrócić do wierszy, choćby do Nocy Hölderlina, która otworzyła go na literaturę. „Ileż to razy odczytywałem tych kilka linijek, z cudownym, tajemnie rozpalającym i budzącym też trwogę uczuciem: to jest wiersz! To jest poeta! Po raz pierwszy w moich uszach język, którym mówiła matka i ojciec, zabrzmiał tak głębokim, potężnym tonem; z tych niesłychanych linijek – dla mnie, dziecka, właściwie pozbawionych właściwej treści – biła magia wieszczącego słowa – tajemnica poezji”.

Te zdania zapisuje Hesse patrząc na księżyc w Tuttlingen, i wie już wtedy, że podróż, którą podjął jest udana i nic, żadne z rozczarowań, tego nie zniweczy. Nie jest ważne, że radość związana jest na ogół z czasem minionym. Hesse lubi spoglądać wstecz. Jak zauważa jego biograf: „Mamy do czynienia z notorycznym wilkiem stepowym, zdeterminowanym outsiderem udającym się w podróż do przeszłości”. Hesse nie jest miłośnikiem tego, co powstaje i dzieje się na jego oczach. Woli czytać Goethego, Hölderlina i Kleista niż podążać za nowinkami, za tym, jak pisze, „ulotnym i desperackim przedsięwzięciem, siewem na słabej i źle uprawianej glebie” jaką jest niemiecka literatura współczesna. Dzisiejszym pisarzom, zauważa Hesse, pozostaje jedynie szczerość, walka z kłamstwem wyrażana bez dbałości o piękno. Paradoksalnie to zmarli stanowią dla niego najżywszą cząstkę świata. „Ci od dawna nieżyjący ludzie, których słowa żyły we mnie, których myśli mnie ukształtowały, których dzieła czyniły ten trzeźwy, nieciekawy świat pięknym i możliwym do przyjęcia – czyż oni wszyscy nie byli też dziwakami, ludźmi chorymi, cierpiącymi, trudnymi w obejściu, artystami z konieczności, nie ze szczęścia?”.

Podróż do Norymbergii była więc dla Hessego czymś więcej niż chwilowym oderwaniem od kłopotów i zmartwień. Była ucieczką przed głębszym cierpieniem, „próbą odsunięcia śmierci” i podjęciem na nowo gry życia, na własnych już, a nie cudzych warunkach.

W Monachium Hesse spotkał się z Tomaszem Mannem, aby okazać mu podziw i szacunek, ale przede wszystkim, aby „zobaczyć, co dzieje się z tym człowiekiem, który tak wiernie i z oddaniem trwa przy swej pracy, jakkolwiek zdaje się znać do głębi wszystkie rozterki i wątpliwości naszego zawodu”.

Po lekturze Podróży norymberskiej sięgam do korespondencji Mann / Hesse, bo niewiele jest podobnie bogatych, rozpisanych w listach rozmów o życiu i literaturze. I wracam do Hessego, do kilku stron z Augsburga z portretem pogrążonego w modlitwie nieznajomego mężczyzny. „Klęczał w małej bocznej kaplicy, z obnażoną głową, utkwiwszy wzrok w ołtarzu, wznosząc błagalnie ręce i modlił się, modlił się oczyma, ustami, kolanami, wzniesionymi rękami, błagalnym gestem dłoni, modlił się duszą i ciałem, ślepy i głuchy na świat, nie zważając na nas, których do świątyni przywiodła bezbożna ciekawość, którzyśmy szukali tu romańskich brązów i gotyckich witraży zamiast Boga”. I może to właśnie cenię sobie w Hessem najbardziej, jego umiejętność bycia także poza literaturą, poza strefą fikcji i krainą ułudy. Lubię jego otwarcie na świat, na tajemnicę, której możemy jedynie dotknąć, przeczuć jej obecność. W autobiograficznym szkicu o dzieciństwie napisał: „Uczyły mnie jabłonie, deszcz i słońce, rzeka i lasy, pszczoły i chrząszcze, uczył mnie Pan i tańczący bożek z szafki dziadka. Miałem niemałe pojęcie o świecie, bez lęku obcowałem ze zwierzętami i z gwiazdami, znałem się na drzewach owocowych i na łowieniu ryb, umiałem też śpiewać dużo piosenek. Potrafiłem także czarować. Niestety, później zbyt szybko zapomniałem o czarach i dopiero w późniejszym wieku musiałem uczyć się ich od nowa – więc dopiero teraz rozporządzam pełnią baśniowej mądrości dzieciństwa”.

Powolna podróż do Norymbergii była wejściem na tę z dawna zagubioną drogę, choć wiodła wśród ruin minionego świata i zapowiadała wiele przykrych niespodzianek.
Profile Image for cyprus.
117 reviews
November 9, 2022
powinienem przestać oceniać ksiązki hessego z prostej przyczyny, ten człowiek trafia do mnie tak jak nikt inny, sam nie wiem dlaczego
co do tych dwoch dzieł: przyjemne, zwięzłe, ukazujące pogląd starszego już człowieka na wykańczającą rzeczywistość, ale mimo to zachowującego swój niepowtarzalny charakter
Profile Image for zogr.
37 reviews
July 31, 2024
to zawsze wielka przyjemność czytać Hessego
Profile Image for Paulina.
30 reviews1 follower
August 31, 2025
Hesse jak zwykle idealnie balansuje na krawędzi bycia uduchowionym zrzędą, nie przekraczając jednak granicy banału i taniego sentymentalizmu. Do mnie to trafia jak zawsze.
Displaying 1 - 8 of 8 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.