3.75 Ponieważ tematycznie bardzo ciekawa, ale porusza zbyt wiele wątków, przez co się trochę ślizga. Wątek pracy nad miłością vs szybkiego i łatwego zauroczenia/zakochania ciekawy ale nierozwinięty. Wątki smutku, depresji, melancholii w tym wypadku mnie najbardziej interesowały.
Książkę poleciłabym osobom, które interesują się psychiką człowieka, ale dopiero zaczynają o tym czytać.
Ciekawi mnie trochę jak się ma tajemnica lekarska, ponieważ w książce znajdziemy wiele przykładów z gabinetu zaczerpniętych.
Bardzo interesująca książka wywiad ze znakomitym lekarzem psychiatrą prezentuje jak schorzenia wyglądają od strony lekarza psychiatry. Czytając się można dużo nauczyć:
Cytaty:
Zacznijmy więc najprościej: czym jest psychiatria? Dziedziną medycyny. W odróżnieniu od psychologii. Ludzie mylą te dwa pojęcia. Często słyszę, że jestem psychologiem.
W każdym razie psychiatria to dziedzina medycyny zajmująca się zaburzeniami sfery myślowej i emocjonalnej człowieka oraz pojawiającymi się na tym podłożu patologicznymi zachowaniami, których wynikiem jest dyskomfort, cierpienie i upośledzenie funkcjonowania pacjenta w różnych sferach: społecznej, rodzinnej, zawodowej.
Pojęcie psychiatria pochodzi od greckiego psyche, co oznacza duszę, tchnienie życia, umysł, i iatros, czyli lekarz, uzdrowiciel; zostało wprowadzone w XIX wieku przez niemieckiego fizjologa i klinicystę, Johanna Christiana Reila. I w zasadzie to jest dziedzina niejako pośrednia między psychologią a neurologią. Tym, co nas, psychiatrów, odróżnia od neurologów, jest między innymi nacisk na relację z pacjentem i używanie w pracy z nim technik psychoterapeutycznych. Od psychologów różnimy się zaś tym, że mamy edukację medyczną, przepisujemy leki, zlecamy badania medyczne, co jest dość istotne, bo dla wielu pacjentów jesteśmy jedynymi lekarzami, z którymi się konsultują. A poza tym wiele zaburzeń psychicznych wynika bezpośrednio z jakiejś choroby somatycznej.
Zresztą nie tylko osoby chore psychicznie są stygmatyzowane. Sama psychiatria również jest. Co masz na myśli? Niedofinansowanie. Decydenci dadzą na onkologię albo na kardiologię, bo zaraz sami będą mieć raka albo zawał. Ale kto będzie walczył o psychiatrię?
Tłumaczyć sobie, że mamy do czynienia z chorobami, stanami medycznymi – depresja to nie jest zwykły smutek czy chandra, to ciężka choroba – i że często są one śmiertelne.
Jeden z powodów? Innym powodem jest reakcja stresowa, czyli w dużym uproszczeniu to, co kortyzol robi z mózgiem (stres niejako łączy biologię z psychologią, bo możemy rozpatrywać go w obu tych kategoriach). Na przykład dawniej w pediatrii nie zwracano tak dużej uwagi, aby kontrolować ból u małego dziecka, ani na to, czy rodzice są przy dziecku, gdy choruje.
Okazało się, że powstawanie depresji pod wpływem niekorzystnych wydarzeń życiowych jest modyfikowane podatnością genetyczną, zależną właśnie od określonego polimorfizmu genu transportera serotoninowego.
Mówi się, że DNA jest jak scenariusz życia, ale w zależności od reżysera, aktorów i ich zamysłu nawet identyczny scenariusz może być bardzo różnie realizowany.
Psychoterapia, którą rozumiemy tu jako proces uczenia się, powoduje więc zmiany w mózgu.
Pewnie tak, jak każde inne leczenie, ale nie o wartościowanie mi teraz chodzi. Chodzi mi o to, by podkreślić, że środowisko, w tym również psychoterapia, zmienia strukturę mózgu. W sposób biologiczny. Mózg naprawdę jest bardzo plastyczny, a neurony mają zdolność do zmiany połączeń.
Co ciekawe, na neuroplastyczność ma wpływ również stres. Jej największym wrogiem znów okazuje się ten przewlekły, w którym jesteśmy poddawani długoterminowemu działaniu kortyzolu, co samo w sobie ma działanie neurotoksyczne, a dodatkowo powoduje spadek czynnika stymulującego wzrost neuronów, a co za tym idzie, spadek neurogenezy, neuroprotekcji, przeżywalności neuronów, zanik wypustek nerwowych. Jednak, co ciekawe, łagodny, kontrolowany stres będzie miał odwrotne działanie – będzie usprawniać proces uczenia się, nasilać neuroplastyczność.
I o ile psychoterapia medyczna wymaga jednak od terapeuty wiedzy medycznej – więc jeśli prowadzi ją psycholog, powinien być przynajmniej przeszkolony w psychologii klinicznej i psychopatologii – o tyle psychoterapią pomocową może zajmować się psycholog bez takiego przeszkolenia albo coach.
Związek składa się z kilku faz, ale ta pierwsza i ta ostatnia nie zawsze występują. Zakochanie się jest pierwsze. Potem są romantyczne początki, następnie związek kompletny, w którym jest miejsce i na namiętność, i na zaangażowanie, i na intymność. Później on się przeobraża w związek przyjacielski, jak dobrze idzie. No, a jak źle, to w relację pozbawioną uczuć, w obcość i rozkład.
przez różne hormony. Jakie konkretnie? Tu masz cały koktajl neuroprzekaźników, wśród których przodują fenyloetyloaminy. To są substancje w budowie dość podobne do amfetaminy, w związku z czym mają również potencjał uzależniający. Gdy jesteś zakochana, następuje wyrzut fenyloetyloamin; u zakochanych jest ich 14 tysięcy
Natomiast w przypadku zakochania mają one działanie narkotyczne; dzięki nim masz tak zwane motyle w brzuchu, powodują one euforię, wzrost pewności siebie, ale jednocześnie spadek koncentracji i apetytu oraz bezsenność. Kiedy jesteś zakochana, pod ich wpływem tracisz krytycyzm: partner wydaje ci się najmądrzejszy, najseksowniejszy i najbardziej cudowny, choćby był mały, gruby i pokręcony.
Fenyloetyloaminy pobudzają też dość mocno układ opioidowy i układ nagrody – korę przedczołową, w której są ośrodki odpowiedzialne za sumienie, ale też ośrodki hamujące pozwalające ci na krytyczną ocenę sytuacji, stąd kiedy jesteś zakochany, stajesz się bezkrytyczny. Pobudzają też układ limbiczny. Patrzysz na partnera przez różowe okulary.
Trochę otumaniające, prawda? Sęk w tym, że działanie fenyloetyloamin, choć bardzo silne, jest też dość krótkotrwałe. Wpływ widoku partnera na wydzielanie tej narkotycznej substancji kończy się czasem już po roku, a maksymalnie trwa do czterech lat. Mniej więcej tak długo trwa okres zakochania i romantycznych początków, motyli w brzuchu.
Stąd seks wiąże się z intensywną przyjemnością, znów pobudzany jest układ nagrody. Dlatego na przykład w depresji, w której dochodzi do zahamowania układu nagrody, seks nie powoduje takiej przyjemności, dochodzi do obniżenia libido. Seks jest też bardzo dużym doświadczeniem emocjonalnym, działającym dobrze na zdrowie w każdym wieku. I w każdym wieku seksualność jest widoczna. Również osoby w wieku podeszłym mają prawo cieszyć się z seksu i ten seks uprawiać. Seks redukuje lęki, uwalnia endorfiny, zwane hormonem szczęścia, spala tłuszcz, przedłuża aktywne życie i utrwala relacje.
W dojrzałym wieku kobiety mogą mieć jednak spore, może nawet większe niż mężczyźni potrzeby seksualnie.
Co do dziedziczenia: już wspomniałam, że to nie jest takie proste. Nie ma jednego genu, który byłby odpowiedzialny za depresję, chorobę dwubiegunową, schizofrenię. Istnieje wiele genów, które mają jakiś tam wpływ na zachorowalność, ale to nie jest tak, że ją determinują.
Podatność wynika nie tylko z obciążeń genetycznych, lecz także z wielu innych czynników, na przykład z infekcji, które przeszła matka w ciąży. Były badania potwierdzające, że jeśli matka w ciąży chorowała na grypę, to u dziecka zwiększa się ryzyko zachorowania na schizofrenię (co oczywiście nie znaczy, że na nią zachoruje).
Trzeba pamiętać, że przemoc to nie tylko bicie i sińce, ale też przemoc psychiczna, finansowa; przemocą jest też ograniczanie drugiej osobie relacji społecznych, kontaktów z innymi ludźmi. Zazwyczaj w związku przemocowym istnieje pewien cykl składający się z kilku faz: fazy narastającego napięcia między ofiarą a agresorem; ten drugi staje się coraz bardziej rozdrażniony, wszystko go wkurza, prowokuje różne konflikty; wtedy ofiara stara się go tłumaczyć i jednocześnie łagodzić sytuację, opanowywać agresora, dogadzać mu. To nie pomaga i dochodzi do fazy ostrej przemocy, kiedy pojawia się czynna agresja, najczęściej fizyczna, ale też może być to poniżanie, wyzywanie, ograniczanie wolności.
Potem następuje faza tak zwanego miodowego miesiąca, kiedy sprawca przeprasza, zaczyna być do rany przyłóż, dba o partnerkę, pieści ją w łóżku, przynosi kwiaty, mówi miłe słówka. Wtedy ofiara przemocy, mimo że to nie pierwszy raz, zaczyna wierzyć, że ten raz naprawdę był tym ostatnim.
To powoduje dużą ambiwalencję uczuciową i ogromną huśtawkę emocjonalną. A taka huśtawka jest silnie uzależniająca, dlatego związki przemocowe zazwyczaj bardzo trudno skończyć, są często bardzo trwałe.
Zazwyczaj jednak chodzi o coś innego: osoby przemocowe tak naprawdę pod warstwą agresji skrywają swoje lęki i kompleksy. Idzie taki człowiek do pracy, nie odnosi w niej sukcesów, przeciwnie, dostaje „opiernicz” od szefa, wraca poniżony i sfrustrowany do domu i pierze dziecko albo żonę. Przemoc to bardzo często forma „odgrywania” się za własne niepowodzenia, sposób radzenia sobie z kompleksami. W pracy mną popychają, za to w domu będę wielkim macho.
Zresztą jednym z mankamentów leczenia przeciwdepresyjnego jest to, że u niektórych osób ono spłaszcza emocjonalność – smutek mija, ale też świat się oddala, człowiek obojętnieje.
Jakie są kryteria diagnostyczne, według których diagnozujecie depresję? Są trzy objawy osiowe. Pierwszy: obniżenie nastroju, smutek, przygnębienie. Znów nawiązując do Kępińskiego: smutek nachodzi człowieka bez wyraźnej przyczyny, przeszłość staje się pasmem negatywnych wydarzeń obciążających człowieka poczuciem winy, a przyszłość – ścianą nie do przebicia. Drugi objaw osiowy: anhedonia, o której wspomniałam. Trzeci: męczliwość, spadek energii, człowiek czuje się wyczerpany, nie ma siły, ciągnie go do łóżka. Czasem pacjentka mówi: coś nie daje mi robić, ja bym chciała już wstać i ugotować ten obiad, ale nie mam siły nawet umyć zębów. To taki niespecyficzny objaw, który utrudnia diagnozowanie depresji w chorobach somatycznych, bo przecież osoba cierpiąca fizycznie też może czuć się zmęczona i pozbawiona energii.
Aaron Beck, amerykański psychiatra i psychoterapeuta, twórca terapii poznawczej, mówił o triadzie depresyjnej, obejmującej negatywne myślenie o sobie, o świecie, o przyszłości. Pacjent depresyjny zazwyczaj bardzo nisko siebie ocenia, nie ma do siebie zaufania, szacunku, uważa, że na nic dobrego nie zasługuje, deprecjonuje swoje osiągnięcia, a maksymalizuje porażki.
Wyobrażasz sobie cierpienie tych pacjentów? Ale wróćmy do objawów depresji, w której częste jest też obniżenie funkcji poznawczej, problemy z koncentracją, z pamięcią, z podejmowaniem decyzji, z logicznym myśleniem. Czasem te objawy są tak nasilone, że mówimy o otępieniu depresyjnym. Dalej są objawy ze sfery motorycznej, czyli pobudzenie lub spowolnienie psychoruchowe.
Prawdopodobnie był uzależniony od hazardu i alkoholu. Samobójstwo wcale nie musi być objawem choroby. Wśród samobójców 80 procent ma zaburzenia psychiczne. Ale zdarzają się też osoby zdrowe.
Tak, ponadto u kobiet depresja trwa dłużej, częściej nawraca i częściej doprowadza do hospitalizacji. Częściej też kończy się próbą samobójczą, z kolei rzadziej niż u mężczyzn dokonaną. Tylko jest jedna sprawa…
Czasem słyszę od pacjentek; wie pani, ja już nawet swoich dzieci nie potrafię kochać. Nie potrafi odczuwać, że je kocha, ale jednocześnie bardzo ją to boli, ma poczucie winy.
Tak. Samotne kobiety chorują rzadziej niż mężatki. Oczywiście, separacja, rozwód i owdowienie wiążą się z większym ryzykiem wystąpienia depresji u obu płci bez względu na moment, kiedy ta zmiana wystąpi.
Uważam jednak, że te „męskie lęki” bywają niebezpieczne ze społeczno-politycznego punktu widzenia. Bo widzisz, mężczyźni mają taką nieuświadomioną tendencję, żeby niszczyć „innych”, szukać kozła ofiarnego, budować fanatyzmy. W marszach narodowców chodzą głównie mężczyźni.
Czyli, podsumowując wątek alkoholowy: kobiety uciekają w alkohol przed rzeczywistością, a mężczyźni piją, by tę rzeczywistość ubarwić? To duże uogólnienie, ale tak. Coś w tym jest.
Dzieci depresyjnych matek częściej są nadpobudliwe, gorzej przystosowane społecznie, mają problemy z koncentracją.
Myślisz, że każda kobieta jest do tego stworzona? Nie każda. Są kobiety, które nie czują instynktu macierzyńskiego. Ale czasem decydują się na dziecko, bo boją się, że gdzieś między czterdziestką a pięćdziesiątką zorientują się: o cholera, już za późno.
To akurat możliwe, bo starość wiąże się z tym, że w mózgu, mówiąc obrazowo, puszczają hamulce. To kwestia organiczna, związana z uszkodzeniem struktur czołowych. Ale ja bardziej mam na myśli to, że cechy charakteru mogą się na starość zaostrzać. Starość poniekąd uwypukla nasze wady.
To, o co pytasz, czy ludzie czasem po prostu chcą już umrzeć i nie jest to skutek choroby psychicznej, zdarza się rzadko. Instynkt życia zazwyczaj jest bardzo silny. Większość ludzi kurczowo trzyma się życia. Często niby mówią: no tak, przecież mam 90 lat, wiem, że już niedługo umrę. Ale to nie znaczy, że są w pełni świadomi zbliżającej się śmierci i że się na nią godzą. Zazwyczaj jeśli seniorzy mówią, że chcą umrzeć, to jest to efekt depresji, a nie trzeźwego osądu.
Przerażające. Jest taka książka, która przejechała mnie jak czołg, napisana tak, jakby sam diabeł ją stworzył: Łaskawe Jonathana Littella.
Każdy chce o sobie myśleć: jestem fajny, jestem dobry, jestem w porządku. Nasza psychika jest tak skonstruowana, że jeśli krzywdzimy drugą osobę, czynimy zło, to coś nam nie gra, nie czujemy się dobrze. Powstaje właśnie ten dysonans poznawczy. Ale człowiek ma tendencję do zmniejszania go. Kiedy popełnia czyn, który narusza jego przekonania, to odpowiednio zmienia przekonania, tak aby zredukować tę niezgodność. Na przykład tłumaczy sobie, że krzywdzi kogoś, ale w imię wyższych celów.
Osoby, które mają uszkodzony ten obszar, nie odczuwają emocji takich jak wstyd, współczucie, poczucie winy. Podobnie jest z psychopatami. My, „prześwietlając” ich mózg w badaniach neuroobrazowych, widzimy, że obszary związane z empatią i współczuciem, czyli na przykład ten „ośrodek sumienia” – ale też kora czołowa, zakręt obręczy, jądra migdałowate, hipokamp – działają u nich inaczej, są dysfunkcjonalne.
W konsekwencji takiego człowieka nie interesują bliźni. Chyba że akurat są mu do czegoś potrzebni. Psychopata nie potrafi szczerze i prawdziwie kochać, współczuć, dobrze komuś życzyć. Dla niego liczy się tylko on sam.
W antyspołecznych zaburzeniach występują, jak sama nazwa wskazuje, antyspołeczne zachowania. W psychopatii – niekoniecznie. Psychopaci potrafią być bardzo sprawnymi społecznie, ujmującymi osobami, które często dochodzą do wysokich stanowisk, bo nie boją się iść po trupach do celu, a przy tym potrafią sprawnie mydlić wszystkim oczy, kłamać, knuć intrygi.
To trzymajmy się starego terminu. Po czym poznać psychopatę? Psychopata zasadniczo ma problem z reaktywnością emocjonalną, z nawiązywaniem bliższych relacji; nie zna empatii, nie ma poczucia winy ani wyrzutów sumienia – zawsze znajdzie winnego. Każdy sukces jest jego sukcesem, każda porażka jest z winy innych. Psychopata nigdy nie przyzna się do błędu, znakomicie manipuluje innymi, tym bardziej że miewa duży urok osobisty. Jeśli ktoś zna psychopatę powierzchownie, może być nim zachwycony.Psychopata ma wyolbrzymione poczucie własnej wartości i odczuwa ciągłą potrzebę stymulacji, łatwo się nudzi.
Psychiatrzy rozumieją opętanie jako odmienny stan świadomości, przejściową utratę poczucia tożsamości i zastąpienie własnej osobowości inną osobowością
Przystępnie zostały poruszone bardzo liczne tematy (może było ich zbyt wiele na trochę ponad 200 stron). Niestety, minimum ta jedna gwiazdka prosiła się o odjęcie za niektóre powielane stereotypy...
bardzo przystępnie napisana książka. obfita we wiele ciekawych informacji pochodzących od niewątpliwej specjalistki w swojej dziedzinie, jednak dotycząca bardzo luźno ze soba powiązanych, wielorakich działów psychologii, w wyniku czego z zakończeniem każdego działu czuć pewien niedosyt, gdyż spokojnie mogłoby powstać kilka osobnych pozycji na podejmowane tematy w taki sposób, aby w pełni wykorzystać potencjał każdego z nich. nie mniej, warta przeczytania dla osób zainteresowanych szeroko pojętą psychologią, zarówno od strony teoretycznej, jak i praktycznej, ponieważ pani doktor oraz jej rozmówczyni powołują się na wiele sytuacji żywcem z gabinetu psychiatry wziętych, które pomagają lepiej zobrazować omawiane problemy. zwracają uwagę na to, jak ważną kwestię stanowi kontekst i umiejscowienie pewnych wydarzeń w czasie. uświadamiają, że nic nie jest ani czarne, ani białe. wszyscy jesteśmy bardziej złożonymi jednostkami, niż się nam wydaje.
ps. duży minus za zatrważającą ilość stereotypów w wypowiedziach pani dominiki, po której spodziewałabym się większego wyczucia w kwestii ludzkiej seksualności, a także większej otwartości oraz mobilności w sposobie odbierania świata przez osobę wykształconą, na dodatek pracującą na codzień z pacjentami znacząco zróżnicowanymi społecznie.
Przesłuchałam z przypadku i była w porządku. Wyniosłam z niej jakąś wiedzę, która z bardzo dużym prawdopodobieństwem ze mną zostanie. Niestety jednak, gdy odkładałam tę książkę na chwilę to nie miałam ochoty wracać. Jeśli chodzi o samego audiobooka to nie podobały mi się dobrane tutaj lektorki.
3.75 Ciekawe wprowadzenie do tematu, poparte dobrymi przykladami z życia, ale mimo przestrzegania przed stygmatyzacją, mam wrażenie że kilkukrotnie się ona pojawiła.
Z zalet tej książki wymieniłabym zdecydowanie ciekawe tematy rozmowy, przytoczenia sytuacji pacjentów z jakimi styka się psychiatra, bardzo ciekawe odwołania do historii, filozofii, sztuki oraz świata naukowego, a także łamanie stereotypów związanych z zaburzeniami psychicznymi. Jednakże, jak można się domyślić, jest również kilka wad. Niektóre pytania zadawane przez dziennikarkę wydają się bardzo płytkie, a nawet denerwujące. Nie wiem, czy zadała je, ponieważ uważała że tego typu pytania zadałby przeciętny czytelnik, czy faktycznie uważała je za przydatne, aczkolwiek zaniżają one poziom tej książki. Skutkuje to tym, że utytułowana psychiatra z naprawdę wieloma osiągnięciami zamiast dzielić się wysoką jakościowo wiedzą, mówi absolutnie podstawowe informacje o chorobach psychicznych, które wie pewnie co druga osoba na ulicy. Wskazuje to na to, że pewnie ta książka jest skierowana do czytelnika kompletnie nieobeznanego z psychologią i psychiatrią, który dopiero po raz pierwszy chce się z nią zapoznać. Nie ma w tym niczego złego, jedynie stwierdzam fakty. Dla kogoś kto trochę bardziej interesuje się psychologią/psychiatrią, czy nawet ją studiuje, ta książka momentami może być po prostu nużąca. Dodatkowo, dziennikarka często wtrąca swoje prywatne opinie w pytania- wolałabym żeby było tak rzadziej. Poza tym, owe opinie są bardzo płytkie i momentami stereotypowe, np. stwierdzenie że lekarzami rodzinnymi zostają lekarze, którzy byli zbyt słabi lub leniwi, żeby robić inną specjalizację. Doprawdy nie rozumiem jak można było umieścić coś takiego w książce. Denerwujący również był momentami za bardzo potoczny język, używany wręcz nieprofesjonalnie, bo w wypowiedziach o kwestiach bardzo drażliwych takich jak zaburzenia odżywiania, przemoc, czy choroba alkoholowa. Nie chcę przytaczać tych słów, ale uważam że każdy kto przeczytał tą książkę wie o czym mówię. Poza wymienionymi wadami, czytało się ją bardzo szybko i przyjemnie, co dla mnie jest dużym plusem.
Ciekawa książka przystępnie przybliżająca wiele zagadnień dotyczących psychiatrii czy zdrowia psychicznego ogólnie, jednak zawiera również problematyczne stwierdzenia zarówno psychiatrki jak i osoby zadającej pytania: „niektóre kobiety za bardzo histeryzują” (to psychiatrka w sekcji dotyczącej okresu ciąży - trochę jakbyśmy się cofnęli do czasów Freuda, brakuje mi tylko jeszcze „wędrujących macic”), „czy kobieta bezdzietna nie wpada w depresję z okresie menopauzy?” (dziennikarka, która chyba nie słyszała o kobietach, które dzieci mieć nie chcą). Z perspektywy psychoterapeutycznej dyskusyjne jest też dzielenie psychoterapii na medyczną i pomocową - psychoterapia jest jedna, nie jest też ograniczona do nurtu CBT, który to jest wyszczególniony kilkukrotnie w książce.
Mariusz tej pozycji słuchał w audiobooku. Jak sam tytuł wskazuje, jest to reportaż opowiadany przez lekarza psychiatrę o tajnikach ludzkiego umysłu. W przystępny sposób przybliża choroby, z jakimi mierzą się osoby w naszym najbliższym otoczeniu, z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę, oraz to, jak należy do takich osób podchodzić. Psychiatra przedstawia konkretne przypadki ze swojej praktyki lekarskiej, pokazując, że czasem sami możemy nie być świadomi dręczących nas problemów.
Wiele wątków, wiele poruszanych zagadnień i ciekawostek. Miałam wrażenie, że książka ma na celu zawrzeć w sobie wszystkie możliwe tematy odnośnie zdrowia psychicznego i ludzkiej kondycji. Taka psychiatria w pigułce. Mam jeden zarzut odnośnie tego, że czasem pomimo podkreślenia jak ważne jest niestygmatyzowanie, to pojawiały się teksty typu "głupia baba z nowotworem" (może to miało być przejaskrawione, ale i tak zgrzytało) umniejszające niektórym postawom czy osobom.
Ciekawie napisane, wywiad rzeka, inteligentne pytania. Rozmówczynie poruszają bardzo ciekawe tematy. Niestety w moim odczuciu były zbyt płytko omówione i nie dowiedziałam się z tej lektury niczego nowego.