A więc wierzysz w to, co widzisz... Strzeż się! Bo znane i bezpieczne bywa podstępne. Zbłądzić możesz, podążając jedną z dróg, gdy wiele innych w zasięgu wzroku. Przyszłość jawi się milionem możliwości, ale to teraźniejszość Cię zaskoczy. Przesuń kamień, a runie imperium.
A więc ufasz rozumowi… Najwyraźniej pracownię wypychacza zwierząt odwiedzić musisz, na pokład U-boota wsiąść, przeżyć pocałunek Loisetty, przetrwać syberyjską zamieć, posłuchać pożegnalnego blues'a albo specjałów kuchni Wschodu skosztować. Zaprasza autor „Księgi Jesiennych Demonów”. Oto kolejna – pełna niesamowitości, wyrazistych bohaterów i mrocznej tajemnicy – antologia jego opowiadań. A liczba ich... 13.
Debiutował w roku 1982 opowiadaniem Azyl dla starych pilotów, zamieszczonym w tygodniku "Odgłosy". W tym samym roku i w tym samym periodyku zamieścił utwór Twierdza Trzech Studni.
W 1990 razem z Rafałem A. Ziemkiewiczem, Andrzejem Łaskim, Krzysztofem Sokołowskim i Dariuszem Zientalakiem założył magazyn literacki "Fenix". Od roku 1993 aż do ostatniego numeru czasopisma w 2001 był jego redaktorem naczelnym. Obecnie jest dziennikarzem w "Gazecie Polskiej" oraz zajmuje się tłumaczeniem komiksów. Jego opowiadania publikowane były w "Nowej Fantastyce", "Feniksie", oraz wielu antologiach science fiction. W roku 2003 ukazał się zbiór jego opowiadań grozy Księga jesiennych demonów (Fabryka Słów), w 2005 pierwszy tom powieści Pan Lodowego Ogrodu (Fabryka Słów) (tom drugi w 2007 roku), a w 2006 powieść Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy (Fabryka Słów), która jest kontynuacją opowiadania Obol dla Lilith.
Lenkų fantasto, labiausiai žinomo dėl savo monumentalaus (bent jau apimties prasme) romano „Pan Lodowego Ogrodu“. Čia gi – trumpoji forma. Ir visai kitas Grzędowiczius. 13 apsakymų, tarp kurių, kaip bet kuriam rinkiny jau būna – dalis stipresnių, dalis silpnesnių. Bendrai paėmus, rinkinukas labiau traukia vos ne siaubo literatūros pusėn. Tarp visai jau trumpųjų pasitaiko ir žaismingesnių, iššaukusių net šypsenėlę – tas pats titulinis „Wypychacz zwierząt“ ar „Hobby ciotki Konstancji“, o yra ir grynai E. A. Poe stiliuje, kaip kad „Weneckie zapusty“, „Farewell Blues“ ar „Pocałunek Loisetty“. Bet apie daugumą jų net papasakoti nelabai išeina, nes vos bandai kažką pasakyti – gaunasi spoileris, nors tu ką. Tai ir patylėsiu. O iš esmės rinkinio stuburą sudaro trejetas ilgesnių apsakymų, gal net jau traukiančių link apysakos. Ir štai apie tą trijulę negaliu liautis galvojęs. Nėra, kad ten kažkas labai netikėta siužete būtų, bet parašyta labai stipriai. Tai trumpai apie kiekvieną, jums leidus. „Buran wieje z tamtej strony“ – Sibiro platybėse netikėtai susitinka dviese. Vienas – iš gerokai tobulesnio pasaulio, nei mūsiškis, kitas – iš dar bjauresnio, nors atrodytų – kur jau ten. Vienas atvaręs pailsėt atokioje bičiulio troboje, kitas – pabėgęs iš lagerio. Du skirtingi pasauliai, du jų atstovai. Kiekvienas įsitikinęs, kad realus būtent jo variantas, o pašnekovas – pamišėlis. Ir nėra kaip įrodyti – troba atkirsta nuo likusio pasaulio, siaučia pūga, nėra ryšio – neįjungsi televizoriaus ir neparodysi, va, žiūrėk, štai koks jis, tas šaunus naujasis pasaulis. Pasas, banknotai, apranga – ne įrodymas. Tai juk klastotė, tokia pati, kaip utėlėmis aptekusi zeko uniforma. Ir po truputį kiekvieną iš jų netgi aptinka abejonės – o gal iš tiesų pamišėlis – tai aš? Gal aš išsigalvojau tą šaunų/siaubingą pasaulį, kuriame gyvenu? Atomazga duoda ir atsakymus ir šiek tiek veiksmo. „Weekend w Spestreku“ – dar viena dviejų pasaulių sandūra. Čia kaip pas mus – kažkas balsuodavo už Bekunską, kažkas už Zuoką. Galiausiai kažkam šovė geniali mintis – gyvenkite taip, kaip norite. Va, jums zona, kur turite savo trokštamą santvarką. Tai jūsų laisvas pasirinkimas – norite, gyvenkite čia, norite – ten, kur viskas kitaip. Kitais žodžiais tariant, savotiškas būdas įgyvendinti principą „Чемодан, вокзал, Россия“. Bet iš tikrųjų ne viskas taip vienareikšmiška (čia neturėjo būti nė lašo sarkazmo, bet taip jau išėjo, atleiskite). Niūrus ir slegiantis apsakymas, kaip beje, ir anksčiau aprašytas „Buranas“. Na, ir „Wilcza zamieć“, tarsi tyčia patalpinta pabaigoje, kad kiek atskiestų visą tą rinkinio niūrumą. Į pabaigą jau kone kvatojausi. 1944-ieji, vokiečių povandeninis laivas išplaukia į itin slaptą misiją – varo į Asgardą. Kaip nebūtų keista, nuvaro. Ir pabando įkalbėt Odiną įsivelt į karą ir padėt naciams jį laimėt. Nes nu – jei jau „dievai su mumis“, tai kas pasipriešins? Apibendrinant – labai tvirtas ketvertas iš penkių. Vertinimas, kurį retam apsakymų rinkiniui pasiseka pasiekti.
W zbiorze tym (co zbiera twory Grzędowicza pisywane na potrzeby różnych antologii) nadziać się można na kosmitów, zombie czy opętane przedmioty. I jest strasznie. Momentami bardzo. Ale to tylko książka. Prawda? Prawda?! Aż przyznam, że dwa razy musiałem sobie zrobić przerwę, złapać oddech, napić się wody i zaświecić każdą możliwą lampkę. Co ciekawe, bałem się nie tych wspomnianych stworów i potworów, a zjawisk bardziej przyziemnych. Przeraziła mnie perspektywa, z jakiej korporacje patrzą na swoich pracowników. Strach we mnie zbudziła wizja państwa nadopiekuńczego. Nie wychylałem nosa spod kołdry przez opis kraju rządzonego przez agresywne i skrajne ugrupowania lewicowe, dla których biały heteroseksualny osobnik (lub osobniczka) to zło wcielone. Kto się boi złego wilka, może zajrzeć do krótszych tekstów. Mniej strasznych, a bardziej śmiesznych. Ale tylko w tej bardzo czarnej wersji humoru. Stanowią ciekawą chwilę wytchnienia między jednym straszakiem, a drugim. Niestety rozczarowaniem okazuje się opowiadanie ostatnie i przy okazji najdłuższe. Nie bawi, nie straszy, nie ciekawi. Mocno gubi przy tym klimat pozostałych tekstów.
A tak na zakończenie i ku przestrodze: nie wnikajcie za bardzo w psychologię bohaterów i ich poglądy na światy przedstawione. Bowiem najstraszniejszy jest fakt, że te światy wymyślone (razem ze swoimi dziwadłami i potworami) raczej nie są wymyślone...
Do dziś nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego po genialnym Panie Lodowego Ogrodu, nie sięgnąłem po inne powieści i opowiadania Jarosława Grzędowicza. Chociaż teraz się z tego cieszę, bo opowiadania zawarte w Wypychaczu zwierząt lepiej pasują do mnie trzydziestolatka niż do nastolatka, który czytał Pana Lodowego Ogrodu.
Po lekturze Wypychacza zwierząt utwierdzam się w przekonaniu, że Jarosław Grzędowicz to klasa sama w sobie. Spodobały mi się zwłaszcza short stories, publikowane dla magazynu dołączanego do Faktu. Niekiedy kilkustronicowe, ale pełne czarnego, niekiedy gorzkiego humoru. Często niosły za sobą ważny, ukryty przekaz. I to ten przekaz lepiej rozumiem jako dorosły człowiek.
W dłuższych opowiadaniach autor daje popis swojej wyobraźni oraz sile warsztatu. Znakomicie odnajduje się w klimatach fantastyki. Mimo, że samej fantasy nie jest w tym zbiorze dużo to elementy szeroko rozumianej fantastyki znajdą się w każdym. Przeważają pomysły rodem z science fiction. Moje ulubione opowiadanie z tych o większej liczbie znaków to te z alternatywną historią oraz oczywiście z katem i jego „ukochanym” narzędziem pracy.
Niezmiernie podobało mi się, że po lekturze każdego z opowiadań zostawałem z czymś do przemyślenia. Autor wnikliwie bada naturę człowieka i zmieniając towarzyszące mu okoliczności, pokazuje do czego jest zdolny. Zarówno do dobrego, jak i niestety częściej do złego.
Duża różnorodność to mocny punkt Wypychacza zwierząt. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Jeżeli jakieś opowiadanie nam nie podejdzie to jest szansa, że inne spełni nasze oczekiwania. Niezmienna jest natomiast pisarska klasa oraz wysoka jakość każdego z opowiadań.
Polecam każdemu, kto tak jak ja do niedawna, nie zna Wypychacza zwierząt, by w wolnej chwili sięgnął po ten zbiór. Zwłaszcza lektura short stories nie zajmie wiele czasu, a dostarczy dobrej rozrywki i pewnej porcji przemyśleń o nas samych.
No przepraszam, ale po prostu nie. Nie jestem zainteresowana, w ogóle nie mogę się wciągnąć i moje skupienie przy tej pozycji nie istnieje. Jakbym ogarnęła, że to zbiór opowiadań, w ogóle bym po to nie sięgnęła.
Fajny zbiorek opowiadań. Miks dobrych i klimatycznych z...mmm...zwykłymi :) Historia Polski i świata w różnych wersjach + trochę Wenecji...chyba byli w tym czasie tam z Mają na wakacjach :P
“Таксидермист” представляет из себя сборник рассказов, написанных Гжендовичем в разные периоды своей жизни, для различных литературных проектов (журналы, книги антологии с другими авторами, различные литературные проекты). Поэтому одной общей тематики тут не наблюдается.
Цикл “Владыка ледяного сада» Гжендовича мне очень пришелся по душе, и он точно попадает в категорию “любимое из фэнтези”. И вполне логично, что мне захотелось проверить, что еще там у автора есть. А там не густо. Есть Гелий-3, с очень слабыми отзывами, и совсем недавно вышедший на русском “Таксидермист”. Я решил остановиться на втором.
Что же мы имеем? 13 рассказов и повестей + послесловие от автора, что даст немного контекста о истории написание каждого произведения. И как оно?
Что мне понравилось: “Третий Николай” - коротенькая рождественский рассказ, о том, что важно. “Волчья буря” - наверно сильнее всего напоминающая “Владыку ледяного сада” повесть - стиль слога, характер главного героя, сюжетные повороты. И лично для меня наверно лучшее произведение из все книги.
Хорошо, но есть недостатки: “Часовщик и охотник на бабочек”, “Буран метет с той стороны”, “Поцелуй Луазетты”. Все три имеет хорошую завязку и сюжетную идею, но всем им не хватало некой последние детали, что после прочтения можно было бы воскликнуть “Вау круто”, а не “неплохо, неплохо”.
Зашло, но не из-за замысла автора: “Необходимая оборона” - концепция напомнила песню Короля и Шут “Если мясо мужики”, только тут “Употребляли бухло мужики”. Хотя не думаю, что песня и рассказ как-то связаны между собой. “Выходные в Осэкозе” - даже не знаю где начать. Вызвало больше смеха, чем слез - и хоть автор утверждает, что всех прототипов действующих лиц он взял из реальное жизни, как мне все они напоминали больше индивидов, что можете повстречать в ленте Твиттера. Парень, что прошел операцию, дабы избавиться от тестостерона, через отрезание яиц, и так стать союзником женщин в борьбе с империалистическим патриархатом - немного перебор.
В общем, если вы любите сборнике рассказов фантастики с легкой ноткой ужаса, немного утопии, путешествий во времени и т.д. то скрасить пару вечеров книга поможет. Финальная оценка 3,5 из 5.
To było moje pierwsze spotkanie z autorem. Czy udane? Myślę, że tak a tym bardziej zmusiła mnie do wytężenia głowy do takiego stopnia, do którego rzadko, komu udało się wejść. Pierwszy raz w swoim czytelniczym życiu przeczytałam coś dwu, trzy krotnie i tu właśnie mowa o niektórych opowiadaniach autora. W książce znajdziemy 13 opowiadań z działu fantastyki, historii, sci-fi, ale chyba każdy odbierze i podepnie którąś pod siebie wiec zapraszam. Książka, która wymusza na czytelniku skupienia, bo wg. mnie nie jest łatwa wiec daruje sobie niedzielny wypad nad jezioro, bo chcę pochłonąć ją w całości. Z całego serca dziękuje wydawnictwu za egzemplarz, jaki dostałam do recenzji, bo odkryłam coś niesamowitego. Jestem świadoma, że pojawi się ktoś, komu może się nie spodobać i tutaj szanuje oraz rozumie! Mnie tez nie pociągają romanse i niektóre obyczajówki, ale to nie oznacza rezygnacji z tego działu. Zawsze mówiono mi, żeby odkrywać nieodkryte, sięgać wyżej i tam gdzie byśmy nie sięgnęli wiec tutaj to jest moja pierwsza duma, że mogłam czytać te wspaniałą aczkolwiek czasem niezrozumiała antologię. Jedna z ulubionych to „Weekend w Spestreku” i tu przypominają produkty na kartki, bo tam tak jest! Ale co byś powiedział jak dzisiejsza walka mniejszości społecznych zamieniła się rolami i to teraz mężczyzna jest mniejszością, władza pod postacią DOBRA NARODOWEGO zmusza Nas do rzeczy, których dziś w XXI w nie przeszły by obojętnie, świat, w którym za długopis, baterie byłbyś, kimś, byłbyś zdolny skrzywdzić lub zabezpieczyć siebie, rodzinę o produkty, które trudno wyczekiwać na sklepowych półkach. Cukier, sól to biała śmierć, kobieta jest tą silną jednostka itp. W każdym z opowiadań znalazłam coś z realnego świata i jak czytałam po raz drugi jakąś część skupiłam się na czymś innym i wiecie, co? To świetne uczucie, które chce na pewno powtórzyć czytając tego autora. Książka od początku do końca dawała mi niedosyt i za to szacunek i chęć sięgnięcia po raz enty. Polecam i zachęcam do poznania 13stu opowiadań, które moim zdaniem warto znać.
Najpierw, jeszcze przed premierą książki, uwagę zwróciła okładka. Piękna, pociągająca, natychmiastowo wywołując chęć przeczytania. Dzieła dokończyła promocyjna cena ebooka i stało się - nowego Kindle zainaugurowałam zbiorem opowiadań Grzędowicza.
"Ludzie widzą to, co chcą widzieć" głosi okładka. I faktycznie, ktoś pewnie widzi w tej książce monotematyczny choć subtelny, motyw przewodni. Ktoś inny, irytującą niekonsekwencję w długości kolejnych opowiadań. A może skłonność autora do nadmiernego rozwodzenia się nad nieistotnymi szczegółami.
Ja widzę zbiór pełen niespodzianek. Choć nie da się ukryć, że motyw II wojny światowej wyskakuje w nim w dosyć niespodziewanych miejscach, skłonił mnie on do pewnych przemyśleń i trochę innego spojrzenia na to, co czytam. Różnorodność w zakresie długości opowiadań czyni lekturą po prostu urozmaiconą i sprawia, że trudniej mi się było nią znudzić. Podsumowując, przeczytałam tę książkę z przyjemnością.
A okładka nie ma z zawartością związku absolutnie żadnego. Ale i tak jest piękna.
Spora część z tych opowiadań nie zapadła mi niczym w pamięć. Najbardziej podobało mi się pierwsze oraz to o świętym Mikołaju. Niestety, pozostałe są bardzo nierówne.....
Solidnie napisane (dialogi są świetne) i z naprawdę ciekawymi pomysłami, ale z jakiegoś powodu styl Grzędowicza mi nie odpowiada - jest dla mnie zbyt "suchy", zbyt boleśnie realistyczny, trochę płytki - dokładnie opisuje wydarzenia i rzeczywistość, ale nie pogłębia jej. Dobre, ale nie dla mnie.
„Wypychacz zwierząt” Jarosława Grzędowicza to zbiór trzynastu opowiadań z pogranicza fantastyki i science-fiction. Ich różnorodną tematykę spaja aura mroku i groteski. Skuszona opisem rwałam się do lektury, którą jednak porzuciłam w połowie. Co mnie do tego zmusiło? Wiele rzeczy. Przedstawione historię mają dość sporą rozbieżność w długości tekstu. Te długie, mające po kilkadziesiąt stron, były najzwyczajniej na siłę przeciągnięte oraz zawierały zbyt wiele zbędnych szczegółów i wątków, przez co fabuła traciła spójność, a także sens, aż w końcu gubiłam się w akcji i traciłam zainteresowanie treścią. Zamysły niektórych opowiadań były naprawdę ciekawe i odkrywcze, jednak forma ich przedstawienia miała wiele do życzenia. Widać było, że autor chciał przekaz w nich jak najwięcej, jednak wychodziło z tego istne pomieszanie z poplątaniem, z którego ostatecznie nic nie wynikało. Krótkie opowiadania jawiły się już nieco lepiej, posiadały skondensowaną fabułę, przez co akcja toczyła się płynnie, jednak mimo wszystko przypominały one zwykłe internetowe creepypasty, czy też miejskie legendy zasłyszane na imprezie. Krótko mówiąc, były one tandetne i sztampowe, a ich zakończenia niezwykle przewidywalne. Wydawca w opisie gwarantuje nam niezapomniane doświadczenia, po których będziemy negować naszą rzeczywistość . A jak było naprawdę? Tylko jedno opowiadanie skłoniło mnie do głębszych przemyśleń, a był to „Buran wieje z tamtej strony”. Reszta nie pozostawała w mojej głowie na dłużej, jak dla mnie nie niosły ze sobą wystarczającej wartości merytorycznej, która skłaniałaby do jakichkolwiek refleksji. W prawdzie zapominałam o większości tekstów zaraz po ich przeczytaniu. Mimo iż owa antologia nie należy do gatunku horroru, autor sili się także na zbudowanie nastroju grozy. Wychodziło mu to z dość średnim skutkiem, gdyż ani trochę nie czuć narastającego napięcia czy też prawdziwego strachu. Zdecydowanie główne skrzypce we wszystkich utworach gra groteska, a jednak Grzędowicz w wielu przypadkach zmarnował ten potencjał, serwując banalne zwroty akcji oraz zakończenia, po których przeczytaniu miałam na plecach ciarki wstydu. Na koniec muszę wyznać, że okropnie męczyłam się z tą książką. W pewnym momencie nie interesowały mnie już dalsze opowiadania, chciałam tylko dobrnąć do końca i mieć ją z głowy, jednak nie dałam rady. Nie mogę wam jej w pełni polecić, jednak wiem, że każdy ma inny gust, więc być może akurat wam się ta książka spodoba.
Pokud je žánrovým měřítkem King, je VYCPÁVAČ ZVÍŘAT jeho fatalistická verze z východní Evropy. Většina povídek má hororový nádech, ale zároveň odkazuje na to, co je blízké jak Polákům, tak nám. Svá podhoubí mají buď již v panujících nebo v klubajících se diktaturách a mně bylo při čtení nejednou podezřele povědomě. Třeba v seznačním “Víkendu ve Spezeku” připomíná návštěva hlavního hrdiny návrat do totalitního Československa. A ve “Farewell Blues” - asi nejděsivější povídce knihy - přijímá hlavní hrdina nabídku mimozemšťanů na úplné vystěhování se ze Země. Jedinou dílčí nevýhodou VYCPÁVAČE je jeho nekoncepčnost. Je znát, že povídky předtím vyšly tam i onde. Ty delší - výtečné - jsou vystlány několikastránkovými jednohubkami rozličných kvalit. I kdyby měl ale člověk přečíst jen to rozsáhlejší šestero, stojí to sakra za to. Dobré! Bardzo!
Wypychacz Zwierząt - czyli mój pierwszy raz z Jarosławem Grzędowiczem. Jest to zbiór kilkunastu opowiadań. Część ma 10 stron, część ma 100, więc każdy powinien znaleźć w niej opowiadanie o odpowiedniej długości dla siebie. Przedstawione w nich są różne światy, jednak wszystkie są pewną wariacją na temat rzeczywistości, tyle że z elementami fantastycznymi. Nie wszystkie opowiadania podobały mi się tak samo, co jest oczywiste. Najbardziej do mnie przemówiły chyba te najkrótsze opowiadania właśnie, ponieważ myśl w nich zawarta była najbardziej “zbita”. Po prostu: krótko, konkretnie i na temat. Na pewno po Grzędowicza w przyszłości zamierzam jeszcze sięgnąć - oczywiście mówię tu o Panu Lodowego Ogrodu.
Zbiór składa się z trzynastu opowiadań oraz posłowia, w którym autor przybliża pokrótce okoliczności powstania poszczególnych tekstów. Pochodzą one z różnych okresów jego twórczości, niektóre dzieli dobrych kilka lat. Są wśród nich zarówno krótkie, kilkustronicowe opowiadania, jak i rozbudowane historie liczące po kilkadziesiąt stron. Różnią się tematyką i klimatem, są wśród nich mroczne opowieści rodem z horroru, science fiction oraz alternatywne rzeczywistości i historie. Znalazły się tu również lżejsze teksty, w tym podnoszące na duchu opowiadanie bożonarodzeniowe. Jednym słowem, każdy znajdzie coś dla siebie.
Naprawdę świetny zbiór opowiadań. Najczęściej przy tego typu książkach na 13 opowiadań, tylko kilka jest w porządku. Tutaj wszystkie były intrygujące. Pare krótkich prac zawsze z przewrotnym zakończeniem były świetną zabawą. Natomiast te dłuższe genialnym przedstawieniem świata alternatywnego. Bardzo podobały mi się motywy drugiej wojny światowej, rozbieżności w polityce, podziałów społecznych. Styl pisania autora jest wciągający, czasem miałam problem ze zrozumieniem żargonu (np. marynarzy), ale całość i tak świetna.
Miałem wrażenie, w pewnym momencie, bodaj w opowiadaniu farewell blues, że właśnie spełnia się mokry sen korwina 😉 później przypomniałem sobie ze przecież wszyscy polscy fantaści to mocno skręcone w prawo kuce. Co prawda czuć niechęć do religii katolickiej, która u Grzędowicza nie jest ostatnim bastionem wolności (uff) ale poza tym to same konfederackie koziołki w tych opowiadaniach się odjaniepawlaja 🙃
Problemem większości zbiorów opowiadań jest często nierówny poziom poszczególnych tekstów. Podobnie ma się rzecz z "Wypychaczem zwierząt" - obok opowiadań dobrych i bardzo dobrych mamy też kilka tekstów, które przyjąłem obojętnie lub po prostu zapomniałem zaraz po przeczytaniu. Mimo wszystko podwyższam ocenę do 4 gwiazdek za opowiadanie pierwsze ("Hobby ciotki Konstancji"), które mną autentycznie wstrząsnęło, oraz ostatnie ("Wilcza zamieć"), za świetnie przedstawiony motyw statku-widmo.
Разной степени качества и длины текстов сборник. Короткие - это совсем простенькие, написанные под заказ для журнала, с финальным твистом в конце. Более интересные - это практически повести, особенно про альтернативный Гулаг и подлодку в ожидании Рагнарека. Неплохая еще история про "свободную" Европу, где коммунизм заменили толерантность и равенство. Но, в общем, сборник из серии отчетных, корпус текстов за период, чтоб не потерялись.
najlepsze opowiadania: • buran wieje z tamtej strony • pocałunek loisetty • wilcza zamieć (genialne!) a poza wymienionymi? opowiadania raczej przeciętne, niektóre wręcz mierne, a „weekend w spestreku” zasługuje na specjalne wyróżnienie jako najgłupsza rzecz, jaką w życiu przeczytałam
Czytam ten zbiór opowiadań chyba 4 raz w moim życiu i za każdym razem odbieram go inaczej. Lubię Grzędowicza w krótkiej formie, lubię jego zabawę tematami i to jak płynnie przechodzi między gatunkami. Długo wahałam się czy dać 3 czy 4 gwiazdki ale jednak sentyment wygrał. Jeszcze pewnie kilka razy wrócę do tego tytułu.