Wywodzący się z żydowskich tradycji golem, mający postać człowieka, lecz pozbawiony du-szy, od wieków rozpala wyobraźnię. Można go spotkać w chasydzkich legendach, literaturze jidysz i w popkulturze. Maciej Płaza przywołał jego postać, by zanurzyć czytelnika w świecie sztetla na Podolu z początku XX wieku. Wątki kabalistyczne i mesjańskie równoważą się z realistycznym obrazem kultury i obyczajów chasydów. Wszystko to, łącznie z legendarną postacią, nabiera nowego życia pod piórem jednego z najwspanialszych stylistów polskiej prozy.
A most beautifully written tale of the long-gone world of shtetls at the beginning of the 20th century in Podole. Daily troubles and joys, dilemmas, and Rafael who comes nobody knows from where or when. And who is destined to play a crucial role in the tragic finale of the novel. I loved the depiction of the Chasid community of which I have rather superficial knowledge. I do not think I could get any closer in the second decade of the 21st century to the ideas they represented. I am certain I missed out quite a lot especially with reference to kaballah ... Such novels make me feel unlifted when I think of contemporary Polish fiction. The narration by Mr Ferec is superb!
Maciej Płaza stworzył niezwykłą przypowieść o golemie, która w swoim arcydzielnym języku przypomina szwung żydowskich opowieści, który mogą Państwo znać m.in. z “Ksiąg Jakubowych” Olgi Tokarczuk. Opowieść o niewielkiej wspólnocie żydowskiej nie zamyka się jednak w odtwórczej cepeliadzie, a ujawnia krytyczny lub przynajmniej sceptyczny stosunek narratora do życia chasydów - mężczyzn, którzy dla obcowania z sacrum oddalają od siebie wszystko to, co ziemskie. --- “Golem” Macieja Płazy to genialna - zwłaszcza językowo - opowieść o świecie dawnych sztetli, żydowskiej obyczajowości i obrzędowości u progu wielkich zmian. Płaza przywraca świat, który jeszcze sto lat temu był na wyciągnięcie ręki. Z drugiej strony - powieść stawiająca pytania o to, czego potrzebujemy od literatury. Czy najwierniejsze, najgenialniejsze choćby powtórzenie nie będzie tylko powtórzeniem, odtworzeniem? Fikcja ma moc pokazywania nie tylko tego jak świat wyglądał, ale i jak mógłby wyglądać. A tego u Płazy nie znajdziemy. Choć doceniam, nie jestem bezkrytyczny.
Nikt już tak nie pisze, bo trudno uwierzyć, że tak się da. Wstrząsająca, piękna, niezwykle spójna powieść ze środka świata, którego już nie ma, a który po części zawsze istniał tylko w słowach.
Dżizyz, ile roboty musiał wykonać Płaza. Ile researchu, ile konsultacji. W rezultacie powieść przywraca do życia świat na zawsze zniszczony. W każdym detalu czai się iskra. I szacunek do tych biednych, prowincjonalnych Żydów. Do ich kultury, punktu widzenia. Nie powiem, Golem wymaga zaangażowania. To nie jest lekka proza, gdzie akcja płynie wartko i tak dalej. Ale nie ma też pitolenia po próżnicy o kształcie błota pod końskim kopytem czy jakich innych bzdurach. Równowaga jest zachowana, a jak pięknie to Płaza opisał wszystko! Literacki fresk godny polecenia. No więc polecam, ale tylko bardziej wytrwałym. Z tą książką nie należy się spieszyć.
Trudno mi jednoznacznie ocenić powieść Płazy. Na pozór historia ma w sobie wszystko, co lubię najbardziej w takich książkach, piękny język, czerpiący z wykreowanego miejsca i czasu akcji, wspaniale nakreślona chasydzka społeczność w podolskim sztetlu i intrygujący główny bohater. Wszystko podlane kabałą i realizmem magicznym. Jednak ostatecznie brakowało mi w niej rozwiązania i pełnego wybrzmienia, a całość kończy się ucięciem niby, jak od kozackiej szaszki.
Poznałam historię Golema w audiobooku. Słuchałam długo. Doceniam piękną stylizację językową. I wydaje mi się, że na papierze „wybrzmiałaby” lepiej. Lektura wymagająca skupienia.
Fantastycznie napisana historia pokazująca świat, jakiego już nie ma, Maciej Płaza przenosi bowiem czytelników w początki XX wieku, na Podole, do żydowskiego sztetla, w którym pewnego dnia pojawia się tajemnicza postać nazwana później Rafaelem. W „Golemie” przestrzenie realistyczne, obrazujące obyczajowość i codzienność małego miasteczka sprzed wieku, mieszają się z tymi mistycznymi, magicznymi, owianymi tajemnicą i zanurzonymi w mroku. Uważam, że największą siłą tej powieści jest właśnie jej klimat, oddany za pomocą języka, dynamicznych opisów, dzięki którym ma się poczucie bycia wrzuconym w wir wydarzeń. Ale to nie tylko to — Płaza bez wątpienia stworzył tekst uniwersalny, choć silnie osadzony w miejscu i czasie i nierozerwalnie związany z tymi dwoma ramami, to i wychodzący poza nie, traktujący m.in. o ludzkiej potrzebie duchowości, zawierzenia w coś, trochę o roli kobiety w hermetycznej, konserwatywnej społeczności i przede wszystkim o strachu przed wszelką innością, strachu, który finalnie zawsze znajdzie ujście.
Językowo na najwyższym poziomie, są dźwięki, cienie, jest tajemnica, ale czegoś mi tu jednak zabrakło w fabule, jakby było więcej formy, mniej treści. Ale warto sięgnąć po tę powieść, biorąc pod uwagę całą jej stylistykę.
Czasem bywa tak, że czytając książkę to zakończenie wszystko psuje. Dobrze napisana historia staje się bezużyteczna przy ostatnich stronach, psujących cały misterny koncept, zakłócających odbiór opowieści. A czasem bywa na odwrót.
U Płazy całość była poprawna. W magiczny świat podolskiego miasteczka trzeba bowiem po prostu wsiąknąć. Nie da się do niego wejść z marszu, z naszej rzeczywistości. Nie jesteśmy przecież w stanie przenieść się ciałem i myślami w czasie. Dlatego też czytając Golema miałem wrażenie, że z każdą stroną zapadam się coraz bardziej w małe miasteczko na końcu świata. Staję się jednym z zamieszkujących je Żydów. Zaczynam rozumieć coraz więcej, widzieć szerzej, słyszeć głośniej. Aż samo zakończenie daje pewnego rodzaju zrozumienie. Nie w sensie semantycznym. To raczej jak obudzenie się nad ranem z poczuciem, że udało nam się śnić do samego końca historii. To ta ulga, gdy wiemy że już nic się nie dało dodać, że zrobiliśmy wszystko co mogliśmy i usłyszeliśmy wszystko co było przeznaczone dla naszych uszu. I jest nam tak cieplej na duszy z tego powodu.
Gdybym miała czytać tę książkę, a nie słuchać w audiobooku, zeszłoby mi pewnie bardzo długo. Słuchałam jej zresztą też długo, ale było to świetne doświadczenie literackie. Piękny, pieczołowity język, niesamowite melodyjny i gawędziarski, zwłaszcza, kiedy czyta go dobry lektor audiobooków. Przez historię Chasydów z małego miasteczka na Podolu, choć nie jest ona wcale prosta, po prostu się płynie. Była to dla mnie uczta gawędziarska. Jeśli chodzi o fabułę, nie była ona dla mnie stuprocentowo jasna. Na pewno zawierała wiele ukrytych symboli kultury żydowskiej, elementów legend i przesądów, a o ile troszkę wiem o tej kulturze, częściowo coś zrozumiałam. Na pewno książka wymaga uważniejszego wczytania się, jeśli ktoś by chciał się bardziej zaangażować. I na pewno ma dużo, duzo więcej do zaoferowania, niż ja z niej wyciągnęłam. Bo jest naprawdę świetna, pełna analiz kultury żydowskiej po wojnie, bycia mniejszością zawsze, poczucia misji, kontaktów z chrześcijanami po drugiej stronie miasta, rodziny i roli społecznej zarówno mężczyzn, jak i kobiet.. Bogactwo kulturowych znaczeń i odniesień do historii, religii i mistycyzmu można odnaleźć w "Golemie". Mnie dzieki odsłuchaniu audiobooka było łatwiej przepłynąć przez tę historię. Pewnego dnia w Liściskach pojawia się nieznajomy - olbrzym, głuchy i zdeformowany włóczęga, zatracony w modlitwie. Nie rozumie świata. Dają mu imię Rafael. Nikt nie spodziewa się , że wyrzutek odegra wielka rolę w późniejszych wydarzeniach.
Rewelacyjne opisy, bardzo bogaty język literacki. Zdecydowanie wyróżnia się spośród dzisiejszych książek. Jest na swój sposób klasyczna, ale w nowym wydaniu ;) Czyta się świetnie, bardzo wciąga.
Wysoki próg wejścia. Niełatwa jeśli za dużo nie wiemy o cadykach, chasydach, kabale, żydowskiej tradycji, talmudzie i wgle hebrajskich klimatach. Język i styl niewątpliwie WOW, ale dla mnie męcząca. Wymaga totalnej ciszy i dużego skupienia.
2.5 ★ Książka oparta na wnikliwym researchu, ciekawym pomyśle i pięknym języku. Niestety autorowi nie udało się zaszczepić we mnie nawet niteczki ciekawości. Na początku rzeczywiście delektowałam się słowem, ale po krótkim czasie treść książki oraz jej atmosfera zaczęły mnie męczyć.
Generalnie muszę powiedzieć, że szacun dla autora, widać ile musiał się napracować, a ile dociekać, aby w taki sposób oddać urok tego żydowskiego miasteczka. Sama książka, nie jest łatwa do czytania, nawet mi z początku było ciężko przyzwyczaić się do czytania jednolinijkowego tekstu, bez dialogów, jedynie opisy wypowiedzi bohaterów i opisy ich odczuć. Sama historia, może nie jest jakaś niewyobrażalnie niesamowita, ale to nie o historię tu chodzi, a wg mnie o pokazanie jak Żydzi mieli/mają niełatwo w życiu. Ciekawie się czytało, fajnie było poznać choćby ułamek innego świata religijnego.
Dobra książka, ale nie dla mnie. Jeśli ktoś jest bardziej obeznany z kulturą żydowską, na pewno bardziej się mu/jej spodoba. Świetnie napisana, to muszę przyznać.
Za styl 6, kartki, gęsty, świetnie stylizowany. Ale treść wydaje mi się dość wtórna do innych książek w chasydzkich czy galicyjskich klimatach. Prawie wszystko daje się przewidzieć.
Autor z błota i wszystkich nieuleczalności uplótł korowód i pozwolił mu płynąć. Prześliczna to wierność drobnym enklawom. Niesamowita, niewymówiona, nieskończona, niedaleka.
Maciej Płaza, który po raz kolejny udowodnił, że jest wybitnym prozaikiem, z maestrią rzeźbiącym w gęstej materii języka, kultury, mitu, tym razem raczy nas tęskną wizją podolskiego sztetla początku XX wieku. Tworzy obraz osobnego, pulsującego swoim życiem świata, po którym - po Zagładzie - pozostała w naszej historii i kulturze wielka wyrwa i niezaleczona pustka. Być może, chcąc tę pustkę wypełnić, pisarze wciąż powracają do tematyki żydowskiej? Golem to powieść będąca wyrazem fascynacji żydowskim mistycyzmem, żydowskim pomysłem na cały wszechświat - fizyczny i metafizyczny - do którego klucz kryją święte księgi: Tora, Zohar, Jecira. Mistycyzm to jednak nie tylko w księgach zamknięty, ale objawiający się w każdym przejawie życia tonącego w błocie prowincjonalnego miasteczka. Bohater książki, choć niemowa, mówi do czytelnika ogromem znaczeń. Jest włóczęgą, Żydem Wiecznym Tułaczem, jurodiwym, Rafaelem-uzdrowicielem, Izajaszowym mężem boleści oswojonym z cierpieniem, w którego ranach jest nasze zdrowie, może też niedoszłym, a może jedynym realnym mesjaszem-odkupicielem, ulepionym niczym golem ze zwykłej gliny dróg i bezdroży Strefy. Jego postać z elegancką kompozycyjną przejrzystością spaja wszystkie wątki snute wokół kolejnych, wprowadzanych do akcji postaci. Odkrywa stopniowo powiązania, uwikłania, pulsujące pod powierzchnią codzienności ludzkie historie składające się na dzieje przedstawionej tu chasydzkiej społeczności. Język powieści - od którego zaczęłam i na którym chcę zakończyć - zachwyca nie tylko świeżością, swadą, ale przede wszystkim ogromną giętkością stylizacji. W misternej tkance narracji błyszczą co rusz subtelnie, idealnie wplecione w osnowę cytaty i kryptocytaty z żydowskich ksiąg. Z Szir-Haszirim, której słowa malują losy Sziry. Z Sefer Tehilim, która kreśli wszystkie ścieżki przemierzane przez Rafaela. A wszystko to w mistrzowskim, surowo i zmysłowo brzmiącym przekładzie Miłosza. Czasem też Izaaka Cylkowa. Jedne z ostatnich scen pogromu inkrustowane słowami Psalmu 139. zdają się streszczać i domykać losy bohatera, a czytelnika prowadzą w stronę istnej katharsis. Powieść gorąco polecam. To kawał naprawdę znakomitej prozy!
Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, ta książka jest jak gęsty, gorący i przepyszny gulasz. Sięgnęłam po tę książkę trochę spontanicznie, bez większych oczekiwań, a dostałam pełnokrwistą opowieść o niewielkiej żydowskiej społeczności, których losy są niezwykle wciągające.
Nie jest to książka z wartką fabułą - brnie się przez nią powoli, ale w zamian dostaje się bardzo ciekawe historie/scenki z życia poszczególnych postaci, dzięki czemu ich portrety psychologiczne stają się czytelnikowi bliższe. A są to historie ludzi, których problemy są uniwersalne, chociaż osadzone w społeczności żydowskiej.
Jestem pełna podziwu dla autora za przedstawienie nam kolorytu, szczegółowości, wyrazistości tego żydowskiego miasteczka.
Niezwykle to jest napisane, już sam język zasługuje na 5 gwiazdek. Mamy tu przepiękną stylizację. Aż niesamowite, że w XXI wieku można znaleźć książkę napisaną takim językiem.
Najfajniej jest, gdy sięgamy po coś nie wiedząc właściwie czemu, a dostajemy coś tak fantastycznego.
Czasem zastanawiam się czy umiem czytać. To była jedna z takich książek, albo jeden z takich tygodni. Litery przepływały przed moimi oczami, ale bardziej jako całe bloki niż pojedyńcze linijki. Od czasu do czasu wpadałum w opowieść, nie widząc przed sobą książki, a czując opowieść. To zdarzało się rzadko. Częściej z dużym trudem próbowałum rozplątywać linijki tekstu z bloków, szarych bloków. Czuję, że to było umiarkowane doświadczenie, ale nie potrafię ocenić literackiej wartości tekstu. Dla mnie w tej chwili było tu za dużo postaci i za dużo imion. Brakowało mi też jakiegoś graficznego podziału tekstu, żeby bardziej oznaczyć kiedy np. narracja zatrzymuje się, by wybrzmiała opowieść konkretnego bohatera, albo gdy zmienia narrator. Oprócz tego, to mam poczucie, że książka została wydrukowana na mało wytrzymałym papierze, dla mnie to jest w porządku, ale za kilkadziesiąt lat będzie nieczytelna.
Marnie się toczy ten rok - także literacko-czytelniczo... Ale "Golem" na pewno będzie jedną z najlepszych książek w nim czytanych. Udało się MP na dobrą sprawę to samo, o czym pisze: wyszukał stare zaklęcia, pozbierał niezbędne składniki, umiejętnie dobrał czas, postarał się jak należy i ... stworzył wspaniałą polską powieść żydowską! Nie w jidisz a właśnie po polsku. Jest w niej duch Pereca, Kacyzne, Alejchema ... klasyków literatury jidisz. I jest coś z Kanowicza - po którego kolejną powieść już sięgam! Bardzo piękna książka.
Świetna książka, która się nie znudzi nikomu. Świetna stylistyka i sposób opisów wydarzeń. Maciej Płaza swoją książka oddaje realia ówczesnego świata i problemów społeczności żydowskiej. A oparcie historii na mitach o golemie pozwala na jeszcze lepszy odbiór lektury. Przyjemnością była ta książka, szkoda że nie wygrała nagrody Nike
Jedna z najlepszych ksiazek tego roku. Pan Maciej Płaza mistrzowsko operuje językiem. Golem to opowieść o ludziach, o ich niby dobrych sercach, które jednak nie potrafią rozpoznać cudu, chociaż się o niego potykają. Smutna historia człowieka, który ma dar uzdrawiania, który niczego w zamian nie chce. I za swoją odmienność płaci wysoką cenę. Oby było warto.
Ta książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony niesamowicie napisana, styl autora wciąga momentalnie i jest tak niespotykany już dzisiaj, że czytając to, człowiek jest jak zahipnotyzowany. Z drugiej jednak brakowało mi punktu kulminacyjnego, który zrobiłby większe wrażenie na czytelniku.
Dopracowanie każdego szczegółu tej historii jest w równym stopniu zaletą co wadą tej książki, ale za stworzenie kompletnie odrębnego magicznego świata należy się autorowi niski pokłon.
dzięki tej książce mam w głowie pełno rozmyślań, refleksji i rozważań, początkowo ta książka zbytnio do mnie nie przemawiała, ale końcówka absolutnie zmiotła mnie z pantałyku i wprawiła mnie w głęboką zadumę.