Świat alternatywny. Bliżej nieokreślona przyszłość. Ludzie żyją w zamkniętych miastach skrytych pod gargantuicznymi kopułami. Społeczeństwo jest podzielone, segregacja kastowa bazuje na procencie człowieczeństwa, określającym czystość genetyczną jednostki. Stuprocentowcy (Hekatoni) to tytułowa geno-kracja. Skrajnie „nieczyści” są powszechnie nazywani deformantami i wykoślawieńcami.
Tajemniczy „ojciec” zleca swoim tworom, Zodiakom, kolejne zadania. Capricorn potrafi przewidywać bliską przyszłość. Umiejętności Pisces są równie niesamowite, co zabójcze, a łączące ją z Caprim uczucie zdecydowanie wybiega poza siostrzaną miłość. Razem wykonują rozkazy, choć niekoniecznie tak, jak by życzył sobie tego ich stwórca. Wybryki rodzeństwa prowadzą do aktywacji kolejnych Zodiaków – Bliźniąt. Gemini próbują uprzątnąć bałagan, którego narobiło rodzeństwo. Przynajmniej z początku.
Co mogę powiedzieć? To było słabe a nawet bardzo słabe. Ciekawy pomysł ale z wykonaniem znacznie gorzej. Chaotyczna i bardzo nierówna książka i czuć że to debiut autorki.
A i jeszcze znajdziecie tu element pewnej relacji bo *tak naprawdę chyba nie jesteśmy rodzeństwem chociaż mówimy na siebie braciszku lub siostrzyczko przez całą książkę*
Czy każda polska książka musi opierać się na przekleństwach?
"Zodiaki. Genokracja" to debiut pani Magdaleny Kucenty. Książka wywodzi się z gatunku jakim jest fantastyka naukowa. Osobiście nie czytam dużo takiej literatury, więc z ogromną ciekawością sięgnęłam po tę książkę! Autorka bardzo ciekawie prowadzi całą narrację, opowiada nam historię zodiaków oraz miasta Oona z kąta widzenia różnych bohaterów, prowadząc tym samym tryb narracji trzecioosobowej. Autorka genialnie wykreowała cały świat, wszystkie detale odnośnie biopunkowej wizji świata były znakomicie przedstawione. Niektórzy bohaterowie także byli niesamowicie wykreowani, a ich zdolności niezwykle ciekawe. Co do fabuły książki, tu już robi się pod górkę... Akcja pędzi dynamicznie do przodu, co chwilę pojawia się coraz więcej istotnych bohaterów, oraz innych ważnych wątków. Jednak nie zostały one dobrze wytłumaczone i przedstawione. Wszystkie wydarzenia, nie łączą się tak dobrze w spójną całość, jak powinny. W historii panuje naprawdę ogromny chaos i mi, jako osobie, która wdraża się w ten gatunek, było bardzo ciężko wyłapać wszystkie ważne wydarzenia. Styl pisania autorki też był nieco ciężki w odbiorze, pojawia się tu mnóstwo typowych dla tej literatury słów, przez co przydałby się chociaż mały słowniczek, którego niestety zabrakło. Postacie strasznie mi się mieszały i co chwilę musiałam wracać do poprzednich fragmentów, by zrozumieć, kto jest kim i co się dzieje. Koniec książki był dla mnie bardzo niezrozumiały, a nawet mogę przyznać, że nijaki. Pojawiły się chwilę przed zakończeniem historii kolejni bohaterowie i autorka nie wytłumaczyła ich zdolności tak dobrze, bym mogła je zrozumieć. Moim zdaniem Autorka miała znakomity pomysł i niesamowicie wykreowała świat oraz poszczególnych bohaterów, jednak na fabułę nie widzę tu jakiegoś konkretnego pomysłu, przez co mamy jeden wielki misz masz. Potencjał jest ogromny, jednak nie wykorzystany. Mimo to czekam z niecierpliwością na kolejne książki autorki, liczę na to, że bardziej skupi się na budowaniu fabuły, aniżeli na kreacji świata, bo to akurat wyszło jej znakomicie! Moja ocena to 2,75/5⭐!
Generalnie jest to książka wybitnie "nie moja". W ogóle nie mogłam się w nią wgryźć i jest cholernie specyficzna. Początkowo chciałam dać jedną gwiazdkę, ale im dalej tym jest lepiej i ostatecznie te końcowe 20% uratowało całą książkę. Mimo to nie powiem, żebym się świetnie bawiła, bo bardzo często wznosiłam oczy do nieba i w myślach rzucałam telefonem.
Kompletnie niepotrzebne sceny erotyczne! Na początku KAŻDY myśli o seksie z każdym. Chryste pani, myślałam, że mi przekleństw zabraknie...
Zajebisty pomysł na użycia zodiaków, genokratów - ale moim zdaniem nie do końca wykorzystany, bo można by z tego zrobić coś świetnego, w wyszło najwyżej w porządku/okay. Mogło być naprawdę dużo lepiej!
“Zodiaki” miały być powieścią, która mnie porwie i zachwyci swoją biopunkową wizją świata. Niestety okazało się, że nie dostałam tego czego oczekiwałam.
Magdalena Kucenty wrzuca nas w kompletnie nowy świat, nie tłumacząc absolutnie niczego. Przez większość czytania powieści nie miałam pojęcia co się dzieje. Ciągłe przeskoki pomiędzy bohaterami nie pozwoliły nam tak naprawdę poznać żadnego z nich. Autorka nie tłumaczy ich relacji, pokrewieństwa, czytelnik nie poznaje genezy ich zachowań.
Początek książki mnie zaciekawił, miałam nadzieję, że czytając kolejne karty powieści dowiem się więcej i zrozumiem działanie stworzonego przez autorkę świata. Niestety nic takiego się nie stało. Im dalej tym bardziej czułam się zagubiona, powieść stawała się coraz bardziej chaotyczna.
Na brak akcji nie można było narzekać, jednak nie do końca wiadomo do czego ona prowadziła. Poszczególne części powieści nie łączyły się ze sobą, były jakby oderwane od poprzednich. Odnoszę wrażenie, że autorka chciała umieścić w “Zodiakach” jak najwięcej swoich pomysłów, ale wyszło to marnie. Jak to mówią, co za dużo to niezdrowo.
Książka autorstwa Magdaleny Kucenty zapowiadała się na niezwykle ciekawe si-fi młodzieżowe. Jednak cały potencjał został zmarnowany, a książka nie zapada na długo w pamięci. Wynika to z tego, że nie wiemy co się dzieje, jaka jest geneza świata, jego działanie i z czego wynika postępowanie bohaterów. Miało być rewelacyjnie, a wyszło miernie.
Jaka to była męczarnia aaa. Prawdopodobnie gdybym czytała papierową wersję to już dawno zrobiłabym dnf, natomiast audiobook jakoś dociągnęłam do końca i żałuję zmarnowanego czasu.
Jeśli chodzi o fabułę, to czy naprawdę taka ilość scen erotycznych i przekleństw była potrzebna?? Nie wydaje mi się. Dodatkowo, fajnie jakby autorka zdecydowała się na nazewnictwo zodiaków w jednym języku, a nie mieszanie polskiego, angielskiego i jeszcze jakichś własnych skrótów, za duży chaos się z tego zrobił.
Czy ja przypadkiem nie sięgnęłam po drugi tom? A może trzeci lub piąty? Wiem, że nie, ale na wszelki wypadek pytam, bo po prostu nie mam bladego pojęcia, o co chodziło w tej książce.
Nie wiem, czy to kwestia stylu autorki, czy czegoś kompletnie innego, ale totalnie nie zrozumiałam fabuły „Zodiaków”. Mało tego, kompletnie nie pamiętam już, co tam się w ogóle działo. Wszystko było tak zagmatwane, pomieszane i pokręcone, że w głowie pozostało mi tylko kilka przypadkowych scen, które nijak nie łączą się w całość.
Od samego początku zabrakło mi jakiegokolwiek wprowadzenia w stworzony przez autorkę świat. Dopiero koło dwusetnej strony pojawiła się pierwsza (i możliwe, że także ostatnia) wzmianka, tłumacząca zwięźle, skąd wzięły się moce bohaterów. Bohaterów, których kompletnie nie poznałam. Tak naprawdę większości dowiedziałam się o nich z opisu fabuły umieszczonego na okładce, bo w samej książce nie zostało przedstawione wiele więcej.
O ile z początku czułam się zaintrygowana, o tyle później odczuwałam jedynie znużenie. Czekałam wytrwale, aż coś się w końcu wyjaśni, ale niestety. Akcji było w tej książce sporo, ale nie mam pojęcia, do czego ona właściwie prowadziła i jaka była główna linia fabularna tej historii. Książka została podzielona na kilka części i miałam wrażenie, jakby jedna z drugą nie miała praktycznie nic wspólnego. A zakończenie nie przyniosło żadnych odpowiedzi, bo akcja leciała sobie normalnym tempem, a tu nagle - pyk, epilog.
Naprawdę chciałabym polecić tę książkę. Jej opis zachęca, pomysł na całą historię wydaje się wręcz fenomenalny, a okładka jest jedną z najładniejszych, jakie mam na swojej półce. Niestety wykonanie kompletnie mnie zawiodło i spowodowało, że na myśl o tej książce i jej zmarnowanym potencjale robi mi się po prostu smutno.
"Zodiaki. Genokracja" to udany debiut. Magdalena Kucenty pokazała, że potrafi przekuć doświadczenie zdobyte przy pisaniu opowiadań w pełnoformatową opowieść. Pewne braki konstrukcyjne nie wadzą zbytnio w lekturze, gdyż skutecznie przesłania je bogactwo postaci z ich relacjami i zróżnicowanymi charakterami, a także intrygująca fabuła i umiejętnie opisany świat.
Ile to razy zadawaliśmy sobie pytanie, co przyniesie przyszłość? Myślę, że każdy z nas ma nieskończoną liczbę takich pytań mających odniesienie do nas jako jednostki i do całego naszego społeczeństwa. Umiemy całkiem dobrze planować, umiemy przewidywać niektóre rzeczy, czasami umiemy też pokonać naturę. Jednak nadal nie mamy żadnej pewności, co czeka nas w przyszłości i czy wreszcie nasze umiejętności walki z naturą nie okażą się pozorne. Być może wtedy będziemy musieli drogo za to zapłacić. Lecz nic po moich rozważaniach, gdyż w żaden sposób nie przybliżają mnie do prawdy. Ale może pozwolą mi tworzyć przyszłą rzeczywistość. Kto wie...
Capri należy do rodziny Zodiaków, które charakteryzują się niezwykłymi modyfikacjami genetycznymi, a Wieża, w której na co dzień mieszkają, jest owiana tajemnicą. Każde z rodzeństwa ma imię jak zodiakowa konstelacja gwiazd, każdy z nich jest eksperymentem i każdy z nich zaskakuje. Co potrafi sam Capri? Analizować dane i przewidywać pewne układy sytuacji. Brzmi dość matematycznie, ale daje olbrzymie pole popisu. Tym bardziej że u jego boku prawie zawsze można spotkać jego siostrę Picses. Pewna siebie, krwiożercza i opętana szaleństwem. Do czego może doprowadzić ten nietypowe duet?
O "Zodiakach" wśród czytelników robiło się coraz głośniej, a ja sama czytałam coraz to bardziej skrajne recenzje. Nie będę tutaj nic ukrywać – to stanowczo nie mój gatunek książkowy, ale narosłe kontrowersje tej powieści dały mi impuls, bym i ja po nią sięgnęła. Tym bardziej że wydaje mi się ona naprawdę mocno fascynująca. Na granicy science fiction, antyutopii i fantasy – gatunków tak do siebie podobnych, ale jednak różniących się na wielu płaszczyznach. Historia obiecywała, że motywy zaczerpnięte ze schematycznych, choć często też już klasycznych dzieł, zostaną wykorzystane w sposób nowy i z powiewem nutki świeżości. Nie mogłam się oprzeć, by sama nie odkryć tajemnic skrywanych za tą powieścią.
Jednak idąc tradycyjnym tropem, chciałabym się skupić na stylu autorki, który początkowo wydawał mi się wyjątkowo przyjemny i łatwy w odbiorze, co pozwoliło mi czytać w zawrotnym tempie. Z czasem ta tendencja zaczęła się zmieniać i coraz mocniej odczuwałam brak dopracowania i harmonii, a te aspekty bardzo cenię. Narracje przestały ograniczać się wyłącznie do Koziorożca i mogłam poznać lepiej innych bohaterów. Zabieg intrygujący, ale w tym przypadku całkowicie nieudany, gdyż narracje były do siebie zbyt podobne, by zdać sobie sprawę, o kim tym razem mówi narrator. Bez wątpienia częściowo psuło to indywidualność poszczególnych postaci.
Co do fabuły, to tutaj muszę również popuścić wodzę mojej frustracji, ponieważ ponownie dominuje nierównomierność i chaos. Pojawiały się wątki, które wspaniale oddawały klimat książki i pozwalały zagłębić mi się w ten unikatowy świat. Lecz szczęście nie trwa wiecznie, więc były też wydarzenia całkowicie bezbarwne i niosące ze sobą monotonnie. Pojawiało się zbyt dużo luk i niespójności, by ślepo podążać za opowieścią. Długo wierzyłam, że to po prostu brak wiedzy czytelnika, który z czasem zostanie wyjaśniony, a ja poczuję satysfakcję. Niektóre wątki odpłynęły w toń nigdy nie rozwiązane.
Najmocniejszą stroną całej powieści bez wątpienia są dla mnie bohaterowi, którzy w dużej mierze odznaczają się indywidualnością – wbrew problematycznej narracji. Choć postaci było na tyle dużo, by epizodyczni całkowicie ginęli w tłumie. Moją sympatię zyskał Capri, wyróżniając się spokojem oraz niesamowicie ludzkimi emocjami. Tworzyło to aurę tajemnicy przy młodym mężczyźnie i w wielu sytuacjach nie pozwalało poznać jego prawdziwej osobowości. Samej Picses nie polubiłam, ale bez wątpienia doceniam ją jako postać literacką. To właśnie ona dodawała barw historii i tego poczucia nieprzewidywalności. Problem pojawiał się przy przedstawieniu ich relacji. Dla mnie to koszmarny wątek. W tym momencie pozwolę sobie na małe zdradzenie fabuły – rodzeństwo łączy relacja romantyczna i seksualna. Jednak warto wyjaśnić, że nie jest to rodzeństwo biologiczne, więc tutaj każdy według swoich przekonań może zdecydować się, czy mu to przeszkadza, czy też nie. Ale nie w tym rzecz. Dla mnie ich relacja jest po prostu pusta. Jako czytelnicy dostajemy wyłącznie słowa, które mówią o ich przywiązaniu, miłości i wspólnej historii. Za tymi słowami nic się nie kryje, a my musimy wierzyć ślepo, że tak właśnie jest, nie dostając żadnych dowodów potwierdzających ich więź.
Warto byłoby napisać również kilka słów o uniwersum, choć tutaj to za duże słowo. Świat ma potencjał i możliwości, by rozbudować go, dając poczucie panoramiczności. Niestety ginie on i przez liczne luki fabularne oraz brak jakichkolwiek reguł poza zwykłą hierarchią traci swoją pozornie fascynującą aurę.
Tematyka w bardziej poważnym tonie również pojawia się w książce, ponieważ wyraźnie przez historię przedziera się motyw wolności i podziału społeczeństwa. Mogłam obserwować świat, gdzie wartość człowieka jest liczona poprzez punkty i to one świadczą o możliwościach. Dominujące modyfikacje genetyczne, dają też możliwość, by tworzyć kult tak zwanych czystych osób. Tak tworzą się systemy wręcz skrajnych klas społecznych, gdzie hierarchia jest jedynym prawdziwym bogiem, a o wolności wiele ludzi może tylko pomarzyć. Jednak wracając do wątku romantycznego, możemy między Picses a Capri szukać też oznak toksycznej miłości i tego, jak daleko jest w stanie się posunąć, by trwać dalej.
"Zodiaki. Genokracja" dały mi wiele godzin przyjemnej rozrywki, ale niosły też mocne rozczarowanie treścią. Być może sama stworzyłam sobie obraz tajemniczej powieści i nic nie mogło spełnić moich oczekiwań. Ale wad jest zbyt wiele, by móc bez zastanowienia powiedzieć, że to dobra książka. Niemniej widzę też zalety, które inni czytelnicy mogą docenić o wiele bardziej niż ja.
Zaczęłam w papierze, skończyłam w audiobooku i mam wrażenie, że zajęło mi to wiele lat. Wynudziłam się przeokrutnie, bohaterów nie polubiłam i niekoniecznie doceniłam ich kreację, a akcja była... Hm. To kilka połączonych ze sobą opowiadań, gdzie każdy chciał każdego zabić. Autorka miała ambitny pomysł, który wypadałoby jeszcze lepiej rozwinąć, by do samych realiów świata nie dało się przyczepić, a reszta i tak niekoniecznie mi się podobała, więc... Duży zawód. Tym bardziej, że opowiadanie Magdaleny Kucenty w zbiorze "Cyberpunk Girls" podobało mi się nawet bardzo 💔
Hmmm... Trzy gwiazdki zasłużone. Ale po tylu polecankach z okładki liczyłem na więcej. Aczkolwiek mój stosunek do polskiej fantastyki najlepiej określa zwrot "to skomplikowane" zatem możliwe, że wybrzydzam za bardzo. Jednak nie ruszyła mnie fabuła. Ni to powieść, ni to opowiadania spięte fabularną klamrą. Postacie przefajnowane. Dialogi to popisywanie się bohaterów. Fantastyka bardzo dalekiego zasięgu - zatem nie było potrzeby przejmować się wykreowaną rzeczywistością. Generalnie, dobre lecz bez szału.
Do połowy podobało mi się bardzo. Byłam zaintrygowana i z zaciekawieniem słuchałam kolejnych rozdziałów. Jednak później zaczęłam się mocno gubić. Mam wrażenie, że o wiele lepiej przyjęłabym wersję papierową. Słuchając audiobooka traciłam czasem wątki, ale to może tylko moje wrażenie 🤷. Polecam, ale raczej w papierze.
2.5/5 ⭐️ Sama nie wiem do końca co o niej sądzę. Z jednej strony podobał mi się pomysł i bohaterowie z drugiej natomiast wykonanie zostawia wiele do życzenia i często się gubiłam 🥴
Dłuższa recenzja wieczorem na moim ig: last_page00 🫶🏼
Mam co do tej książki mieszane uczucia. Z jednej strony była bardzo ciekawa i wciągająca, a momentami nie mogłam się od niej oderwać. Z drugiej strony pod koniec trochę mi się dłużyła. Bardzo podobał mi się świąt wykreowany przez autorkę, za to niestety nie mogę tego samego powiedzieć o bohaterach. Byli oni średnio wykreowani przez co nie byłam w stanie aż tak wczuć się w fabułę. Uważam że książka nie jest zła tylko na pewno dla trochę starszych, dojrzalszych czytelników.
"Zodiaki. Genokracja" to debiut autorki znanej głównie z opowiadań, moim zdaniem debiut bardzo udany! Świat po globalnej epidemii, w którym społeczeństwo podzielone jest na kasty, wypełniony biopunkowym klimatem zwalił mnie z nóg. Nie będę zdradzać szczegółów dotyczących podziału społeczeństwa, to historia, którą zdecydowanie warto poznać z pierwszej ręki. Głównymi bohaterami są tytułowe Zodiaki, grupa osób obdarzonych szczególnymi zdolnościami z bardzo skomplikowanym tłem psychologicznym. Mierzą się oni z wyzwaniami stawianymi nie tylko przez świat dookoła ale również przez ich samych.
Postapokaliptyczna wersja świata dopełniona wszechobecną biotechnologią jest dla mnie czymś niezwykle interesującym i uwielbiam tego typu klimat w dziełach kultury. Autorka stworzyła skomplikowany i rozbudowany świat z ogromnym potencjałem i bardzo złożonych pod wieloma względami bohaterów. Nie jest to książka lekka i przyjemna, wymaga ona od czytelnika pełnego skupienia i zaangażowania. Sama konstrukcja nie wszystkim przypadnie do gustu, z biegiem historii czytelnik zadaje sobie coraz więcej pytań jednak na odpowiedzi przyjdzie mu odrobinę poczekać. Dla mnie ten zabieg się sprawdza, mam ogromną ochotę na poznanie pozostałej części historii a szczypta niewiedzy jest dla mnie ekscytująca. Ilość akcji i detali jest ogromna, w całej książce nie trafiłam na żaden moment, który by mnie znudził, tempo jest dynamiczne i nie sposób oderwać się od lektury. Uwielbiam bohaterów, Pisces jest moim ulubionym Zodiakiem a jednocześnie najbardziej interesującym i złożonym. Każda z postaci jest kompletnie inna co jest doskonale widoczne w stosunkach między nimi, sam pomysł na stworzenie bohaterów będących Zodiakami jest czymś totalnie nowym i kreatywnym. Autorka stworzyła świat, który daje jej pełne pole do popisu w kolejnych tomach i z niecierpliwością czekam na dalszą część historii najbardziej pokręconego rodzeństwa w polskiej literaturze.
Bardzo trudno było mi przebrnąć przez „Zodiaki”, a już szczególnie przez pierwszą połowę. Wszystko głównie za sprawą fabuły, która… nie istnieje.
Czy Zodiaki można w ogóle nazwać powieścią? Dla mnie to raczej zbiór opowiadań. Wyobraźcie sobie pilot serialu - wprowadzenie do świata, wprowadzenie nowych postaci, aż nagle kolejny odcinek to też pilot. I kolejny, i kolejny. I nagle epilog, dziękuję, do widzenia.
Brak fabuły jestem w stanie przeżyć, jeżeli postaci są na tyle dobre, że pociągną książkę w górę. Cóż… Przede wszystkim jest ich za dużo, jako że większość z nich nie ma żadnej porządnej roli oprócz wystąpienia w swoim kawałku opowiadania. A nasi głowni, ekhem, braciszek i siostrzyczka… Czy możemy już proszę przestać z kazirodztwem? Błagam.
No dobra, ale niech będzie, fabuły nie ma, postaci takie mało do lubienia, to może jeszcze styl uratuje? To jest dosyć subiektywna kwestia - dla mnie nie uratował, rozumiem, że fantastyka naukowa, trzeba się bardziej skupić sratu tatu, ale nie chodzi o to, żeby na siłę zagmatwać czytelnika. Tutaj czasami naprawdę nie wiadomo co się dzieje i brakuje czegoś, co spoiłoby treść w całość, żeby wyjaśnienia nie pojawiały się z tyłka i wszystko miało sens (np. Fabuła - przydatna rzecz, polecam)
ALE! Ale muszę przyznać, że uwielbiam scenę, kiedy Capri robi symulacje w kółko i w kółko i w końcu nie wiadomo, co jest prawdą. Dla ten sceny nawet chciałam dać 3 gwiazdki, ale zaczęłam analizować, co tam się działo, No i nie mogę.
Po kolejną pewnie nie sięgnę, bo jak przeczytam jeszcze raz jak Pisces woła do Capriego „braciszku” to puszczę pawia.
P.S. Nie było tam mojego znaku zodiaku, a wciąż miałam nadzieje do samego końca! (To mnie w sumie zmotywowało, żeby czytać dalej). I mi smutno. Koniec, dziękuje za uwagę.
Opinia chaotyczna, bo nauczyłam się od autorki Zodiaków.
Ja się pytam, gdzie jest Rak? Książka zakręcona jak jej autorka i zdecydowanie nie napisana do końca. Zakończenia po prostu nie ma, jest raczej koniec pierwszego sezonu. Pomysł pokochałam od pierwszego opowiadania, które przeczytałam, a które potem stało się rozdziałem pierwszym powieści. Postacie są żywe i emocjonalne, nawet jeśli są jednocześnie chodzącymi komputerami, a sceny akcji dynamiczne i odpowiednio jak dla mnie krótkie (nie lubię scen akcji, tak jak nie lubię rozwleczonych końcówek, gdy czytelnik już wie o co chodzi, ale autor jeszcze musi to napisać). Świat jest oryginalny i pokazywany fragmentami pomiędzy elementami fabularnymi. Miałam za to problem z trzecim rozdziałem - odczuwałam go jako doszyty do reszty, w pewnym sensie była to jakby najważniejsza - najdłuższa- część, a mnie jakoś umknęło na początku czemu Capri w ogóle szuka dostawców mgiełki, po co Ryba się tak miota, potem miałam wrażenie, że fabuła jakby nie może się zdecydować, co jest dla niej najważniejsze, sceny są fajne, ale czemu następują w takiej kolejności i czemu się urywają? Tak naprawdę dopiero po przeczytaniu całości dostałam obraz tego, czym w ogóle są Zodiaki, jak poszczególne "dzieci" są używane do konkretnych zadań, jak nie mają niczego swojego ani żadnych praw. I teraz czekam z napięciem na to, co Zodiaki zbuntowane szykują dla świata.
PS. Już wiem, gdzie jest Rak...
This entire review has been hidden because of spoilers.
Zastanawiam się oco chodzi z tą książką. Niektóre rzeczy w niej sa absurdalne. Poznajemu tutaj ,,rodzine ,, zodiaków. Każdy z każdym chce sie przespać i na kazdym kroku mówią przeciez ze nie sa prawdziwym rodzeństwem, ale nadal mówią do siebie siostrzyczko i braciszku. Nie rozumiem tego. Nie mam pojęcia wogole o czym jest fabuła i do czego brniemy. Jak lubie szybka akcje i niespodziewane zwroty akcji tutaj w większośći niewiedziałam oco chodzi. Tutaj nagle umarła osoba a w nastepnym rozdziale już żyje. książka miała potencjał ale nie został wykorzystany. Nawet same postacie zodiakow nie zostały nam do końca wytłumaczone. Bardzo męczyłam się z tą książka by ją skończyc. PODSUMOWUJĄC: nie polecam.
Niestety, ta książka mnie rozczarowała. Naprawdę chciałam, żeby mi się podobała, ale męczyła mnie, nie miałam poczucia, że wątki fabularne się ze sobą łączą i momentami naprawdę rozważałam przerwanie lektury. Dotrwałam jednak do końca w nadziei, że na końcu cały ten chaos jakoś ładnie się zepnie. Niestety, nie stało się tak. To jednak debiut powieściowy Magdaleny Kucenty i sądzę, że autorka ma potencjał. Liczę, że następne powieści będą lepsze.
Zacznę na wstępie od tego, że byłam bardzo ciekawa Zodiaków, bo zarówno okładka jak i opis zwróciły moją uwagę tak bardzo, że widziałam, że się sięgnę po tą nowość z repertuaru wydawnictwa Uroboros, które chyba naprawdę staje się jednym z moich ulubionych, jeśli chodzi o książki z gatunku sci-fi i fantasy. Tak oto zaczęłam czytać i teraz po lekturze wiem jedno - chcę więcej książek Pani Magdaleny (i to tak na już), kto jest ze mną? W przyszłości, gdzie świat przeszedł przez zagładę, w zakładach bio-inżynieryjnych "Zodiak" powstają postludzie, którzy nie są tacy jak my, te obiekty charakteryzują pewne umiejętności, które są rozwijane właśnie w tych zakładach. Postludzie nie mają władzy nad sobą samymi, muszą wykonywać plecenia wydawane przez Ojca, bo jak mogą samodzielnie funkcjonować, skoro to są w oczach wszystkich tylko obiekty doświadczalne, beż żadnych praw. To tak, tytułem wstępu jeśli chodzi o omówienie świata jaki stworzyła Pani Magdalena Kucenty. Capricorn to chłopak, który jest uznany za wersją finalną oraz stabilną, w przeciwieństwie do swojej siostry i pary - Pieces, która zdecydowanie nie jest wersją stabilną w tym świcie. To pierwsze działa według zasad, które są ustalane odgórnie, natomiast to drugie działa poza schematami i będzie iść po nich jak po spalonym polu, jeśli będzie to niezbędne na drodze do miłości i uczucia. Ta dwójka to nie jedyne Zodiaki, które poznajemy bliżej, co sprawia, że ten świat jest jeszcze bardziej ciekawy! Kolejnymi postludźmi, którzy mają najwięcej do powiedzenia w Zodiakach są Virgo i Gemini, Panna ma umysł, przed którym sieć i wszelkie połączenia nie mają granic, brzmi zachęcająco, pewnie tak, ale nie gdy Twoje ciało jest niepełnosprawne. A Bliźnięta to twór, który ma na celu chronić całe swoje rodzeństwo i to za wszelką cenę! Te cztery postaci to główni bohaterowie, ale cała książka jest pełna bardzo ciekawych istnień, które mogą Was wciągnąć w ten świat. Genokracja to coś nowego i świeżego w literaturze z gatunku post apokaliptycznych oraz biopunkowych. Czytając tą książkę nie zrażajcie się trudnościami, bo nie będą ukrywać że nie czyta się jej łatwo, oraz pewne kwestie trzeba przemyśleć, jednak to właśnie w tym tkwi siła utworu Pani Magdaleny, nic tu nie jest oczywiste, a zakończenie zdziwiło mnie bardzo, bo nigdy ni brałam takiego pod uwagę!
Magdalenę Kucenty, pisarkę fantastyki z wewnętrznej potrzeby, a magister inżynier telekomunikacji z wykształcenia, znałam do tej pory tylko w niezłym „opowiadaniowym” wydaniu. Dlatego też z zainteresowaniem spojrzałam na pierwszą pełnometrażową powieść autorki pod tytułem Zodiaki. Genokracja. Szczególnie iż jej zapowiedź niosła ze sobą słodki zapach cyberpunku odpowiednio doprawiony klimatem postapo i zagadnieniami inżynierii genetycznej.
Skatalogowani. Świat po globalnej zagładzie zmienił swoje oblicze. Społeczeństwo podzieliło się na kasty, a każdy obywatel został wyposażony we własną metrykę. Metrykę, o której posiadaniu pomarzyć mogą Zodiaki, czyli genetycznie obiekty doświadczalne o niezwykłych i bardzo oryginalnych umiejętnościach.
Umiejętnościach, które powodują, iż stają się oni „łakomym kąskiem” dla wielu osób. Szczególnie posłuszny Capri, który jak szczur laboratoryjny wykona każde powierzone mu zadanie. Pisces, która z miłości oddałaby za niego swe życie, czy nierozłączne Gemini, które zrobią wszystko by zapewnić reszcie Zodiaków lepszą przyszłość
Niezwykle rozbudowany świat. Jestem zauroczona i zaskoczona. Nie spodziewałam się tak przemyślanego i bogatego świata, który na każdym kroku pobudza wyobraźnię i wprowadza niesamowicie biopunkowy klimat.
Ten cudowny klimat fantastycznie uzupełniają nietuzinkowi bohaterowie. Ich kreacja, psychologiczne rozłożenie na czynniki pierwsze oraz dialogi dają wiele do myślenia i pokazuję, iż można w oryginalny sposób przekazać ogromne pokłady treści.
No i jeszcze fabuła. Może nie jest jakaś super dynamiczna, ale z każdym detalem, dialogiem i wątkiem czuć, że autorka bawi się z czytelnikiem, otwierając przed nim drzwi do przekraczania granic swojej wyobraźni.
Dlatego, jeżeli macie ochotę na nietuzinkową, oryginalną cyperpunkową powieść, która pozwoli Wam na chwilę oderwać się od rzeczywistości i przeniesie do wspaniale wykreowanego świata, to Zodiaki. Genokracja Magdaleny Kucenty są dokładnie tym, czego poszukujecie.
Polecam gorąco!
Premiera książki 24 lutego! Czytajcie, bo warto! :D
„Nikt nikogo na dobrą sprawę nie zna. Nawet siebie samego. Znamy tylko własne wyobrażenia o sobie i o innych ludziach. Zwykle mylne. Rzadko kiedy bliskie prawdy.”
„Zodiaki. Genokracja” autorstwa Magdaleny Kucenty to powieść w klimacie biopunku. Świat został na zawsze odmieniony po wybuchu zarazy zwanej Pandorą, ludzie cierpią na niekontrolowane mutacje, środowisko zostało zanieczyszczone na tyle, że powstały miasta kryjące się pod ochronnymi kopułami. Społeczeństwo, które wyewoluowało z gruzów znanej nam cywilizacji jest zupełnie nowym gatunkiem. Świat stworzony przez autorkę jest naprawdę bogaty i różnorodny. Czytając książkę od razu można zauważyć, że to, co widzimy śledząc losy bohaterów to tylko wierzchołek góry lodowej, a reszta wciąż czeka na odkrycie. Tytułowe Zodiaki zostały powołane do życia w laboratorium, ku szczytnemu celowi nieustannego udoskonalania rasy ludzkiej. Jednak jak to przy eksperymentach bywa, jedne są bardziej udane niż inne. Każdy z nich posiada jednak specjalne zdolności, o których zwykli ludzie, nawet z odpowiednimi udoskonaleniami technologicznymi, mogą jedynie pomarzyć. I nie są to sztampowe super-siła, super-prędkość. Pomysły są dużo bardziej oryginalne niż to, co zwykle serwuje nam popkultura. Szczegóły pozostawia Wam do odkrycia, bo to jeden z mocniejszych elementów książki. Przy całym świetnie wykreowanym świecie miałam jednak problem, żeby się w książkę wciągnąć. Cała historia jest dla mnie chaotyczna. Mamy tu bardzo wielu bohaterów i rozdziały przeskakują pomiędzy perspektywami różnych osób. Sporo czasu zajęło mi rozróżnianie poszczególnych Zodiaków, o których była mowa gdzieś poza głównym wątkiem. Jak zaczęłam lubić jakąś postać, to akcja znów przeskakiwała do kogoś innego. Mam wrażenie, że autorka ma ogrom świetnych pomysłów i próbowała jak ich najwięcej zmieścić w jednej książce. A nie jest to długa opowieść. Każdy z bohaterów ma własne traumatyczne przeżycia, przemyślenia i marzenia, ale miałam wrażenie, że przez to, że było ich tak wielu, to nie było nam dane tak naprawdę poznać żadnego z nich. To spowodowało, że ciężko było mi się emocjonalnie zaangażować w tę historię. Na pewno jest to książka ciekawa i warta przeczytania, jeśli jesteście fanami cyberpunkowych klimatów. Ja na pewno dalej będę dalej śledzić poczynania autorki i czekać na nowe wizje przyszłości.
Odległa przyszłość. Jak podaje opis "biopunkowa" wizja przyszłości, w której społeczeństwo podzielone jest na kasty. Od najczystszych ludzi, nie skalanych deformacjami, przez zanieczyszczone społeczeństwo, kończąc na istotach zmodyfikowanych. A wśród nich Zodiaki: genetycznie zaprogramowani ludzie o niezwykłych umiejętnościach.
Sam opis niesamowicie mnie zainteresował, do tego stopnia że gdy książka wpadła w moje ręce rzuciłam dla niej wszystko. Okładka? Wprost magnetyczna i przyciągająca wzrok. A teraz zajrzyjmy do środka...
Początek był niezwykle intrygujący. Niejasny, chaotyczny, tajemniczy. Czuć było cyberpunkowy klimat, a sama wizja przyszłości świetnie wykreowana. Postać zdeformowanego ogromnego człowieka pokrytego łuskami z ogonem, wcisnęła mnie bez reszty. Jednak im dalej zagłębiałam się w lekturę, nic nie stawało się mniej chaotyczne, bardziej przejrzyste, a w pewnym momencie... po prostu nużące.
W książce przeplata się multum wątków, które sprawiły że straciłam gdzieś sens książki i do czego to dąży, a skakanie między masą różnych postaci niczego nie ułatwiły. Pokręcona fabuła i wielowątkowość szybko sprawiły, że ogromne zaintrygowanie przerodziło się w zmęczenie o brak zainteresowania.
Wiem, że wiele osób odrzucił motyw kazirodczego związku. Z jednej strony nie mamy tutaj ludzi w prawdziwym tego słowa znaczeniu, z drugiej są to jednostki które mieszkały i wychowywały się razem. Więc zależy jak na to spojrzeć. Również zwracanie się do innego brata per "prawiczku" było dla mnie po prostu niesmaczne. I będąc przy kontrowersyjnych aspektach, moim zdaniem książka skierowana jest raczej do osób 18+. Ze względu na ilość przekleństw, przemocy czy nawiązań seksualnych (np. Wyjątkowo dziwna scena, gdy naga, przupykuta dziewczyna zlana krwią odczuwa pożądanie i myśli o potrzebie płodzenia potomstwa).
Sądzę, że ukazana wizja przyszłości ma na prawdę duży potencjał, niestety wykonanie nie przekonało mnie do siebie, choć jestem pewna, że książka znajdzie również wielu fanów.
Ojejuś, ale mnie ta książka wymęczyła... Musze pochwalić kreację świata i Zodiaków, bo wyszły naprawdę. Niestety o wiele gorzej jest z fabułą. Jest kompletnie nieinteresująca, nijak nie skłania do przejmowania się losami postaci (może z chlubnym wyjątkiem Pisces), których jest niepotrzebnie wiele, wiele wydarzeń jest całkowicie zbędnych, do tego niekoniecznie zachodzi pomiędzy nimi sensowna ciągłość. na pewno chętniej przeczytałbym opis tego świata w formie podręcznika RPG niż fabułę, o której po przeczytaniu niewiele mogę powiedzieć, tak byłą miałka i nie zapadła mi w pamięć. Nie czytałem, tylko słuchałem audiobooka, co zasługuje na dodatkowy akapit. Bardzo podoba mi się głos pani Diany Giurow, ale niestety częściej niż to dopuszczalne przekręca wyrazy (choćby nieszczęsny "kataflak". Poza tym nie mam pojęcia, kto wpadł na kretyński pomysł, żeby łacińskie nazwy znaków zodiaku, a więc przydomki głównych postaci, wymawiać z idiotycznie przesadzonym, mylącym angielskim akcentem, zamiast po prostu z wymową łacińską (już mi wszystko jedno, czy restytuowaną, czy tradycyjną). Czy była to koncepcja autorki, lektorki czy osoby reżyserującej nagranie? Tak czy owak, wyszło głupio i nieczytelnie. Pomimo otwartego zakończenia na pewno nie sięgnę po kontynuację.
Szalone ryby, zagubiony Koziorożec i Nagle pojawienie się Strzelca, Gemini w rozsypce i...no wiele więcej. Książka jest bardzo chaotyczna, ciężko zrozumieć co się w niej działo, co nie znaczy że nie jest dobra. Bo jest. Ogólnie fantastyka z dodatkiem nauki, ma swój ład, ale trzeba go zrozumieć, co niestety nie każdy czytelnik da radę (po części i ja), w tym chaosie trzeba znaleźć porządek, widać że autorka dużo poświęciła książce, jednak dałoby się to ugryźć lepiej.
Początek był bardzo ciekawy, środek mimo akcji mnie nieco nudził, 3/4 książki czytałam na siłę, ale koniec (Gdzie pojawił się strzelec) pochłonęłam od razu. Zapragnęłam.kolejnej części, więc chyba źle nie jest, bo faktycznie, zabawa się dopiero zaczyna! Liczę że następna część będzie już tylko lepsza, a autorka będzie się rozwijała coraz bardziej, bo ma pomysły i ciekawy świat, niecodzienny dla mnie, a to już coś!
Zdecydowanie polecam przeczytać, warto się przymusić, przynajmniej ja się zdecydowałam na taki krok i nie żałuje.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Niewykorzystany potencjal. Ciekawie wykreowany swiat, ale calosc ostatecznie byla dosyc plytka. Oczekiwalam czegos wiecej. Od 3/4 ksiazki odnioslam wrazenie ze to wszystko brnelo do nikad i troche tak sie zakonczylo- nijako. Baaaardzo chaotyczna akcja. Mimo ze sie skupialam na lekturze, to cos mi umykalo i momentami czulam sie troche zagubiona, jakbym zaczela czytac ksiazke, ktora jest ktoryms z kolei tomem w serii. Faktem jest, ze kilka fragmentow ciekawie sie laczyla, takie laczenie kropek, ale po bardzo zakreconej drodze. Nawiazanie do Romea i Julii w pewnym momencie- i was like o-o, to bylo swietne akurat. Powiedzialabym, ze to podkrecone opowiadanie z wattpada- spicy sceny, specyficzna relacja miedzy „rodzenstwem” (?? that was weird), a podkrecone dlatego, ze opisany swiat byl naprawde okej. Niektore postacie zdazylam polubic calkowicie, inne tylko troche, a kolejnych obecnosc w ksiazce co najwyzej tolerowac.
This entire review has been hidden because of spoilers.
"Biopunkowa wizja świata po globalnej zagładzie", to idealny opis tej powieści. Autorka stworzyła całkiem nowy świat, wręcz idealnie go kreując, tak samo postacie. Każda z nich jest inna i różni się od siebie całkowicie i oczywiście imię każdej z nich nazwane zostało jednym z zodiaków. Książka wymaga ogromnego skupienia, aby całkiem zrozumieć wszystko co się w niej dzieje, a jest tego całkiem sporo. Osobiście muszę stwierdzić, że ta pozycja nie jest dla mnie, ale zdecydowanie ją doceniam, tak samo jak styl pisania autorki i z pewnością wielu osobom się ona spodoba, co do tego jestem przekonana, lecz mimo wszystko nie jest to literatura przeznaczona dla mnie. Sama gubiłam się trochę podczas czytania, nie wszystko byłam w stanie zrozumieć i raczej nie sięgnę po nią ponownie, ale była to całkiem ciekawa przygoda.