Jej ciętych ripost bali się rozmówcy. Ona bała się tylko myszy.
Maria Czubaszek, postać wyjątkowa, dla wielu kontrowersyjna, mistrzyni ostrych sądów i czułej drwiny, skradła serca milionom Polaków. Niechętnie mówiła o sobie, zasłaniając się kilkoma dyżurnymi anegdotami. Nie lubiła dzieci, zdrowego trybu życia, podróży, kochała palenie i psy.
Wojciech Karolak nic nie zmienił w pokoju żony od jej śmierci. Violetcie Ozminkowski udało się wejść w ten zatrzymany świat, poznać archiwum satyryczki i namówić na szczere rozmowy jej najbliższych. Dzięki temu mogła w niezwykły sposób opowiedzieć historię fascynującej kobiety, która pod uśmiechem skrywała samotność, smutek, a bywało, że i rozpacz.
Maria Czubaszek nie kojarzyła się z cierpieniem. Zapamiętaliśmy ją jako piekielnie inteligentną i dowcipną starszą panią z papierosem. Zawsze uśmiechniętą, zawsze gotową wbić czułą szpilę. Na początku jej kariery wątpiono, czy w ogóle istnieje. Podejrzewano, że za jej nazwiskiem kryje się kilku wybitnych satyryków. Była w tym przewrotna prawda, bo ona sama miała się światu nigdy nie przydarzyć, co wykrzyczała jej kiedyś matka. Nie miała zresztą nic przeciwko temu, bo trzymała ją przy życiu świadomość, że jak już naprawdę będzie miała dość, popełni samobójstwo. W młodości próbowała zabić się dwa razy, pod koniec życia po cichu umierała na oczach całej Polski. Uśmiechając się, mówiła wprost, że życie przestało ją bawić, a braliśmy to za kolejny żart. Zawsze mówiła to, co myśli, była wolną kobietą i zapłaciła za to wysoką cenę, ale dzięki niej może wszyscy chwilami bierzemy życie mniej serio.
Miałam nadzieję, ze dowiem się z tej książki o wiele więcej na temat Marii Czubaszek, ale bardzo się zawiodłam. Sama jej postać mnie zaintrygowała i mam nadzieję, ze trafię na lepszą książkę opowiadająca o jej życiu.
Na widok nazwiska "Czubaszek" nabyłem książkę drogą kupna natychmiast, ponieważ akurat miałem doła i chciałem się pocieszyć.
W coś trzeba nie wierzyć to zbiór wszystkiego, co w życiu pani Marii było najciemniejsze i najboleśniejsze. W odróżnieniu od potwornego utworu (Nie)Łatwo mnie zabić o Joannie Chmielewskiej (nie autorstwa Violetty Ozminkowski!) czuję, że dużo się dowiedziałem – nie wpadłbym na myśl, że pani Maria była na spektrum autyzmu, a po przeczytaniu wydaje mi się dziwne, iż sam tego nie odnotowałem. Dużo informacji pojawiło się już w Każdy szczyt ma swój Czubaszek ale 1) nie wszystkie, 2) wywiad-rzeka ma to do siebie, że dużo się z niego można dowiedzieć. W coś… to książka krótka. Treściwa, ale do spożycia w jedno depresyjne popołudnie, co też uczyniłem. Po czym sięgnąłem ponownie po wywiad-rzekę, bo potrzebowałem drabiny, żeby wyleźć z doła.
Ocenę zaokrąglam w dół z uwagi na ilustracje. Każdy szczyt… zawiera niekiedy identyczne rysunki, ale wyczyszczone i wydrukowane w wysokiej jakości. W coś trzeba nie wierzyć to – hmmm – oryginalne skany (jak mniemam) w oryginalnej jakości, wpatrywać trzeba się z lupą. Szkoda, bo rysunki i listy są zwyczajnie fajne, nawet jeśli smutne. Czy wspomniałem, że ta książka jest rozdzierająco smutna?
6.5/10 zaokrąglone do 3/5 w Goodreads.
My ratings: 5* = this book changed my life 4* = very good 3* = good 2* = I probably DNFed it, so I don't give 2* ratings 1* = actively hostile towards the reader
Pani Maria Czubaszek to legenda. Niestety z dużym rozczarowaniem muszę uznać, że nic nowego na jej temat nie wynika z tej książki. Większość anegdot i cytatów znamy z tych pozycji, które ukazały się wcześniej, autorstwa Artura Andrusa i samej Marii Czubaszek. Dużo jest tam za to o pustce, jaką po sobie Pani Maria Czubaszek pozostawiła. Nikt jej niestety nie zapełni, i kolejni autorzy mogą się dwoić i troić, próbujący to zrobić, a przy tym jeszcze mogą być pewni dużego popytu na swoje wypociny. Pani Maria Czubaszek pozostawiła po sobie liczną rzeszę osób, które muszą teraz dalej bez niej stawać czoła beznadziejnej codzienności. Nieco niefortunne wydaje mi się, że Pani Autorka w tej książce zabrała się również za diagnozowanie co też Pani Marii Czubaszek mogło "dolegać", że była taka jak była (za co przecież właśnie była uwielbiana). Tu padają dosyć śmiałe hipotezy: autyzm, anoreksja, depresja... Nie wydaje mi się, żeby takie wycieczki w jej prywatne sprawy i zdrowie miały jakiś sens. Gdyby żyła, pewnie by za to ktoś usłyszał od niej parę szczerych słów... Jedyna wartość dodana to może zamieszczone ilustracje, które są wiarygodne i trochę pocieszają.
To jest moja pierwsza książka o Marii Czubaszek, dlatego nie mogę powiedzieć , Że to powtórzenia od tworzenia czegoś co już wcześniej było napisane. Szczerze muszę przyznać , że ubawiłam się czytając celne riposty i zdania. Podziwiam prawdziwą miłość i Przyjaźń mimo wad i przywar jakie każdy człowiek ma w sobie . Listy pisane odręcznie i ryciny docierały do mojego serca. Nie każdemu dane takie uczucie mimo trudności