Ktoś przed nimi ucieka i zarazem goni je z bronią. Bohaterki tej książki bardzo tego kogoś chcą. Pewien mroczny trubadur pojawia się i znika, tuptusie są odrzucane, tak trudno znaleźć spełnienie w miłości czy to do kobiet, czy do mężczyzn. A nad wszystkim ponuro zwiesza się widmo przemocowego tatusia. Czy można się definiować poprzez brak? A może poszukiwanie tożsamości to tylko pretekst, by nie żyć
3,5 Podobały mi się te opowiadania, bardzo dobre językowo, bardzo odpowiadał mi styl autorki. Niektóre wykreowane światy nieco mniej do mnie przemawiały, najmniej chyba przewijający się w niektórych opowiadaniach ten sam bohater, ale opowiadania stanowiące oddzielną całość bardzo mnie poruszyły. To zbiór przejmujących, czasem nieco niepokojących historii głównie o kobietach, które na różne sposoby wychodzą z przemocowych relacji, zarówno rodzinnych jak i miłosnych, o tym jak ta przemoc czy agresja ciągną się za nimi, jak sobie z nimi radzą, raz lepiej raz gorzej. Bardzo współczesne. I fajna jest przypadkowa queerowość, która pojawia się w opowiadaniach. Ta queerowość po prostu jest, nie stanowi jednej cechy, jaką posiada dany bohater, bardzo to odświeżające przeczytać książkę, gdzie nieheteronormatywność się pojawia jako coś, czego ludzie doświadczają, i co stanowi po prostu jeden z licznych elementów ich życia.
Przyciągnął mnie tytuł. To zbiór opowiadań. Po pierwszym chciałam odłożyć, ale poczytałam o samej Autorce (rocznik 81) i wróciłam. Na szczęście, bo kolejne mnie już pochłonęły!
Mimo że ostatnie historie znów były dość nużące, wspólna bohaterka dla paru opowieści - ale nie tylko ona - zostaje ze mną na dłużej.
Ktoś napisał, że dużo tu Polski be, o której nie chce już czytać. To prawda, ale ja wybrałam ją do lektury, bo samotność, odrzucenie czy niezrozumienie, opisane w odpowiedni sposób, nigdy nie przestaną interesować mnie jako tematy. A Katarzyna Michalczak koncentruje się przede wszystkim na bolesnej rzeczywistości braku miłości: ze strony rodziców, mężczyzny, dzieci, przyjaciół i ewidentnie wie, o czym pisze.
Imię książki nie oszukało - ma na imię nie mam.
PS Może te mniej interesujące przeczytam po raz drugi.
Kupiłam ze względu na okładkę. Po około 80 stronach było już bardzo nudno, ponownie rok pozniej próbowałam powrócić do czytania niestety bez skutku, nadal jest nijaka…
Mija czas, zanim nauczysz się własnego języka. Nie jest ważne, ile tego czasu upłynie ; ważne, że świecą gwiazdy i księżyc. Kluczowe, żeby nie bać się tego, co piękne. Nie szydzić z punktów na niebie.
opowiadania bardzo chaotyczne i nudnawe, plusem jest że czyta się szybko. bardzo depresyjne. ze wszystkimi bohaterami jest coś nie tak, każdy ma jakąś traumę z dzieciństwa, która jest wciąż nieprzepracowana i czytamy o tym jak ludzie nie radzą sobie z życiem. sentymentalne, nostalgiczne ale i przygnębiające o tej polsce o której ja czytać już nie chcę. proste i krótkie zdania, czasem słowa oddzielowe od siebie kropkami, czasem próby naśladowania języka mówionego. bardzo mnie zmęczyła ta książka. chyba nic nie zapadnie mi w pamięć na dłuższą metę. 2.5/5
Przeciętne, chaotyczne, bez fajerwerków. W czasach gdy Polska nowelistyka przeżywa renesans taki zbiór nie ma szans na zaistnienie w świadomości czytelnika.